Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Chorwacja debiut z góry na dół samochodem.

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
papryczka79
Odkrywca
Posty: 68
Dołączył(a): 23.06.2013
Chorwacja debiut z góry na dół samochodem.

Nieprzeczytany postnapisał(a) papryczka79 » 10.08.2014 09:04

Ta relacja będzie miała dwa wstępy. Pierwszy będzie teraźniejszy. Podróż nasza zaczęła się 2.09.2013. Skąd taka zwłoka w zamieszczeniu relacji? Napisana została przecież natychmiast po powrocie! Na gorąco. Jednak co wchodziłam na forum w celu zamieszczenia tekstu i dodania zdjęć ściskało mi się serduszko, że to już po. Tyle czasu spędziłam na forum przygotowując wyprawę. A teraz co wchodzę to staram się nie czytać nowych relacji, gdyż najzwyczajniej w świecie i po ludzku cierpię! Myślę sobie na wakacje w oczekiwaniu na następny wyjazd się do tego zabiorę. Ale przez cały dotychczasowy letni czas nie było wiadomo czy jedziemy gdziekolwiek w tym roku i bytność na forum pośród tylu pięknych historii wyrywała mi serducho. No ale od tygodnia jesteśmy w postanowieniu (wraz z mężem), że co by nie było jedziemy na wakacje. Najwyżej po powrocie zęby w ścianę. Rozumiecie, że teraz albo nigdy:)

Wstęp drugi-zaraz po powrocie. Połowa września 2013:

Jest godzina 9 rano. Leżę w wyrku, jeszcze coś tam mi się majaczy pod powiekami. Słyszę jak mąż się krząta, znosi wszystkie graty z auta. Boje się pomyśleć jak teraz wygląda nasz tzw salon. Skrzynki z ubraniami, namiot, śpiwory, koce, skrzynie z garami. Rany! Nie ja nie wychodzę dziś z sypialni. Tam jest apokalipsa! Zamykam oczy i widzę turkus wody i jakieś uliczki, kamieniczki z latarenką. Zaraz, zaraz ja tam byłam jeszcze dobę temu? Ja byłam w Chorwacji. Byłam tam i wróciłam? Juuuuuż?! Niemożliwe!

No ale od początku, bo przecież zaczęłam od końca, czyli od dziś 19.09. Po godzinie 1 w nocy po 17 godzinach podróży wylądowaliśmy w domku. Z okolic Sibenika do Zielonej Góry pokonaliśmy około 1400km. Ejże miało być od początku! Jeszcze nie. Jeszcze chwilka. Siedząc sobie w drugi dzień pobytu wpadłam na pomysł żeby zapisywać wszystko co się dzieje w tablecie. Opisywać każdy dzień w czasie rzeczywistym i tą opowieść zamieścić na forum. Tak trochę na żywo, a nie na żywo. Uzupełniłam więc opis podróży i pierwszej nocy i tak opisałam jeszcze ze dwa dni. A potem tablet się zbuntował i radośnie wrócił do ustawień fabrycznych i wszystko co zapisywałam poleciało w kosmos. Szkoda! Będzie więc relacja tradycyjna, czyli już po. Najfajniej jest móc umieszczać relację stamtąd. Nie dałoby rady. Dostęp do wi-fi był różny.
Może być i tak, że zanim ogarnę zdjęcia i zamieszczę relację dzień 19.09 odejdzie w odmęty przeszłości i zdania te staną się już nieaktualne:) muszę jak najszybciej i jak najwięcej napisać póki trzyma mnie podróżna adrenalina, póki jeszcze nie dotarło do mnie, że to już naprawdę po. Obawiam się, bowiem małej depresji.

No dosyć tych przydługich wstępów start!

A nie jeszcze nie start. Jeszcze tytułem wstępu chce Wam podziękować za wszystkie dobre rady jakie śledząc forum na kilka miesięcy przed podróżą wytargałam. Samo czytanie relacji innych sprawiało mi wielką przyjemność i osładzało oczekiwanie. W końcu nadszedł ten dzień. Nastał ten dzień kiedy wszystko dokonało. Zakupy zrobione, sprzęt namiotowy sprawdzony, gwoździe w torbie... JEDZIEMY!

WP_20130902_003 (Kopiowanie).jpg
Skrzynki polecam!


PONIEDZIAŁEK 2.09

Wstaliśmy o 4.30 rano. Tak żeby spokojnie zjeść śniadanko, wypić kawkę. Słowem na luzaczku. Wszystkie graty już w autku czekały na nas. Cztery skrzynie z ubraniami, ręcznikami i butami. Do tego wielka skrzynia z garami, talerzykami, kubkami, oliwą, słoikami itp., itd. i mała skrzynka na rzeczy podstawowe, czyli wszystko to co na szybko trza mieć pod ręką. Nie wierzyłam, że się zmieścimy. A jednak po złożeniu foteli nasza foczka (Ford Focus) zapełniona po brzegi gotowa była do drogi.

