Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Małe i duże bałkańskie podróże :-)

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4862
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 18.04.2008 23:42

Jaki ten świat mały :)
Nibyśmy my cepry, a jednak "górale" :wink:
Moja rodzina z Makowa Podhalańskiego. To tak w połowie między Krupową i Koskową, z odbiciem na zachód o jakąś wielokrotność tego, co by było , gdybyśmy odbili na wschód w stronę Piwnicznej . Wszędzie blisko :D
Pozdrawiam :D
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 10156
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 21.04.2008 08:51

Dzień dwunasty (wtorek) 21.08 przełęcz Cakor (1850 m n.p.m.)

:D :D :D :D , :evil:

Obrazek

Dziś nie śpieszymy się jakoś szczególnie, to ma być luźniejszy dzień na który nie mamy jakiegoś konkretnego planu, zobaczymy jak sytuacja i nasze chęci się rozwiną. Naszym jedynym celem na dziś jest przełęcz Cakor położona w ciągu drogi Murino - Pec, ta druga miejscowość już w Kosovie. Nie planowaliśmy tego wcześniej, a zdecydowaliśmy się na wjechanie na nią pamiętając o relacji zawodowca z 2005, w której opisywał próbę dostania się na nią od strony kosovskiej właśnie. Jedziemy już w kierunku Andrijevicy i próbuję sobie przypomnieć dlaczego mu się wtedy nie udało, w końcu stawiamy na to, że droga była zamknięta (z powodu jakiegoś remontu?) a nawierzchnia objazdów była w bardzo złym stanie. Dopiero po powrocie przeczytaliśmy sobie jeszcze raz na spokojnie jak to dokładnie było............... :lol:

Mijamy Andrijevicę i docieramy do Murino. Tu jak i ostatnio w okolicach skrzyżowania jest duży ruch, ludzie czekają na busy, spotykają się, rozmawiają, stojące samochody zajmują połowę jezdni............ a my powoli przejeżdżamy. Nie skręcamy na Plav, tylko jedziemy prosto przez most na rzece Lim. Stoi tu drogowskaz informujący 'Pec 64 km', a my do przełęczy mamy jakieś 25 km.

Już po chwili zaskakuje nas to, że droga, na mapie zaznaczona jako główna, wcale nie jest jakaś super, swoją jakością i krętością przypomina tak dobrze znaną nam z wielokrotnych przejazdów trasę Matesevo - Andrijevica. W sumie można się tego było spodziewać, przecież jesteśmy w Czarnogórze, a tu w każdym momencie trzeba być nastawionym na jakąś niespodziankę :lol: Tak szybko jak myślałem do przełęczy nie dojedziemy................... ale niezrażeni, twardzi i odporni już na wszelakie ewentualne kolejne zaskoczenia 8) posuwamy się naprzód. Na początku okolica drogi jest gęsto zabudowana, potem im wyżej, domów jest coraz mniej. Muszę uważać na wycięte i przygotowane do załatania wyrwy w asfalcie zajmujące czasem całą szerokość drogi, a czasem są one małe i łatwo je ominąć.

Pogoda jest ładna, słoneczna, ale powietrze nie jest całkiem przezroczyste, dalsze okolice zasnuwa lekka mgiełka. Drogą nie jedzie dużo samochodów, mijamy tylko kilka. Napotykamy też ekipę 'łatającą', ich maszyna stoi oczywiście na środku drogi tarasując przejazd, z trudem przeciskam się wąskim poboczem tuż nad przepaścią.........(OK, rosło tam parę drzew, byłaby szansa na nich się zatrzymać 8) ) w czym chętnie pomagają łatacze pokazując ile mam jeszcze miejsca z obu stron auta. Jedziemy sobie będąc pod wrażeniem czarnogórskich drogowców dalej a tu nagle...........niespodzianka, asfalt się kończy :!:

No tego to się jednak nie spodziewaliśmy, ale co tam, przecież nie zrezygnujemy z dalszej jazdy tylko dlatego, że nie ma na drodze asfaltu :lol: Czeka nas jeszcze jakieś 12 - 14 km po szutrze, zobaczymy czy droga będzie na tyle dobra, żeby jazdę kontynuować. Zatkani z wrażenia jedziemy powoli dalej, (prędkość przelotowa wynosi jakieś góra 20 km/h) komentując zwyczaje tutejszych drogowców, że naszym zdaniem zamiast łatać dziury w całkiem jeszcze znośnym asfalcie, mogliby pociągnąć go chociaż parę kilometrów dalej. Ale nie jest źle, jakość drogi jest akceptowalna, większych dziur nie ma a i nachylenie nie jest duże. Mimo to, po pewnym czasie takiej jazdy na dwójce silnik grzeje się za mocno, zatrzymuję Skodę na jakieś 15 - 20 minut, żeby choć trochę go ochłodzić. Ja też odpoczywam a Lidia filmuje okolicę. Próbujemy odgadnąć gdzie jest przełęcz Cakor. Pierwsza zgadywanka okazuje się błędna. Dopiero wjazd na bardzo rozciągnięte serpetyny wyjaśnia zagadkę. To nie ta przełęcz na lewo dobrze widoczna już od dołu, a na prawo, wcale niewidoczna. W końcu jednak ruszamy i docieramy do celu - przełęcz Cakor 1850 m n.p.m. to trzecie co do wysokości miejsce gdzie dotarliśmy razem z naszym autkiem. A właściwie dzięki niemu :D

Obrazek
Przełęcz Cakor, prosta droga w prawo prowadzi do Pec, my przyjechaliśmy serpentynami między świerkami

Samo miejsce rozległej, trawiastej przełęczy z ostatnimi rosnącymi na tej wysokości świerkami nie robi na nas jakiegoś specjalnego wrażenia. Znajduje się tu jakiś kiosk bez szyb i 2 murowane budynki, jeden bez drzwi i okien, drugi na głucho zamknięty, nieco niżej z obetonowanej rury cieknie woda. Stoją też dwa zdezelowane samochody, oprócz nas nie ma nikogo. Podchodzę jeszcze do kilku znajdujących się nieopodal pomników i tablic, nie zrobiłem im niestety zdjęcia i dlatego nie pamiętam kogo upamiętniały, na pewno jeden z nich poświęcony był zwycięskim walkom Czarnogórców z siłami jakiegoś albańskiego księcia dzięki którym tereny wokół przełęczy należą teraz do Czarnogóry (a miało to miejsce bodajże w latach 20 XX wieku).

Rozglądamy się po okolicy, rozpoznajemy pobliską górę Crni Krs na którą może moglibyśmy sobie podejść bo nie jest to jakoś daleko i wysoko, ale rezygnujemy, trochę się nam nie chce, trochę trzeba oszczędzać siły na jutro a poza tym nie jest już wcześnie, dojazd na Cakor jednak trwał dłużej niż planowaliśmy......... Zastanawiamy się zatem na którą z pobliskich górek i po której stronie przełęczy moglibyśmy sobie podejść, wybieramy podejście na stronę południową, w stronę Prokletji.

