2 sierpnia (niedziela): Ostatni wieczór w SupetarzeOpuszczamy Škrip i jadąc w stronę Supetaru, cieszymy oczy widokami:
Braču, będziemy tęsknić...

Przyjeżdżamy do apartmana:
a tam nowi goście. Na zdjęciu po lewej widać domek, który przez ostatnie dwa tygodnie zajmowała niemiecka para. (Po prawej stronie też jest mały budynek, który służy Jelicy za magazyn pościeli, ręczników i środków do mycia.) Teraz przyjechała do niego rodzina z Niemiec, z mniej więcej pięcioletnią córką.
I dzięki tej dziewczynce odkrywamy, że przez cały czas mieszkały z nami żółwie

Tzn. one mieszkały "u siebie", w wydzielonej części ogródka. Dziwi mnie tylko, że Jelica nam ich nie pokazała

Nie sądziła pewnie, że będą dla nas interesujące

Okazuje się, że jeden żółw ma prawie 30 lat, a drugi - 10:
Żółwie mieszkają w krzaczorach po lewej stronie, a my na balkonie na pierwszym piętrze:
Do tej pory pokazywałam tylko widok z balkonu

Nie zrobiłam tego na początku relacji, więc teraz pokażę resztę (poza balkonem) naszego apartmana. W pełni wyposażona kuchnia:
Ze zmywarką

:
Łazienka w stylu chorwackim

:
I sypialnia:
Bez luksusów, ale bardzo czysto, wręcz sterylnie

Dla nas najlepszym "elementem" kwatery była gospodyni - zawsze serdeczna i uśmiechnięta. Z tego powodu bym tam wróciła... Ale pewnie w najbliższym czasie to nie nastąpi, bo wyspę objechaliśmy wszerz i wzdłuż i przez kilka lat pewnie się na niej nie pojawimy. Chociaż - kto wie

Na podsumowania pobytu na Braču przyjdzie czas jutro, kiedy będziemy odpływać promem...
Dzisiaj lecimy spędzić ostatni supetarski wieczór w jakiejś miłej knajpce. Zastanawiamy się chwilę, którą wybrać na pożegnanie i stwierdzamy, że mamy ochotę na dalmatyńską platę (zwaną tu pjatą) w Apinelo, w którym byliśmy drugiego wieczoru naszych wakacji.
Zanim jednak zasiądziemy w konobie, spacerujemy po miasteczku i żegnamy się z nim:
Koty na posterunku:
Jeszcze nie wiemy, że pożegnanie jest przedwczesne, bo jutro spędzimy tu trochę czasu w oczekiwaniu na prom

Ale nie uprzedzajmy faktów.
Właśnie przypłynął Tin Ujević:
Taką łódeczkę mogłabym mieć:
Wystarczy pomalować

Kolory po zachodzie:
Wreszcie nasyciliśmy się spacerem, pora napełnić żołądki w Apinelo, chociaż dużo nie zjemy

Będziemy bardziej karmić się atmosferą

Wszystkie stoliki na tarasie zajęte

:
Mamy jednak szczęście - właśnie zwalnia się jeden z trzech przy wejściu. Kelner ten sam co prawie 3 tygodnie temu, poznaje nas

Cieszy się na nasz widok i tak poprawia nam tym humor, że zupełnie odgania
przedwyjazdową depresję
Tym razem nie zamawiamy wina, tylko Paulanera. Lany Paulaner w Chorwacji zdarza się nieczęsto, więc trzeba korzystać. Na smutną i załamaną wyjazdem raczej nie wyglądam

:
Dostajemy pyszną dalmatyńską pjatę, na którą składa się wybitny (!) pršut, który smakuje tak samo dobrze, jak niespełna 3 tygodnie temu, ser, oliwki, melon i pomidorki. Trochę inny zestaw. Minimalnie brakuje mi malin i czerwonych porzeczek, które idealnie pasowały do pršuta, ale i tak jest bosko! Pieczywo jest za to smaczniejsze, bo poprzednim razem mieliśmy "zwykły" chleb, a teraz kelner przynosi małe gorące bułeczki, prosto z pieca.
Wszystko tak szybko zniknęło z talerzy, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia

Przy kolacji towarzyszy nam kotek. Coś mu skapnęło

:
Trzeba się dzielić

W szampańskich humorach (choć piliśmy Paulanera

), żegnani wesołym machaniem kelnera

, powoli zmierzamy w stronę kwatery:
Przyglądamy się kociej toalecie:
Trzeba uważnie patrzeć pod nogi, żeby nie nadepnąć któregoś Koleżki

:
Ostatni wieczór na balkonie i pożegnania ze światełkami Splitu... Jutro będziemy siedzieć po drugiej stronie. Zaczynam sobie wyobrażać naszą nową miejscówkę w Zadarze (trochę wiem ze zdjęć na Airbnb

), ale nie spodziewam się, że rzeczywistość przerośnie oczekiwania
Idziemy spać zadowoleni. Przecież przed nami jeszcze całe dwa (a nawet trzy!) dni wakacji
