napisał(a) realista2 » 01.12.2010 11:01
Wiara w cuda czyni cuda, ale w tym wypadku cudu nie oczekiwałbym.
To nieprawda, że małymi kroczkami samochód elektryczny stanie się konkurencyjny dla aut spalinowych. Żeby tak się stało potrzebna jest rewolucja, a nie ewolucja, a na to nic wskazuje.
Zacznijmy od kosztów. Producent samochodu elektrycznego (samochodu?) z Pruszkowa podaje, że za ładowanie akumulatorów zapłacimy 3 zł. Ciekawe jak oni to obliczyli skoro 1 kWh kosztuje ponad 60 gr ? Kto ma kalkulator może sobie to sam policzyć i jak w mordę strzelił wychodzi nie 3 zł ale minimum 9 zł. Żeby jednak porównać to z autem benzynowym należałoby dodać akcyzę bo jak wiadomo w cenie benzyny połowę stanowią podatki. Porównywalne benzynowe autko takich rozmiarów i takiej wagi i przy stałej prędkości 90 km/godz zużyje ok 3 l benzyny czyli 3 X 4,7 = 14zł. Z tego wynika, że koszt będzie taki sam. W dodatku energia elektryczna powstaje u nas z węgla i jeśliby zacząć używać ją do zasilania samochodów zniszczylibyśmy środowisko naturalne. Jedyną czystą energią jest energia z atomu i tylko w krajach które takową mają elektryczne autka miałyby jakiś sens. Najśmieszniejsze jest to, że autami elektrycznymi i niby niskimi kosztami ich eksploatacji ekscytują się posiadacze ciężkich paliwożernych SUW–ów 4X4 z klimą, elektrycznymi dodatkami itp. Jaki zasięg miąłby taki pojazd z elektrycznym silnikiem 20, czy może 30 km? Wyobrażam sobie podróż do Chorwacji takim elektrycznym wynalazkiem z Pruszkowa pozbawionym klimatyzacji w potwornie ciasnej, dusznej przypominającej kulę kabinie w której nie ma nawet opuszczanych szyb, a jedynie odchylany wywietrznik no i przymusowe przystanki na zmianę akumulatorów co godzinę. Jazda poczciwym maluchem to w porównaniu do tej męczarni to byłby luksus w czystej formie.