Obrazek
Prosta droga prowadząca w lewo była zamknięta szlabanem, to nie jest droga z Murino


Powoli podchodzimy bezszlakową oczywiście ścieżką po trawiastych zboczach, najpierw na najbliższe wzniesienie, potem lekko w dół i na następne, nieco wyższe. Teraz jesteśmy na wysokości, tak oceniam, nieco ponad 2000 m. Najbliższy nam jest teraz Crni Krs właśnie, od niego dzieli nas jednak głęboka na jakieś 250 m przełęcz. Potężna góra zasłania nam wyższy o 100 m Bogdas który leży już w Kosovie. W kierunku wschodnim dominuje rozległy masyw na mapie oznaczony jako Żuti Kamen, a za nim leży też już w Kosovie Koprivnik. Na północy rozciąga się znany już nam grzbiet Hajli, na zachodzie dalekie Komovi i znacznie bliższy Visitor, a na południu całe piękne, choć dalekie pasmo Prokletji.

Obrazek

Obrazek
Masyw Crni Krs

Obrazek
Masyw Żuti Kamen, z tyłu po prawej Koprivnik

Obrazek
Visitor z widoczną na jego zboczu smugą dymu


Próbujemy jak zwykle porozpoznawać zaznaczone na naszej mapie szczyty tych gór co nie jest łatwe, lokalizuję jednak szeroką dolinę Valbone oraz odchodzącą od niej w naszym, czyli północnym, kierunku inną dolinę z której unoszą się dymy czy to pożaru, czy może palonych śmieci. Pożar też widoczny jest na zboczu Visitora, na początku w górę wzbija się tylko mała strużka dymu a potem coraz większa, a że wiatr jest zachodni i dość silny, powoli, z upływem czasu dymy zasnuwają całą okolicę. W dole, pod Visitorem widoczne jest dalekie Plavskie jezioro i dolina Vermosh.

Obrazek
Jezioro Plavskie i dolina Grbaja, Prokletije

Obrazek
Prokletije, Plavsko Jezero i dwa pożary na zboczach Visitora

Obrazek
Zdobywcy ponadCakorskich wzgórz :wink: , w oddali Hajla

Obrazek
Crni Krs, w dole przełęcz i pierwsze zabudowania katunów

A tuż pod nami, tylko nieco poniżej przełęczy oddzielającej nas od Czarnego Krzyża (bo tak tłumaczymy sobie nazwę najbliższej nam góry) już zaczynają się pasterskie domki i zagrody jakiegoś katunu.

Obrazek
Coraz gęstsze dymy zasnuwają okolicę :(

Obrazek
W oddali Hajla, tu bliżej i w dole powinno być przejście graniczne z Kosovem

Obrazek
Crni Krs

Obrazek
Ciekawe jakie to szczyty............ ?

Obrazek
Pożar w odnodze albańskiej doliny Valbone

Obrazek
Żuti Kamen

Obrazek
W oddali po lewej stronie nasze Komovi

Obrazek
Otoczenie przełęczy Cakor od północy

Obrazek

Na tej właśnie bezimiennej i niepozornej górce spędzamy siedząc, leżąc, jedząc, opalając się, planując i przede wszystkim podziwiając widoki chyba ze cztery godziny. Naprawdę fajnie było tak spędzić ten dzień............, no ale cóż, w końcu trzeba wracać. Zbieramy się około godziny 17, dość silny wiatr nie słabnie a słońce jest coraz niżej i jeszcze zakrywa się cienkimi, wysokimi chmurami dlatego robi się trochę chłodno.

Obrazek

Obrazek

Wracamy zrywając co chwilę rosnące na zboczach po prostu całymi dywanami czarne jagody. Nie są one tak dobre jak w Polsce, są mniejsze i bardziej zasuszone, ale trochę jednak inna tu jest wysokość i mocniej świeci słońce. Dochodzimy do naszego osamotnionego samochodu i powoli z żalem zjeżdżamy z Cakora.

Obrazek

Obrazek

W jednym miejscu musimy poczekać dłuższą chwilę bo akurat drogę tarasują ogromne, zwożone traktorami z lasów pnie drzew a ludzie ładują je specjalnymi maszynami na wielkie ciężarówki i potem pewnie zwiozą w dół.

Obrazek

Na asfaltowej części drogi większość łat została już położona i jedzie się znacznie lepiej. A potem już na dole, na odcinku Murino - Andrijevica jedziemy sobie szybko i miło, ale cóż to, najpierw jeden, potem drugi samochód jadący z naprzeciwka mruga światłami wyraźnie nas ostrzegając. Zwalniam, czyżby jakaś policyjna kontrola się nam tu jeszcze szykowała :?: Jednak po chwili okazuje się, że nie o to chodziło, wyjeżdżam zza zakrętu a tu całą szerokość drogi zajmuje ogromne stado owiec prowadzone przez jedną, na czarno oczywiście ubraną zgarbioną babinkę............ 8O Widok jest niezwykle wzruszający, takich obrazków w Polsce nie ma i pewnie już nie będzie. Naprawdę coraz bardziej przywiązujemy się do Czarnogóry..............

W Andrijevicy uzupełniamy zawartość baku (który to już raz.......), okropnie dużo paliwa potrzebuje nasze autko pokonując tutejsze drogi i bezdroża.

Obrazek
Scenka rodzajowa na drodze do eko-katunu :lol:

Spokojnie przed zmierzchem dojeżdżamy do domu, a tu niespodzianka - nie ma prądu. Prawdopodobną przyczyną jego braku (tak się domyślamy) jest prowadzenie jakichś prac z przewodami, jak rano jechaliśmy do Andrijevicy to przy drodze stał samochód oznakowany jak pogotowie energetyczne a kilku gości kopało w ziemi przy drodze rowek. No i przez dzień nie skończyli.............. :lol: Szybko, póki jeszcze coś widać przygotowujemy jedzenie, jemy i kąpiemy się już w świetle latarki. Gorzej, że nie podładujemy baterii od aparatu i akumulatora od kamery. Wodę na herbatę też musimy gotować na butli a nie w czajniku elektrycznym, ale gazu jeszcze mamy sporo, powinno wystarczyć do powrotu, więc o to nie ma co się martwić.

Zapada całkowita, niezwykła cisza............ Z nadal wyludnionego katunu nie dochodzą żadne odgłosy bo znów jesteśmy tylko my, nie gra też nasze małe podręczne radyjko. W tej ciszy i ciemnościach rozświetlanych jedynie przez księżyc i rozgwieżdżone niebo idziemy spać.

A przed oczami wciąż mamy widok panoramy rozlegającej się na wiele pasm górskich z jednego ze wzgórz w pobliżu Cakora.

Obrazek
Północ

Obrazek
Wschód

Obrazek
Południe

Obrazek
Zachód

Cdn......................
Ostatnio edytowano 20.02.2012 08:44 przez kulka53, łącznie edytowano 2 razy
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 84114
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 21.04.2008 09:33

witki
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1231
Dołączył(a): 27.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) witki » 21.04.2008 14:44

Kulka, Lidio - widoki są cudne i tego wam zazdroszczę, bo wiem, że raczej w góry to sie nie wybiorę.... :roll:
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4862
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 21.04.2008 20:40

Cóż powiedzieć...
Przepięknie.
Macie swoją Górę w Czarnogórze. Skoro bezimienna, nadajcie jej imię .
Pozdrawiam :)
Lidia K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3396
Dołączył(a): 09.10.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Lidia K » 22.04.2008 10:49

Janusz
Ładne zdjęcie, wg mnie zrobione nieco niżej i bliżej samej przełęczy Cakor, za to szerokokątnym obiektywem :D

Witki
Tak, widoki naprawdę były piękne, zresztą nie tylko z Cakora, , a co do 'wybrania' się w góry................ teraz to specjalnie szans dla Ciebie nie widzę :wink: ale chyba nie wszystko jeszcze stracone :?: :lol: Za kilka lat może jakieś góry skuszą. Rozpoczęłam swoją przygodę z górami od kilkukrotnego złażenia Ślęży, takiej niewysokiej góry widocznej z wyższych pięter wrocławskich 10-piętrowców a nawet z rozległych wrocławskich łąk i pastwisk.

