Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

BAŁKANY 2007 i 2008 ... czyli wyprawy z Jasiem i Lenką ...

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 01.04.2009 23:19

Dzień 22

20/09/2008 sobota

odległość: 460 km

trasa: Złote Piaski - Sumen - Ruse - BG / RO - Bucuresti - Ploiesti - Predeal


Obrazek


Dzień wyjazdu po kilku dniach postoju zwyczajowo wiąże się z dłuższym noszeniem klamotów. Nie inaczej jest i dziś, z tym może wyjątkiem, że do dyspozycji mam używany już przy przyjeździe wózek czterokołowy :). Hotel, co prawda, sprawia wrażenie lekko wymarłego za sprawą 'okienka' między turnusami, ale z drugiej strony daje się wyczuć obecność bułgarskiej klienteli przybyłej tu na weekend ze stołecznej Sofii. Na zakończenie uwieczniamy nasz pokój dla potomności. Z całą pewnością nigdy tu nie powrócimy, tym cenniejsza będzie to pamiątka z najbardziej 'ekskluzywnego' miejsca, do jakiego dotarliśmy do tej pory w trakcie naszych podróży :lol: ...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na bramce wyjazdowej z kurortu panów mundurowych dziś brak. Może zaspali, a może w sobotę mają wolne :roll: :?: Kierujemy się na Varnę, troszkę czasu tracąc w niej na wyszukanie ... uważny Czytelnik już zapewne wie :D ... ni mniej ni więcej tylko skrzynki pocztowej, celem wrzucenia doń napisanych kartek. Na szczęście to nie Istanbul, więc poszukiwania kończą się ostatecznie sukcesem. Na zachodnim wylocie z miasta kierujemy się na autostradę prowadzącą prawie do samego Sumen, a oznakowaną jako droga do Sofii. Z mapy wiemy, że równolegle do niej wiedzie w tym samym kierunku również druga, stara trasa. Stąd nie dziwi mnie, kiedy widzę dwa znaki kierujące na Sofię. Gorzej, że nie wynika z nich, który odnosi się do której drogi. Mając raptem pojedyncze sekundy na podjęcie decyzji, wybieram niebieski znak, ale szybko przekonuję się, że 'pudłowałem'. Znów więc tracimy chwilę na przejechanie zbędnych kilometrów związanych z nawrotem i powrotem do problematycznego rozjazdu. Przy drugim podejściu, metodą eliminacji, wybór jest już prosty i co najważniejsze ... słuszny 8) :lol: ...

Obrazek
konia z rzędem temu, kto nie miałby wątpliwości ...


Sama autostrada jest bardzo przyjemna, i choć widokowo nie powala z nóg, to wpływa dodatnio na chwilową poprawę średniej prędkości przejazdu. Atrakcją godną wspomnienia jest kolejka linowa z wagonikami przesuwającymi się w poprzek nad 'nurtem' drogi. Z wcześniejszej lektury wiemy już to, co udaje się nam teraz potwierdzić empirycznie, że w owych wagonikach transportowane są ... owoce urobku z pobliskiej kopalni tudzież kamieniołomów, przemieszczane tą drogą do miejsca ich dalszego przetwarzania. Przed Sumen dopuszczamy się małego zboczenia :wink:, i opuszczamy autostradę, aby wąską lokalną drogą podjechać do czegoś w stylu bułgarskiego Biskupina czy raczej Gniezna, czyli pierwszej stolicy kraju Pliski, na terenie której obecnie znajduje się rezerwat archeologiczny. Po dojechaniu na miejsce pogoda nie sprawia jednak zachęcającego wrażenia temperaturowo-wiatrowego, co w połączeniu z potrzebą zbudzenia ze snu naszego męskiego potomka skutecznie nas odwodzi od zamysłu pieszego zwiedzenia ruin :?. Postanawiamy wpaść tu przy kolejnej okazji, wszak przejeżdżać w okolicy na pewno kiedyś jeszcze będziemy :) ...

Obrazek
bułgarska ...

Obrazek
... autostrada ...

Obrazek
... wyższym prędkościom sprzyja :D

Obrazek
ale drogi boczne ...

Obrazek
... są bardziej klimatyczne


Powracamy do głównej drogi, która rychło przestaje być autostradą. Jest jednak w bardzo dobrym stanie i dobrze wyprofilowana, a co najważniejsze dla naszego dociążonego samochodu, jest nad wyraz równa, co w połączeniu z prawie zerowym ruchem pozwala na dynamiczną jazdę :). Kiedy na widnokręgu widzimy znajome bloki to bez wątpienia wiemy, że dotarliśmy już do Ruse. Przeprawa przez most graniczny przebiega równie sprawnie co poprzednim razem, zwłaszcza że przewidując potencjalne zaokrąglanie opłaty mostowej naszykowałem sobie dokładną kwotę w EUR. Nowością jest długa kolejka TIRów czekających na wjazd do BG, ciągnąca przez sporą cześć mostu oraz tworząca ogonek bez końca po rumuńskiej stronie. Ruch osobowy odprawiany jest jednak z marszu, nim więc się obejrzymy, ponownie podążamy szeroką i nową drogą w stronę rumuńskiej stolicy.