WP_20130902_010 (Kopiowanie).jpg
Rozciągliwe stworzenie ta nasza Foczka:)


Powiem Wam, że wybór daty na początek roku szkolnego był smakowity. Jest w tym jakaś ludzka złośliwość. W Trójce co chwilę była mowa o początku nowego roku szkolnego. Napływają listy rodziców i młodzieży, że oni nie chcą do szkoły.
Redaktorzy wspierają jak tylko się da. A my? A my zaczynamy urlop, my zaczynamy naszą wyprawę. Trochę nam jest szkoda tych wszystkich nieszczęśników bieżących do szkół. Tych dużych (nauczycieli) i tych małych ich uczniów, ale bez przesady. Złośliwie się też uśmiechamy pod noskiem mijając biało granatową brać zbierającą się pod szkołami, które mijamy. Aj aj aj jak mamy fajnie!

(Wtrącnik: łatwiej jest mi pisać w czasie teraźniejszym tą relację. Pozwolicie, że w tym właśnie czasie będzie ona czyniona. Szkoda, że faktycznie powinna być już pisana w czasie przeszłym, bowiem piszę ją w tej oto chwili już z własnej kanapy kilka godzin po powrocie....buuu)

Nie spieszymy się. Nie goni nas żaden termin. Nie mamy ustalonej daty powrotu. Nie musimy starać się dojechać jak najszybciej, bo dni uciekają. Słowem wolność! Jedziemy, jedziemy, jedziemy. Prowadzi nas GPS i Krzysio H. jakże on nas prowadzi! Nie można mu zawierzać. Omija wszystkie główne drogi. Fan polskiej prowincji czy jak? W związku z tym z kraju wyjeżdżaliśmy prawie 5h to chyba rekord. Trasa Zielona Góra-Jakuszyce jest piękna, ale nie wtedy kiedy bardzo chce się już własny kraj opuścić! W końcu Czechy. Śniadanko gdzieś kawałek za granicą państwa.
Zimno i wieje. Brrr! Krążymy po Hararhovie i okolicznych miejscowościach, bo Krzysio ma problemy sam ze sobą chyba i nie może nas wyprowadzić na autostradę. Nic to jest dobrze. Słuchamy czeskiego radia rozczulając się językiem sąsiadów. Vondraczkowa śpiewa. Mówią też coś o Nohavicy. Mrrr. Nie doczekujemy się go więc włączamy sobie płytę. Jest błogo, jest pięknie! Już lecimy na autostradzie. Jedziemy, jedziemy i nagle się sprawna jazda kończy. Remont autostrady. Niby cztery pasy, ale stan nawierzchni nie pozwala na dobrą jazdę. A winieta zapłacona. Za co?

Jaromir nam podróż przez Czechy umila:)

https://www.youtube.com/watch?v=djROSjWqepc

No nic to nie mamy na to wpływu jedziemy dalej. Mijamy Pragę i Bratysławę (najchętniej bym w tych miastach się zatrzymała). Robi się coraz później. Już Węgry. Oczywiście słuchamy radia węgierskiego.

WIADOMOŚCI PO WĘGIERSKU

https://www.youtube.com/watch?v=eqS33BVmkeI&feature=youtu.be

No to jest odlot. Mijamy kolejne zjazdy do miast o nazwach nie do wypowiedzenia (w głowie przewija mi się ciągle skecz Mumio węgierski blues. Chodź Udzio!-kto widział ten rozumie mój stan rozbawienia).

WP_20130902_044 (Kopiowanie).jpg
Tegesszmeges!


Zamierzamy spać w drodze. Kolega męża polecił nam camping nad samym Balatonem w miejscowości Zamardi. Musimy więc zjechać z autostrady. Nadchodzi wczesna pora wieczorowa. Mapa pokazuje jakieś ogromne ilości km do przejechania. Robi się nerwowo i ciemnawo. Musimy dojechać do miejscowości Veszprem stamtąd mapy pokazują jeszcze jakieś 300km! Jakim cudem? Mi opadają ręce. Kontaktujemy się z owym kolegą, który wyjaśnia nam, że od Veszprem do campingu to już tylko kilkanaście kilometrów. Ufff jesteśmy więc już blisko. Jedziemy, jedziemy zmrok zapada. W końcu jest zjazd z Zamardi na Tihany prosto, prosto i jest nasz camping. Mija 13 godzina podróży.