Obrazek
Ślęża widoczna jest z łąki we Wrocławiu(Leśnica) z odległości ponad 30 km

plavac napisał(a): Macie swoją Górę w Czarnogórze.

:lol: :lol: Można tak powiedzieć, dla nas ona już na zawsze będzie Nasza

plavac napisał(a): Skoro bezimienna, nadajcie jej imię .

Bezimienna............... hmmm, może ona i jakąś nazwę nosi (w co wątpię) tylko my jej nie znamy bo nie było jej na mapie :?: :lol:
A w wymyślaniu nie czujemy się mocni :oops: tu 'przodują' raczej bielskie dziewczyny :lol:
Ale możnaby ją nazwać tak 'z polska' - Nasza Kopa (ok. 2000 m n.p.m.) :lol: Tylko gdzie się udać z propozycją naniesienia nazwy na mapy :?: :lol:


Pozdrawiamy wszystkich wytrwałych, ujawnionych i nieujawnionych, czytelników :D
Ostatnio edytowano 20.02.2012 20:27 przez Lidia K, łącznie edytowano 2 razy
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 84114
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 22.04.2008 10:55

Lidia K napisał(a):JanuszŁadne zdjęcie, wg mnie zrobione nieco niżej i bliżej samej przełęczy Cakor, za to szerokokątnym obiektywem :D


Zdjęć jest 12 - wszystkie robione wg opisu:

Canon EOS 350D, Tamron 17-50 + Hoya CPL filter.

A tu jeszcze więcej zdjęć ich autora

:papa:
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 10156
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 24.04.2008 08:44

Dzień trzynasty (środa) 22.08 Babin Zub

:D :D :D :D :D, :evil: :evil: :evil: :evil: :evil:

Wstajemy dziś po raz kolejny bardzo wcześnie rano, a ku naszemu zaskoczeniu okazuje się, że prąd jest :D No to fajnie, podłączamy do niego wszystko, co trzeba ładować i przygotowujemy się do wyjścia.
Jak tylko robi się jasno wyjeżdżamy. Pogoda jest dziś świetna, piękne niebo, słońce i dobra widoczność, jedynym niepokojącym objawem, który pierwszy raz pojawił się podczas naszej bytności na Stavnej jest silny, wiejący od samego rana wiatr :?

Dojeżdżamy do Kolasina, potem dalej, znaną nam już dróżką przez Lipovo do końca asfaltu i jeszcze kawałek po szutrze do ostatnich zabudowań. Trudno nie trafić :D stoi tu bowiem czerwona tabliczka informująca, że tu właśnie zaczyna się trasa na Babin Zub, nasz dzisiejszy cel. Oficjalnie jest to najwyższy szczyt pasma Sinjajevina, ale bywa on też zaliczany do znajdujących się po drugiej stronie głębokiej doliny Moracy Morackich Planin, a najwyższym szczytem jest wtedy Jablanov Vrh. Faktycznie, okolica Babin Zuba i Gradiste jest inna w charakterze niż tereny położone dalej na północ i wschód, szczyty te są ostre i skaliste, podczas gdy Jablanov i dalsza część pasma jest łagodniejsza, pofałdowana i trawiasta.

Obrazek
Tej mapki ze sobą nie mieliśmy, nawet nie wiedzieliśmy, że taka istnieje gdzieś w przepastnych zasobach internetowych. Udało ją się poskładać ze czterech map, z każdej wycinając jeden róg. Ciągła linia jest narysowana po istniejącej na tej mapie ścieżce, potem nie ma na mapie żadnej ścieżki. Czerwona przerywana linia to nasza droga, a zielona przypuszczalny szlak na szczyt.

Zostawiamy samochód w cieniu rozłożystego, wielkiego drzewa przy wyschniętym potoku i rozpoczynamy wędrówkę. Po kilku minutach marszu kamienistą drogą natrafiamy na drugą tabliczkę informacyjną, schodzimy z drogi i wkraczamy w las porastający strome zbocze. Ścieżki prowadzą to tu, to tam, próbujemy znaleźć właściwą wypatrując oznaczeń szlaku na drzewach czy kamieniach, ale przez dłuższą chwilę nam się to nie udaje. Ciężko byłoby przedzierać się stromo pod górę przez gęsty las nie wiedząc, czy obraliśmy właściwy kierunek. Z pewnością udałoby się nam trafić bo z dołu widać wąską dolinę którą będziemy potem iść w górę ale moglibyśmy się niepotrzebnie zbytnio namęczyć i osłabnąć. W końcu po kilkunastu minutach przepatrywania okolicy odnajduję wyblakły znak, ale potem znowu nie ma następnego, taka zabawa trwa dłuższą chwilę. Często stajemy nad jakimś kamieniem i zastanawiamy się czy to coś lekko różowo rdzawo czerwone to wyblakła farba czy może zwykły mech czy porost :lol: Ale wreszcie trochę wyżej trafiamy na właściwą drogę wydeptaną tradycyjnie już przez owce, ledwo widoczne kółka lub ich resztki pojawiają się w miarę regularnie. Przechodzimy przez wąski pas lasu wyraźnie ścięty parę lat temu przez lawinę albo jakieś miejscowe uderzenie wiatru, niektóre pnie drzew leżą jeszcze na ziemi a ich miejsce zajmują wyrośnięte już spore krzaki.

W pewnym momencie dochodzimy do miejsca, gdzie na ścieżce leży spory kamień z namalowaną strzałką w prawo i napisem B. Zub. A zatem posłusznie skręcamy. Od tego momentu oznaczeń już nie ma, wydeptana leśna ścieżka jest jednak dobrze widoczna. Nadal towarzyszą nam bukowe drzewa, bardzo lubimy ten gatunek o pięknej zieleni liści i charakterystycznej jasnej korze. Las kończy się na wysokości około 1600 m i teraz idziemy stromo w górę wąską, skalistą dolinką porośniętą kosodrzewiną i ostatnimi krzewami m.in. jarzębin.

Obrazek
Las się powoli kończy, dochodzimy do wysokości 1600m

Obrazek
Dolinka, którą przyszliśmy


Chmur nie ma, słońce nadal pięknie świeci i nieco nas dogrzewa, bo mimo, ze idziemy pod górę to powietrze jest o tej porze jeszcze całkiem chłodne, no i ten silny, zimny wiatr.......:? liczymy, że może później, po południu nieco osłabnie. W końcu dochodzimy do progu doliny, wchodzimy do kotła noszącego nazwę Popov Do, i dopiero tu, na bardziej otwartej przestrzeni czujemy jak silny jest wiatr, nie ma się gdzie przed nim choć na chwilę schować, żeby usiąść i trochę odpocząć :(

Obrazek
Droga do kotła Popov Do

Obrazek
Północno zachodnia część kotła

Obrazek
Babin Zub?