Obrazek
droga główna Sumen - Ruse

Obrazek
bloki na przedmieściach Ruse

Obrazek
wjazd ...

Obrazek
... na przejście graniczne

Obrazek
TIRy na moście

Obrazek
Welcome to RO :)

Obrazek
ogonka TIRów ciąg dalszy 8O ...


Niejako na potwierdzenie, że ponownie jesteśmy w Rumunii, przez dłuższy czas mamy możność jechać za starą Dacią, zgodnie ze stereotypami używaną do szeroko rozumianych celów transportowych. Leciwa bidula, oprócz szczęśliwej rodziny właścicieli, na dachu dźwiga również duży kosz lub beczkę, worek bodajże ziemniaków, oraz pomniejsze klamoty, będące jak należy domniemać dobrami wiezionymi od rodziny ze wsi do stołecznego miejsca zamieszkania. Im bliżej rumuńskiej stolicy tym bardziej czuć klimaty rodem z minionej epoki. Przemysłowe przedmieścia, opuszczone zakłady, zaniedbane bloki przy pochmurnej pogodzie wyglądają jeszcze mniej okazale niż czyniły to w pięknym słońcu. Pamiętając, że dziś sobota, z rozmysłem chcemy przejechać ponownie przez samo serce miasta. Im bliżej centrum, tym sytuacja ulega ponownej poprawie. Mapa leży awaryjnie w odwodzie, ale w praktyce nie jest potrzebna, gdyż nawigację skutecznie prowadzę na oko. Robimy ustawowy postój żywieniowy w ulubionej rodzinnej restauracji :wink:, po czym mijając dobrze nam znane miejsca stopniowo kierujemy się ku północnym przedmieściom. Za sprawą temperatury i chmur dzisiejsze Bucuresti ma zdecydowanie jesienny charakter, bardziej tajemniczy i wyciszony, ale też ładny i fascynujący. Stojąc w niewielkim korku w pobliżu lotniska zastanawiamy się kiedy tu zawitamy kolejny raz. Patrząc na zaparkowane samochody pokryte grubą warstwą pyłu debatujemy czy to wynik suszy czy raczej braku systematycznego sprzątania / mycia ulic :roll: :?: ...

Obrazek
kultowa Dacia

Obrazek
przedmieścia ...

Obrazek
... z dawnym klimatem

Obrazek
nowe się rodzi ...

Obrazek
... a stare dogorywa

Obrazek
niedokończona biblioteka narodowa

Obrazek
Pałac Parlamentu

Obrazek

Obrazek
samochody pokryte ulicznym pyłem


Kiedy opuszczamy rumuńską stolicę ogarnia nas nostalgia gdyż dobitnie dociera do nas, że to już powrót, a koniec wyprawy jest bardzo blisko :cry:. Droga umyka szybko, a celem ominięcia robót drogowych prowadzonych na obwodnicy Ploiesti decydujemy się na przejazd przez centrum, co okazuje się być słuszną decyzją. Gdy na horyzoncie zaczyna być widać góry, dzień dobiega swego kresu, a wkoło zapada ciemność. W samych górach z nieba zaczyna padać deszcz przeradzający się momentami w mokry śnieg. To już nawet nie jesień. Tu już czuć pierwsze pomruki zimy :x.

Naszą kwaterę Vila Vitalis http://www.vilavitalis.com odnajdujemy na wjeździe do Predeal. Pokój jest skromny ale czysty i schludny, a cena 120 RONów, czyli plus minus tyleż samo PLNów, wydaje się być w miarę adekwatna. Ciekawostką okazują się być właściciele, będący młodym żydowskim małżeństwem przybyłym tu kilka lat temu z Izraela. Oprócz usługi noclegowej oferują też szeroki wachlarz atrakcji związanych ze zwiedzaniem okolicy, ze szczególnym wskazaniem na poruszanie się na quadach. Pomysł na taką działalność jest chyba trafiony, gdyż w pensjonacie gości właśnie grupa przybyszów ze słonecznego Izraela, gwarnie okupująca pomieszczenie jadalniane. Minusem obiektu jest bardzo małe podwórko przeznaczone do parkowania samochodów. Przy pełnym obłożeniu pokojów dziś brak na nim wolnych miejsc, a jedyna wolna przestrzeń do parkowania zlokalizowana jest na baaaardzo stromym podjeździe do garażu. 45 stopni tam nie ma, ale mimo to dla naszego zapakowanego samochodu stanowi to nie lada wyzwanie. Z uwagi na ciasnotę i prostszy wyjazd z rana, właściciel sugeruje parkowanie tyłem, co oznacza dość złożony manewr cofania połączonego ze skręcaniem. Na płaskim rzecz błaha, wręcz banalna, ale na takim podjeździe wymagająca również okiełzania minimalnej mocy niezbędnej do podtrzymania silnika przed zgaśnięciem. Ewidentny brak praktyki w tego typu sytuacjach skutkuje tym, że kiedy manewr dobiega końca, w samochodzie czuć silny swąd ... nadpalonego sprzęgła, który będzie nam jeszcze towarzyszył przez kilka dni :x.