No ale moi drodzy jakie to jest pole! Jest godzina po 20, ciemno i zimno niemożebnie. Na polu nie wiele jaśniej. Kilka namiotów i camperów. Rozbijamy się w blasku świateł z autka. Parcele super. Wydzielone niskimi krzaczkami. I to cały plus tego campingu. Idę siku. I już wiem, że każdorazowe moje siku będzie szybkim siku. Kabin wc dość dużo (dwa pawilony duże. Oddzielnie dla pań i panów. Wygląda nieźle). Nie bardzo brudne, ale wystarczy podnieść głowę by ujrzeć nad sobą (na szczęście wysoko po tą stromy strop) różnej maści pająki. Zasadniczo się ich nie boję aż tak bardzo, ale takich z dużymi dupami i nogami kilometrowymi to już jednak niekoniecznie. No i ich ilość. W życiu nie widziałam takiej ilości i tylu odmian tych stworzeń! Brrr Kładziemy się w naszej namiotowej rezydencji. Nie wierzę, że leże. Cały czas wydaje mi się, że nadal jesteśmy w drodze. Śpię i mam tylko senną nadzieję, że żadna potrzeba fizjologiczna mnie nie zmusi do odwiedzenia mieszkańców budynków sanitarnych.
CDN...
Ostatnio edytowano 15.08.2014 16:25 przez papryczka79, łącznie edytowano 6 razy
robert39
Odkrywca
Posty: 65
Dołączył(a): 12.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) robert39 » 10.08.2014 09:14

Witam

to siadam i czekam na dalszy ciąg :papa:
papryczka79
Odkrywca
Posty: 68
Dołączył(a): 23.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) papryczka79 » 10.08.2014 09:19

O jeju jaka szybka reakcja. Aż się chce zaraz natychmiast zamieszczać ciąg dalszy. Tylko może kolego wiesz jak mam dodawać zdjęcia, ale żeby umieszczały się konkretnie pod tekstem w wyznaczonym miejscu a nie na dole tekstu jako załącznik? To by mi bardzo ulatwiło sprawę. Zaraz zasiadam do reszty!
robert39
Odkrywca
Posty: 65
Dołączył(a): 12.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) robert39 » 10.08.2014 10:35

Niestety nie wiem :oops: ale z miłą chęcią się dowiem,
piekara114
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7781
Dołączył(a): 30.06.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) piekara114 » 10.08.2014 11:24

papryczka79 napisał(a):Tylko może kolego wiesz jak mam dodawać zdjęcia, ale żeby umieszczały się konkretnie pod tekstem w wyznaczonym miejscu a nie na dole tekstu jako załącznik? To by mi bardzo ulatwiło sprawę.


Ja koleżanka, ale z chęcią pomogę :D
Jak piszesz post pod okienkiem jest Dodaj zdjęcie lub załącznik. Potem Przeglądaj, wybierasz zdjęcia z kompa i dajesz załaduj pliki

Teraz wracasz do okna z tekstem postu i klikasz w miejscu, gdzie chcesz umieścić zdjęcie:
Bez tytułu.png

a potem pod oknem postu dajesz wstaw w aktualnym wierszu posta

Jeśli wstawiło Ci w złym miejscu to po prostu wytnij ten napis [attachment= .............. /attachment]i wklej w wybranym przez siebie miejscu. Przed opublikowaniem możesz dać podgląd czy jest tak jak chcesz. Jak ok to wyślij
I tak robisz z każdym kolejnym zdjęciem. Nowo wgrane zdjęcie jest u samej góry listy załączników - ułatwia wklejanie zdjęć, jak masz je z numerami a nie opisami.
Jeśli zgrałaś złe zdjecie, to obok jest usuń i usunie tylko to zdjęcie.
Ja na wszelki piszę w wordzie, jakbym coś usunęła to główny tekst chociaż mam :D
Pozdr. i powodzenia. Możesz teraz poprawić pierwszy post
razpol
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3370
Dołączył(a): 24.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) razpol » 10.08.2014 16:05

Również chętnie poczytam ciąg dalszy relacji.. :)
Eunike1984
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1407
Dołączył(a): 30.06.2014

Nieprzeczytany postnapisał(a) Eunike1984 » 10.08.2014 16:12

Zasiadam i ja :)
papryczka79
Odkrywca
Posty: 68
Dołączył(a): 23.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) papryczka79 » 10.08.2014 16:28

Czas na ciąg dalszy relacji. Dziękuje za wsparcie w kwestii umieszczania zdjęć:)

WTOREK 3.09

Wstajemy trochę po 7 godzinie. I w blasku dnia (nie nie słońca) widać ukryte „piękno” campingu. Z lewa wali śmietnikiem. Przepraszam całą rodziną wielkich śmietników, pełnych wszelakiego wątpliwego dobra. Ło jery. W końcu rzeczywistość każe mi iść do wc. Zakładam kaptur przeciwdeszczowej kurtki (zapomniałam dodać, że w nocy padało), wpadam do kabiny, wykonuje ekspresowy sik (nieopatrzenie wchodząc spojrzałam do góry. I one już wstały. Dziń dobry!) i wybiegam. O prysznicu nie ma mowy. Jest ich dość dużo i może nawet trochę mniej w nich pająków. Widać wyznają zasadę, że częste mycie skraca życie. Jako i ja w tym dniu. Mąż się idzie się umyć. Twardziel! No dobra toaleta poranna dokonana.

