Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Portugalia 2012 samochodem

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
JAREKPIOTROWICZ
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 215
Dołączył(a): 17.06.2009
Portugalia 2012 samochodem

Nieprzeczytany postnapisał(a) JAREKPIOTROWICZ » 27.08.2012 07:09

Przeniosłem ze starego wątku, żeby szło od początku, bez wstępnych dyskusji :)

No, to skleciłem relację, bardziej foto-relację, bo dużo zdjęć, mniej treści :)

Plany wyjazdu do Portugalii snuły się od kilku lat, początkowo planowaliśmy wyjazd samolotem, a na miejscu wypożyczenie samochodu, jednak spokoju nie dawała mi Barcelona, którą chcieliśmy koniecznie zobaczyć. Tak więc ostatecznie zdecydowaliśmy się na samochód. Termin wyjazdu musiałem również pogodzić z terminem Formuły 1, na którą miałem już kupione bilety wcześniej. Zdecydowaliśmy więc, że jadę na F1, a później prosto do Portugalii. Na Formułę ruszyłem z trzema znajomymi ich samochodem, pod czym oni sobie wrócili do Polski po wyścigu w niedzielę, a żona z córą przyjechały po mnie na tor w niedzielę wieczorem celem kontynuowania podróży na południe.

Ruszyliśmy więc 26 lipca w kierunku toru Hungaroring. To był mój pierwszy wyjazd na F1, klimat fantastyczny, pogoda upiornie upalna, jak to na Węgrzech…

Po dojechaniu na miejsce, w czwartek i rozbiciu namiotów na campingu przy torze, ruszyliśmy na podbój pitlane, które w ten dzień są udostępnione zwiedzającym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Później wycieczka po torze i oczywiście zdjęcie na podium z dziewczynami z Pirelli :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Nie będę się rozpisywał na temat samego wyścigu, bo po pierwsze nie na temat, a po drugie nie to forum :)
Podsumowując, jeśli jest się maniakiem F1 to na pewno warto chociaż raz zaliczyć wyścig na żywo, nie tyle dla samego wyścigu, co dla otoczki i klimatu, który wypełnia te cztery dni fantastyczną zabawą i wrażeniami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Niedziela.

Planowałem wyjazd zaraz po zakończeniu wyścigu i pokonaniu tłumów wychodzących z toru, ok. godziny 18.00. Z lekkim, godzinnym opóźnieniem udało się wyjechać po godzinie 19.00.
Przed nami ponad 500 km do pierwszego hotelu, które pokonaliśmy w 4 godziny – 100% autostrady.
Pierwsze spanie mieliśmy zarezerwowane we włoskim hotelu w miejscowości Gradisca d'Isonzo, zaraz za granicą ze Słowenią. Byłem mocno padnięty po wyczerpującym dniu na Węgrzech i jeszcze bardziej po trasie. Jak przyjechaliśmy, tak zasnęliśmy po kilku minutach.


Poniedziałek

Na drugi dzień trasa również nie zapowiadała się zbyt emocjonująco. W planach przejazd przez całe północne Włochy i część wybrzeża Francji do Arles. Jazda bardzo dobra, 100% autostrady.
Za Niceą okazało się jednak, że emocje były i to nie małe :)

Przyznam bez bólu, że jadąc autostradami przekraczam prędkość. Niewiele, ale przekraczam. Zdarza mi się to na Węgrzech, gdzie wolno 130 km/h a jadę 140-150 km/h. Zdarza się również we Włoszech. Niestety, zapłaciłem za ten błąd we Francji. Właśnie mijaliśmy Saint Tropez, miasteczko sympatycznego żandarma, kiedy zaraz za bramkami autostrady wyłonił się trochę mniej sympatyczny żandarm, który poinformował mnie, że przekroczyłem prędkość o 20 km/h. Przerażony wysokimi mandatami we Francji z ulgą zapłaciłem 90 Euro, spodziewając się mandatu o wiele wyższego.