Jest już dobrze po godzinie 21:00, a jutro czeka nas 'kulkowa' :papa: :wink: :lol: pobudka, czyli grubo przed świtem, bo plan dnia jest mocno ambitny. Bez zbędnych ceregieli układamy się szybko do snu. W mej głowie wirują różne myśli, a mój ogólny stan ducha można porównać do tego, jaki miałem w przeddzień wjechania na terytorium Albanii czy potem Kosova. Całości doprawia obawa o stan nadpalonego sprzęgła i jego dalszej zdolności do kontynuowania trasy. Nie wiem jeszcze, że los ma dla nas naszykowany całkiem inny scenariusz :roll: ... ale o tym już w kolejnym odcinku :D ...

Aby obejrzeć pokaz slajdów z pełnowymiarowymi zdjęciami z tego odcinka, kliknij TU :D ...

C.D.N.
Ostatnio edytowano 08.04.2009 23:44 przez PAP, łącznie edytowano 1 raz
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 45312
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 02.04.2009 06:48

Ze zdjęć wygląda, że będzie burza i zmyje ten pył.
Czy po przekroczeniu granicy RO wydała Wam się gorsza, biedniejsza ? Chodzi mi o stan dróg, oznakowanie, stacje benzynowe...
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11903
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 02.04.2009 07:53

PAP napisał(a):jutro czeka nas 'kulkowa' :papa: :wink: :lol: pobudka

O rany, jeszcze Wam to wejdzie w nawyk :wink: , nie za często się to ostatnio zdarza, przecież to wakacje (powiedzieliby inni) :wink:

PAP napisał(a):że los ma dla nas naszykowany całkiem inny scenariusz :roll: ... ale o tym już w kolejnym odcinku

Nooooo, umiesz podtrzymać napięcie...... :D , ale mam nadzieję, że nie każesz nań (tzn kolejny odcinek) zbyt długo czekać :roll:
Się trochę domyślam co będzie dalej, ale nie wiem tego na 100% :wink:

Ze zdjęć, pokój hotelowy naprawdę wygląda całkiem fajnie........

Wyczytałem, że niemały jest już przebieg Waszego PAPo-mobila :roll: a ja martwię się, że powoli dobijam do "setki"........... chyba niepotrzebnie..........
ale z taką prędkością rzaaaaadko zdarza mi się jeździć :wink:

Pzdr
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 03.04.2009 13:26

JacYamaha napisał(a):Ze zdjęć wygląda, że będzie burza i zmyje ten pył.
Czy po przekroczeniu granicy RO wydała Wam się gorsza, biedniejsza ? Chodzi mi o stan dróg, oznakowanie, stacje benzynowe...


Jacku,

Rozumiem, że chodzi Ci o porównianie RO i BG ... więcej na ten temat będzie w podsumowaniach :), ale teraz powiem tyle, że w naszej subiektywnej opini RO wypada lepiej od BG :roll: ... RO goni Europę i nadrabia zapóźnienia (drogi, infrastruktura, itp.), a BG zdaje się stać w miejscu i upajać tym co już ma ... wyjątkiem jest samo wybrzeże BG, gdzie dalej panuje boom budowlany, ale jak to pokazywałem jest on owocem oddolnej spontanicznej inicjatywy ludzkiej a nie skutkiem skoordynowanego planu rozwoju ...

Pozdrawiam,

PAP
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 03.04.2009 13:39

kulka53 napisał(a):
PAP napisał(a):jutro czeka nas 'kulkowa' :papa: :wink: :lol: pobudka

O rany, jeszcze Wam to wejdzie w nawyk :wink: , nie za często się to ostatnio zdarza, przecież to wakacje (powiedzieliby inni) :wink:


kulka,

U nas taki zryw występuje jeden, góra dwa razy per wyprawa, więc nie ma obaw :wink: :lol: :lol: ...

kulka53 napisał(a):
PAP napisał(a):że los ma dla nas naszykowany całkiem inny scenariusz :roll: ... ale o tym już w kolejnym odcinku

Nooooo, umiesz podtrzymać napięcie...... :D , ale mam nadzieję, że nie każesz nań (tzn kolejny odcinek) zbyt długo czekać :roll:
Się trochę domyślam co będzie dalej, ale nie wiem tego na 100% :wink:

Ze zdjęć, pokój hotelowy naprawdę wygląda całkiem fajnie........

Wyczytałem, że niemały jest już przebieg Waszego PAPo-mobila :roll: a ja martwię się, że powoli dobijam do "setki"........... chyba niepotrzebnie..........
ale z taką prędkością rzaaaaadko zdarza mi się jeździć :wink:


U nas teraz pada śnieg ze styropianu, a innych pobocznych wydarzeń remontowych masa, ale postaram się kolejny odcinek popełnić w miarę rychło :) ...

Pokój był fajny, ale zdecydowanie zbyt drogi do fajności jaką oferował :? ...

Jestem prawie pewien, że nasz pojazd ma fizycznie już ponad 300 000 km, ale żem go kupował w PL, to zgodnie ze świecką tradycją zbili mu licznik do poniżej 100 000 km ... co nie zmienia faktu, że sami mu nabiliśmy już prawie 200 000 km, z czego mniej niż 20 000 km na samych wyprawach, nie tylko bałkańskich ... ale będzie musiał się jeszcze wziąć w garść i posłużyć z 5 lat, bo na nowy to się aktualnie nie zanosi :? ...

