Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Małe i duże bałkańskie podróże - EEE czyli Grecja 2018 :)

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 05.02.2008 14:06

Jestem obecna!!! Nadrabiam braki :lol:

Ojjjj z ta pogodą...

Nooo - czuję durmitorskie braterstwo: kolacyjka z własnoręcznie zebranych grzybków (tak jak u nas było w 2006), maniakalne robienie fotek kwiatkom (skąd my to znamy :lol: ) :hearts: i ten wewnętrzny przymus żeby nie siedzieć na tyłku ani chwili :D

Pozdrawiam serdecznie!!!

Muszę chyba wydrukować sobie Waszą relację, żeby móc w spokoju poczytać np. w autobusach i pociągach :D
Lidia K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3486
Dołączył(a): 09.10.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Lidia K » 06.02.2008 10:30

shtriga napisał(a):Nooo - czuję durmitorskie braterstwo: kolacyjka z własnoręcznie zebranych grzybków (tak jak u nas było w 2006),
maniakalne robienie fotek kwiatkom (skąd my to znamy :lol: ) :hearts: i ten wewnętrzny przymus żeby nie siedzieć na tyłku ani chwili :D


Muszę chyba wydrukować sobie Waszą relację, żeby móc w spokoju poczytać np. w autobusach i pociągach :D


Ja też czuję siostrzeństwo braterstwo, bo turyści górscy to ponoć jedna rodzina. :D :D :D
I ta sama dolinka Lokvice, poznałaś ją przy taaaakiej chmurnej :evil: pogodzie :?:
Ciekawa jestem czy dolinka przez Lodową Jaskinię, którą szłyście na Bobotov Kuk była bardziej męcząca z tym schodzeniem i wchodzeniem niż Lokvice :?: Droga na Bobotov waszym szlakiem wydaje się dłuższa a powrotna przez Lokvice krótsza. Która jest ładniejsza :?: :D :D :D

W Czarnogórze mieliśmy wreszcie pierwszy aparat cyfrowy(okazał się beznadziejny), stąd maniakalne zdjęciowanie kwiatków, gdybyśmy mieli rok wcześniej to dopiero byłyby łowy. W Alpach Julijskich ogródki skalniaczki rosły w naturalnej scenerii, bez udziału człowieka na każdej łące. A ogródki i domy górali były niezwykle ukwiecone jakby organizowali między sobą zawody "komu sie uda najwięcej kwiatów na kominie wyhodować". Pożałowaliśmy filmów :( :( :( , nie mieliśmy wcześniej wprawy w robieniu zdjęć kwiatom.
Ooooooj daleko nam do Naszych Mistrzyń (Shtrigi i Wiolak3) :papa: pod tym względem :oops: :( .

Relacja nie zając, poczeka cierpliwie i nie ucieknie. :)
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 06.02.2008 14:50

Lidia K napisał(a):Ciekawa jestem czy dolinka przez Lodową Jaskinię, którą szłyście na Bobotov Kuk była bardziej męcząca z tym schodzeniem i wchodzeniem niż Lokvice :?: Droga na Bobotov waszym szlakiem wydaje się dłuższa a powrotna przez Lokvice krótsza. Która jest ładniejsza :?: :D :D :D


Obie tak dają w kość, że trzeba szukać motywacji by iść dalej :lol: :lol: :lol: A serio to w słońcu każde miejsce jest cudne.
Kiedy się już opuści ten las na początku, to po prostu każdy skrawek tych gór tak zachwyca!!!

Lidia K napisał(a):W Czarnogórze mieliśmy wreszcie pierwszy aparat cyfrowy(okazał się beznadziejny), stąd maniakalne zdjęciowanie kwiatków, gdybyśmy mieli rok wcześniej to dopiero byłyby łowy. W Alpach Julijskich ogródki skalniaczki rosły w naturalnej scenerii, bez udziału człowieka na każdej łące. A ogródki i domy górali były niezwykle ukwiecone jakby organizowali między sobą zawody "komu sie uda najwięcej kwiatów na kominie wyhodować". Pożałowaliśmy filmów :( :( :( , nie mieliśmy wcześniej wprawy w robieniu zdjęć kwiatom.


Coś pięknego... Niedawno "byłyśmy" okiem po monitorze w Alpach Julijskich. Kurka wodna... Trzeba tam koniecznie jeszcze... :)

Lidia K napisał(a):Ooooooj daleko nam do Naszych Mistrzyń (Shtrigi i Wiolak3) :papa: pod tym względem :oops: :( .


