Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Krótka opowiastka o styczniowym Egipcie.

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 17.03.2017 17:07

Hotel leży na uboczu. Ashraf mówi, że nie będzie w nim wielu gości. Hotel ma 3 gwiazdki.
Pokój klimatyzację. Wieczorem przysługuje nam kolacja.
Dojeżdżamy, wysiadamy. Idziemy (z różową torbą) przez klepisko. Właściwie to skaczemy nad spływającą skądś wodą.
Budynek jest duży. Na wejściu stoi kanapa. :?: :?: :?: Na niej rozłożone posłanie.
Ashraf długo dyskutuje w recepcji. Po czym ni to pyta, ni to stwierdza:
-Nie będzie Wam na razie potrzebna klima? Bo jest awaria prądu.
Odpowiadam, że nie wiem, bo jeszcze nie byłam w pokoju.
Ale ok. Nie tracę nadziei. W budynku nie jest gorąco. Idziemy do pokoju. Sami, już bez Ashrafa. On i Haram idą do swojego pokoju.
Pokój lata świetności ma już dawno za sobą. Jest naprawdę cicho. Podejrzewam, że możemy być jedynymi gośćmi.
Rozglądam się. Łóżko z tych niby czystych. Reszta zakurzona i ,,owłosiona". Pościel wydaje się być czysta, strach zajrzeć pod prześcieradło. Z drugiej strony, kusi mnie, by to zrobić. Jestem już nieźle przerażona.
Idę do łazienki. Po ciemku. A tam niespodzianka. Mamy też awarię wody.
Woda nie leci a kapie. Jest zimna, lodowata. Teraz to i Kuba jest zaniepokojony.
Ale ok. Rozbieram się. Zakładam gumowe klapki. I nie wyobrażacie sobie, jakich higienicznych cudów można dokonać za pomocą kapiącej wody, której nałapałam szklankę, mydła i wilgotnych chusteczek.
Czuję się lepiej. I zastanawiam się, co dalej, bo nie chcę się wieczorem myć w ten sposób. Kuby myjącego się w szklance, nie potrafię sobie wyobrazić. No i jak my się niby mamy po ciemku spakować, bo wyjazd jest nad ranem, jeśli w ogóle zdecydujemy się rozpakować.
Kuba poszedł poszukać Ashrafa. Ashraf poszedł do recepcji. Po dziesięciu minutach rozbłysło światło.
Poleciała też woda... Zimna do zlewu lub wanny, wedle naszego życzenia. Ciepła wyłącznie bokiem, po ścianie bezpośrednio na podłogę. Po chwili byliśmy już nieźle zalani.
Kuba do Ashrafa. Ashraf do recepcji. I nic. Nawet nam nie zaproponowali innego pokoju. A hotel przecież pusty.
Wtedy mój mąż, jak ja go wtedy uwielbiałam, zadecydował, że my tam nie zostaniemy.
Poprosił Ashrafa, żeby znalazł nam coś bardziej cywilizowanego. Trochę to trwało. Asuan odwiedza sporo turystów.
Nie obyło się bez kilku telefonów do Mostafy. Czułam, że bardzo żałuję, że nie ma go z nami. Bo po pierwsze, chciałam mu wyjaśnić, co ja o tym hoteliku myślę. Po drugie, z nim zawsze wszystko gra.
Ostatecznie ustalamy, że Mostafa telefonicznie załatwia jakieś inne spanie. A my, żeby nie marnować czasu, ruszamy na dalszy podbój Asuanu.
Kiedy wychodzimy, ktoś leży sobie w tej pościeli na kanapie na wejściu, wyjściu. Uciekamy.

Ashraf proponował ogród alla botaniczny. Dziękujemy. Wiemy z jakiej zieleni cieszą się w północnej Afryce. Wiemy też, jaką zieleń mamy w Polsce na co dzień.
Kolejna propozycja to godzinna przejażdżka na wielbłądach. Za to też dziękujemy. Wiem już, wyjaśnię to później, że jutro ,,wystąpię w tej samej kreacji". Nie chcę dodatkowo ujeżdżać w niej wielbłąda.
Pamiętamy, że Mostafa nalegał, abyśmy popłynęli Nilem na wyspę zamieszkałą przez Nubijczyków. To podobno interesujące.
Nie wiemy kim są Nubijczycy. Postanawiamy to sprawdzić. Jedziemy do porciku. Wskakujemy na łódkę nr 2.
Płyniemy a Ashraf opowiada...
IMG_5201 (Kopiowanie).JPG
IMG_5203 (Kopiowanie).JPG
IMG_5205 (Kopiowanie).JPG
IMG_5207 (Kopiowanie).JPG