Pozdrawiam,

PAP
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4888
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 04.04.2009 22:25

Mój ojciec jeździł taką Dacią, w jaskrawo zielonym kolorze, w latach osiemdziesiątych. Bardzo lubiłem ten samochód, wydawał mi się wtedy szczytem nowoczesności. Byliśmy nim nawet przy samym Placu Św.Piotra, zresztą zepsuł się nam wtedy i nie było żadnych problemów z częściami do Renault 12 :) Tylko te kapitalistyczne ceny 8O :)
No i jak widać na naszych ulicach, Dacia nieśmiało wraca do łask. Może i dobrze ...
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 06.04.2009 13:59

plavac napisał(a):Mój ojciec jeździł taką Dacią, w jaskrawo zielonym kolorze, w latach osiemdziesiątych. Bardzo lubiłem ten samochód, wydawał mi się wtedy szczytem nowoczesności. Byliśmy nim nawet przy samym Placu Św.Piotra, zresztą zepsuł się nam wtedy i nie było żadnych problemów z częściami do Renault 12 :) Tylko te kapitalistyczne ceny 8O :)
No i jak widać na naszych ulicach, Dacia nieśmiało wraca do łask. Może i dobrze ...


plavacu,

Sam więc widzisz, że czas najwyższy udać się w ojczyste strony tego pojazdu :wink: :) :) ...

Pozdrawiam,

PAP
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 10.04.2009 20:34

Dzień 23

21/09/2008 niedziela

odległość: 160 km (570 km)

trasa: Predeal - Brasov - Sfintu Gheorghe - Miercurea Ciuc - (Gheorgheni - Piatra Neamt - Bacau - Vaslui - RO / MD - Chisinau)


Obrazek


Jako się rzekło, pobudka ma miejsce grubo przed świtem, a konkretnie o 4:00 rano. Mając świadomość, że wszyscy wkoło jeszcze smacznie śpią, staramy się poruszać cicho i bezszelestnie, niczym Mossad :wink: :lol:. Schody na parter nie trzeszczą, ale za to przy drzwiach wejściowych jest dzwoneczek, który odzywa się przy każdorazowym otworzeniu drzwi i którego nie idzie zneutralizować. W kilku kursach znoszę klamoty do samochodu, po czym z duszą na ramieniu odpalam go i wyjeżdżam na ulicę, aby odbyć małą przejażdżkę kontrolną. Smród spalonego sprzęgła wypełnia wnętrze kabiny, wykorzystując okazję uskuteczniam więc i wietrzenie, ale samo sprzęgło na szczęście zdaje się działać poprawnie. Z ulgą na sercu wracam zatem do kwatery celem zabrania reszty załogantów. Kilka chwil przed opuszczeniem pokoju nasze cicho-ciemne wysiłki niweczy jednak Jasiek, który jednym ze swoich autek, niczym Chopin po klawiszach fortepianu, przejeżdża po górnej pokrywie podokiennego grzejnika, czyniąc tym nie lada rumor. Zaspany pan właściciel odprowadza nas do samochodu, ale ewidentnie nie jest zachwycony, że o tak wczesnej porze czynimy tyle zamętu :? ...

Mijamy Predeal i w ciemnościach nocy kierujemy się na Brasov. Droga początkowo wije się zakrętami to w lewo to w prawo, ale potem stopniowo wypłaszcza się i prostuje. Towarzystwo szybko zapada ponownie w sen, mam więc czas do refleksji. Dzisiejszy plan przewiduje przekroczenie granicy Rumunii z Mołdawią i dojazd do stolicy tegoż państwa, zwanej w oryginale Chisinau, po naszemu Kiszyniów, a znanej w krainie nad Wisłą głównie za sprawą naszych piołkarzy, którzy zmagali się tam w jednych z eliminacji do czegoś tam :wink:. Zbierając informacje o Mołdawii natrafiałem na podobną próżnię jak wypadku Albanii czy Kosova. Hotel, co prawda, udało mi się wyszukać i zarezerwować, ogólny zarys tego co chcemy tam zobaczyć i którędy jechać mamy, ale dreszczyk emocji związany z pewną niewiadomą był i w fazie planowanie i jest dziś, kiedy plan ten ma się wreszcie zmaterializować. Pikanterii dodaje też fakt, że miast jechać drogą najkrótszą i najbardziej bezpośrednią, mamy pojechać trochę na około, czyli przez wąwóz potoku Bicaz oraz przełęcz o tej samej nazwie, co znacznie nadkłada drogi i w połączeniu z możliwymi 'atrakcjami' na granicy potęguje stopień nieprzewidywalności dzisiejszego przejazdu. Z czytanych opisów wąwóz i przełęcz wydały mi się jednak na tyle ciekawym zjawiskiem, że nie sposób było się im oprzeć, stąd mimo obaw znalazły się w programie :D ...

