Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Krótka opowiastka o styczniowym Egipcie.

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Slavko1974
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 744
Dołączył(a): 17.12.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Slavko1974 » 22.03.2017 21:35

Magdalena S. napisał(a):
Slavko1974 napisał(a):Wróciły mi wspomnienia podczas czytania tej relacji. Byłem tam w 2009 roku, ale widzę jak się ogromnie zmieniło to państwo przez tyle lat. Za moich czasów turysta był tam panem, a takie toalety jak opisujesz to chyba tam jeszcze nie istniały. Z chęcią poczytam dalej, aż się zastanawiam czy nie wrzucić swojej relacji dla porównania.
Ale wrzucać relację sprzed 8 lat, czy to ma sens?

Pewnie, że wrzucać. Jeśli tylko masz ochotę coś napisać.
Zdjęcia sprzed kilku lat fajnie się ogląda :D


Może najpierw poczekam aż dokończysz swoją :), przyjemniej się czyta niż pisze :lol:
Slavko1974
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 744
Dołączył(a): 17.12.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Slavko1974 » 28.03.2017 10:49

I co tak tutaj ucichło? Kiedy będzie ciąg dalszy?
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 28.03.2017 21:22

Slavko1974 napisał(a):I co tak tutaj ucichło? Kiedy będzie ciąg dalszy?

Jestem, jestem.
Tylko nic jeszcze nowego, egipskiego nie przygotowałam :oops:

Zapraszam za to na mały spacer po Lizbonie :D
Byliśmy zaledwie trzy dni. Polecieliśmy ze znajomymi, czyli w dwie pary.
Lizbona zaskoczyła mnie swoim spokojem. Tam nikt się nie spieszył i to było wspaniałe :D .
Miasto pachnie kwitnącymi pomarańczami i wiatrem...
Lizbończycy są uśmiechnięci i zadowoleni z życia.
Turystów było naprawdę niewielu.
Wypiliśmy mnóstwo doskonałej kawy. Dużo wina, sporo sangrii.
Zjedliśmy ogromną ilość pastel -teraz tylko dieta :wink: No i te owoce morza...
Usłyszeliśmy fado. Byliśmy w oceanarium. Jechaliśmy starym, zabytkowym tramwajem.
A wszystko to leniwie, bez pośpiechu...
074 (Kopiowanie).JPG
092 (Kopiowanie).JPG
098 (Kopiowanie).JPG
100 (Kopiowanie).JPG
105 (Kopiowanie).JPG
131 (Kopiowanie).JPG
133 (Kopiowanie).JPG
136 (Kopiowanie).JPG
143 (Kopiowanie).JPG
146 (Kopiowanie).JPG
149 (Kopiowanie).JPG
157 (Kopiowanie).JPG
158 (Kopiowanie).JPG
161 (Kopiowanie).JPG
167 (Kopiowanie).JPG
177 (Kopiowanie).JPG
185 (Kopiowanie).JPG
193 (Kopiowanie).JPG
199 (Kopiowanie).JPG
200 (Kopiowanie).JPG
202 (Kopiowanie).JPG
223 (Kopiowanie).JPG
211 (Kopiowanie).JPG
215 (Kopiowanie).JPG
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 30.03.2017 17:03

Wracam do Egiptu :D .
Jest środa 18 stycznia. Wstajemy w środku nocy. Mamy elektryczność, więc łatwo nam się zebrać. Jakoś specjalnie nie staram się być cicho :twisted:. Może państwu za ścianą da to do myślenia, choć nie mam wielkich nadziei.
W recepcji czeka na nas herbata i lunch boxy. Są smaczne. Mnóstwo słodkich bułeczek. Kanapki, które potem rozdamy.
Soki z guawy -pychota.