Bez większego zmęczenia dotarliśmy do Arles, gdzie żył, tworzył i obciął sobie ucho Vincent van Gogh :)
W Arles znajduje się również amfiteatr, gdzie kręcono sceny do filmu „Ronin”.

Kilka fotek z hotelu w Arles:

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Wtorek

Dzisiaj ciekawa trasa. Z Arles do Barcelony jest tylko 415 km, więc nadkładamy drogi i jedziemy przez Pireneje i stolicę Andory - Andorra la Vella. Zaczynamy odczuwać klimat śródziemnomorski. Jest ciepło, pogoda wspaniała.
Andorra jest rajem podatkowym. Po odwiedzeniu Monako spodziewałem się cen kilkakrotnie wyższych niż w Polsce. Tymczasem nie są aż tak wygórowane, a największym zaskoczeniem były dla mnie ceny papierosów, które nie są objęte podatkiem i akcyzą, przez co są tańsze niż w Polsce. Niestety, jestem palaczem i zaopatrzyłem się w kartony fajek, żałując że zrobiłem zakupy na zapas w Polsce :)

Kolejną ciekawostką Andory jest fakt, że kraj ten nie posiada armii, ale każdy obywatel jest traktowany jak rezerwista i ma obowiązek posiadania broni. Jeśli nie masz karabinu, dzwonisz na policję a ta przywozi ci go do domu gratis :)
Andora jest piękna, cała leży w górach. Fotek nie zrobiłem zbyt wiele, bo zrobiliśmy tylko jeden mały postój.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Barcelona

Do Barcelony dojechaliśmy planowo, wczesnym popołudniem. Spanie mieliśmy zaklepane w hoteliku w samym centrum, 10 minut od metra, 20 minut od Sagrady Familii. Samochodem po Barcelonie nie da się jeździć, a parkingi na ulicach są tylko dla mieszkańców. Jedynym rozwiązaniem jest pozostawienie auta na parkingu podziemnym. Nie pamiętam ceny, około 16 Euro za dobę.
Zostawiliśmy więc auto na dwie noce i po wypakowaniu się, mając kilka godzin czasu do zmierzchu, ruszyliśmy na Barcelonę.

Nasz hotel:

Obrazek

Widok z balkonu:

Obrazek


Barcelona jest wspaniała. Czuć klimat pięknego, śródziemnomorskiego miasta, plaży, morza, zabytków i architektury. Było trochę późno na zwiedzanie metrem, więc poszliśmy pieszo na długi spacer ulicą Las Ramblas w kierunku plaży.
Las Ramblas to najsłynniejsza ulica/deptak w Barcelonie, gdzie kłębią się turyści, stragany, kawiarenki i różne dziwactwa :) Znajduje się tutaj również najsłynniejszy bazar – La Boqueria, gdzie można kupić niemal wszystkie produkty spożywcze świata. Setki gatunków ryb, owoców morza, najdziwniejsze warzywa i owoce, słodycze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Las Ramblas kończy się i zaczynają się plaże. Barcelona ma ich ponad 5 kilometrów. My dotarliśmy do pięknej plaży Barceloneta. Zaskoczeniem był dla mnie fakt, że w porównaniu do innych zachodnioeuropejskich plaż na podobnych riwierach, w Barcelonie nie ma w ogóle tłumów. Gdzieniegdzie tylko przesiadują ludzie, być może pora była już późna, zaczynał się wieczór. Ale pogoda cudowna, lekki wiaterek od morza i ten widok Barcelony za plecami...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dzień zakończyliśmy pijąc zimne piwko na plaży w Barcelonie :)

Żeby w pełni zwiedzić stolicę Katalonii potrzeba 5-6 dni. Kiedyś tu na pewno wrócimy. Tymczasem obieramy plan jak w 2 dni „zaliczyć” flagowe miejsca i zabytki.