Mijamy śpiące jeszcze niedzielnym snem Brasov i jadąc znajomą drogą mijamy rozjazdy na odwiedzane kilkanaście dni temu warowne kościoły w Harman i Prejmer. Wkrótce jednak wjeżdżamy na dziewicze dla nas tereny, które dzięki stopniowo jaśniejącemu niebu jesteśmy w stanie obserwować. Po kolejnej chwili zjeżdżamy z głównej drogi na bardziej boczną i zaczynamy piąć się ku północy. Jakość rzeczonej drogi stanowi dla mnie jedną z niewiadomych, mogącą skutecznie utrudnić realizację dzisiejszego planu. Na szczęście nie jest źle, względnie dużo lepiej niż się spodziewałem. Dzięki temu, może bez osiągania zawrotnych prędkości, ale kilometry konsekwentnie uciekają. Niebo zasnute jest chmurami, na dworze chłodno, przez co mijane okolice i wioski wyglądają jeszcze bardziej egzotycznie i tajemniczo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Chwilę przed 8:00, czyli prawie dwie godziny od wyjazdu, przystajemy w celach sanitarnych na poboczu. W chłodzie poranka panie idą na prawo, panowie na lewo :wink:. Przed odjazdem rozglądam się po okolicy, zbierając się do zrobienia fotografii naszego pojazdu na tle dzisiejszych krajobrazów, kiedy ... spostrzegam, że lewa tylnia opona jest ździebko zbyt mocno ugięta. Pamiętny tureckich doświadczeń sprawdzam ciśnienie i widzę, że faktycznie mamy spory deficyt powietrza :x. Stacji na horyzoncie nie widać, wykopuję więc z bagażnika pompkę elektryczną i odpalam w celu wiadomym, a gdy ciśnienie powraca do normy, ruszamy w dalszą drogę ...

Obrazek
samochód i pompka

Obrazek


Zgodnie z logiką, po paru kilometrach zatrzymuję się, aby sprawdzić czy coś zdążyło już ubyć czy nie. Wynik jest niepomyślny :(. Znów brakuje i to całkiem sporo, a na dodatek przykładając ucho w okolice koła słychać syk uciekającego powietrza. Nie będzie więc happy endu jak ten w Istanbule :cry:. Tu trzeba działać szybko i bardziej radykalnie. Dopompowywuję na maksa, w między czasie wypatrując na mapie kolejnego większego miasteczka. Pompka zostaje już na wierzchu gdyż z całą pewnością będzie nam jeszcze potrzebna. Ruszamy dalej, starając się nie wzniecać nerwowej atmosfery. Na dwóch kolejno napotkanych stacjach dopytujemy się o serwis, wskazując na feralne koło, ale nie uzyskujemy przydatnych informacji. Jedno czy dwa dopompowania dalej jest miejscowość Miercurea Ciuc, nomen omen ta gdzie wytwarza się piwo Ciuc :), a w niej otwarta mimo niedzieli stacja naprawcza. Po drobnych pertraktacjach samochód trafia na podnośnik, pan serwisant odkręca koło, a oględziny opony ukazują małe przetarcie będące skutkiem rozwarstwienia po wewnętrznej stronie bieżnika ...

To namacalny dowód, że przesadne sknerstwo nie zawsze się opłaca :idea:. Genetycznie mam w zwyczaju zajeżdżać opony 'na śmierć', wychodząc z założenia, że jeśli jest na nich choć trochę bieżnika, a podczas jazdy nie czuć bicia, to da się na nich jeszcze jeździć :oops:. Wszelkie uwagi znajomego pana wulkanizatora zachęcające mnie do wcześniejszej wymiany zbywam jako owoc kampanii propagandowej lobby oponiarskiego dbającego o szybki obrót swoich produktów, wychodząc z założenia, że dla bezpieczeństwa jazdy i tak kluczowe jest dostosowanie prędkości do panujących warunków drogowo-pogodowych, a najgrubszy nawet bieżnik i tak nie da rady głupocie prowadzącego. I jak do tej pory, mimo powtarzających się z jego strony proroctw, że 'ta opona wytrzyma góra miesiąc' z wyjątkiem jednej opony, która rozwarstwiła mi się na przedmieściach Torunia, pomimo wielu kilometrów, które pokonuję każdego roku, zawsze udawało mi się dojeździć momentu, który uznawałem za terminalny 8) :lol:. Idąc tym tropem rozumowania, przed wyprawą w 2006 roku zainwestowałem w dwie 'prawie jak nowe' opony na tylnią oś, zakładając, że zwiększone obciążenie wymaga specjalnych środków przygotowawczych. W 2007 te same opony z powodzeniem sprostały trudom kolejnej wyprawy, a w tym roku miały udać się w pożegnalną podróż, po czym na krajowych przejazdach dożyć końca swych dni ... Jednej z opon starość zaczęła jednak ewidentnie doskwierać jeszcze nim powróciła w ojczyste strony, co nie było miłą niespodzianką :roll: ...

W normalnych warunkach, nawet mimo mego zboczenia :wink:, widząc takie przetarcie bez namysłu odesłałbym taką oponę na emeryturę. Tu jednak pod naporem wizji rozpakowywania całego bagażnika, celem dotarcia do zapasu, oraz świadomości, że takie rozwiązanie będzie oznaczać dalszą jazdę bez żadnej rezerwy, doszedłem do pokerowego wniosku, że dziurę należy zakleić :oops:, a oponę reanimować. Pan serwisant, identyczną techniką jak tak, którą widziałem w Istanbule, zaklajstrował przetarcie gumowym sztyftem, opalił zapalniczką, zanurzył koło w wannie wypełnionej wodą, po czym założył na miejsce, dokręcił kluczem pneumatycznym z całych sił, i z uśmiechem na twarzy dał znać, że gotowe ...