Chłopaki pojawiają się po nas punktualnie. Wsiadamy. Przejeżdżamy dwie, może trzy uliczki i dosiada się do nas kolejny facet.
Wita się z Ashrafem i Haramem. Nas kompletnie ignoruje 8O :?:
Ashraf wyjaśnia, że jeden kierowca nie może jechać tak długiej trasy. Mamy 300km do Abu i kolejne 600 do Port Ghalib. Nowy kierowca poprowadzi teraz. A Haram odwiezie nas potem z Asuanu na wybrzeże.
Ashraf radzi nam jeszcze, żebyśmy się zdrzemnęli... A potem wszyscy trzej po kolei, wspólnie i na zmianę zaczynają klepać przez telefony.
Zapomniałam wcześniej wyjaśnić, że narodową cechą Egipcjan jest zamiłowanie do rozmów telefonicznych.
Właściwie częściej widać ich ze słuchawką przy uchu niż bez niej. Całą naszą wycieczkę wisieli na telefonach. Kiedy to głośno zauważyłam, Ashraf powiedział, że wcale tak dużo nie rozmawiają. Musiałabym zobaczyć ich kobiety, te to dopiero plotkują... Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że można gadać jeszcze więcej :mrgreen:

Jedziemy sobie. Pędzimy, wyprzedzając wszystkie wiozące Azjatów busiki. Wschodzi słońce. Krajobraz jest płaski. Dookoła piasek, ale nie bardzo miałki. To nie wydmy. Mijamy wybudowane przez Kuwejtczyków miasto wśród pustyni. Miasto powstałe od zera na potrzeby jakiegoś okolicznego przemysłu. Chyba coś tam wydobywają. Z daleka nie widziałam żadnych oznak życia, jedynie jedną zieloną palmę. Po drodze nie ma toalet.
Powoli dojeżdżamy. Szeroko pojęte przedmieścia Abu Simbel są, co mnie dziwi, dość zadbane. Obsadzone kwitnącą roślinnością. Z odmalowanymi krawężnikami. Spodziewałam się bylejakości, a jest całkiem nieźle. A może to ja się przyzwyczajam?
Parkujemy. Czas na toaletę. Płatną, ile kto uważa. I dobrze wyposażoną.

Jest krótko po ósmej. Mijamy sporą liczbę naganiaczy. Mijamy kilka licznych azjatyckich wycieczek, których członkowie nie do końca orientują się gdzie prawo, gdzie lewo, gdzie kasa, gdzie wejście. Ta ich słaba orientacja, daje nam kilka minut przewagi. Czuję chłód ciągnący po gołych łydkach. Idziemy. Do świątyni prowadzi główna ścieżka, ale z jakiegoś powodu Ashraf prowadzi nas szutrowy skrótem. Co tam, zakurzmy się jeszcze bardziej...
Nie zapowiada się jakoś wspaniale, aż nagle naszym oczom ukazuje się to:
785 (Kopiowanie).JPG

Jest to świątynia wybudowana przez Ramzesa II, mająca niegdyś na celu przestraszyć napływających z południa przybyszów. Pokazać im majestat panującego władcy. Myślę, że było to skuteczne. Świątynia jest monumentalna. Jest piękna. Jest wspaniała.
Stajemy z Ashrafem z boku. Oglądamy album ze zdjęciami. Ashraf opowiada nam co zobaczymy w środku.
Co będą przedstawiały malowidła ścienne i hieroglify.
Opowiada nam o tym, że i ta świątynia została przeniesiona. Przed powstaniem jeziora stała 200 metrów dalej i niżej, nad Nilem. Przeniesiono ją podobnie jak tą z wyspy File, jednakże jeszcze przed powstaniem jeziora, więc obyło się bez osuszania.
Teraz to, co najciekawsze. Ramzes II był dumnym władcą. Uważał się za równego bogom. I tak też kazał się przedstawiać. Wewnątrz świątyni jest kapliczka, w której znajdują się cztery posągi. Jest tam bóg urodzaju i płodności Amon Ra. Obok siedzi Ramzes II. Dalej bóg Re Horachte czyli bóstwo porannego słońca. Ostatni jest bóstwo ciemności Ptah.
Siedzą oni obok siebie, a świątynia została wybudowana w taki sposób, że dwa razy do roku, 19 lutego i 21 października, czyli w urodziny Ramzesa i rocznicę jego wstąpienia na tron, promienie słońca oświetlają przez chwilę trzy figury, po czym skupiają się na figurze Ramzesa. Figura Ptaha, jak przystało na boga ciemności, nigdy nie jest oświetlona.
Po przeniesieniu świątyni udało się to wspaniałe zjawisko zachować. Tyle tylko, że występuje ono o dzień później.
Żegnamy się z Ashrafem. Umawiamy na za półtorej godziny. Przewodnikom nie wolno wchodzić do świątyni. I idziemy :D
W środku nie wolno będzie robić zdjęć.
787 (Kopiowanie).JPG
779 (Kopiowanie).JPG
771 (Kopiowanie).JPG
772 (Kopiowanie).JPG
774 (Kopiowanie).JPG
Drobne postacie pomiędzy nogami Ramzesa II to jego matka, żona Nefertari i dzieci.
mysza73
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11582
Dołączył(a): 19.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) mysza73 » 30.03.2017 17:09