Nubijczycy to ciemnoskóry naród, dawniej zamieszkujący tereny na południe od Egiptu. Mieli swoją, niepowtarzalną, dobrze rozwiniętą kulturę. Własne, piękne świątynie. W historii niejednokrotnie osadzali na tronie Egiptu własnych Faraonów.
Kiedy wybudowano tamę, powstało Jezioro Nasera. Szerokie na 25 kilometrów, długie na kilometrów 500.
Nubijska kultura, dorobek, świątynie znalazły się pod wodą. A sami Nubijczycy przenieśli się do Asuanu.
Rozmawiamy też o życiu w Egipcie. O tym, że jakość wody nie jest dobra. Wiele osób woli butelkowaną do parzenia herbaty.
O tym, że do uprawy roślin w Dolinie Nilu używa się pestycydów, a naturalne, słoneczne warzywa są już tylko wspomnieniem.
Przechodzimy na tematy matrymonialne. Ashraf nazywa katolików ,,sektą". Chyba nie wie, że to u nas kiepskie określenie. Postanawiam to przemilczeć. Tłumaczy nam, że kopt może ożenić się tylko z koptyjką. Gdyby poznał katoliczkę, musiała by ona przed ślubem zmienić wyznanie. Inaczej nie dostali by pozwolenia na ślub.
Inaczej rzecz się ma u muzułmanów. Muzułmanin może ożenić się z kim chce. Podobno nie ma takiej siły, z po ślubie jego wybranka, nie przeszła na Islam.
Kobiety oczywiście nie mają takiej swobody wyboru. Koptyjce wolno zakochać się jedynie w Kopcie. Muzułmance w muzułmaninie.
Trochę się naczytałam, więc pytam jeszcze o zmianę wyznania. Ashraf mówi, że muzułmanin nigdy nie rezygnuje z Islamu.
Żyją oni wśród swoich i wiara jest dla nich bardzo ważna.
Naciskam, pytam co by było gdyby taki Egipcjanin wyruszył do Europy i chrześcijaństwo przypadło by mu do serca.
Ashraf dalej twierdził, że to niemożliwe.
Ale skoro tak się upieram i chcę teoretycznej odpowiedzi to taki ktoś nie miałby powrotu do domu.
Ani rodzina, ani społeczność by go nie przyjęła.
Nil jest szeroki. Woda niezbyt czysta. Mnóstwo tam ptaków.

Dopływamy. Wyspa wygląda jakby wkoło półwyspu wykopano rów i utworzono właśnie wyspę. Wiele wody wkoło nie było.
Teraz atrakcja specjalnie dla mnie, zejście z łódki jest do chyboczącej się desce. Schodzę... w sukience i z torebką.
Zaczynamy od budynku szkoły. Tam sympatyczny nauczyciel (dzieci wieczorem nie ma) prezentuje nam cyfry używane przez Nubijczyków. Oraz cyfry arabskie. Następnie używany przez Arabów i Nubijczyków alfabecik.
Dowiadujemy się, że Nubijczycy mają swój język, ale zapisują go po arabsku. Są niechętni, by przyuczać do niego innych.
Potem próbujemy zapisać swoje imiona po arabsku. Od prawej do lewej. Mózg i ręka się buntują.
IMG_5204 (Kopiowanie).JPG

Jestem pod wrażeniem świetnej pamięci ludzi tych ludzi. Raz przeczytali nam cyfry od 1 do 9. Wspólnie powtórzyliśmy. I byli zdziwieni, że nie zapamiętaliśmy. Arabowie mają fenomenalną pamięć.
Dobrze się bawimy. Chcemy zostawić jakiś napiwek, ale Ashraf mówi, że wszystko jest już zapłacone.
Idziemy do nubijskiego domu pokazowego. Tz. że bywają tam turyści. Ale ta rodzina naprawdę tam mieszka.
Po drodze wszystko jest porządniejsze. ,,Uliczki", obejścia, dziecińce są czystsze niż u Egipcjan. Domy są kolorowe, ładnie odmalowane.
Dom ma kilka pięter. Przyjemny, cienisty dziedziniec. I rewelacyjny taras na dachu. Widać z niego okolicę.
Częstują nas gorącą miętą, i zimnym hibiskusem. Szklaneczki są czyste.
Pokazują swoją domową atrakcję. W sporych ,,terrarium" trzymają pięć krokodyli. Dwa maluchy i trzy takie, które zjadły by mnie na obiad. Nie bawi mnie to. Nie chcę brać malucha na ręce. Proszę, żeby go zabrali.
Teraz trochę mi żal, mogłam chociaż sprawdzić, jaki jest w dotyku.
Pytam, czy tak wygląda życie gada, który nie zmienił się od czasów dinozaurów?
Dowiadujemy się, że w dwunastym roku życia, krokodyle osiągają dojrzałość i wracają do jeziora by się rozmnażać.
Tama jest granicą występowania krokodyli. I że zawsze w niewoli dostają żywe posiłki, zazwyczaj ryby.