Obrazek
siedzą i czekają


Kiedy kawałek za miastem zatrzymuję się celem sprawdzenie stanu opony, widok całkowitego kapcia nie spotyka się z moim większym zdziwieniem :roll:. Optymizm optymizmem, ale widać gdzieś w podświadomości nie bardzo wierzyłem, że ten 'numer' przejdzie :?. Teraz pytanie nie brzmiało już czy wymieniamy na zapas, tylko gdzie to robimy. Mając świadomość, że będziemy musieli wyrzucić na zewnątrz zawartość CAŁEGO tylniego bagażnika, nie chcąc wzbudzać przesadnego zamieszania w mijanej wiosce, wyszukujemy niewielki placyk w pobliżu małej stacji kolejowej i ustawiamy się tyłem do krzaków, a przodem do kierunku, z którego mogą nadejść potencjalni gapie. Mamy już poważny poślizg względem planu, gdyż dotychczasowe wydarzenia sporo czasu nam pożarły, ale staram się o tym akurat w tej chwili nie myśleć, bo poza narastającą nerwowością do niczego konstruktywnego to nie prowadzi :x. Młodzież zostaje w samochodzie, o dziwo we względnie dobrym humorze, a my z Małżonką przystępujemy do wyładunku naszego dobytku. Od czasu wspominanego już Torunia nie miałem kolejnej sposobności rozwijać swych umiejętności w zakresie wymiany kół, ale jestem pewien, że nie będzie z tym problemu. Mówiąc precyzyjnie, jestem pewien do czasu ... próby odkręcenia pierwszej ze śrub, która nie zdaje się mieć zamiaru ustąpić. Kolejne również :evil:. Widać pan dokręcił je ździebko zbyt mocno :evil: :evil:. Unoszę samochód częściowo na lewarku, aby lekko odciążyć śruby, zdejmując z nich trochę naprężenia. Pomaga na tyle, że skacząc na kluczu udaje mi się poluzować cztery z pięciu. Piąta jest inna. Ona jest anty kradzieżowa i ma specjalną 'przejściówkę' na klucz. Chwilę się z nią mocuję, a kiedy wobec braku postępów odrywam klucz od koła, widzę jak ułamany kawałek jej łebka odpada w dół. Gdy po kilku ułamkach sekundy uświadamiam sobie co to oznacza, z płuc wyrywa mi się głośne słowo na literę 'k', w wielu językach znane jako zakręt, a klucz niczym UFO przelatuje kilka metrów nad placem …

Staram się oswoić z myślą, że sam tego koła tu nie odkręcę. Mam wrażenie, że lepiej rozumiem znane przysłowia 'z deszczu pod rynnę' czy 'nie ma tak źle, aby nie mogło być gorzej'. Wiem, że nie czas tu na panikę. Zbieram myśli i analizuję możliwe opcje. Mogę wezwać pomoc drogową, ale ta i tak mnie zawiezie do warsztatu, a to koszt i czas, nim tu dojedzie. Mogę też doturlać się tam sam na feldze, z nadzieją, że ten magiczny klucz pneumatyczny da radę jakoś to odkręcić. Dokręcam poluzowane śruby, pakujemy dobytek ponownie do bagażnika, i ruszamy w stronę miasta. Ze względu na wątpliwy komfort jazdy, ale bardziej z uwagi na dobro felgi, ciągniemy się z prędkością 10 km/h albo i nie. Tempo jest tak zabójcze, że po chwili wyprzedza nas furmanka ciągnięta przez konia :lol:, a po kolejnej chwili czarne BMW, które staje na naszej drodze. Wysiada z niego 'klimatycznie' ubrany człek, a me pierwsze skojarzenie biegnie po linii, że lokalna mafia, czy jak ją zwać, zwróciła na nas uwagę :roll:. Niewiele mam do stracenia, wysiadam więc i ja. Podejmuję z gościem rozmowę, acz może słowo rozmowa nie najlepiej określa naszą pantomimę okraszoną pojedynczymi słowami :wink:. Pan w czerni chwyta za komórkę i wykonuje kilka telefonów. Jak domyślam się szuka kogoś kto mógłby coś tu zaradzić. Nie specjalnie można zrozumieć wyrażane przez niego treści, zwłaszcza że miast po rumuńsku komunikuje się po ... węgiersku :o. Morał jest taki, że aby nie stać na środku drogi musimy podjechać do najbliższej stacji benzynowej. Tam po chwili podjeżdża jego znajomy mechanik, który obejrzawszy koło i nadłamany łeb śrubki rzuca werdykt, że trzeba pojechać do warsztatu. Ten jednak już zna coś, co można umownie nazwać angielskim, więc komunikacja nabiera większej głębi :). Moja pierwsza myśl to kolejna obawa, że zaraz wywiozą nas gdzieś do jakiegoś warsztatu, gdzie ślad po nas zaginie :?. Mimo zewnętrznych pozornych oznak, chłopaki wyglądają jednak na uczciwych, szczerze chcących pomóc, porzucam więc rzeczoną teorię spiskową i ruszam za czarnym BMW w dalszą drogę przez miasto ...