Ależ, ależ... :oops: Lidio... Bo moje krzywe spojrzenie dopadnie Cię w tym momencie :lol:

Lidia K napisał(a):Relacja nie zając, poczeka cierpliwie i nie ucieknie. :)


Tra la la la - i kto to mówi :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:

Serdeczności!!!
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12123
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 07.02.2008 11:01

Dzień szósty (sobota) Bobotov Kuk 2523 m n.p.m.
:D :D :D :D :D , :evil: :evil: :evil: :evil: :evil:

Wstajemy, jest jeszcze ciemno, szybko szykujemy się do wyjścia. Gdy zaczyna się rozjaśniać stwierdzamy z zaskoczeniem ale i z wielką radością, że budzi się nam piękny, słoneczny dzień 8O :D Oby jak najdłużej taka pogoda się utrzymała, trochę mamy dość widoków na chmury i niewiele poza tym :?

Szybko idziemy na żabljacki 'rynek' w nadziei znalezienia transportu na Sedlo, skąd mamy zamiar na dzisiejszą trasę wyruszyć. Jest siódma rano, miasteczko budzi się do życia, dzieci wędrują do szkoły. Wtedy, gdy odpoczywaliśmy po Sljeme i chodziliśmy sobie po mieście, zagadnęliśmy jednego taksówkarza, czy nie zawiózłby nas na Sedlo właśnie. Okazało się, że człowiek ten znał trochę polski, pracował kilka lat w Poznaniu, chyba na budowie na początku lat 90-tych. Oczywiście, chętnie zawiezie nas na Sedlo gdy będziemy tego potrzebować, za 20 euro, dał nam nawet wizytówkę. Jednak my, zdeklarowani przeciwnicy (do niedawna jeszcze, a wtedy jak najbardziej) posiadania komórek 8) nie możemy dziś z jego oferty skorzystać. Zresztą....... te 20 euro, trochę to drogo....... :? Czekamy zatem na pojawienie się jakiejkolwiek taksówki albo jakiejś innej możliwości transportu, żeby jak najszybciej wyruszyć na trasę.

W końcu po jakiejś pół godziny nadjeżdża Golf II, jak zdążyliśmy się zorientować najpopularniejszy tu samochód. Zaczepiamy właściciela, z chęcią przystajemy na jego cenę 15 euro za kurs i po chwili zapakowawszy siebie i plecaki ruszamy w drogę. Ta trwała trochę ponad pół godziny, taksówkarz sprawnie (jak dla mnie trochę za szybko 8O ) prowadzi po wąskim asfalcie. Samochód jest nieco zdezelowany, ale jedzie........... :wink: a dla nas to jest w tej chwili najważniejsze. Mijamy Sljeme, wjeżdżamy głębiej w góry. Tu asfalt się kończy, samochód znacznie zwalnia, a leżące na szutrze większe kamienie często uderzają w podwozie. Stwierdzam, że niepotrzebnie obawiałem się tej drogi, jest ona całkiem dobra, może jechałbym po prostu trochę wolniej.

Obrazek
Szlak na Bobotov 2523 m n.p.m., na mapce widoczne odcinki drogi 'tam' te różowe to podejścia a morskie to przymusowe zejścia; dalszy ciąg mapki z drogą powrotną od katunu Lokvice znajduje się w opisie czwartego dnia

Podziwiamy przepiękne 8O widoki, nowe dla nas krajobrazy wydając z siebie ciągłe ochy i achy, nasz kierowca co chwilę nas informuje: a to jezioro takie, tutaj inne, tu góra taka, a tu można nabrać wody w źródle a my ochoczo przyporządkowujemy nazwy znane z mapy do rzeczywistości. Droga wspina się coraz wyżej no i wkrótce docieramy na nasze Sedlo, po drodze mijamy mini kamper jakichś Francuzów, którzy właśnie po nocy spędzonej przy drodze wstali i szykują się do drogi. Kto by przypuszczał, że za niecałe dwa lata przy tej samej drodze my również tak rano będziemy sobie wstawać po nocy w naszym autku :D (pewnie oni byli mniej połamani...... :wink: ). Żegnamy się z kierowcą, Golf odjeżdża, a my zostajemy sami, jesteśmy tylko my, góry i bezchmurne niebo.......... Trochę wieje, w dole słychać i widać pasące się owce, zaczynamy powolne podchodzenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga najpierw prowadzi pod ścianą Uvitej Gredy, potem stromo na nią wchodzimy. Jesteśmy w kamienisto trawiastej dolince, trawa i nieliczne kwiaty pachną nagrzane silnym słońcem. Po prawej mamy strome, skaliste ściany Milosev Toka i Bandijerny, po lewej trawiaste, niewysokie zbocza Vjetrnej Brdy. Przed nami swoje ostre kły stromych i ostrych iglic szczerzy pasmo Zupci. Naprawdę, jest tu tak cudownie, jak bardzo warto było tu przyjechać, choć trochę poznać te góry i te niezwykłe krajobrazy.