Kocioł, o niewielkich rozmiarach, jest bardzo ładny, wypełniają go wielkie kamienie i piargi schodzące z gór po obu jego stronach. Trudno tu mówić o jakiejś ścieżce, skacząc po czasem osuwających się kamieniach idziemy po prostu dalej w tym samym, południowo zachodnim kierunku. Wyżej, gdy kamienie są mniejsze to wtedy widać zarysy jakiejś ścieżki, potem piarg się kończy a my stromo podchodzimy dalej po trawiastym zboczu.

Obrazek
Podejście po piarżysku, w tle Jablanov Vrh

Obchodzimy fajną, sporych rozmiarów skałę, widać ją było już z daleka i dopiero teraz do niej doszliśmy. Jej ściany są prawie pionowe, mimo to z jednej strony na małym występie rośnie samotna sosna.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wreszcie, zmęczeni, dochodzimy na rozległą trawiastą przełęcz, z obu jej stron piętrzą się białe, skalne ściany. Jest już koło południa, a wiatr jest tu taki, że chwilami trudno ustać na nogach, normalnie jesteśmy jak w przeciągu 8O Osiągnęliśmy wysokość 1940 m, po drugiej stronie przełęczy leży stroma dolina Djedov Do, a nisko w dole dolina Moracy. Za to dalej............... 8O wspaniały widok na Morackie Planine, rozległe góry z kilkoma wyraźniejszymi pasmami. Jesteśmy trochę za nisko i nie mamy dokładnej mapy zatem nie rozróżniamy tam żadnych konkretnych szczytów. Szkoda, że nie starczyło czasu na próbę wejścia na Tali, może wtedy moglibyśmy więcej powiedzieć o tych niewątpliwie ciekawych górach.

Obrazek
Widok z przełęczy Djedov Do na Moracke Planine

Obrazek

Za to z tej strony, z której przyszliśmy widać teraz wyraźnie obłą kopułę Jablanov Vrha, nawet po przybliżeniu kamerą dostrzegamy coś na szczycie, budynek czy może jakiś pomnik, trudno powiedzieć.
Chowamy się przed wiatrem w trawiasty dołek, jemy, odpoczywamy i zastanawiamy się co robić. Wieje niestety zbyt silnie, żebyśmy byli w stanie wejść na szczyt, ale skoro doszliśmy już tutaj no to przecież trzeba chociaż spróbować bo jest jeszcze wcześnie, a do góry zostało jakieś 300 m.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie bardzo wiemy którędy iść dalej, żadnych oznaczeń nie widać, konkretnie prowadzącej gdzieś ścieżki też nie. Chociaż właściwie to jest, wydeptana ścieżeczka, przechodzi na drugą stronę przełęczy, idę kawałek w tamtym kierunku w dół, ale to nie tędy droga, trawiaste zbocze nagle kończy się stromym urwiskiem. Wracam i idziemy po prostu po wysokiej trawie pod górę, na ukos zbocza w kierunku południowym. Okropnie WIEJE 8O :evil: Podchodzimy stromo, czasami 'na czterech' :lol: , coraz wyżej i nagle...........jest ścieżka. Wyraźnie wydeptana w trawie, gdzieś na przełęczy coś jednak przegapiliśmy i poszliśmy za bardzo naokoło. Ścieżka prowadzi zboczem wzdłuż całego masywu szczytowego obchodząc go od zachodu, nawet pojawiają się wymalowane na kamieniach czerwone paski.


Ale to jeszcze daleko, wynika z tego, że trzeba obejść szczyt naokoło, żeby wejść na jakąś inną przełęcz czy miejsce z drugiej jego strony i stamtąd dopiero się wchodzi. Trawa się kończy, teraz trzeba wejść na rozległe piarżysko, a trasa znacznie się obniża, musielibyśmy stracić jakieś przynajmniej 50 m.

Obrazek
Dalsza część drogi po kolejnym piarżysku znacznie się obniża i obchodzi szczyt naokoło

Na pewno dalibyśmy radę wejść, nadal mamy jeszcze sporo czasu, ale po chwili zastanowienia rezygnujemy, przy takim wietrze zepchnęłoby nas ze szczytu. Trudno, tak to jest, czasem trzeba taką decyzję podjąć, w końcu bezpieczeństwo jest najważniejsze.......... Strasznie żałujemy bo przecież jest taka piękna pogoda, widoczność jest dobra, świeci słońce, jest sucho....... Pamiętam, że podobnie było kilka lat temu w Słowackich Tatrach podczas podejścia na Koprovsky Stit, kiedy też przy słonecznej pogodzie był taki silny wiatr i wycofaliśmy się jakieś 100 m przed szczytem :(


Decydujemy, że jeszcze nie wracamy, spróbujemy podejść gdzieś tak, żeby znaleźć jakieś osłonięte od wiatru miejsce i posiedzieć sobie wśród gór mając przed sobą takie fajne widoki. Zaczynamy się wspinać po strasznie stromym zboczu w kierunku skał i faktycznie kilkadziesiąt metrów wyżej znajdujemy zagłębienie terenu trochę osłonięte jeszcze dodatkowo skałami. Zostajemy, oceniam, że była to wysokość przynajmniej 2100 m. Ściągamy buty, nadmiar ciuchów, jemy, rozkładamy się wygodnie na trawie i nawet na trochę zasypiamy....... :lol: mimo wiatru jest jednak już o tej porze całkiem ciepło, a słońce wychodząc zza skał zaczyna jeszcze nas dogrzewać. Całkiem przyzwoicie się wtedy opaliliśmy...........8)


Pstrykamy zdjęcia skałkom i szczycikom, trawkom, bo kwiatki nie rosną tu żadne. Na jednym ze zbocz dostrzegamy fajne tarasy, jakby stworzone przez człowieka, rozmaitość form zachwyca, a my siedzimy i napatrzeć się nie możemy na skałki, sosny wyrastające z gołych skał. Widok mamy tylko na jedną stronę, to nie to co na Cakorze czy Kuckim Maglicu. Za plecami skały szczytowe Babin Zuba. Tak niedaleko jest do szczytu.................prosto do góry. Tyle, że nie tędy prowadził szlak.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Stworzone przez naturę tarasy - raczej nigdy nie odwiedzone przez ludzi - ten dolny jest dość spory prawie jak boisko.....

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czas upływa, siedzimy tam pewnie ze trzy godziny i w końcu trzeba się ruszyć. Schodzimy do ścieżki i podążamy nią do przełęczy. Trzeba zejść po prawie pionowych skałach, nigdy bym się nie domyślił, ze to właśnie tędy trzeba było zacząć podchodzenie. Jest już po 16, teraz gdy znów jesteśmy na przełęczy faktycznie czujemy, że wiatr trochę osłabł.