Mijamy nasz poprzedni warsztat, a naszym celem okazuje się być duża stacja serwisowa wchodząca w skład przedstawicielstwa Renault / Dacia. Za sprawą niedzieli dziś jest zamknięta, ale obrotni panowie wydzwonili jednego z jej mechaników, który wraz z pilnującym całości ochroniarzem uchylił nam drzwi do części warsztatowej. Na 'dzień dobry' okazuje się, że 'przejściówka' do feralnej śruby musiała zostać na kole po oględzinach na stacji benzynowej i zgubiła się po drodze, więc mechanik znający angielski rusza z powrotem w jej poszukiwaniu. Na całe szczęście po paru minutach wraca z uśmiechem dzierżąc ją z radością w ręce :D. Auto trafia na podnośnik i wędruje wysoko do góry. Na Jasia twarzy rysuje się szczere rozanielenie i zadowolenie, wszak mamy prawie dosłowne odtworzenie akcji z hitowej podczas tej wyprawy książeczki 'Naprawa Tobiasza', w której autobus Tobiasz trafia na podnośnik do pana mechanika celem wymiany koła. Jeszcze bardziej się Jaś raduje, kiedy panowie zaczynają odkręcać śruby kluczem pneumatycznym. Gorzej, że inaczej niż w bajce, brakuje pomyślnego zakończenia :(. Łeb śruby ukręca się do reszty, próby nawiercania go kończą się łamaniem kolejnych wierteł, a podgrzewanie i stukanie też niewiele wnoszą. Pojawia się pomysł wymiany opony na samochodzie. Panowie znajdują nawet odpowiedni rozmiar, gorzej że drogiej jak cholera i zupełnie innej od mych pozostałych. Kiedy jednak zdjęcie z felgi starej gumy spełza na niczym, i ten pomysł kończy się fiaskiem. Mimo szczerych chęci i ponad godzinnych wysiłków przy kolejnych próbach, na horyzoncie pozostaje tylko jedna opcja ... nocleg w mieście do poniedziałku i poranne zaatakowanie tematu przez bardziej doświadczonego mechanika wyposażonego w lepszy sprzęt ...

Samochód wystawiamy na plac przed salonem, a angielskojęzyczny pan mechanik zabiera nas w swój samochód i rusza z nami w przejażdżkę po mieście w poszukiwaniu odpowiedniej kwatery. Że po drodze odwozi do domu swojego kolegę, a potem jeszcze jedzie do domu starszego majstra, aby przekazać mu temat, to przy tej okazji mamy możność lepiej zwiedzić miasteczko. Jest już spokojnie 15:00 a może i 16:00, czujemy więc jak głód zaczyna ściskać nam żołądki. Gorzej, że nie bardzo widać gdzie moglibyśmy coś zjeść :?. Na twarzy Małżonki rysuje się coś w rodzaju trwogi, a ja nerwowo analizuję co mamy 'na stanie' z rzeczy, które nadawałyby się na awaryjny posiłek. Jeździmy z panem od jednego do drugiego panzio, a pan negocjuje z właścicielami warunki. Wszystkie mają jednak jakieś minusy, z nadzieją więc czekamy co zobaczymy w jeszcze kolejnym miejscu. Szczęście uśmiecha się do nas kolejny raz, bo trafiamy wreszcie do pensjonatu Juliu's http://www.juliuspension.ro/ , który nie dość że położony jest z 500 metrów od warsztatu, to jest najładniejszy ze wszystkich odwiedzonych, i ma bardzo ładną i schludną restaurację :D. Bez dłuższego namysłu decydujemy się tu na pokój, za który ze śniadaniem przychodzi nam zapłacić 140 RONów ...

Ekipa zostaje w pokoju, a pan podwozi mnie do salonu. Z rozmowy wiem, że jest kierowcą karetki, dziś ma wolne, a o pomoc poprosił go kolega od czarnego BMW. Wiem, że gdyby nie on i jego spontaniczna pomoc błąkalibyśmy się teraz naszym niesprawnym samochodem. Nie mam wrażenia, że robi to z chęci zarobku czy korzyści materialnej. Tym bardziej czuję się zobligowany jakoś mu podziękować. Początkowo wzbrania się, ale ostatecznie przyjmuje 20 EUR, które mu oferuję. Pan odjeżdża, a ja rytmicznie klapiąc strzępami pociętej opony turlam się pod hotel. Po bardzo smacznej obiado-kolacji składającej się między innymi z pysznego gulaszu i kosztującej 60 RONów, resztki popołudnia spędzamy na odreagowaniu dzisiejszych emocji oraz na tworzeniu planu B, zakładając rzecz jasna, że jutro koło uda się wreszcie zdjąć z samochodu. Dobre pół godziny schodzi mi się na przełożeniu zawartości bagażnika na tylnie i przednie siedzenia, wszak kiedy śrubka ostatecznie skapituluje, trzeba będzie wreszcie wydobyć koło zapasowe :idea:. Przed snem, po sprawdzeniu skrzynki mailowej i odwiedzeniu forum, kiedy ekipa już smacznie śpi, popadam w chwilę zadumy. Zastanawiam się jak ulotne może być poczucie kontroli nad biegiem wydarzeń, jak niewiele trzeba, aby utracić pełną autonomię działania, jak cenna jest szczera pomoc drugiego człowieka, jak mylne jest polskie postrzeganie tego kraju, jak zachowaliby się nasi rodacy gdyby w jakimś polskim prowincjonalnym miasteczku pojawił się taki obcy jak my tu i teraz ...