Obrazek
Uvita Greda
Obrazek
Zupci
Obrazek
Zupci bliżej
Obrazek
Zupci jeszcze bliżej

Dochodzimy do dolinki zwanej Surutka której nazwa wypisana jest na wielkim kamieniu, inne napisy i strzałki kierują do pobliskiego źródła. Ścieżka potem zaczyna się trochę wspinać, dochodzimy na coś w rodzaju siodła skąd roztaczają się jeszcze ciekawsze widoki. Na wprost mamy masyw Bobotova, a po lewej stronie wreszcie to, na co czekaliśmy, przepięknie i oryginalnie sfałdowane wapienne warstwy góry Stit i pobliskiej przełęczy Samar. Fantastycznie ułożone pasy, białe skały i zielona trawa, dowód na to jak potężne siły kształtowały te tereny, a wcześniej jak wiele milionów lat te skały warstwami tworzyły się na dnie morza. Długą chwilę odpoczywamy w tym miejscu podziwiając te cuda natury.

Obrazek
Surutka

Obrazek
Zupci - 2 ząbki

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Samar - kolejna wizytówka Durmitoru - jedno z najpiękniejszch miejsc, dla którego warto było tu przyjechać i pochodzić po tych górach

Obrazek
Zupci pod słońce

Obrazek
Okienko

Obrazek
W tle Bobotov i 300 metrowe podejście na przełęcz

Obrazek

Obrazek
Kopuła szczytowa Bobotova - południowa strona

Obrazek
Zupci - od północy

Nasza trasa wiedzie teraz nieco w dół, musimy zejść około 100 m na dno niedużego cyrku polodowcowego gdzie powinno być jeziorko Zeleni Vir. Powinno być, ale go nie ma, o tej porze roku już całkiem wyschło :o Jesteśmy otoczeni wysokimi górami, południową ścianą Bobotova, Minin Bogaz oraz Zupci, jedynie na zachodzie jest płasko, teren tam obniża się do kotliny Urdeni Do skąd również prowadzi szlak.

Teraz przed nami strome, ponad trzystumetrowe podejście na przełęcz między Bobotovem a Lucin Vrhem. Pokonujemy je niezbyt szybko, ale bez szczególnych kłopotów, a na samej przełęczy spotykamy pierwszych dziś ludzi. To czteroosobowa grupa młodych Węgrów wędrująca z młodym chłopakiem, przewodnikiem z Żabljaka. Z jedną z dziewczyn rozmawiam trochę po angielsku, z przewodnikiem po 'słowiańsku', wychwalam piękno jego rodzinnych gór, jest bardzo zadowolony, że tak nam się podobają. Ku mojemu zaskoczeniu Węgrzy nie decydują się na wejście na szczyt, być tak już blisko i nie wejść, nie wyglądali na jakichś bardzo zmęczonych czy kontuzjowanych.

Obrazek
Bobotov kuk - szlak prowadzi pod kopułą szczytową

Obrazek

Obrazek

My powoli wznosząc się po kruchym i osuwającym się zboczu okrążamy kopułę szczytową, szlak przewija się w końcu na drugą, zachodnią stronę skąd opada wysoka na kilkaset metrów ściana. Roztacza się stąd niezwykły widok na Skrcką dolinę, czyli to, czego nie mogliśmy zobaczyć wczoraj z Planinicy, widzimy dziś. Veliko Jezero przypomina mi swoim kształtem krowę :lol: , obok stoi malutki stąd domek schroniska i ledwie widoczne Malo Jezero.

