W tym co mówisz, jest jeden słaby punkt - Putin w ramach swojego kraju i niektórych satelitów zawsze będzie robił co chce, ponieważ nie istnieją sankcje, które mogłyby zetrzeć uśmiech z twarzy Putina.
Cokolwiek by się nie robiło, to i tak trafi to w rosyjski naród, a nie bezpośrednio w Putina czy jego przydupasów.
Jedyne, co go może zmusić do zmiany polityki, to jest wewnętrzna opozycja, opinia publiczna, która będzie wyrażała niezadowolenie z tego, że kraj który de facto jest biedny, bierze sobie na głowę, tylko po to, żeby Putin zapisał sobie swoje miejsce w historii, kolejne, bananowe republiki, rządzone przez nieodpowiedzialnych watażków.
Każda mocna interwencja, sankcje, wszystko, co Unia czy Ameryka mogą zrobić to tylko woda na młyn Putina, bo będzie mógł się wykazać, jakim jest wspaniałym przywódcą.
A na razie tak naprawdę niewiele osiągnął. Nie wywołał drugiej Gruzji, nie spowodował zapaści na rynkach światowych, Unia pokazała, że aż taka słaba nie jest jak oczekiwali malkontenci, którzy twierdzili, że wszystko rozsypie się od jednego tupnięcia Putina i, przede wszystkim, na Krymie nikt nie ginie.
Putin tak naprawdę niewiele zyska, bo nie Krym był jego celem. Jeżeli teraz Unia podpisze umowę stowarzyszeniową z Ukrainą, to będzie miał na głowie rejon, który będzie bardzo kosztownym rejonem, a w którym przecie i tak przebywał na mocy umów międzynarodowych. W sumie poza obciążeniem, jakie niesie za sobą utrzymanie tego półwyspu to w najgorszy dla siebie sposób wepchnie Ukrainę w ramiona Unii i to dopiero będzie swego rodzaju próba.
Próba, bo Ukrainę trzeba będzie wesprzeć w rozwoju, czyli zacznie się swego rodzaju wyścig na profity: Rosja-Unia, jednocześnie pilnując, żeby wyeliminować z ukraińskich władz wszelkiej maści faszyzujące lub o mętnym pochodzeniu ugrupowania.
Trochę to koszmarne, ale dla nas ważne, żeby Ruskich trzymać jak najdalej od naszych granic. Nawet kosztem Krymu.

.png)
.png)

.png)
.png)