Czas na ,,dekorację". Śliczna Nubijka pokazuje mi zeszyt z wzorami. Mam sobie któryś wybrać. A ona zrobi mi tatuaż henną.
Nie chcę, dziękuję... Ale ona tak pięknie nalega. Nie mogę oprzeć się jej uśmiechowi. Przy tym jej ,,mowa ciała" jest tak oczywista, że bez Ashrafa rozumiem wszystko, co chce mi przekazać.
Robimy tatuaż. Utrzymał się dwa tygodnie.
IMG_5206 (Kopiowanie).JPG
IMG_5210 (Kopiowanie).JPG

Jest sympatycznie, nawet żal się żegnać. Mostafa dobrze to wymyślił. Nubijczycy to inne oblicze Egiptu.

Czas wracać. Jest już ciemno. Po deseczce na łódkę i płyniemy.
Przeszły mi już nerwy z powodu hotelu.
Czuję przyjemny, rzeczny chłód na ciele. Wspaniały po upalnym dniu. Cieszę się, że mam sweter.
Nil ma swój niepowtarzalny zapach. Zapach afrykańskiej rzeki.
Jestem szczęśliwa, że tam jestem.
piekara114
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11163
Dołączył(a): 30.06.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) piekara114 » 17.03.2017 17:42

Fajna to wycieczka na wyspę nie wyspę :D
maslinka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12348
Dołączył(a): 02.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) maslinka » 17.03.2017 18:27

Wspaniała jest Wasza podróż, bardzo inspirująca :)

Jak patrzę na Twoje zdjęcia, Magda, mam wrażenie, że Cię znam ;) Że gdzieś Cię spotkałam i zapamiętałam..., ale nie mam pojęcia, gdzie :mrgreen: Mam dobrą pamięć do twarzy, ale w tym wypadku nie wiem, czy to możliwe. A może mi bardzo kogoś przypominasz...
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 17.03.2017 21:02

Jer napisał(a):Cześć,

To co napisałaś dam do poczytania żonie, może we wrześniu da się skusić na tydzień lenistwa w Egipcie, a ja będę miał okazję popływać. ;)

Masz rację, co do bezpieczeństwa, to w obecnych czasach różnie bywa. Ja wspominam Egipt bardzo dobrze, nawet nie tylko przez pryzmat tego co pod wodą, ale też poprzez tę inną kulturę, sposób bycia innym światem od naszego bardzo mnie przyciąga.

Jeśli piszesz, że rafa przy hotelu była najpiękniejszą z tych widzianych, to mam nadzieję że pokażesz jakieś zdjęcia w dalszej relacji. :)

Pozdrawiam :)

Zawsze są jakieś sposoby, żeby skusić żonę :wink: Życzę Ci żeby się udało.
Zdjęć rafy niestety nie mam. Jakieś pojedyncze pstrykane od góry telefonem.
Ale faktycznie do Egiptu przydałby się podwodny aparacik.

piekara114 napisał(a):No i wygodniej w samolotach się podróżuje :mrgreen:

Tak, ja zawsze z wyciągniętymi nogami :mrgreen:
piekara114 napisał(a):Fajna to wycieczka na wyspę nie wyspę :D

Bardzo fajna. Ale moim faworytem tego dnia, była jednak świątynia File.

maslinka napisał(a):Wspaniała jest Wasza podróż, bardzo inspirująca :)

Egipt jest rewelacyjny. Trzeba tylko wyjść z hotelu.
Zawsze gdy gdzieś się tam wypuścimy, pozostaje w pamięci jako podróż życia.
maslinka napisał(a):Jak patrzę na Twoje zdjęcia, Magda, mam wrażenie, że Cię znam ;) Że gdzieś Cię spotkałam i zapamiętałam..., ale nie mam pojęcia, gdzie :mrgreen: Mam dobrą pamięć do twarzy, ale w tym wypadku nie wiem, czy to możliwe. A może mi bardzo kogoś przypominasz...