Obrazek
Rozległa, trawiasta przełęcz Djedov Do

Obrazek

Obrazek
Gradiste i Jablanov Vrh, w dole skałka z sosną, piarg i dolinka którą będziemy schodzić

Obrazek
Nasze miejsce odpoczynku :D

Obrazek
Strome zejście

Powoli schodzimy sobie w dół znowu skacząc po piargowych kamieniach. Nasz górski wyjazd powoli dobiega końca, wspominamy sobie zdobyte szczyty, miejsca które bardzo nam się podobały i te, które podobały nam się mniej, żałujemy tego, co nam się nie udało......... Czy jeszcze kiedyś tu przyjedziemy, żeby to nadrobić? Czas pokaże, w końcu dwa lata temu nie przypuszczałem, że taki wyjazd w ogóle dojdzie jeszcze do skutku..............a doszedł :D

Obrazek
Przełęcz Djedov Do, ten mały punkcik prawie pośrodku to Lidia :D

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Powrotna droga przez piarg

Obrazek
Sąsiad i Babin Zub

Obrazek
Sąsiad i Babin Zub z bliska w fantazyjnej panoramce

Obrazek
To gdzieś tam nie udało nam się wejść :(

W końcu dochodzimy do samochodu i tym razem bez większych przygód wracamy do domu. A tu niespodzianka, znowu nie ma prądu........... 8O No dziś to już nie jest śmieszne, musimy porządnie wszystko poładować, trochę zrobić porządek z porozwalanymi wszędzie rzeczami :oops: a tu już niedługo nic nie będzie widać. No nic, może tak jak dziś rano prąd był, tak i będzie jutro i jescze przed wyjazdem uda się nam podokarmiać baterie i akumulatory. Na szczęście wieczorem, około 10, zasilanie wraca i możemy jeszcze trochę zaplanowanych rzeczy zrobić.

c d n.......................
Ostatnio edytowano 20.02.2012 08:46 przez kulka53, łącznie edytowano 2 razy
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 84114
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 24.04.2008 09:24

Piękne te góry Czarnogóry :lol:

Trochę o wiatrach

Vjetar s Dinare
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4862
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 24.04.2008 09:52

Nie jest dobrą rzeczą "chodzić" z Wami po górach - przed pracą . :wink:
Rozkojarzyłem się :)
Pozdrawiam.
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3455
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 24.04.2008 14:55

kulka53 napisał(a):M. in. dzięki Twojej w tym względzie aktywności, pomocy i świetnym opisom już 3 urlopy spędziliśmy zwiedzając Bałkany i bałkańskie góry :D

Dzięki, fajnie że mogłem się na coś przydać :D

kulka53 napisał(a):makadam jest równy, szeroki i tylko raz trzeba przejechać przez niewielki strumień 8O

Takie momenty się potem dobrze pamięta :lol:

kulka53 napisał(a):nasza rozmówczyni bardzo się cieszy, że tak się nam w jej kraju podoba, no i że w ogóle z nami rozmawia, jesteśmy dla niej pewnego rodzaju atrakcją i rozrywką.

Też mi się takie spotkania zdarzały, np. spotkanie z albańskimi pasterzami pod Korabem, bariera językowa nie do przeskoczenia, wymiana jedzenia i uśmiechów :D

kulka53 napisał(a):Naszym jedynym celem na dziś jest przełęcz Cakor położona w ciągu drogi Murino - Pec, ta druga miejscowość już w Kosovie. Nie planowaliśmy tego wcześniej, a zdecydowaliśmy się na wjechanie na nią pamiętając o relacji zawodowca z 2005, w której opisywał próbę dostania się na nią od strony kosovskiej właśnie. Jedziemy już w kierunku Andrijevicy i próbuję sobie przypomnieć dlaczego mu się wtedy nie udało, w końcu stawiamy na to, że droga była zamknięta (z powodu jakiegoś remontu?) a nawierzchnia objazdów była w bardzo złym stanie. Dopiero po powrocie przeczytaliśmy sobie jeszcze raz na spokojnie jak to dokładnie było............... :lol:

No i jedna z większych tajemnic rozwiązana, dałem tą informacje na Summitpost na moją stronę o Djeravicy, macie w tym swój udział!

kulka53 napisał(a):W końcu po kilkunastu minutach przepatrywania okolicy odnajduję wyblakły znak, ale potem znowu nie ma następnego, taka zabawa trwa dłuższą chwilę. Często stajemy nad jakimś kamieniem i zastanawiamy się czy to coś lekko różowo rdzawo czerwone to wyblakła farba czy może zwykły mech czy porost :lol:

Zupełnie jak my z Czechami pod Djeravicą...

kulka53 napisał(a):Nie bardzo wiemy którędy iść dalej, żadnych oznaczeń nie widać, konkretnie prowadzącej gdzieś ścieżki też nie. Chociaż właściwie to jest, wydeptana ścieżeczka, przechodzi na drugą stronę przełęczy, idę kawałek w tamtym kierunku w dół, ale to nie tędy droga, trawiaste zbocze nagle kończy się stromym urwiskiem. Wracam i idziemy po prostu po wysokiej trawie pod górę, na ukos zbocza w kierunku południowym. Okropnie WIEJE 8O :evil: Podchodzimy stromo, czasami 'na czterech' :lol: , coraz wyżej i nagle...........jest ścieżka. Wyraźnie wydeptana w trawie, gdzieś na przełęczy coś jednak przegapiliśmy i poszliśmy za bardzo naokoło. Ścieżka prowadzi zboczem wzdłuż całego masywu szczytowego obchodząc go od zachodu, nawet pojawiają się wymalowane na kamieniach czerwone paski.

Mój znajomy Tomica dosyć dokładnie opisał jak iść na Babin Zub z różnych stron w swojej książce "Planinom", w wolnej chwili dokładnie poczytam i porównam z Waszym opisem.

A w ogóle Wasza relacja to kopalnia wiadomości o tych zupełnie nieznanych w Polsce górach, gratuluję :D
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 10156
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 25.04.2008 08:18

Janusz Bajcer napisał(a):Piękne te góry Czarnogóry:lol:

Zdecydowanie się zgadzam :lol: 8)

I dzięki za linki :D

plavac napisał(a):Nie jest dobrą rzeczą "chodzić" z Wami po górach - przed pracą . :wink:

:lol: :lol: :lol: Chyba za wcześnie rano dawaliśmy nasze odcinki :wink:

zawodowiec napisał(a):No i jedna z większych tajemnic rozwiązana, dałem tą informacje na Summitpost na moją stronę o Djeravicy, macie w tym swój udział!


Mówiąc szczerze nie wiedziałem że to jest (była :lol:) jakaś tajemnica..........8O, że naprawdę nikt tamtędy nie jechał kto potem mógłby to opisać.............
Tym bardziej cieszy mnie, że mamy swój skromny wkład w summitpostową stronę :D

zawodowiec napisał(a):Mój znajomy Tomica dosyć dokładnie opisał jak iść na Babin Zub z różnych stron w swojej książce "Planinom", w wolnej chwili dokładnie poczytam i porównam z Waszym opisem.

OK, czekamy, tym bardziej szkoda, że nie udało nam się wejść na sam szczyt :(

zawodowiec napisał(a):A w ogóle Wasza relacja to kopalnia wiadomości o tych zupełnie nieznanych w Polsce górach, gratuluję :D

Dziękujemy :D
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 25.04.2008 13:27

A ja się powłóczyłam z Wami w śroku pracowitego dnia :lol: Na głodno, więc aż się w głowie kręci od wrażeń :D :D :D I to aż dwie wycieczki naraz przeszłam, bo się wcześniej nie dało :D

To, że Ty Kulko szałowo opisujesz, to już wiadomo, ale chyba jeszcze się publicznie nie zachwycałam panoramicznymi (i nie tylko - vide to cudo, co jak głowa małego słonia wygląda, albo Glusia - tego od Bromby :lol: :lol: :lol: ) zdolnościami Lidii. Cudowne to to!!!!

