Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Wulkaniczna tarantella

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Jo_Anna
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 274
Dołączył(a): 27.05.2006
Wulkaniczna tarantella

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jo_Anna » 02.01.2009 13:34

Witam!

W tym roku byłam po drugiej stronie Adriatyku - we Włoszech. Teraz, gdy zimno i biało pozwolę sobie przywołać trochę tamtejszych klimatów...

WULKANICZNA TARANTELLA

Brzmi mi w słuchawkach tarantella, tak jak tam i wtedy. Ten sycylijski taniec, gnający skocznym rytmem przenosi mnie do rozsłonecznionych ulic Sycylii, bujnej, południowej przyrody, pyłu wulkanów. To nieomal już tarantyzm; magnetyczny przymus pędu z miejsca na miejsce. Jak po ukąszeniu przez tarantullę ; kiedy nie wiadomo, czy ten pęd to ucieczka czy gnanie w sobie tylko wiadomym kierunku...

Nasza trasa - tam i z powrotem
Obrazek

Z ziemi polskiej do włoskiej
11-12.07 (piątek-sobota)

Kolejna wyprawa naszego towarzystwa, nosiła tytuł: Szlakami wulkanów i antyku. W planach był przejazd przez cały włoski but od wschodu do zachodu, z północy na południe. Przez Apeniny, na Sycylię i z powrotem z postojem w Rzymie, do Dolomitów. Wyjechaliśmy wieczorem, by po dobie podróży wylądować nad Adriatykiem, na campingu w Roseto, w pobliżu Pescary. Camping skromny, ale za to dochodzący nad samo morze. Wieczorna kąpiel w ciepłym Adriatyku błyskawicznie zmywa trudy podróży. Namioty rozstawiliśmy szybko i zakończyliśmy dzień nocnym plażowaniem przy bukłaku wina. Nazajutrz już czekały nas góry - Apeniny....

Apeniny:
Obrazek

Morze wygrywa z górami
13.07 (niedziela)

Dzisiaj mieliśmy iść w Apeniny zdobywać szczyty. Niektórzy jednak uznali, że po trudach podróży należy się łagodnie zaaklimatyzować korzystając z uroków plaży i okolicy. Całkiem spora grupka została więc na campingu. Po leniwym poranku udaliśmy się na zwiedzanie Roseto. Okazało się, że do miasteczka dojeżdża co godzinę darmowy busik. Pojechaliśmy więc. Sennie. Może to klimat, a może tylko niedziela? Życie toczyło się nieśpiesznie. Lody, kawa, snucie się po paru uliczkach w centrum miasta palmową aleją. Z jednej strony plaża, a z drugiej wzgórza z jakimś zabytkowym miasteczkiem, które magnetyzowało niewątpliwym romantyzmem. Ale na zwiedzanie przyjdzie czas później. Teraz powrót na camping tym razem plażą. Całe to wybrzeże jest piaszczyste, szerokie, zastawione komercyjnymi parasolami. Co krok nudzący się salvataggio. Kolorowe stragany (albo tylko folia na piasku) z kolorowymi ciuchami sprzedawanymi przez Kolorowych. Ciepła woda, muszelki, piski kąpiących się dokładnie tak jak powinno być nad morzem.

Obrazek

Nadciągają ciemne chmury. Wracamy na camping na misterium gotowania obiadu. Deszcz przegania nas pod dach umywalni, gdzie urządzamy regularne obozowisko jest kąt kuchenny, rozrywkowo-komputerowy, sączy się muzyka, toczą się rozmowy.. Aż Włosi przystają zadziwieni, pokazują nas sobie nawzajem, śmieją się. A cykady drą się jak oszalałe. Takie włoskie popołudnie mamy to, czego chcieliśmy wejście w ten klimat.
Obrazek

Nasi górscy wracają wieczorem z bagażem dramatycznych historii o podartych portkach i zgubionych szlakach. Zdobyli Piccolo. Ponoć zejście było trudne (te portki!) i nawet ferratka się przydarzyła. Każdemu według potrzeb.


Kwietna droga do Castelluccio
14.07 (poniedziałek)

Włoskie miasteczka mają nieodparty urok. Przynajmniej takie miałam wyobrażenie, które należało zweryfikować. Góry jednak też kusiły. Takich dylematów na tej wyprawie będzie więcej. Tym razem przeważyły namowy Gi w końcu te Apeniny mi nie uciekną, a Castellucio jest całkiem wyjątkowym miejscem i warto mieć więcej czasu na posmakowanie jego klimatu. A na przechadzkę też będzie okazja, bo się przejdziemy przez Piano Grande. Postanowiłyśmy więc, że wysiadamy z górską grupą oni wędrują w pionie, a my w poziomie. Dzięki tej decyzji przeżyłam jeden z najbardziej barwnych i pachnących dni tej wyprawy. Rozległy płaskowyż otoczony łagodnymi wzniesieniami tonął w kwiatach maki, chabry, miodunki, storczyki, i mnóstwo innych niezidentyfikowanych. Kobierzec kwietnych barw i słodkich zapachów. Cisza, przez którą słychać bzyczenie owadów, odległe pobekiwania owczego stada, czasem tylko przerywana wizgiem motoru. A w oddali, na wzgórzu najwyżej położone miasteczko we Włoszech Castelluccio. Wyglądało z oddali baśniowo. Górujące nad szachownicą kolorowych pól, odcinające się ochrą kamienia. Wędrowałyśmy 12 km. La strada dawała jakieś wyciszenie, ukojenie, pogodę ducha...
Obrazek