Aby obejrzeć pokaz slajdów z pełnowymiarowymi zdjęciami z tego odcinka, kliknij TU :D ...

C.D.N.
Ostatnio edytowano 15.04.2009 23:16 przez PAP, łącznie edytowano 1 raz
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 10.04.2009 21:15

Ale czad. Moja Pani już by mnie przeżegnała lewą nogą, jakby stać musiała w wyniku starych opon.
Doctor Wu
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 246
Dołączył(a): 20.01.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Doctor Wu » 11.04.2009 11:05

Absolutnie to nie jest złośliwość, tylko ciekawość. PAPie, czy używasz opon zimowych?
jacky6
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 893
Dołączył(a): 14.12.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacky6 » 11.04.2009 18:47

felder*eagles napisał(a):Absolutnie to nie jest złośliwość, tylko ciekawość. PAPie, czy używasz opon zimowych?


masz na myśli, że czynność zmiany opon wykazałaby "narastającą usterkę" ?
hm...
też mam dylemat z swoimi zimowymi pirelkami, zaliczyły już 7,5 sezonu - a zwołane kilka dni temu "konsylium" oponiarskie zaleciło zachowanie ich na kolejny co najmniej jeden sezon...
ale, ale - nie zaśmiecajmy relacji PAPowi - sorki, nie sprawdziłem, czy jest na tym forum wątek oponiarski, wtedy warto będzie zrobić przeprowadzkę...
...
na pewno jestem pewny, że PAP nie zamierzał zabrać z sobą opon zimowych do BG, choć...
kilka lat temu widziałem tam ( w BG ) samochód na PL rejestracji - na zimówkach ... a był gorący lipiec...
:roll: :roll: :P :P
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 14.04.2009 08:52

zebik napisał(a):Ale czad. Moja Pani już by mnie przeżegnała lewą nogą, jakby stać musiała w wyniku starych opon.


zebik,

Każdy ma taką Panią na jaką sobie zasłużył :wink: :lol: :lol: ...

Pozdrawiam,

PAP
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 14.04.2009 08:57

felder*eagles napisał(a):Absolutnie to nie jest złośliwość, tylko ciekawość. PAPie, czy używasz opon zimowych?


felder,

Od kiedy zakupiłym obecny pojazd, a wraz z nim dwa zestawy kół, to owszem z nadejściem zimy przekładam koła na zimowe ... przy czym dodam, że głównym motywatorem do tego jest szerokość opon letnich, gdyż gdyby były węższe, to by mnie mniej 'pchało' do tych wymian :) ... przy naszych obecnychy zimach, jak dwa razy przez kilka godzin w sezonie zimowym jest jakiś śnieg wart opon zimowych to już możemy mówić o prawdziwej zimie :wink: :lol: :lol: ...

Pozdrawiam,

PAP
PAP
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1090
Dołączył(a): 21.08.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) PAP » 14.04.2009 09:01

jacky6 napisał(a):
felder*eagles napisał(a):Absolutnie to nie jest złośliwość, tylko ciekawość. PAPie, czy używasz opon zimowych?

[color=blue]
masz na myśli, że czynność zmiany opon wykazałaby "narastającą usterkę" ?
hm...


jacky,

No właśnie analiza 'organoteptyczna' przeprowadzona przy wiosennej wymianie utwierdziła mnie w przekonaniu, że jeszcze troszku polatają :wink: ... fakt, że do września jeszcze kilka km dostały, ale i przed wyjazdem przy wymianie klocków, kiedy pojazd wisiał u pana mechanika na podnośniku oglądałem je z bliska i były OK ... wedle moich standardów :wink: :lol: :lol: ...

Pozdrawiam,

PAP
LRobert
Cromaniak
Posty: 3906
Dołączył(a): 09.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) LRobert » 14.04.2009 15:57

Oj PAP nieładnie, że nie wierzysz w rodaków. :( Ja dawno temu jak mieliśmy TRABANTA dwusuwa też miałem przygodę. Na szczęście w Polsce w jakiejś wsi w połowie drogi między Kołobrzegiem a Słupskiem. Przepalił się tłummnik i nie dało się jechać bo strasznie hałasował, aby było śmieszniej to było to w sobotę lub niedzielę popołudniu. Znaleźliśmy jakiś miejscowych mechaników, którzy za flaszkę zaspawali dziurę i po sprawie. :lol:
Jeszcze tylko kwestia opon. W oponach zimowych chodzi przedewszystkim o temperatury w jakich pracują i jak się zachowuje opona przy mrozie. :lol:
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



BAŁKANY 2007 i 2008 ... czyli wyprawy z Jasiem i Lenką ... - strona ...
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018