Tego nie wiem. Ja od lat czytam Twoje relacje, więc czuję jakbym Cię znała :D .
Ale czy mogłyśmy się spotkać...? Nie kojarzę.
piekara114
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 11163
Dołączył(a): 30.06.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) piekara114 » 18.03.2017 15:35

Fajne masz te szybkobiegi (czyli płaskie buty). One są z materiału imitującego jeans?
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 19.03.2017 18:33

piekara114 napisał(a):Fajne masz te szybkobiegi (czyli płaskie buty). One są z materiału imitującego jeans?

To są cichobiegi firmy TOMS. Bardzo lekkie i wygodne.
Producent chwali się tym, że połowę zysku przeznacza na sponsorowanie butów dzieciom w krajach trzeciego świata.
Nie wiem, ile w tym prawdy? Ale buty polecam. Są z materiału. W kilku jednolitych kolorach, lub wzorzyste.
Eksploatuję je dość intensywnie i taka para śmiało starcza mi na rok.
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 19.03.2017 18:38

Dziś będzie bez zdjęć, bo wieczorem jest ciemno i nic nie napstrykałam.
Płyniemy sobie tym Nilem. Czas by było coś zjeść.
Ashraf pyta, czy mamy ochotę na pizzę, bo w hotelu nie będzie kolacji. Mówię, że wolałabym kosheri. To Ashrafa trochę dziwi. Naradza się z właścicielem łodzi, Asuańczykiem.
Wychodzi na to, że nieczęsto turyści domagają się tu lokalnej kuchni.
Przybijamy do brzegu. I pieszo idziemy do centrum. To dosłownie dwa kroki. Trochę nas zaczepiają. Orzeszki w rękę, butelka wody, taxi, bryczka,... Grzecznie dziękujemy. Nie jest tak, żeby od razu odpuszczali, ale nie są też bardzo natrętni.
Ashraf radzi, żebyśmy traktowali naganiaczy jak powietrze. Próbuję, ale nie leży to w mojej naturze.
Muszę powiedzieć chociaż ,,dziękuję". Nie mogę tak olać kogoś, kto do mnie mówi.

Idzie nam się przyjemnie. Miasto, choć nie najpiękniejsze, ma swój fajny klimat. Widzimy mnóstwo spacerujących, młodych ludzi.
Dziewczyny w chustkach. Kuba zauważa, że Egipcjanki są bardzo ładne. To prawda, są bardzo atrakcyjne, nie wiem tylko, czy cieszy mnie ta spostrzegawczość mojego męża :?:

Dochodzimy do knajpy. Jest zamknięta. Godzina trochę po ósmej. Pytamy w lokalu obok. Wyjaśniają nam, że tamci poszli się modlić na zaplecze. Nie wiadomo ile to potrwa. Idziemy dalej.
Mijamy stragan, w którym sprzedają bardzo słodkie, smażone na miejscu ciasteczka o nazwie zalabia.
Znam je z hotelu. Ashraf mówi, że po kolacji możemy je kupić. Wolę przełożyć to na jutro, jedzenie zalabi przed snem, nie jest najlepszym pomysłem.
Wchodzimy do piętrowego lokalu. Wystrojem przypomina pewną sieciówkę z kurczakiem w pikantnej panierce.
Na dole bar i kilka stolików. Na górze sporo stolików. Do wyboru dwa dania mięsne i kosheri. Wybieramy też z trzech rozmiarów miseczki. Zamawiamy trzy średnie kosheri. I trzy arabskie coca cole.
Po chwili dostajemy kolację. Jest pysznie. Jemy. A ja dowiaduję się, jak uciążliwe jest życie celebryty.
Jestem w lokalu jedyną Europejką. Jedyną z gołymi łydkami. I jedyną blondynką. Wszyscy zerkają na mnie ukradkiem. Zerkają, coś szepczą, śmieją się i znów zerkają 8O . Uśmiecham się do nich. Chłopaków, i młodszych i starszych, to peszy, opuszczają wzrok. Dziewczyny odwzajemniają uśmiech.
Jedzenie pod taką obserwacją jest trudne. Wyjątkowo nie chcę się ubrudzić.
Kuba prosi o dodatkową porcję. Ja nie zamawiam drugiej, choć mam na nią ochotę. Wszak kobieta powinna jeść w towarzystwie tyle co ptaszek... A potem wyjadam Kubie połowę z jego miseczki :mrgreen:

Na zewnątrz czeka już na nas Haram. Jedziemy do hotelu. Obiekt wygląda lepiej niż poprzedni. Są w nim goście, jeszcze mi uszami wyjdą...
W lobby jest internet. Żegnamy się z Ashrafem i Haramem. Oni wracają do pierwszego hotelu. Umawiamy się na 4:30.
Idziemy do pokoju. Jest czyściej niż poprzednio, ale bez szału. Dwa osobne łóżka. Pościel ok. Ręczniki ok. Wanna nie do leżenia, raczej by w klapkach wziąć w niej prysznic. Mydło. Woda tak gorąca, że można się poparzyć. Luksus.
No i jest prąd. A wraz z nim wiele buczących urządzeń. Cały pokój wydaje dźwięki. Lodówka, telewizor, każda żarówka. Buczy nawet spłuczka w toalecie.
Ściany są jak z papieru. W pokoju są drzwi (zamknięte) łączące nas z sąsiednim pokojem. A tam arabska para z dzieckiem.

Czas na moją refleksje na temat dzieci.
Arabskie dzieci są w porównaniu z polskimi, bardziej...
Jeśli mówimy o dzieciach fajnych, to arabskie są od naszych grzeczniejsze, bystrzejsze w nauce, bardziej opiekuńcze względem rodzeństwa i posłuszniejsze wobec rodziców.
Przejdę do dzieci uciążliwych dla otoczenia. Arabskie niegrzeczne dzieci, biją polskie na głowę. Są nieznośnie krzykliwe, bardzo roszczeniowe. Kilka razy zdarzyło mi się z takimi skarbami sąsiadować przez ścianę. Istny koszmar.
A teraz zagadka, kto urzęduje za ścianą :evil: :?:
Jest tam dziewczynka, która nie przestaje krzyczeć. Nie płacze, ona wrzeszczy. Nie jest maleńka, mówi wyraźnie.
A rodzice ją zabawiają. Złoszczą mnie durni rodzice. Już ja bym im wytłumaczyła... ale nie znam arabskiego :(
Jestem wykończona i przerażona.
Za oknem słychać dochodzące z okolicy transmisje meczu. Od czasu do czasu radosne okrzyki kibiców.

W różowej torbie przywiozłam małe, turystyczne żelazko. Mamy je w rodzinie od zawsze. Musi pamiętać poprzedni ustrój. Wszędzie je ze sobą zabieram.
A teraz prasuję noszoną dziś, przykurzoną sukienkę. Mam co prawda jeszcze jedną, ale chcę ją zostawić na niedzielę.
Nie spodziewałam się tak wysokich temperatur. Zabrałam do Egiptu raczej dżinsy i swetry.
I tylko dwie sukienki o przyzwoitej długości, nadające się poza hotel. Ta druga musi zostać do Luksoru.
W długich spodniach, nie dam rady.

A propos czystości ubrań, napiszę jeszcze jak to jest w egipskich busach. Porównam je do tych w Turcji, bo w październiku zamiast zbierać mandarynki u ujścia Neretwy, wylądowałam w Kapadocji.
W Turcji kierowca najpierw robi prawo jazdy. Potem kupuje busa. Zgłasza się do firmy turystycznej. I swoim prywatnym pojazdem wozi turystów. Ma się rozumieć równie dynamicznie jak tutaj. Ale o swojego busa dba.
Nas woził Tanas Bej. Co po prostu znaczy pan Tanas.
Pan Tanas codziennie wieczorem prosi turystów, by zabrali wszystkie swoje rzeczy do hotelu. Sam jedzie odkurzyć. Wyciera plastiki. Znajduje zagubione pod fotelami drobiazgi. Jeździliśmy bombonierką.
W Egipcie jest inaczej. Kierowca zgłasza się do biura podróży i wozi turystów. Dziś jednym busem, jutro innym.
Żadnemu Haramowi nigdy nie przyjdzie do głowy, żeby tam posprzątać.
W Turcji wsiadałam czysta i czysta wysiadałam. W Egipcie, jak czysta nie wsiądę, ,,wytrę sobą" wnętrze od środka.
I wysiądę zakurzona.
Co zabawne, wycieczki zazwyczaj zaczynają się po ciemku. Turyści wygodnie się rozsiadają i dopiero po wschodzie słońca widzą, w czym siedzą.

