napisał(a) Franz » 05.06.2012 19:33
Jeszcze przez chwilę nieznacznie się obniżam, lawirując pomiędzy głazami i większymi kamieniami. Podnoszę sobie samopoczucie odwołaniem się do najbardziej mi w tej chwili odpowiadającej wersji w kwestii strategii kładzenia min; po prostu nie mam wyjścia - jeśli nie chcę, by mnie noc dorwała w tych górach, muszę optymalizować przebieg trasy. Teren zaczyna się wznosić - zakładam, że sterczący przede mną szczyt, to Veliki Prenj. A co, jeśli to nie jest on? Hmm, będę się zastanawiał nad tym później - najważniejsze, żebym gdzieś w jego pobliżu, najchętniej poniżej skał, spotkał szlak. Podchodzę, początkowo łagodnie, później stopniowo coraz bardziej stromo, zerkając często w prawo, gdzie spośród mgieł zaczyna wyglądać para ostrych, skalistych szczytów - Otis i Zelena Glava - z tym, że na ogół tylko jeden z nich w danej chwili jest widoczny.
Kijki pomagają mi w miarę szybko zdobywać wysokość i wkrótce docieram pod same skały. Tu rozczarowanie - brak szlaku. Trudnym, skalnym grzbietem zapewne nie prowadzi, więc musi być po drugiej stronie. Taką, przynajmniej, mam nadzieję. Niestety, na przełączce wita mnie gęsta kosodrzewina i nie ma mowy, bym się przez nią przedzierał. Zatem posuwam się wciąż bez szlaku po południowej stronie grzbietu, licząc jednak na rychłe spotkanie z czerwonymi kółeczkami. Póki co, tracę nieco czasu, zmuszony do omijania raz po raz schodzących niżej jęzorów kosówki. Niepokoi mnie myśl, że może tego szlaku w ogóle nie ma, ale staram się ją odganiać. Przecież na tych najnowszych mapach był wyraźnie zaznaczony. No dobrze, to może brak malowanych znaków, a w zamian tylko kopczyki? Daremnie jednak rozglądam się wokoło - niczego takiego nie udaje mi się dostrzec. Nie mam jednak innego wyjścia - muszę trzymać się tego grzbietu. Spoglądam na zegarek - dochodzi piąta. Niedobrze.