Ostatnie wzniesienie i jesteśmy w miasteczku. Piękny sen pryska. Wykopy, remonty, rusztowania, zewsząd sterczące rury kanalizacyjne. Pewnie dostali dużo unijnych pieniędzy na restaurację. Będzie tu pewnie kiedyś pięknie, ale na razie nie jest. Zaskakująco małe jest to Castellucio. Można obejść w 10 minut. Kościół, dwa stragany z regionalnymi wyrobami spożywczymi, trzy knajpy. Udajemy się do jednej z nich, gdzie siedzi najwięcej tubylców. Nos nas nie zwiódł, a honor miasteczka został uratowany jedzenie przepyszne, niedrogie i regionalne. Ga zmówiła potrójną zupę prababci trzy różne gęste zupy (a właściwie dania) w małych osobnych miseczkach. Każda inna, i każda smaczna. Moje tortellinii ze szpinakiem też świetne. Zajadamy się obiadkiem nawet nieszczególnie przeszkadza lodowaty wiatr. Rachunek nas zadziwia, z naszych wyliczeń wynikała znacznie większa suma, ale kelner upiera się, że mamy zapłacić tylko tyle grosze. Tymczasem nadciąga grupa górska na szybkie piwo i powoli znikamy z sennego Castelluccio...
Obrazek
Ostatnio edytowano 16.01.2009 16:46 przez Jo_Anna, łącznie edytowano 2 razy
Ania W
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1991
Dołączył(a): 29.03.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Ania W » 02.01.2009 13:55

Zapisuję się do czytelni. :D

Bardzo lubię Włochy, szczególnie niepowtarzalne zabytki. Na Sycylii nie byłam i chętnie poczytam. Jeśli masz zdjęcia to śmiało wklejaj.
Pozdrawiam.
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 10869
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 02.01.2009 14:10

Ja też dołączam do czytających. Od razu widać, że fajnie piszesz, Jo_Anno :) Będą jakieś zdjęcia? Pięknie uzupełniłyby relację.
Pozdrawiam i czekam na więcej :papa:
Jo_Anna
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 274
Dołączył(a): 27.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jo_Anna » 02.01.2009 14:15

Dziękuję Wam, Koleżanki :) Będą zdjęcia, tylko za chwilę, bo muszę przemyśleć kwestie techniczne ;)
Adam.B
Cromaniak
Posty: 4491
Dołączył(a): 12.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Adam.B » 02.01.2009 14:30

Jo_Anna :) , cudowny wstęp :) tylko gdzie zdjątka? :)) :] Pozdrav Adaś :)) , jejku :) końcówka 08 i początek 09 :) to relacje nie z tej ziemi :) :D:d
beatusia
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 327
Dołączył(a): 05.06.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) beatusia » 02.01.2009 14:34

Więc i ja zasiadłam do czytania;-))
Jacek L
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 629
Dołączył(a): 10.01.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jacek L » 02.01.2009 17:19

piszesz świetnie ale brakuje fotek :wink:
Jo_Anna
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 274
Dołączył(a): 27.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jo_Anna » 02.01.2009 18:31

Dzięki za miłe słowa :) Dodałam parę zdjęć, następne odcinki już będą z fotami ;)
JoannaG
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 867
Dołączył(a): 08.11.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) JoannaG » 02.01.2009 20:06

Uwielbiam włoskie klimaty więc z niecirpliwością czekam na ciąg dalszy :)
wojan
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 5524
Dołączył(a): 17.06.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojan » 02.01.2009 22:19

Jo_Asiu :D Prawdziwe "wejście smoka" na forum - założonych kilka fajnych tematów no i teraz gdy za oknem mróz i śnieg ciepła włoska relacja ... Tak trzymaj...
Fotki świetne i tak samo jak moi przedmówcy poproszę o wiecej ...
Pozdrav.
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 02.01.2009 22:27

wojan napisał(a):.... i tak samo jak moi przedmówcy poproszę o wiecej ....

To ja za Wojanem o to samo poproszę :lol:
Ewa 40
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 312
Dołączył(a): 10.10.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Ewa 40 » 03.01.2009 00:39

Napiszę krótko-i ja się do Was dołączam :D
Czekam na dalszą ciepłą relację.
Kevlar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2125
Dołączył(a): 30.03.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Kevlar » 03.01.2009 05:01

Zapisuję się w czytelni i zniecierpliwony czekam na dalsze części. Jeszcze nie byłem w Italii więc chłonę wszystko co piszesz i dokładnie oglądam fotki.
Jo_Anna
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 274
Dołączył(a): 27.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jo_Anna » 03.01.2009 09:28

:) Wiedziałam, że na CRO jest przyjaźnie, ale się nie spodziewałam, że aż tak! Dzięki za zainteresowanie. Dzisiaj powieje chłodem.
W dniu szczytowym doświadczyliśmy dużej różnicy temperatur, przejeżdżając znad Adriatyku, gdzie było 30C w góry, gdzie było ok. 0C lub nawet mniej... Ale do rzeczy.