Na drugi dzień ruszamy szlakiem Antonio Gaudiego. Pozycje obowiązkowe: Sagrada Familia, Casa Batilo, Casa Mila, Park Guell, Casa Vicens.
Te budynki, zwłaszcza Sagrada zapierają dech w piersiach. Nie ma stylu, który zmierzyłby się z wyczynami Gaudiego. Pozostawiam więc poniżej jego twórczość na fotkach, bez zbędnych komentarzy :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A dzień zakończyliśmy zimnym piwkiem :)

Nazajutrz Barcelona przywitała nas gorącym słońcem. Po śniadanku ruszyliśmy na kolejne zwiedzanie, tym razem bez pozycji obowiązkowych... raczej luźne spacerki uliczkami miasta.
No, może poza Camp Nou, stadionem FC Barcelona :)
Stadion dla mnie okazał się gniotem architektonicznym, bez wyrazu, bez zachwytu. Podobno wrażenie robi od środka, jednak wejście kosztuje kilkanaście czy kilkadziesiąt Euro, zwiedza się trybuny, szatnie, itp. Dla miłośnika klubu i piłki nożnej warto wejść, jednak ja nie jestem takim maniakiem FC Barcelony i odpuściłem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Ruszamy dalej w trasę. Przed nami odcinek Barcelona – Cordoba, który okazał się najbardziej męczącym etapem podróży ze względu na pogodę. Gdzieś w połowie tego odcinka jest takie miejsce, gdzie nie ma żadnego miasta, równina ciągnie się kilometrami, a powietrze stoi w miejscu. Termometr w samochodzie pokazywał 44 stopnie w cieniu! Kiedy zrobiliśmy przerwę w podróży i wyszliśmy z samochodu, miałem wrażenie jakbym wszedł do piekarnika. Nie wytrzymaliśmy minuty poza autem i ruszyliśmy dalej.

Obrazek

Po południu dojechaliśmy do Cordoby.
Jak okazało się później, Cordoba zrobiła na nas większe wrażenie niż Barcelona. Może nie za sprawą zabytków, architektury i lokalizacji bo Barcelona jest tutaj niepokonana. Ale Barcelona jest miastem europejskim. Tymczasem będąc w Cordobie ma się wrażenie jakby się było na jakimś pograniczu kultur Europy i Bliskiego Wschodu. Mnóstwo napisów na sklepach i kafejkach w języku hiszpańskim i arabskim, meczety, a architektura mocno nawiązuje do klimatów arabskich.
Cordoba została zdobyta przez Maurów w 711 roku, a panowanie emirów arabskich trwało aż do 1236 roku. Ogromne wrażenie zrobił na nas meczet La Mezquita, za Wikipedią:
„Mezquita – przebudowany na katedrę meczet, jedno z najwspanialszych dzieł architektury islamu. Zajmuje teren o wymiarach 179x128 metrów otoczony murem z wieżą-dzwonnicą (dawnym minaretem, na którym wzorowano się w krajach islamskich). Budowany od 785 do końca X wieku na fundamentach świątyni rzymskiej i na murach istniejącej wówczas bazyliki Wizygotów. Po zdobyciu Kordoby przez chrześcijan, na środku sali modłów meczetu zbudowano w XVI wieku katedrę. Kiedy w 1526 cesarz Karol V przybył tutaj był wstrząśnięty tym widokiem i podobno powiedział: "zniszczyliście coś, co było jedyne w swoim rodzaju i postawiliście coś, co można zobaczyć wszędzie". Wnętrze o wysokości 11,50 metrów, z 850 kolumnami połączonymi podkowiastymi łukami robi wrażenie labiryntu”

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na Cordobę mieliśmy kilka godzin, późnym wieczorkiem wróciliśmy do hotelu, przed nami ostatni etap podróży – około 430 km.


Portugalia

Wjeżdżamy!