Obrazek
Dolina Skrka, Veliko i Malo Skrcko Jezero, w tle góry Bośni i Hercegowiny i ich najwyższy szczyt Maglic

Na tej przełączce Lidia postanawia zostać. Ma już trochę dosyć po trzech dniach podejść, skarży się na ból kolana, a przecież czeka nas jeszcze długi powrót do Żabljaka. Dalej idę więc sam, podejście nie jest wcale trudne, ale wymaga używania rąk no i pierwszy raz pojawia się coś, co w przybliżeniu można nazwać ekspozycją :wink: . Na skałach widzę resztki czegoś, co kiedyś było pewnie ubezpieczeniami, myślę sobie, że to chyba jednak trochę na wyrost tutaj. Podejście jest krótkie, może ze 20 minut, no i w końcu jest, Bobotov Kuk, 2523 m, najwyższy szczyt Durmitoru, szkoda, że nie całej Czarnogóry......... :wink: ten cel, Maja Kolata zostawiam sobie na kiedy indziej, chociaż nie jestem pewny, a zresztą teraz na razie wcale o tym nie myślę, czy jeszcze kiedykolwiek tu przyjedziemy.

Obrazek
Metalowa puszka na szczycie Bobotova

Zostaję na szczycie tylko tyle, ile trzeba, żeby wpisać się do zeszytu, zrobić zdjęcia, nakręcić kamerą panoramę i ................. wreszcie porozglądać się trochę spokojnie z mapą nazywając sobie poszczególne góry i całe pasma.

Obrazek
Bezimeni Vrh i dalej, po lewej Planinica

Obrazek
Meded a w tyle za nim Savin Kuk

Obrazek
Grzbiet Sljeme, bliżej Terzin Bogaz, jeszcze bliżej Minin Bogaz

Obrazek
Zupci i Vjetrna Brda, dalej Sedlena Greda

Obrazek
Devojka i Stit

Obrazek
Prutas, w oddali najwyższy szczyt Bośni i Hercegowiny, Maglic

Schodząc spotykam parę młodych Czechów. Z Lidią siedzimy trochę jeszcze na przełączce, jemy i nabieram sił na powrót. Schodzimy bezpośrednio do Żabljaka, to jakieś 10 km do przejścia, ale część trasy już znamy z nie do końca udanego wejścia na Terzin Bogaz. Po stromym i osypującym się piargowym zboczu schodzimy do doliny Valoviti Do, daleko z prawej strony widać dwie ludzkie postacie, czyżby podchodzili na Bezimeni Vrh? Może przez przełęcz Velika Struga chcą przejść do Alisnicy? Trudno zgadnąć jaki mają cel o tej porze w tym miejscu, zresztą potem nikną nam z oczu.

Obrazek
Tu nie ma wyznaczonego szlaku, trzeba zejść w dół

Obrazek
Kopuła szczytowa Bobotova od strony północnej

Lidia idzie wolno narzekając na bolące kolano, ja widząc upływający czas staram się ją przyspieszać, nie chcę by spotkało nas to, co w zeszłym roku w Słowenii, w Alpach Julijskich kiedy wracając z Kanjavca przez dolinę Siedmiu Triglavskich Jezior zabrakło nam czasu, zrobiło się całkiem ciemno i jeszcze zaczęło padać, a nawet grzmieć. Zostaliśmy z kilkoma kostkami czekolady, z pustym termosem i z zapalniczką, która po kilku próbach rozświetlenia otoczenia zepsuła się i przestała być użyteczna. Wtedy noc musieliśmy spędzić w całkowitych ciemnościach w jakiejś opuszczonej pasterskiej krowiej szopie z dwoma tylko ścianami mając pod głowę kamienny stopień a w powietrzu unoszący się zapach mleka i wysuszonych krowich placków. Nad naszymi głowami przetaczały się burze, na szczęście nie wiało i było około 10 stopni C więc jakoś daliśmy radę..............bo dopiero po powrocie do Polski przeczytaliśmy, że w Alpach Julijskich jak i w Tatrach mieszkają niedźwiedzie 8O


Po tym doświadczeniu już zawsze mamy latarkę........... a pogoda dziś jest piękna, nawet jak zrobiłoby się ciemno to będzie księżyc i gwiazdy, więc można by kontynuować zejście, ale robi się później i później, czas ucieka w zawrotnym tempie. W końcu trasą pełną niespodzianek takich jak strome skałki do zjeżdżania na tyłku mijamy Sagorele Ploce i jesteśmy już nad Lokvicami.