Nazwę Naszej-Waszej górki to komisyjnie musimy ustalić. Oczywiście natchnienia już są... :wink: :D
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 10156
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 28.04.2008 11:58

Dzień 14 (czwartek) 23.08 W drodze przez Montenegro................8)

:D :D :D :D :D :evil: :evil: :evil: :evil: :evil: :wink:

No i nadszedł niestety ten dzień, dzień w którym musimy opuścić naszą przystań, domek pod Komami..............
Nie spieszymy się, mamy dużo czasu (przynajmniej tak się nam wydaje....... :lol:), plan na dziś to dojazd do bośniackiego Parku Narodowego Sutjeska znajdującego się na granicy z Czarnogórą niedaleko kanionu Pivy.
Na szczęście prąd jest, więc wszystko idzie nam sprawnie, pakujemy wszystkie rzeczy i po kolei wynosimy do samochodu, a ze względu na pochłonięte podczas pobyt zapasy żywnościowe miejsca w autku jest jakby nieco więcej :D Pogoda jest piękna, nic nie wskazuje, żeby coś się miało zmienić, jedyne co się zmienia i trochę nas niepokoi to temperatura.................. rośnie i rośnie, a jak na 1700 m już od rana jest tak gorąco to co będzie później i niżej :? 8O

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wyjeżdżamy o godzinie 10, z pewnym żalem po raz ostatni zjeżdżamy tak dobrze znaną nam już leśną, pylną drogą na Tresnjevik, skręcamy w lewo i jedziemy do Kolasina.

Obrazek
Jadąc do Kolasina mijaliśmy bardzo zniszczony domek przy zakręcie. Mieszka w nim ta starsza pani, siedzi w cieniu koło stolika przed domkiem, czasami miała towarzystwo

Tam na stacji przy głównej drodze w kierunku Podgoricy tankuję do pełna benzynę. Chciałbym na pamiątkę kupić sobie naklejkę MNE jaką posiada większość tutejszych samochodów a pamiętam jak w zeszłym roku jechaliśmy przez Czarnogórę w kilka miesięcy po uzyskaniu przez nią niepodległości i wtedy tylko nieliczne auta miały takie naklejki. Wtedy jakoś nie bardzo przemawiał do mnie skrót MNE, stwierdziłem, że ładniej i bardziej 'słowiańsko' byłoby CG............. :roll: ale teraz już się do MNE przyzwyczaiłem :D. W każdym razie zagaduję chłopaka z obsługi stacji o naklejkę, a on po chwili przynosi mi jedną, za darmo oczywiście bo firmowa, czarne litery MNE na tle biało czerwonego logo stacji. Super, bardzo się cieszę :D

Jedziemy dalej. Jest okropny upał, co chwilę temperatura na termometrze wzrasta. 30, 31, 32............. ile jeszcze będzie?
Na głównej drodze do Podgoricy panuje jak zwykle bardzo duży i międzynarodowy ruch, posuwamy się powoli, na szczęście z górki więc silnik nie grzeje się zbyt mocno. W ogóle trochę niepokojące są ostatnio zachowania skodowego silnika, właściwie jego temperatury :( gdy jedziemy z góry albo po prostej (to akurat rzadko :lol:) temperatura jest zbyt niska, a wystarczy tylko chwilę stanąć w korku lub jechać wolno, nie mówiąc już pod górę :evil: gwałtownie wzrasta. Jakby mało było wydawanych przez układ wydechowy odgłosów upodobniających Skodę do traktora to jeszcze to............ Mam pewne podejrzenia co jest przyczyną, że to nawalił termostat, no ale pewny na 100% to nie jestem. Dopiero po powrocie i po rozkręceniu w.w. części okazało się, że to faktycznie termostat się posypał, a zakup nowego zubożył mnie o 50 PLN................. :lol:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki na tej trasie są oczywiście przednie, co prawda nie takie jak w niedalekim kanionie Moracy, ale też super, dookoła góry, skały, są też tunele. Gdzie w Czarnogórze nie jest pięknie................ :?: No może na Wielkiej Plaży za Ulcinjem tak nie za bardzo............ :lol: :wink: Widoczność nie jest za to szczególnie dobra, z powodu coraz większego upału wszystko zasnute jest lekką mgiełką.

Wreszcie dojeżdżamy do miejsca gdzie mamy w planie skręcić z zatłoczonej głównej drogi. To miejscowość Mioska, tu w ciągu opadającej dalej w dół doliny drogi jest ostry zakręt, a my odbijamy w prawo. Miejscowości jako takiej nie widać, jeżeli jest, to gdzieś wyżej w górach, tu przy drodze jest tylko parking i bar. Opuszczamy sznur samochodów podążających w kierunku Podgoricy i wybrzeża, nasza droga prowadzi doliną rzeki Moracy wzdłuż jej górnego biegu miądzy masywem Moracke Planine a Sinjajeviną. O dziwo jest zupełnie pusta 8O, na odcinku kilkunastu km mijamy zaledwie kila samochodów. Nasz 'pokładowy' termometr pokazuje już 35 stopni na zewnątrz, to jak do tej pory najwyższa zanotowana przez niego (i przeze mnie) temperatura. A ile jest w środku........... 8O, sam się dziwię jak my to jeszcze wytrzymujemy.

Widoki są piękne, otaczają nas wysokie szczyty wśród których rozpoznajemy Tali. Sama droga jest dobra, szeroka, asfalt równy, bez dziur, czasem tylko pół pasa zasypane jest żwirem i kamieniami które spłynęły ze zboczy. Widać, że nikt tego nie usuwa, widocznie nie ma takiej potrzeby przy tak małym ruchu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu droga zaczyna się mocniej wznosić, robi się też węższa. Na mapie jest zaznaczony w jej ciągu tunel o nazwie Semolj, jednak niczego takiego nie stwierdzamy, musimy przejechać górą próg tej doliny. Po raz kolejny silnik nie daje rady, grzeje się niemiłosiernie przy ciągłym mocnym podjeździe. W końcu obawiając się o jego przegrzanie zatrzymuję się w cieniu przydrożnych drzew. Stoimy tak z otwartą maską ponad pół godziny chłodząc silnik i w końcu ruszamy dalej. Na szczęście podjazd już niedługo się kończy. Przejeżdżamy króciutkim szutrowym odcinkiem w miejscu gdzie droga z asfaltem się kiedyś osunęła. Potem wąską asfaltówką powoli, lecz dość stromo, wieloma serpentynami zjeżdżamy w dół drugiej doliny. Tu znowu droga się poszerza, nadal jest pusta i często zasypana kamieniami. Na tym odcinku nie towarzyszą nam już jakieś szczególnie piękne widoki, za to od czasu do czasu przejeżdżamy tunelem. W niewielkiej miejscowości Boan w prawo odbija boczna droga do Żabljaka, jest nawet drogowskaz 8O :lol: My jedziemy dalej prosto i niedługo docieramy do Savnika, widocznego już wcześniej z drogi, leżącego w dolinie miasteczka.