Obrazek

Obrazek

Samochód przed wyjazdem sprawdziłem na cztery strony, wymieniłem wszystkie płyny, filtry, itp. Ale i tak miałem jakiś ułamek procenta niepewności, czy damy radę przejechać całą Europę. Na szczęście okazało się, że nie było najmniejszych problemów z samochodem. Prawie 4 tysiące kilometrów bez żadnej, nawet najdrobniejszej awarii.

Po przekroczeniu granicy i wjechaniu do Portugalii – zaskoczenie. Granica hiszpańsko-portugalska przebiega przez most i zaraz za mostem wszyscy turyści są kierowani na boczny pas. Granica? Coś wisiało w powietrzu :) Okazało się, że dopiero co wprowadzono nowy system opłat za autostrady w Portugalii. Do dziś nie wiem na czym on polega :)
W każdym razie musieliśmy zjechać na boczny pas i czekać w kolejce. Kiedy przyszła pora na nasz samochód, podeszła do nas pani, która poinformowała nas o nowym systemie opłat. Należy wsunąć do automatu kartę kredytową, podać numer rejestracyjny pojazdu i to wszystko. Jadąc autostradą co jakiś czas znajdują się czytniki tablic, które odczytują numer rejestracyjny pojazdu i automatycznie ściągają określoną kwotę z karty. Niestety, okazało się że system działa tylko na karty kredytowe, a my mieliśmy tylko karty płatnicze. Bardzo uprzejmie pani skierowała nas do najbliższej stacji benzynowej (30 km), na której możemy uiścić opłatę „manualnie”.

Po dojechaniu na stację okazało się, że prawie wszyscy turyści nie mają kart kredytowych. Przy kasie odbywały się dantejskie sceny, w kolejce stali Włosi, Hiszpanie, Anglicy, Francuzi i my :)
Odstaliśmy swoje (około 1,5 godziny), kiedy przyszła kolej na nas. Przy kasie musiałem zadeklarować skąd jadę, dokąd jadę, ile dni jeszcze mam w planie jeździć po autostradach. Mniej więcej określiłem swoje plany, po czym otrzymałem rachunek z kasy fiskalnej i informację, że jest on ważny do północy, po wyczerpaniu się ostatniego limitu kredytowego. Jak limit będzie się kończył to mogę aktywować usługę dopłaty SMS-em, lub udać się na pocztę i zakupić kolejny paragon :) Tak, nic z tego co napisałem nie rozumiem do dzisiaj, nawet rdzenni Portugalczycy niewiele rozumieli, więc zapłaciłem kilkanaście Euro, i już za autostrady nigdzie nie płaciłem. Jakiś koszmar po prostu :)

Burgau – jesteśmy u celu.

Hotelik w Burgau zarezerwowałem na stronie booking.com. Całkiem przyzwoity, trzy gwiazdki, choć z racji kiepskich śniadań (przez 7 dni to samo) i zepsutej klimatyzacji (wtoczyli nam do pokoju taką przenośną co huczała), powinno się skończyć na dwóch gwiazdkach. Za to lokalizacja świetna, do plaży 5 minut pieszo, a całe miasteczko tak maleńkie, że w 15 minut można obejść całe. Miejscówka na pewno udana i polecam. Zwłaszcza, że sklepik jest tylko jeden, kilka małych knajpek, zero dzikich tłumów. Gdybym miał porównywać do miejscówek chorwackich, to najbliżej by mi było do Loviste. Z tym, że Loviste leży na płaskim, a Burgau wznosi się od oceanu wzwyż.

Ludzi bardzo, bardzo mało. Być może z racji tego, że to jednak kawał drogi i w grę wchodzi tylko samolot. Pewnie dlatego też 90% turystów to Anglicy. Półwysep Iberyjski to jeden z głównych celów wakacyjnych w tym kraju.
Nieco dziwnie się czułem, bo to moje pierwsze wakacje, gdzie nie ma Polaków i Niemców :) Przez to dość egzotyczne.