No Egipt fajny ... ale Lizbona suuuuper, to są moje klimaty :!:
Zaraz tu Potter przyprowadzę :wink: i niech mi tylko powie, że ze mną nie pojedzie :evil:
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 30.03.2017 17:24

mysza73 napisał(a): Lizbona suuuuper, to są moje klimaty :!:
Zaraz tu Potter przyprowadzę :wink: i niech mi tylko powie, że ze mną nie pojedzie :evil:

Lizbona to są taaaakie klimaty, że grzechem byłoby nie pojechać :D
megidh
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2554
Dołączył(a): 03.04.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) megidh » 30.03.2017 20:04

Byłam w Egipcie tylko jeden raz w 2008 roku i podobało mi się tam. Z chęcią bym pojechała ponownie, ale mam obawy. Może niesłusznie, ale jednak coś mnie powstrzymuje.
Ale Twoje wspomnienia, i to nie tylko z tego roku, czyta się bardzo przyjemnie. Super relacja.
Pod wpływem Twojej relacji zaczęłam wspominać ten nasz wyjazd i zaczęło mnie korcić, aby podzielić się tymi wspomnieniami.
Tylko mam takie same wątpliwości jak Slavko1974
Magdalena S. napisał(a):
Slavko1974 napisał(a):Wróciły mi wspomnienia podczas czytania tej relacji. Byłem tam w 2009 roku, ale widzę jak się ogromnie zmieniło to państwo przez tyle lat. Za moich czasów turysta był tam panem, a takie toalety jak opisujesz to chyba tam jeszcze nie istniały. Z chęcią poczytam dalej, aż się zastanawiam czy nie wrzucić swojej relacji dla porównania.
Ale wrzucać relację sprzed 8 lat, czy to ma sens?

Pewnie, że wrzucać. Jeśli tylko masz ochotę coś napisać.
Zdjęcia sprzed kilku lat fajnie się ogląda :D

Ale skoro twierdzisz, że to ma sens, to może się zdecyduję i wspólnie ze Slavko1974 będziemy pisać nasze wspomnieniowe relacje z Egiptu.
Jer
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 333
Dołączył(a): 08.07.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) Jer » 01.04.2017 20:23

Hej,
To ja dorzucę pewną fotkę, która skojarzyła mi się z kilkoma postami jakie przeczytałem na tym forum.
Obrazek

Pozdrawiam:)
romuald22
zbanowany
Posty: 4865
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) romuald22 » 03.04.2017 16:32

Jak skończysz to pozwolę się podzielić swoimi spostrzeżeniami/informacjami z mojego zeszłorocznego pobytu w Egipcie.
Rozmowa z przewodnikiem w busie który wiózł nas do Luksoru była niepowtarzalna.
Google nie są w stanie przekazać tyle informacji o tym kraju.
:)
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 03.04.2017 22:16

dhmegi napisał(a): może się zdecyduję i wspólnie ze Slavko1974 będziemy pisać nasze wspomnieniowe relacje z Egiptu.

Fajnie jest coś napisać. Tz. po pierwszej porcji już wcale się nie chce...
Ale to miłe uczucie, że coś już zrobiłam i teraz nie mogłabym tego nie dokończyć :wink:

Jer napisał(a):Hej,
To ja dorzucę pewną fotkę, która skojarzyła mi się z kilkoma postami jakie przeczytałem na tym forum.