Znowu w prawo odbija droga do Żabljaka, ta jest nam już znana z przejazdu w 2005 r. Nieco niżej, przy ostrym zakręcie mijamy kolejną wąską boczną dróżkę, przy skrzyżowaniu stoją liczne tablice informacyjne i drogowskazy kierujące do lokalnych atrakcji turystycznych, m. in. do kanionu Komarnicy, która to rzeka ma swój początek niedaleko Sedla w pobliskim Durmitorze.

Tuż za zakrętem musimy stanąć, przed nami niewielki korek, stoi autobus, przed nim kilka samochodów. Zatrzymuję się, przez dłuższą chwilę nic się nie dzieje, wyłączam silnik i wychodzę sprawdzić czym korek jest spowodowany. Domyślam się od razu bo niezawodnie wyczuwam zapach świeżo kładzionego asfaltu. Podchodzę trochę dalej, w dół prowadzącej do Savnika drogi i stwierdzam, że faktycznie, brak przejezdności jest spowodowany kładzeniem przez panów drogowców asfaltu, ale.................... NA CAŁEJ SZEROKOŚCI wąskiej w sumie drogi. W przeciwną stronę również nic oczywiście nie jedzie.

No i mówiąc szczerze, jesteśmy jednak lekko zaszokowani, że można tak zamknąć jedyną w okolicy drogę w środku powszedniego dnia tamując kompletnie ruch.......... mamy nadzieję, że na chwilę, ale oczekiwanie coraz bardziej się wydłuża 8O :wink: Jemy kanapki, orzeszki, za nami kolejka samochodów coraz bardziej się wydłuża, upał jest piekielny, gołe opadające dość gwałtownie zbocze, żadnego drzewka dającego odrobinkę cienia, słońce co prawda zaszło za cienkie chmury i tak nie przypieka, ale za to ucichł zupełnie lekki wiaterek przynoszący do tej pory nieco ochłody. W powietrzu unosi się smrodek smołowo - asfaltowy, potęgowany jeszcze przez wyziewy z niewyłączonego silnika stojącego przed nami autokaru........... Pojazd ten lata świetności dawno ma już za sobą, po jakiejś pół godzinie mamy już serdecznie dość warkotu dieslowskiego silnika i zapachu jego spalin :evil: No ale co zrobić, jechać inną drogą się nie da, tu akurat płaska i nizinna Polska ma tę przewagę, że dróg jest pełno i można sobie jechać po prostu przez inną, pobliską wieś.......... :lol: Jesteśmy że tak powiem uziemieni te 2 km od Savnika i zdani na łaskę drogowców, liczymy na to że może niedługo będą mieli fajrant :lol: :wink:

Mija kolejne pół godziny, Lidia przysypia, mi też już do tego niewiele brakuje, ludzie z coraz dłuższego sznureczka oczekujących aut spacerują tam i z powrotem, palą cygara i dzwonia informując o postoju, a panowie drogowcy turlają się walcami po gorącym, dymiącym asfalcie........

Mija kolejne pół godziny, dochodzi 15.00, powoli realność realizacji naszych planów na dziś staje się coraz mniejsza, no ale wreszcie zaczyna się coś dziać. Podjeżdżamy kilkadziesiąt metrów, potem znowu kilkadziesiąt, po to by znów utknąć na kilkanaście minut. Wreszcie widzimy, że z naprzeciwka zaczynają się pojawiać samochody, a my nadal czekamy :evil: Droga jest wąska i jadący przed nami 'Niksic' :evil: skutecznie uniemożliwia minięcie się z nim większych aut jadących z dołu. No ale kawałek po kawałku, po ciepłym, świeżym asfalcie posuwamy się dalej i dalej, mijamy zsunięte i wciśnięte do zatoczki maszyny drogowe, których operatorzy zlitowali się nad sobą i zwłaszcza nad nami i zrobili sobie przerwę.
No i w końcu po wielkich bólach jesteśmy w Savniku, wymuszona przerwa w podróży trwała ponad dwie godziny :evil: 8O :!:

Sznurek samochodów jadących w tym samym co my kierunku wymusza szybką jazdę bo zniecierpliwieni kierowcy nie żałują mocy silników wciskając gaz do oporu, a droga wije się serpentynami na zboczu przeciwległych gór nad Savnikiem. W tych okolicach nie ma szczególnie spektakularnych widoków, po kilkunastu kilometrach wjeżdżamy w obszar gór Vojnik przejeżdżając pod niewielkim tunelem. Po chwili jesteśmy już w Jasenovym Polju, na drodze Scepan Polje - Niksic. Skręcam w lewo, w kierunku Niksica właśnie, do miasta jednak nie dojeżdżamy, po kilku km, w miejscowości Vir skręcamy w prawo skierowani tam pogiętym i zardzewiałym drogowskazem (ale był :lol:) z napisem Krstac, miejscowości w której znajduje się przejście graniczne z BIH.

Upał jeszcze się wzmaga mimo, że jest już 16.00, wyjechaliśmy bowiem z wyższych gór w kotlinę w której leży Niksic, zza chmur wyszło też słońce. Obserwujemy całą drogę termometr, jego najwyższe wskazanie to 39 stopni. :!: Jak przyjemnie jest wtedy w ciemnym samochodzie nie wyposażonym w klimatyzację, to wiedzą tylko ci, którzy takie auta mają............ 8)

Mijamy sporą wioskę Vir, po kilku kilometrach niewielką osadę Duga. Droga jest dobra, choć kręta i niezbyt szeroka, jedziemy zatem powoli. Krajobrazy do złudzenia przypominają nam te z terenów nieco bardziej na południe, znanych nam z przejazdu w 2005 drogą: prełęcz Bukovica niedaleko Njegusi, Resna, Grachovo, Vilusi. Takie same kamieniste pagórki i doły, porośnięte kolczastymi krzakami, ciągnące się jak okiem sięgnąć. Co kawałek widać ślady po pożarach :( Czerwona lampka ostrzegawcza w głowie włącza mi się gdy nagle stary asfalt się kończy, a zaczyna się nowy, równiutki jak stół czarny dywanik. Poznawszy już nieco czarnogórske realia :wink: wiemy, że jak gdzieś jest nowy asfalt, to pewnie zaraz się skończy............. no i tak się właśnie dzieje. Zamiast czarnego asfaltu, po kilku kilometrach mamy piękny biały szutr, prawdopodobnie przygotowany już do dalszego asfaltowania drogi. Jedziemy kawałek ale tempo spada, 20 km/h to za wolno, żeby zdążyć przed zmrokiem i dojechać do naszego celu, a czeka nas jeszcze około 30 km tej przyjemności do granicy i za nią.