Nasze miasteczko:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plaża, która znajdowała się w naszym miasteczku była duża, bardzo ładna, jednak byliśmy na niej tylko w pierwszy dzień, bo nazajutrz wybraliśmy się zwiedzać okolicę i dotarliśmy do plaży Carrapateira, oddalonej od nas około 20 km. Jak się później okazało, plaża ta jest mekką surfingowców. Jest ogrooomna. Ma chyba kilometr szerokości i ze dwa kilometry długości :)
Fale na takiej plaży nad oceanem rzeczywiście robią wrażenie. Są ogromne. Trzeba uważać jak się jest z małymi dziećmi. Sama fala krzywdy nie robi, ale jak woda z takiej fali już wraca do oceanu, to czasami musieliśmy mocno stać na piasku, bo strasznie wciąga do morza. Wrażenie niesamowite. To na plus w stosunku do Chorwacji. Minusem jest niestety temperatura. Kąpaliśmy się, ale temperaturę wody można bardziej równać do Bałtyku niż do Adriatyku. Są dni, kiedy można się kąpać, ale przez pierwsze dwa dni pobytu byliśmy nieco zdezorientowani, bo woda była tak zimna, że można było tylko wejść po kostki :) A wszyscy surfingowcy w piankach po szyję...

Drugim ogromnym zaskoczeniem były dla mnie efekty przypływów i odpływów. Nieprawdopodobne! Przychodziliśmy na plażę przed południem, rozkładaliśmy parasol i ręczniki 10 metrów od wody, a popołudniu już nas podmywało. Kiedyś, będąc właśnie na Carrapateirze odkryliśmy świetne przejście pomiędzy skałami:

Obrazek

Po przejściu przez ten skalny wąwóz oczom naszym ukazała się kolejna piękna mała plaża, ani jednej osoby, jak na folderze :)

Obrazek

Obrazek

Posiedzieliśmy tam kilkanaście minut i wróciliśmy, po czym po godzinie znowu nam się zachciało tam iść :)
Przejścia już nie było, a wody było po pas i ostre skały. Zresztą, na drugi dzień na tej samej małej plaży znaleźliśmy linę przymocowaną do skał, która pewnie służy za pomoc tym, którzy zostali uwięzieni przez przypływ, bo do tej plaży było tylko jedno dojście, przez wąwóz. Od strony lądu większość plaż jest oddzielonych wysokimi skałami i skarpami.

A to plaża w naszym miasteczku (w prawy górnym rogu nasz hotel):

Obrazek

Jeśli chodzi o żyjątka i podłoże, jest lepiej niż w Chorwacji. Zamiast kamiorów cudowny piaseczek, zamiast jeżowców muszelki i rozgwiazdy :)

Chociaż dwa razy widziałem czarne płaszczki wielkości ok. pół metra i uciekałem w popłochu, bo nie wiedziałem czy były groźne, czy nie :)

Dużym zaskoczeniem były dla mnie (chyba) agawy, które również spotykamy w Polsce, gdzie są roślinami doniczkowymi. Tam wyglądają bardzo podobnie, z tą tylko różnicą, że portugalskim agawom wyrasta ze środka kwiat, który potrafi mieć wysokość kilku metrów i z daleka wygląda jak spore drzewo :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plaża Carrapateira:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Rankiem, już po odpływie maniacy muszli ruszali na łowy :)

Obrazek

Obrazek

To chyba tyle. Może pora na krótkie podsumowanie.

Portugalia na pewno jest bardzo egzotyczna pod względem zróżnicowania terenu (te skały!) i oceanu. Piaseczek na plaży też robi swoje. Pogoda nie jest tak upalna jak nad Morzem Śródziemnym – najwyższa zanotowana przez nas temperatura to 33 stopnie, ale generalnie było 28-30 stopni. I to przy oceanie jest chyba regułą.