Zdjęcia z drogi to jest to :D

romuald22 napisał(a):Jak skończysz to pozwolę się podzielić swoimi spostrzeżeniami/informacjami z mojego zeszłorocznego pobytu w Egipcie.
Rozmowa z przewodnikiem w busie który wiózł nas do Luksoru była niepowtarzalna.
Google nie są w stanie przekazać tyle informacji o tym kraju.
:)

To prawda. Nie ma to jak rozmowa z kimś, kto w danym miejscu mieszka.
Istna skarbnica wiedzy o prawdziwym życiu.
Zapraszam do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami :D
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 03.04.2017 22:28

Ramzes II kochał, a przynajmniej darzył szczególnymi względami, jedną ze swoich żon. Tak, tak miał ich kilka. Ale on najbardziej upodobał sobie Nefertari. Dlatego jej posągi znajdują się pomiędzy nogami jego posągów na wejściu do świątyni. I dlatego kilkaset metrów dalej powstała inna świątynia, do której wejścia strzegą jej posągi. Dwa. Pozostałe cztery to oczywiście podobizny Ramzesa. Trochę dużo tego gościa jak na jeden poranek :roll:
778 (Kopiowanie).JPG

Mała świątynia poświęcona jest bogini miłości Hator.
Kiedy już obejrzeliśmy wielką świątynię, udaliśmy się do małej.
Trudno mówić o odpowiedniej ilości czasu na ich zwiedzenie.
Tego czasu zawsze będzie za mało. Zawsze czuje się niedosyt.
Na zewnątrz można przysiąść na ławce z centralnym widokiem na wielką świątynię.
Chciałoby się tam siedzieć cały dzień. W każdej ze świątyń też chciałoby się spędzić długie godziny.
Zwłaszcza, że po wykładzie Ashrafa, wiemy co oglądamy.
Wnętrze małej świątyni jest równie wspaniałe. Pełne malowideł i hieroglifów.Oczywiście większość wychwala wspaniałego Ramzesa II. Trochę przeinaczają one prawdę... Jest tam np. malowidło ukazujące go jako triumfatora bitwy, której nie wygrał. Ok, przestaję się go czepiać... :wink:
W małej świątyni znajduje się wspaniała sala kolumnowa, są też małe kapliczki
1400 (Kopiowanie).JPG
.
775 (Kopiowanie).JPG
776 (Kopiowanie).JPG

Wszystko takie inne od tego co znamy i oglądamy u nas.

Obie świątynie dzieli krótki spacer. Jest już niesamowicie gorąco. Obserwujemy wycieczki Azjatów. Ci są mistrzami pozowania do zdjęć. Robią ich ogromną ilość. Pozują na niezliczoną ilość sposobów. Zachodzi duże prawdopodobieństwo, że zabytki oglądają dopiero w domu, na własnych fotkach.

Pomiędzy świątyniami towarzyszą nam dwa psy. Duży i mały. Zachowują bezpieczną odległość.
777 (Kopiowanie).JPG
Coś by chciały, ale się boją. Mam w torebce jedynie wafelka. Kruszę go, kładę na ziemi, kiedy odchodzę psiaki ośmielają się podejść.
To daje mi do myślenia... Co musiało spotkać zwierzęta, które tak się boją ludzi?
Nigdy nie widziałam w Egipcie, by ktoś źle traktował psa. Nie wszystko jednak jest dla oczu turysty.
Nie widziałam też by Egipcjanin posiadał psa i wyprowadzał go tak jak u nas na spacer na smyczy. Tego u nich nie ma.

Dochodzimy do jeziora. Jezioro jak jezioro. Wielka, granatowa woda. Ciekawa jest świadomość, że żyją w nim dzikie, wolne i cholernie niebezpieczne krokodyle.
Nie stoimy bezpośrednio nad wodą. Jesteśmy na ogrodzonym, takim niby punkcie widokowym.
780 (Kopiowanie).JPG
Zdjęcie z punktu widokowego, tylko jeziora nie widać...

Wracamy. Serce boli, że to już czas. Ostatni rzut oka na Ramzesa. Nie było tam żadnej fontanny, z której mogłabym siorbnąć wody. Nie wiem, czy jeszcze tam wrócę, ale chciałabym.
786 (Kopiowanie).JPG