Zatrzymujemy się i po chwili zastanowienia decydujemy, że wracamy. Tak czy inaczej nie uda się nam dojechać przed zmrokiem i wybadać terenu przed jutrzejszym górskim wyjściem, a nie chce mi się znowu tyle km jechać po szutrze. Wracamy do Vir, mijamy Jasenovo Polje i szybką dobrą drogą mkniemy w kierunku Szczepan Polje. Rozpoznajemy miejsce zeszłorocznego przydrożnego noclegu :D, a nad Pivskim Jeziorem nie możemy sobie podarować kilku fotek i paru minut filmu okolicy oświetlonej promieniami chylącego się ku zachodowi słońca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szybko przekraczamy granicę, mniej szybko :wink: pokonujemy sławny odcinek od granicy do Focy i skręcamy w kierunku Tjentiste. Powoli zaczyna się już zmierzchać, słońce chowa się za górami. Na mapie nie są zaznaczone żadne miejscowości wzdłuż tej drogi, rzeczywistość okazuje się inna, dobra, ale wąska i kręta droga prowadzi przez wsie, których mieszkańcy w związku z porą dnia spędzają właśnie owce i krowy z pastwisk, skutecznie spowalniając naszą jazdę. Mijamy jakąś niewysoką przełęcz i zjeżdżamy w dół, widać już zabudowania miejscowości Tjentiste.

Cały czas wypatrujemy drogi odbijającej w lewo, do naszego celu, do PN Sutjeska gdzie znajduje się najwyższy szczyt BIH, Maglic. No i jest, wąska, boczna droga, prawie ją przejeżdżamy bo stoi tu tylko niepozorny, nie rzucający się w oczy drewniany drogowskaz z napisem Dragos Sedlo 12 km i Prijevor 19 km. Skręcamy..............

Na początku droga jest niezła, jakieś 5 km pokryte jest starym asfaltem, z rzadka zdarza się jakaś wyrwa. Schody zaczynają się później gdy asfalt siękończy. Musimy znaleźć jakieś miejsce na nocleg, ale chcę też dojechać jak najdalej jak się da, żeby jutro nie tracić czasu już na żadne przejazdy i podjazdy po fatalnych drogach. Robi się już ciemno, a gdy wjeżdżamy w gęsty i wysoki świerkowy las nie widać już praktycznie nic. Jest już po 20.00 a nadal jest bardzo gorąco, termometr mimo późnej pory i wzrastającej wysokości n.p.m. wciąż wskazuje około 30 stopni C.
Droga jest FATALNA :!: 8O raz szeroka, raz wąziutka, prowadzi cały czas stromym zboczem góry bo z prawej mamy przepaść, a z lewej teren ostro się wznosi. Droga najwyraźniej służy w czasie deszczu jako koryto spływającej wody :evil: bo są liczne poprzeczne wypłukane rynny, miejscami szutr jest wypłukany też wzdłuż drogi. Manewruję kierownicą przejeżdżając z lewej na prawą stronę i odwrotnie, rosnące po bokach krzaki ocierają się o boki samochodu, jest okropnie :!: Jestem cały mokry od nadal panującego upału i niemalejących emocji drogowych. Kolejny raz Lidia jedzie bez pasów z przyklejonymi do szyby oczami.

Droga cały czas się wznosi a tempo jazdy jest znikome, zatem tradycyjnie już temperatura silnika jest niebezpiecznie wysoka. Znowu muszę zatrzymać samochód, żeby go wychłodzić. Wychodzimy na zewnątrz, rozprostowujemy kości i zastanawiamy się co dalej. Tu spać nie możemy droga jest wąska i nie byłoby łatwo minąć się z innym samochodem który w sumie mógłby się przecież pojawić. Panuje zupełna cisza, nie ma wiatru, więc nawet drzewa nie szumią, słychać jedynie odgłosy dochodzące z lasu, szelest owadów czy myszy wśród poszycia, spadające szyszki albo jakieś gałązki, przelatujące nocne ptaki................ Ciemności panują całkowite, niebo jest zamglone czy zachmurzone zatem nie ma księżyca ani gwiazd, kompletnie nic nie widać. Mówiąc szczerze trochę nieswojo się czujemy w takim miejscu i o takiej porze, no ale tak wyszło no i coś z tym trzeba zrobić...........

Po niecałej pół godzinie uruchamiam silnik i ruszamy dalej i po kilkunastu minutach dojeżdżamy do.............. asfaltu :D To Dragos Sedlo, miejsce położone na wysokości około 1300 m. Niewiele widać, dookoła drzewa, światła samochodu pozwalają na stwierdzenie, że jesteśmy na niedużym placyku. Chyba tu trzeba by przenocować :? Ale dalsza droga też jest wyasfaltowana, decydujemy się, że jedziemy dalej. Asfalt.......kończy się po jakichś 100 metrach :evil: a nawrócić w ciemnościach nie za bardzo jest jak, zatem kontynuujemy po nadal fatalnej szutrówce. W końcu po kilku km droga gwałtownie skręca agrafką w lewo, prosto odchodzi wąska boczna dróżka. Z internetowych opisów wiem, że to właśnie prosto trzeba jechać na Prijevor. Ale tym razem już naprawdę mam dość.

Tu jest sporo miejsca, tu przenocujemy. Wjeżdżam samochodem w trawiaste pobocze i .....................to był mój błąd niestety :( Nie, z samochodem nic się nie stało, na razie wszystko jest ok. No ale trzeba wysiąść, ochłodzić się rozprostować kości, zjeść coś i przygotować wnętrze auta do spania. No i w tym momencie .........stało się :( :( :( Lidia wychodzi, robi krok w ciemność i krzyczy z bólu :!: Co jest :?: :!: Moja noga :!: :!: :!: Okazało się, że tuż obok była jakaś dziura, może i nieduża i niegłęboka, ale wystarczająca, aby noga doznała jakiegoś urazu. Boli ją bardzo, już po kilku minutach kostka jest spuchnięta, jeszcze bardziej niżby to wynikało z całego dnia w upalnym samochodzie. Lidia ma wrażliwe stawy, o kolanach już kiedyś wspominaliśmy, że bardzo musi na nie uważać, o kostkach nadwyrężanych i skręcanych już kilka razy jeszcze nie................ No i nadszedł ten kolejny raz i kolejny uraz. Ma ze sobą maść na 'sportowe urazy' o niezwykle intensywnym zapachu, ale z powodu upchania gdzieś głębiej wcześniej niepotrzebnych medykamentów co można zrobić. Owinąć nogę mokrą chustką i folią, na to nałożyć skarpetkę.
Nie zajmujemy się już niczym. Wyciągam śpiwory i kładziemy się spać. Mimo bólu przy gwałtowniejszym ruchu nogą czy jej urażeniu, o co w ciasnym aucie nietrudno, Lidia zasypia szybko, ja niedługo po niej.

Nasze jutrzejsze plany trzeba odłożyć na kiedy indziej.................. :(

c.d.n.
Ostatnio edytowano 20.02.2012 08:47 przez kulka53, łącznie edytowano 2 razy
dangol
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7412
Dołączył(a): 29.06.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) dangol » 28.04.2008 18:23

Kolejne tereny, którymi nie sposób się nie zachwycić :hearts: ...
Dla mnie bardzo egzotyczne :wink: - ale może kiedyś trafię w opisane przez Was okolice, chociaż pewnie nie będzie wtedy tak intensywnie jak w czasie Waszej podróży.
A zadanie na już - muszę sobie kupić trochę nowych map (każdy pretekst jest dobry, żeby wzbogacic mapową kolekcję :wink:), aby sobie uporządkować lokalizację Waszych przygód (szkoda, że ta ostatania była dla Lidii bolesna :( ), bo już się trochę pogubiłam :oops: co - gdzie...
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



Małe i duże bałkańskie podróże :-) - strona 16
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017