Obrazek
Zejście z Sagorele Ploce

Obrazek
Terzin Bogaz, tym razem w słońcu

Zejście jest nadal strome i męczące, zbocze Cvorov Bogaza którym idziemy w kierunku katunu jest piarżyste, kamienie uciekają spod zmęczonych nóg. Lidia narzeka, że po tym zejściu coraz bardziej oprócz kolana boli ją roztrzepany od wstrząsów żołądek a paznokcie od dużych palców od nóg wbijają się jej w ciężkie górskie buty. Każdy krok stawia w żółwim tempie. Jeszcze wciąż mamy szansę na dojście przed zmrokiem i w efekcie prawie nam się to udaje. Ciemność dopada nas przed Mlinskim Potokiem, ale mimo gęstego lasu którym idziemy udaje się nam bezpiecznie zejść. Wolnym krokiem, już po asfalcie docieramy do domu, jest już po 21. Mimo to gotujemy sobie jakiś szybki obiadek, który zjadam sam. Lidia nie jest w stanie niczego przełknąć i wreszcie wykończeni zalegamy na łóżku i zasypiamy.

Obrazek

Obrazek
Górskie kwiaty



To był nasz ostatni dzień w Durmitorze, i pomimo przykrości jakie sprawił Lidii niewdzięczny Bobotov, dzień najbardziej udany. Na koniec poczuliśmy, że byliśmy w górach a nie tylko w dolinach. Jutro wyruszamy przez sławny most na Tarze, kanion Platije i Podgoricę do Petrovaca, naszej bazy na kolejne 5 dni drugiej, tej odpoczynkowej części urlopu.......... ale to już nie będzie przedmiotem tej relacji............:D


Koniec wspomnień Durmitor 2005 :D :D :D :D :D :D :D :D
Ostatnio edytowano 20.02.2012 07:13 przez kulka53, łącznie edytowano 2 razy
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 93906
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 07.02.2008 12:17

No tym razem pogoda Wam sprzyjała :lol: :lol: :lol:
:?: tyko się pogubiłem :oops: czy to było w 2005 czy w 2007 roku :?:
U-la
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2268
Dołączył(a): 10.11.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) U-la » 07.02.2008 13:47

Janusz - Ty gapiszonie (PRZEPRASZAM!!! :lol: ) :oops: :oops: :oops: :oops: :D To będzie kilkuletni czarnoGÓRSKI serial!

BK... Kocham tę Górę, choć też nas umordowała i Wiola też tam Lidio miała problem z kolanem! Ale udało się nam wejść.
Kulko - my też stylem 4x4 na finiszu :lol:

Ten nasz szlak z Żabljaka był bardzo męczący, ale przepiękny, bo tak zróżnicowany krajobrazowo i przyrodniczo :) :) :)
Wasz też piękny - Ząbki a potem te góry ciasta-przekładańca też mnie urzekły jak mało co!
Na szczycie siedziałyśmy bardzo długo. I na zawsze zapamiętam - to była 35 rocznica ślubu moich Rodziców - 15 sierpnia :D I w ogóle - to był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia w górach.

Bardzo mi się pięknie czytało!!!!!! Czekam na CDN!!!!
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 93906
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 07.02.2008 14:47

shtriga napisał(a):Janusz - Ty gapiszonie (PRZEPRASZAM!!! :lol: ) :oops: :oops: :oops: :oops: :D To będzie kilkuletni czarnoGÓRSKI serial!


No faktycznie "gapiszon" ze mnie - dopiero jak powróciłem do początku relacji, to załapałem :oops: :lol:

Tyle osób ostatnio pisze równocześnie, że człowiek już się gubi w tych obszernych relacjach :roll: i nie sposób zapamiętać co było w pierwszych odcinkach :lol:
Trzeba by nowy odcinek czytać łącznie z pierwszymi :lol:
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 07.02.2008 15:47

Gratuluję Bobota po raz pierwszy i zakończenia wspaniałej pierwszej części relacji :D

W 2005 byłem blisko, byłem w dobrej formie, jakbym miał 1 dzień więcej to bym wbiegł na Bobota i z powrotem i został na noc w skodzince na Sedlu. A może jakbym miał 1-2 dni więcej to bym tam wtedy nie był tylko został z Ivosem i Davidem i z nimi wszedł na Maja Rosit i Maja Kolata? Ale było jak było i mam parę więcej gór do odwiedzenia na przyszłość :)

