Zajeżdżamy do Skala Kamirou. To nieduży porcik na zachodnim wybrzeżu z którego lokalnymi promami można dostać się na pobliskie wyspy, krajobraz tu łagodnieje i wysokie wzgórza południa wyspy zamieniają się w płaskie wybrzeże, im dalej na północ tym gęściej zabudowane. Samo Skala Kamirou było portem już w czasach antycznych, dziś to mało znacząca osada o rozrzuconych domach i licznych, ciągnących się parę km na północ foliowych namiotach pod którymi uprawiane są warzywa.
Wspomniałem o pobliskich wyspach. Plan na ten grecki wyjazd obejmował oprócz Rodos właśnie 3 z nich, a jedną miała być Chalki. Z dużym trudem udało mi się tak dobrać i dopasować połączenia promowe, by wpleść w rozkład także tę wyspę, ale teraz, na miejscu plan wydawał się skomplikowany i trudny w realizacji. Wpadłem więc na inny pomysł… by na Chalki popłynąć na jeden dzień, wypłynąć rano i wrócić popołudniu – a w realizacji tego pomysłu miał nam pomóc właśnie prom ze Skala Kamirou.
Rozglądam się po porcie, niby wisi na tablicy jakiś rozkład, ale stary i wypłowiały, to nic pewnego. Poza tym, jak to w Grecji, nic nie ma
Na razie jednak jest rano, jedziemy więc coś tam jeszcze pooglądać na głównej wyspie tego wyjazdu
Szczerze mówiąc byłem sceptyczny do zwiedzania kolejnych ruin, zwłaszcza że pogoda była piękna i słońce już od rana porządnie przypiekało. Małgosia była jednak nieugięta
Kamiros w czasach swego funkcjonowania leżało nad samym morzem, teraz na skutek „wynurzania się” wysp i całego basenu Egejskiego ruiny leżą wyraźnie powyżej poziomu morza.
Także i stąd widać Ataviros

.png)
.png)
.png)
.png)