Ceny całkowicie porównywalne do Chorwacji. Trochę drożej niż w Polsce. Portugalia to chyba najtańszy kraj zachodnioeuropejski.

Najbardziej podobało mi się to, że jakoś nie czuje się klimatu wielkiego centrum turystycznego, nie ma setek camperów, tłoku na plaży. Wygląda to wszystko tak, jak w Chorwacji w maju, lub po sezonie. Ja tak lubię, więc to dla mnie plus :) A pogoda wspaniała. Trochę żal tego, że morze jednak mogłoby być cieplejsze.

Prawie nie ma (lub nie spotkałem) campingów. Ale to chyba z racji ukształtowania terenu i klimatu oceanicznego. Klify, często wysokie na kilkadziesiąt metrów oddzielają ląd od morza. Campingi, które spotkaliśmy były oddalone od plaży czasami kilka kilometrów. W dzień może być 33 stopnie, a w nocy 16. Pierwsze dwa wieczory chodziliśmy na kolacje w polarach :)

Jeszcze kilka fotek na koniec:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A na zakończenie mapka naszej całej trasy - dla maniaków wytyczania tras i liczenia kilometrów :)
(najlepiej otworzyć w nowym oknie, bo duża)

Trasa niebieska: Polska – Portugalia, trasa zielona: powrót.
Zaznaczone również spania w postaci piktogramów :)

http://www.jarooo.com/cro/portugalia/001.jpg
Josh
Autostopowicz
Posty: 3
Dołączył(a): 27.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Josh » 27.08.2012 09:58

My jeszcze załapaliśmy się na bezpłatne autostrady w Portugalii i w tym samym miejscu przekraczałem granicę E-P. Też nas skierowano na boczny pas ale przejechaliśmy bez zatrzymania, tylko kontrolowali wizualnie samochody.
Fakt, turystów dosyć mało, raczej nigdzie korków nie było.
W mieście Lagos, gdzie zatrzymaliśmy się na chwilowe plażowanie, nie było problemów z parkingiem, kilka aut, do tego bezpłatny parking.
Plaża w Lagos piękna, otoczona urwiskami z żółto-brązowej skały, a gdzieś na dole wycinek plaży, gdzieniegdzie pojedyncze skałki wystają z wody, pięknie.
Co do cen to porównywalne do cen w Hiszpanii (pali jednak droższe), czyli podobnie jak w Polsce, potwierdzam.
Portugalia, bodaj najbiedniejszy kraj starej Unii, i widać było już, że nie jest aż tak bogato.
W Portugalii byłem w Sagres, Lagos (1 dzień, ale warto).

A co zwiedzaliście w Portugalii?
demi-duox
Cromaniak
Posty: 1349
Dołączył(a): 15.06.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) demi-duox » 28.08.2012 19:21

Josh napisał(a):
A co zwiedzaliście w Portugalii?


Też chciałem o to zapytać.
Z zakończenia relacji, tak na pierwszy rzut oka, wynika że plaże. Zapewne odpoczywając po zwiedzaniu Hiszpanii.
Ale może się mylę?
JAREKPIOTROWICZ
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 215
Dołączył(a): 17.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) JAREKPIOTROWICZ » 30.08.2012 11:27

Do Lizbony mieliśmy ponad 300 km, więc 1-dniowa wycieczka nie miała sensu. Podobnie Gibraltar, początkowo w planach - nie zrealizowany (480 km).
W Portugalii skupiliśmy się na zwiedzaniu plaż i lokalnej kuchni :)
W sumie taki był cel podróży, a zwiedzanie aktywne odbyliśmy wcześniej w Barcelonie i Cordobie :)
LRobert
Cromaniak
Posty: 3826
Dołączył(a): 09.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) LRobert » 02.09.2012 21:16

Fajne zdjęcia. Kempingów w Portugalii jest całkiem sporo. :mrgreen: Widzę, że przebywaliśmy całkiem blisko. W jakim terminie byliście i ile zrobiliście kilometrów? Czy ja dobrze widzę, że wracaliście przez Szwajcarię? 8O Dlaczego? :D
JAREKPIOTROWICZ
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 215
Dołączył(a): 17.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) JAREKPIOTROWICZ » 03.09.2012 13:09

LRobert napisał(a):W jakim terminie byliście i ile zrobiliście kilometrów?