Mamy więcej wspólnych punktów :lol: Lidka, Twoje kłopoty z kolanem mi przypominają jak moja połówka cierpiała na irlandzkim Carrantuohill (czy tak to się pisze? :D ), jednym z 3 szczytów Europy które ze mną zaliczyła. Na szczęście potem już więcej tego nie miała. A rok później na zejściu z Triglava, tak jak Wy w Julijskich, końcówkę robiliśmy po ciemku. Padła czołówka, wymieniłem baterie bo miałem zapasowe jak na zawodowca przystało, ale problemem była... żarówka, której zgodnie z prawem Murphy'ego nie miałem zapasowej :lol: Na szczęście byliśmy na tyle blisko że doszliśmy do schroniska, na ostatnich metrach w towarzystwie spotkanego Słoweńca z oświetleniem. Pamiętam że kiedyś pytałaś co ją zniechęciło. Takie jednodniowe hardkorowe szybkie wejścia "przy okazji" nie-górskich wakacji to dla niej za dużo, trochę mojej winy w takim a nie innym planowaniu, no ale alternatywą dla mnie by było nie wchodzić w ogóle. Wiem, trochę egoistycznie z mojej strony. Ale to już tematy na osobne opowieści, może kiedyś się napiszą.
Janusz Bajcer
Moderator
Avatar użytkownika
Posty: 93906
Dołączył(a): 10.09.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) Janusz Bajcer » 07.02.2008 17:25

Ci co byli górach bałkańskich i widzieli te panoramy na żywo - więc dla nich dla przypomnienie,
a dla tych co nie byli i nie będą - do pooglądania :lol:

Bałkańskie Panoramy

Ja już tak "pokręciłem" myszką - na boki. górę i w dól ekranu , że czuję się jak na karuzeli w górach. :lol:
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4888
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 07.02.2008 21:03

Przepiękne klimaty, przepiękne wspomnienia :)
Ale, ale - odnośnie kolan - czemuż to nie odciążacie ich chodząc z kijkami trekingowymi ? I kolanom lżej, i kręgosłupowi ...
I naprawdę nie wygląda to tak "obciachowo" :wink:
zawodowiec
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3457
Dołączył(a): 17.01.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) zawodowiec » 07.02.2008 21:48

Plavac, 7-8 lat temu jeszcze o chodzeniu z kijkami się tyle nie słyszało. A Lidka zdaje się że kijków używa :D
plavac
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 4888
Dołączył(a): 11.02.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) plavac » 07.02.2008 22:30

2005 rok to dwa , no, góra cy :) lata temu .
Tyle właśnie z nimi chodzę. Ale 5-7 lat temu - nie chodziłem. Tzn. z kijkami nie chodziłem. Tylko z kosturem :wink:
Lidia K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3486
Dołączył(a): 09.10.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Lidia K » 08.02.2008 12:25

shtriga napisał(a):BK... Kocham tę Górę, choć też nas umordowała i Wiola też tam Lidio miała problem z kolanem! Ale udało się nam wejść.
Kulko - my też stylem 4x4 na finiszu :lol:

Ten nasz szlak z Żabljaka był bardzo męczący, ale przepiękny, bo tak zróżnicowany krajobrazowo i przyrodniczo :) :) :)
Wasz też piękny - Ząbki a potem te góry ciasta-przekładańca też mnie urzekły jak mało co!
Na szczycie siedziałyśmy bardzo długo. I na zawsze zapamiętam - to była 35 rocznica ślubu moich Rodziców - 15 sierpnia :D I w ogóle - to był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia w górach.

Bardzo mi się pięknie czytało!!!!!! Czekam na CDN!!!!


Ja kocham wszystkie Góry i zawsze czuję to samo :D :D :D . Gdziekolwiek wejdę, nawet jeśli nie jest to szczyt a tylko przełączka, jestem bardzo szczęśliwa :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D .