Na miejsce zbiórki docieramy ponad pół godziny spóźnieni. Nawet nie wiem, kiedy to minęło.
Żeby wyjść z obiektu musieliśmy przejść przez bazarek pełen zakurzonych pamiątek.
Ashraf czeka na nas przy kawie. Idziemy na parking. A tam stado bezpańskich głodnych ,,przestrachanych" psów.
Mówię chłopakom, że potrzebuję trzech minut, bo zamierzam te psiaki nakarmić swoimi kanapkami.
I to moich trzech Egipcjan denerwuje. Ashraf, Haram i ten bezimienny sapią, poganiają mnie i okazują swoją irytację.
Kuba okazuje stoicką cierpliwość :smo:
Widać, że dokarmianie psów to u nich jakieś faux pas. Nie zamierzam się tym przejmować. Skoro to indywidualna wycieczka, a kanapki są moje, wolno mi przez chwilę pokarmić te psy. Psy, których strasznie mi żal.
Opuszczamy Abu Simbel trochę poirytowani. Oni na mnie. Ja na nich. Takie niezrozumienie międzykulturowe, którego sobie nie wyjaśniliśmy.
Nerwy szybko jednak nas opuszczają. Po chwili Ashraf opowiada. My słuchamy wcinając drożdżówki. Bezimienny pędzi...
W którymś momencie mówię:
-Co to za wielkie rozlewiska?
Ashraf śmieje się i proponuje żebyśmy zrobili im zdjęcia.
Na zdjęciach nie ma wody. Jest piasek. Widzimy fatamorganę.

Po trzech godzinach, ,,wytelepani" jesteśmy w Asuanie. Musimy jeszcze zobaczyć tamę. Tama skutecznie ratuje Egipt przed suszami. Egipcjanie martwią się, bo władze Etiopii też planują budowę tamy na Nilu i nie wiadomo, jak dla Egiptu skończyłaby się taka budowa.
Ashraf jak na przewodnika przystało, przekazał nam sporo technicznej wiedzy dotyczącej budowy i działania tamy.
A ja pozwoliłam tej wiedzy pozostać nad wodami jeziora.
789 (Kopiowanie).JPG
Jakaś ,,tamowa" aparatura.
788 (Kopiowanie).JPG
Nil.
790 (Kopiowanie).JPG
Jezioro Nasera.
793 (Kopiowanie).JPG
Kuba i Ashraf na tamie asuańskiej.

Nabraliśmy jeszcze asuańskiego, miałkiego piasku do butelki. Po to by teraz stał sobie w domu w szafce... :roll:
W centrum wysiadł bezimienny i uwaga, pomachał nam przez szybę :papa: . To się nazywa oporne oswajanie...

Ashraf pyta, co chcemy na obiad. Choć właściwie nie powinien już pytać. Maszerujemy do lokalu, który wczoraj był zamknięty z powodu modlitwy. Tam ja ,,celebrytka", pod czujnym okiem ludności tubylczej zjadam miseczkę fenomenalnego kosheri
796 (Kopiowanie).JPG

Pytam Ashrafa, czemu mi się tak bardzo przyglądają? Robią to po prostu dlatego, że dziwi ich nasz widok wcinających z apetytem jedzenie, po którym ich zdaniem czeka nas rozstrój żołądka, bo jesteśmy nieprzyzwyczajeni.
Turyści tam nie jedzą. I turyści nie jedzą lokalnej kuchni.
Dziwne jest to podejście do sprawy. Przecież podróż to też lokalne smaki.
Ale uspokajam Ashrafa, że od dnia przylotu, codziennie zażywamy medykamenty zapobiegające zemście faraona.
Puki co, skutecznie.
Jest miło. Jest afrykańsko, bo w Asuanie czuje się, że to już Afryka.
Kurz na ciele przestaje mi przeszkadzać. Więcej chyba nie może się już do mnie przylepić.
Mam ochotę na upatrzoną wczoraj zalabię, ale budka, w której ją sprzedają jest zamknięta.

Czas wracać. Pytamy, ile potrwa jazda. Ashraf interpretuje to jako, spieszy nam się do hotelu. I wymyśla dla nas inną drogę. Taką dla aut dostawczych. Taką, którą jechać nam nie wolno. Mamy więc na znak Harama zasłonić zasłonki i przez chwilę udawać, że nas tam nie ma.
Ashraf żegna się z nami. Pociągiem wraca do Luksoru.
Wsiadamy do busa. I wyjeżdżamy z Asuanu. Jedziemy wzdłuż Nilu.
Widzimy wielkie statki-hotele. Ciekawa, wakacyjna alternatywa.
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 04.04.2017 15:57