W samej Portugalii 3-11 sierpnia, a zrobiliśmy nieco ponad 8.000 km.

LRobert napisał(a):Czy ja dobrze widzę, że wracaliście przez Szwajcarię? 8O Dlaczego? :D


Dla urozmaicenia :)
LRobert
Cromaniak
Posty: 3826
Dołączył(a): 09.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) LRobert » 03.09.2012 19:02

A jakie są koszty przejazdu przez Szwajcarię? Miałeś trochę cieplej. My do Portugalii wjechaliśmy dopiero 9 sierpnia a na południowe wybrzeże dotarliśmy 16. :papa:
JAREKPIOTROWICZ
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 215
Dołączył(a): 17.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) JAREKPIOTROWICZ » 04.09.2012 07:11

Tutaj, niestety poległem :)
Myślałem, że w Szwajcarii można kupić winietę na jakiś minimalny okres. Jednak są tylko roczne. Cena - 40 franków (ok. 150 zł). Jak za dwa dni jazdy to sporo, no cóż, nie odrobiłem zadania domowego przed podróżą :)
wermar
Croentuzjasta
Posty: 305
Dołączył(a): 24.07.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) wermar » 04.09.2012 07:42

Jak wracalem z Francji szwajcarska "wopistka" wylapala mnie ze sznura samochodow zrobila wyklad o tym ze CH nie jest w Unii i oni sami musza placic za swoje drogi i skierowala mnie po swistek ktory kosztuje na rok 30 euro
LRobert
Cromaniak
Posty: 3826
Dołączył(a): 09.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) LRobert » 04.09.2012 08:19

Ja niby odrobiłem a i tak koszty francuskich i hiszpańskich autostrad lekko mnie zdziwiły. 8O :evil: Nie narzekaj ja za jeden kawałek w Hiszpanii zapłaciłem coś koło 34 euro. :x :evil: :twisted:
Ostatnio edytowano 04.09.2012 09:29 przez LRobert, łącznie edytowano 1 raz
FUX
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13000
Dołączył(a): 14.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) FUX » 04.09.2012 08:53

Dlatego, że zapewne podróżowałeś autostradą w CH.
Dobrze, że tylko na tych 30 jurasach się skończyło...
JAREKPIOTROWICZ
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 215
Dołączył(a): 17.06.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) JAREKPIOTROWICZ » 04.09.2012 13:15

LRobert napisał(a):Ja niby odrobiłem a i tak koszty francuskich i hiszpańskich autostrad lekko mnie zdziwiły. 8O :evil: Nie narzekaj ja za jeden kawałek w Hiszpanii zapłaciłem coś koło 34 euro. :x :evil: :twisted:


Fakt, Włochy i Francja bardzo drogie. Ale za to jak jechałem przez Hiszpanię, to za autostrady płaciłem tylko w Katalonii, bo niedaleko za Barceloną aż do samej Portugalii nie było już bramek. Więc chyba tylko Katalonia ma opłaty za autostrady...
tony montana
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 9120
Dołączył(a): 14.01.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) tony montana » 18.04.2013 11:10

Jarek 8O
Świetna relacja - nie masz jeszcze nieco portugalskich zdjęć?

Może coś jeszcze zwiedzaliście podczas pobytu?

:papa:
WolfAtTheDoor
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 349
Dołączył(a): 16.03.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) WolfAtTheDoor » 05.05.2013 14:36

Super zdjęcia i relacja.

Tak daleko samochodem - szacun.

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



Portugalia 2012 samochodem
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017