Szczyt
15.07 (wtorek)

Obrazek

Jak szczyty to tylko te najwyższe. Nigdy tak nie myślałam, ale w Apeninach i ciągłych dylematach, gdzie się wybrać to mogło być dobre rozwiązanie. Więc, kiedy zaplanowano zdobywanie Corno Grande już nie miałam żadnych wątpliwości: tym razem będę w grupie górskiej, najwyżej się wycofam, jeśli okaże się, że za wysokie progi. Corno Grande, Wielki Róg (2912 m n.p.m.), to najwyższy szczyt Apeninów w masywie Gran Sasso d`Italia, szósty pod względem wybitności Europy. Góra zbudowana jest głównie z wapieni, a na północnym stoku znajduje się mały lodowiec. W pogodne dni ze szczytu widać Adriatyk. Ma swoją dramatyczną historię z Mussollinim w roli głównej. Duce bardzo popierał turystykę górską w Apeninach. Kazał budować schroniska, kolejki, znaczyć szlaki. Lecz historia lubi okrutnie zażartować, bo gdy został uwięziony, to wwożono go właśnie kolejką na Corno Grande. Bał się okrutnie, i pytał z lękiem: "Czy to aby bezpieczne? Nie chodzi o mnie, ale o moich ludzi" W jednym z budowanych przez siebie schronisk, Campo Imperator, był uwięziony, potem zaś odbity na rozkaz Hitlera przez człowieka z bllizną - Otto Skorzennego.

Obrazek

Zanim tam jednak dotarliśmy, najpierw była autostrada i tunel 10km. Nie lubię adrenaliny podsycanej klaustrofobicznymi myślami. Najlepiej wtedy zmienić się w martwego żuczka. Potem była kolejka linowa. Wprawdzie nie ta z czasów Mussoliniego, ale też zadawałam sobie pytanie "Czy toaby bezpieczne?" Potem ogarnął nas ziąb. Skuleni ruszyliśmy na szlak. Niektórzy zostali od razu na Campo Imperatore, inni zawracali już ze szlaku. A mi się szło całkiem miło, mimo mgły i chłodu, więc z myślą, że jeszcze troszeczkę, najwyżej zawrócę, szłam sobie wesolutko.

Obrazek

Spotykamy grupę włoskich wspinaczy schodzących z pełnym sprzętem - patrzą na nas dziwnie i tłumaczą, że jest to szlak wspinaczkowy, a nie trekkingowy. Ale my - w pieriod! Jednak jak to bywa nagle żarty się skończyły, a zaczęły się schody. A właściwie skały i kominy: noga, ręka, noga, ręka. Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono. Hm, mnie w takich okolicznościach dotychczas nie sprawdzano.

Obrazek

Marzę, żeby mieć jakąkolwiek asekurację - kawałek liny albo co. To wejście jest jak ścianka wspinaczkowa bez zabezpieczeń. I ciągle mam w oczach scenę z wysuwającą się ręką z "Na krawędzi" Zdecydowanie zbyt bujna wyobraźnia nie sprzyja w takich sytuacjach. Czuję płacz w gardle. Dławiący strach o życie. Wreszcie szczyt! Tam też nadmiar zalewa mnie nadmiar uczuć. Gdyby czasem móc wyłączać emocje wszystko byłoby o wiele prostsze...
Widoki nie rozpieszczały nas. Wszystko skrywała mgła. Przypomina mi się Wysocki:
Zawsze i wszędzie, nawet we śnie,
pamiętaj, że wygrać potrafisz,
byle we mgle wiary nie stracić,
byle we mgle odnaleźć się!

Obrazek

Podobno mgła była naszym sprzymierzeńcem zasłaniając ekspozycje, ale... szkoda?
Szczęśliwie schodzimy zwykłym szlakiem, jakaś małą ferratka, ale to już bułka z masłem w porównaniu z drogą na szczyt. Trochę się rozjaśniło i w przebłyskach ukazywały się szczyty, ściany i kotliny. Jako tło dla żółtych kwiatków. Potem znów kolejka, tunel, który nagle stał mi się obojętny i camping ze zjeżonym bałwaniasto, ale nadal kojąco ciepłym morzem. Wreszcie woda otuliła mnie i ukołysała...

Obrazek
Ostatnio edytowano 16.01.2009 16:50 przez Jo_Anna, łącznie edytowano 1 raz
Kevlar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2125
Dołączył(a): 30.03.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Kevlar » 03.01.2009 10:10

Kolejna część relacji mnie normalnie powaliła. Pięknie opisana, cudowne fotki, a wszystko to "okraszone" historią, poezją i dramaturgią.
Poprostu "sam miód".
Pzdr
stały czytelnik :D
Następna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???

cron
Wulkaniczna tarantella
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018