Dziś bez tekstu. Wrzucę tylko garść zdjęć z powrotnej drogi przez nielubiane przeze mnie Edfu.
Wybaczcie kiepską jakość, zdjęcia robione w czasie jazdy.
802 (Kopiowanie).JPG
803 (Kopiowanie).JPG
804 (Kopiowanie).JPG
805 (Kopiowanie).JPG
807 (Kopiowanie).JPG
808 (Kopiowanie).JPG
810 (Kopiowanie).JPG
811 (Kopiowanie).JPG
812 (Kopiowanie).JPG
813 (Kopiowanie).JPG
817 (Kopiowanie).JPG
821 (Kopiowanie).JPG
822 (Kopiowanie).JPG
823 (Kopiowanie).JPG
824 (Kopiowanie).JPG
827 (Kopiowanie).JPG
828 (Kopiowanie).JPG
830 (Kopiowanie).JPG
831 (Kopiowanie).JPG
833 (Kopiowanie).JPG
Kapitańska Baba
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7345
Dołączył(a): 16.12.2016

Nieprzeczytany postnapisał(a) Kapitańska Baba » 05.04.2017 10:40

Podobają mi się te zdjęcia z jazdy :) widać prawdziwy Egipt :)
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 06.04.2017 16:54

beatabm napisał(a):Podobają mi się te zdjęcia z jazdy :) widać prawdziwy Egipt :)

Cieszę się. Jakość byłaby lepsza gdyby pstrykać w czasie postoju.
Ale Egipcjanie tego nie lubią. Brzydko mówiąc, za darmo nie pozwolą się sfotografować :?

Lecimy dalej. Znaczy jedziemy. Odjechaliśmy spory kawałek od Asuanu. Droga jest prosta. W pewnej chwili Haram daje znać, żebyśmy zasłonili okno. Zasłaniamy. Ale jest już za późno. Od wieży, z której wypatrywani jesteśmy przez lornetkę, dzieli nas 200 metrów... Oczywiście, że nas zobaczyli :roll:
Każą nam zjechać na bok. Biorą Harama do kontroli. Czekamy na niego dłuższą chwilę. Wraca, zapłacił mandat o równowartości pięciu euro i pozwolili mu wieźć nas dalej. Mandat na warunki europejskiego turysty jest niewielki, ale to droga dla tubylców, i kara jest dostosowana do ich zarobków -całe szczęście.
Pędzimy jak nigdy dotąd. Droga jest bardzo wyboista. Wyprzedzamy wszystkie tiry i busy dostawcze.
Trochę się boję tej prędkości...
Droga omija Kom Ombo i łączy się z tą właściwą przed Edfu.
Jedziemy przez nie długo i powoli. Trafiliśmy na godziny szczytu. Mamy okazję przyjrzeć się dokładnie.
834 (Kopiowanie).JPG
837 (Kopiowanie).JPG
838 (Kopiowanie).JPG
840 (Kopiowanie).JPG
841 (Kopiowanie).JPG
844 (Kopiowanie).JPG
846 (Kopiowanie).JPG
848 (Kopiowanie).JPG
853 (Kopiowanie).JPG
856 (Kopiowanie).JPG
858 (Kopiowanie).JPG
860 (Kopiowanie).JPG
861 (Kopiowanie).JPG
863 (Kopiowanie).JPG
864 (Kopiowanie).JPG
865 (Kopiowanie).JPG
866 (Kopiowanie).JPG
867 (Kopiowanie).JPG
868 (Kopiowanie).JPG
869 (Kopiowanie).JPG
Moje odczucia nie zmieniają się. Nie lubię Edfu. Ale świątynię chciałabym kiedyś zobaczyć.
Za miastem znów się rozpędzamy. Już po ciemku docieramy do wczorajszej, pierwszej toalety. Nikogo tam nie ma. Ciemno. Wszystko pozamykane. Przy wyjeździe z parkingu, znikąd pojawia się pan, któremu wczoraj ,,wybrzydzałam" na warunki sanitarne :wink: Mówię, że dziękuję za toaletę. Haram przyjmuje to z zadowoleniem.
Jedziemy dalej. W okolicy Marsa Alam, już prawie na wybrzeżu zaczyna padać deszcz. Haram się cieszy. Jest to pierwszy deszcz od dwóch lat :!: Nie ma z tego wiele wody. Kurz na samochodzie się rozmazał. Ale powietrze jest inne.
Fatma zawsze donosi na facebooku, jeśli w Hurghadzie zdarzy się porządna ulewa. Ulicami płynie wtedy rzeka. Takie doniosłe wydarzenie ma miejsce średnio raz na 7 lat.
Dzisiejszego deszczu jest mało, ale to i tak radość zobaczyć tak niecodzienne zjawisko.
Dojeżdżamy. Żegnamy się z Haramem. Oddajemy mu oczywiście za mandat. Dostaje też od nas napiwek, jest zadowolony.
Na swój sposób się starał. Co prawda, mógłby trochę ogarnąć w busie. Mógłby nie palić w czasie jazdy...
Ale ,,pozorował", że nam pomaga z bagażami :mrgreen: Tak więc na bakszysz zapracował.