Wracam do naszego hoteliku. Chcieliśmy wyjść jeszcze na spacer, ale zwyczajnie jesteśmy padnięci.
Leżę w łóżku. Cierpię z powodu małej sąsiadeczki.
Nagle zdarzył się cud, to oni gdzieś poszli. Poszli sobie :lol: , nie słyszę ich.
Profilaktycznie stopery w uszy, przecież kiedyś wrócą. Budzik na 3:30. Zasypiam. Kuba już dawno śpi.
tiwa
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 966
Dołączył(a): 23.12.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) tiwa » 19.03.2017 21:28

Magdalena S. napisał(a):Jeśli mówimy o dzieciach fajnych, to arabskie są od naszych grzeczniejsze, bystrzejsze w nauce, bardziej opiekuńcze względem rodzeństwa i posłuszniejsze wobec rodziców.

:?: :roll:
Relacja ciekawa i pouczająca, choć niektóre uogólnienia do mnie nie przemawiają :oczko_usmiech: .
pzdr. :wink:
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 19.03.2017 21:53

tiwa napisał(a):
Magdalena S. napisał(a):Jeśli mówimy o dzieciach fajnych, to arabskie są od naszych grzeczniejsze, bystrzejsze w nauce, bardziej opiekuńcze względem rodzeństwa i posłuszniejsze wobec rodziców.

:?: :roll:
Relacja ciekawa i pouczająca, choć niektóre uogólnienia do mnie nie przemawiają :oczko_usmiech: .
pzdr. :wink:

Będziemy mieli okazję bliższego obcowania z sympatycznym rodzeństwem.
Byłam pod wrażeniem :wink:
Slavko1974
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 744
Dołączył(a): 17.12.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Slavko1974 » 19.03.2017 23:41

Wróciły mi wspomnienia podczas czytania tej relacji. Byłem tam w 2009 roku, ale widzę jak się ogromnie zmieniło to państwo przez tyle lat. Za moich czasów turysta był tam panem, a takie toalety jak opisujesz to chyba tam jeszcze nie istniały. Z chęcią poczytam dalej, aż się zastanawiam czy nie wrzucić swojej relacji dla porównania.
Ale wrzucać relację sprzed 8 lat, czy to ma sens?
adamk3
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1282
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) adamk3 » 19.03.2017 23:45

Super się czyta :!: :D
pozdrav.
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 20.03.2017 08:41

Slavko1974 napisał(a):Wróciły mi wspomnienia podczas czytania tej relacji. Byłem tam w 2009 roku, ale widzę jak się ogromnie zmieniło to państwo przez tyle lat. Za moich czasów turysta był tam panem, a takie toalety jak opisujesz to chyba tam jeszcze nie istniały. Z chęcią poczytam dalej, aż się zastanawiam czy nie wrzucić swojej relacji dla porównania.
Ale wrzucać relację sprzed 8 lat, czy to ma sens?

Pewnie, że wrzucać. Jeśli tylko masz ochotę coś napisać.
Zdjęcia sprzed kilku lat fajnie się ogląda :D


adamk3 napisał(a):Super się czyta :!: :D

Dziękuję bardzo :D

Tymczasem odmeldowuję się na kilka dni, bo za kilka godzin lecę do Lizbony.
A tam ośmiorniczki, kawa, porto :D :mrgreen:
No i deszcz, bo prognozy nie są optymistyczne :|
:papa:
Z
Cromaniak
Posty: 2928
Dołączył(a): 29.04.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) Z » 20.03.2017 08:56

Magdalena masz może jakiś namiar na to biuro podróży z lotniska w którym kupowaliście wycieczkę?
Kapitańska Baba
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7345
Dołączył(a): 16.12.2016

Nieprzeczytany postnapisał(a) Kapitańska Baba » 20.03.2017 09:37

UFFF, nadrobiłam :) Doskonała relacja, zostaję z Tobą w Egipcie
Magdalena S.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 832
Dołączył(a): 03.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magdalena S. » 20.03.2017 10:46

Z napisał(a):Magdalena masz może jakiś namiar na to biuro podróży z lotniska w którym kupowaliście wycieczkę?

Zajrzyj na: sun-fun-travel.de

beatabm napisał(a):UFFF, nadrobiłam :) Doskonała relacja, zostaję z Tobą w Egipcie

Cieszę się :D . Zapraszam.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Krótka opowiastka o styczniowym Egipcie. - strona 4
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019