Od wejścia na mój pierwszy dwutysięcznik w Tatrach, Kopę kondracką (2006 m n.p.m.) po wejściu na Giewont(1895 m n.p.m.) a następnie wejściu na Małołączniaka(2096 m n.p.m.), czyli zdobyciu 3 szczytów w jednym dniu, czułam i zawsze czuję satysfakcję i wielką radość. Wtedy po raz pierwszy odkryłam co naprawdę chcę więcej: czy pobytów nad morzem czy chodzenia po górach.


zawodowiec napisał(a):
Pamiętam że kiedyś pytałaś co ją zniechęciło. Takie jednodniowe hardkorowe szybkie wejścia "przy okazji" nie-górskich wakacji to dla niej za dużo


To są dwa zdjęcia z tego samego roku


1. Spacer plażą, okolice Rowów
Obrazek

2. Wejście na Kopę Kondracką, Giewont jest już niżej
Obrazek

Na obydwu zdjęciach słoneczko i chmurki, na obydwu szczęśliwy, zadowolony człowiek. Ale satysfakcję mam tylko na jednym zdjęciu, bo wymagało wysiłku.

To dzięki temu wejściu tak chętnie chodzę po górach i dolinach.
A jednodniowe hardkorowe szybkie wejścia mogły się bardzo źle skończyć. Bo jak Wiesz kondycji bez wysiłku się nie ma.
Ostatnio edytowano 20.02.2012 19:14 przez Lidia K, łącznie edytowano 2 razy
Lidia K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3486
Dołączył(a): 09.10.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Lidia K » 08.02.2008 12:41

plavac napisał(a):2005 rok to dwa , no, góra cy :) lata temu .
Tyle właśnie z nimi chodzę. Ale 5-7 lat temu - nie chodziłem. Tzn. z kijkami nie chodziłem. Tylko z kosturem :wink:


Zawodowiec ma rację, chodzę z kijkami. Jakoś trzeba partnera doganiać. A pchać mnie pod górę nie będzie. Widać na zdjęciu moim pod Zubcami, że trzymam w rękach kijki.

Rok wcześniej w 2004 wybraliśmy się na Stenar w Alpach Julijskich. Jeszcze na dole wyminęła nas duża grupa turystów słoweńskich i szybko we mgle zniknęła. Własnym oczom nie wierzyliśmy, wszyscy mieli górskie buty na nogach i w rękach prawdziwe składane kijki trekingowe. Postanowiłam, żeby spróbować wchodzić chociaż z kijami. Przed nami było podejście 1500 m. A to już zupełnie przyzwoite przewyższenie. Gdyby nie to, że był to nasz ostatni dzień w górach może dałabym i radę 1800 m na Triglav. Podziwiam Ag za to wejście. Na zdjęciu widać ścianę Triglava. Gdzieś po tej ścianie wchodziliście. Prawda Zawodowiec?

Po powrocie kupiliśmy kijki. I chodzę z kijkami.

W Alpach Julijskich ja z kijami kosturami.
Obrazek

Ale w roku 2005 to był ostatni problem ze stawami, ale nie pierwszy. To był bardzo pechowy rok, bo już na wiosnę musiałam uciec rowerem przed cofającym samochodem na prkingu i tak nieszczęśliwe mocno docisnęłam pedał rowerowy, że coś mi się stało w prawe kolano. Po kilku tygodniach gdy już się wydawało, że wszystko OK, postanowiliśmy zdobyć parę górek w naszych Beskidach i Babią Górę. Weszlismy na kilka szczytów. ale kontuzja odnowiła się. Znów miałam problem przez kilka tygodni. Ale ta kontuzja w Durmitorze dotyczyła lewego kolana, i jak się po powrocie okazało, ja naprawdę miałam zniszczoną powierzchnię stawu co było widać na zdjęciu rentgenowskim. Tym razem powrót do normalności nastąpił dopiero po 11 miesiącach.

Myśleliśmy już że to KONIEC z GÓRAMI.
Ostatnio edytowano 20.02.2012 19:15 przez Lidia K, łącznie edytowano 3 razy
Lidia K
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3486
Dołączył(a): 09.10.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Lidia K » 08.02.2008 12:44

Janusz Bajcer napisał(a):Ci co byli górach bałkańskich i widzieli te panoramy na żywo - więc dla nich dla przypomnienie,
a dla tych co nie byli i nie będą - do pooglądania :lol:

Bałkańskie Panoramy

Ja już tak "pokręciłem" myszką - na boki. górę i w dól ekranu , że czuję się jak na karuzeli w górach. :lol:


Ja też sobie pokręciłam i dzięki Janusz.


Ale kiedy Ty na tak świetne wkręty i znaleziska znajdujesz czas?

:papa:
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Małe i duże bałkańskie podróże - EEE czyli Grecja 2018 :) - strona 6
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018