Wyjazd oceniam jako rewelacyjny. Mimo pewnych niedogodności. To co zobaczyliśmy było unikatowe i nie da się tego zapomnieć. To będą wspomnienia na całe życie.
Żal mi tylko, że nie dołączył do nas Mostafa.
Miałam nadzieję, że gdzieś, na którymś etapie wycieczki się spotkamy...

Idziemy do pokoju. Słyszymy znajomy szum. Objuczeni niczym wielbłądy. Do plecaka, torebki, różowej torby i torby z prowiantem, doszły jeszcze pędy trzciny cukrowej. Dobrze, że jest ciemno.
Do pokoju nie udało nam się dostać. Nasze karty nie działają. Zostawiliśmy toboły pod drzwiami i maszerujemy do recepcji.
Tam naprawili nam karty. Rozmagnesowały się, bo nosiliśmy je w jednej torbie z telefonem.
Ciekawe, jak nosić je oddzielnie :?: Torebkę zazwyczaj mam jedną.
Dostajemy się do pokoju. Zmywamy z siebie pokłady brudu. Rezygnujemy z kolacji. Idziemy spać.

Rano budzimy się wcześnie. Dziś przyleci Paulina. Jako, że gościa oczekujemy w hotelu a nie w domu, nie trzeba z tej okazji sprzątać (sprząta Ahmed), ani piec ciasta (samo się upiecze), czekamy na plaży na leżakach.
W południe przeleciał nad nami samolot (dziennie przelatywały maksymalnie trzy), to ten, więc machamy do niego :D
A potem pomaszerowaliśmy pod wejście do hotelu. Po niecałej godzinie, nadjechał transfer i wysiadła z niego moja siostra.
Ubrana w wielki, ciepły sweter.
Zakwaterowali ją bardzo blisko nas, ale jakby w wewnętrznym dziedzińcu, przez co u niej nie szumiało.
Z okazji jej przylotu zaszło słońce. Pierwszy pochmurny dzień od tygodnia. Ale to nie szkodzi. I tak było ciepło. A w kolejnych dniach już cały czas słonecznie.
Trzy dni upłynęły an na gadaniu i gadaniu, leżeniu na leżakach, spacerach i gadaniu.
Paulina szybko i bez naszych sugestii, bo postanowiliśmy sprawdzić, czy jej odczucia będą takie same, zaczyna nazywać restaurację ,,stołówką". Ale ogólnie chyba jej się podoba.
To jej pierwsza wizyta w Egipcie. Porównuje go z Turcją. I nazywa ,,krajem retro". I jest w tym trochę racji.
Wieczorami popijamy gin z tonikiem w sąsiednim hotelu. Jest miło.
Po dość wyczerpującym zwiedzaniu, albo raczej po męczącym docieraniu do zabytków, miło jest trochę odpocząć.
Już nie nazywam hotelu więzieniem.
Fajnie jest też, po nacieszeniu się sobą, mieć świeże towarzystwo. I fajnie być czyimś ,,przewodnikiem" po nowym miejscu.
Jestem ,,przeszczęśliwa", że pojechaliśmy na południe.
W sobotę zamawiamy sobie lunch boxy. A w niedzielę nad ranem, w nocy właściwie bo o czwartej, ruszamy we trójkę do Luksoru. Wycieczka oczywiście od Mostafy.
piekara114
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11162
Dołączył(a): 30.06.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) piekara114 » 06.04.2017 18:19

To teraz czekamy na Luksor.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Krótka opowiastka o styczniowym Egipcie. - strona 5
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019