Czas na śniadanie. Rozkładamy stolik i krzesełka. Wybór jedzenia jeszcze duży. Wychodzi słońce i dopiero teraz widać jak blisko jest Balaton barwy zielonej.

_MG_8905 (Kopiowanie).JPG


Jest tuż tuż. To ładny widok. Krótko to piękno trwa, bo znów nadchodzą chmurzyska. Jemy śniadanko. To znaczy mąż je. Ja tańczę z kanapką. Bo trzeba Wam wiedzieć, że mam owadzią fobię. Fobia, ze szczególnym uwzględnieniem owadów typu OSA. Nie nie jestem uczulona. Tak już mam i już. A nad Balaton zleciały się chyba wszystkie osy z okolicy. Nie wiem czy one się zmawiają, że ja już jestem i można wleźć mi na kanapkę? Pewnie odpowiedź jest bardziej banalna. Pewnie mieszkają w śmietnikach. A duże i pełne mają rezydencję! Tak więc tańczę i słabo się najadam. W końcu ląduje w namiocie a mąż podaję mi kanapki przez mały otworek w wejściu. W siatce konkretnie. Ten patent będzie jeszcze kilka razy z sukcesem uskuteczniany.

_MG_8839 (Kopiowanie).JPG


Korzystamy z dziury w chmurach i idziemy nad Balaton. Wieję potężne wietrzycho. Trochę urywa nam głowy. Robimy zdjęcia. Szczególnie fotogeniczne okazują się kaczki, które zajadają łapczywie rzucany przez nas chlebek. Jest walka, bowiem i wielkie mewy chcą coś zjeść. Słowem się dzieję! Wieje tak mocno, że mewy fruwają do tyłu i na boki. Wyglądają jak na sznurkach! Poważnie Hitchcok na żywo!.

_MG_8850 (Kopiowanie).JPG


_MG_8894 (Kopiowanie).JPG


Zwijamy domek i wywiewa nas z campingu. Płacimy 14 eurasków za naszą dwójkę i jedziemy dalej. Reasumując campingu nie polecam. Może w pełni sezonu, w pięknie pogody jest lepiej. Nie wiem, nie wnikam:)

Jedziemy, jedziemy robi się coraz cieplej. Jeszcze jedna węgierska zatrzymanka na drugie śniadanko (zjadam w autku. Osy przyleciały za mną. Ten sam system karmienia tyle, że przez lufcik w szybce). Skrzynki zamiast waliz okazują się bardzo przydatne. Szybko i sprawnie znajdujemy lżejsze ciuszki i sandałki. W Chorwacji już cieplutko. Mrrrr. Jak pięknie!

_MG_8969 (Kopiowanie).JPG
Moi drodzy skarpety w dół!


Jedziemy autostradą. Do zjazdu na Split płacimy razem 27 eurasków.

WP_20130903_021 (Kopiowanie).jpg
Pierwsze chorwackie widoczki z parkingu


W okolicy 19/20 godziny dojeżdżamy do pierwszego miejsca docelowego Kastel Stari (to system kilku miasteczek o nazwie Kastel...) Miejscówka między Splitem a Trogirem. Polecany na forum Camping Bilus (http://www.campsplit.com/). Maluchny, kameralny, cudownie pustawy. Jednym spojrzeniem można ogarnąć całość ). Na polu ze dwa jeszcze namioty i z cztery camperki. Recepcja i budynek sanitarny. Podział na część dla pań i część dla panów. Po dwie toalety i po trzy prysznice. Uroczy odlschool, ale czysto (dokładny opis, zdjęcia i filmiki w rozdziale o campingach). Po rozbiciu się, na ostatnich już nogach idziemy przejść się po miasteczku. Maleństwo z portem. Takie już trochę w klimacie, ale „prawdziwe” chorwackie klimaty jeszcze przed nami.

WP_20130903_033 (Kopiowanie).jpg
Nocny Kastel Stary


_MG_9124 (Kopiowanie).JPG
I poszła w uliczki!

_MG_9080 (Kopiowanie).JPG
Z serii pranie:)


W końcu padamy. Podróż nasz trwała dość długo. Do Veszprem (Zamardi) 13h i od Veszprem kolejne z 8h. Razem 20h. W tym najbardziej upierdliwa część w Polsce (ot nowina!). Jechaliśmy ekonomicznie, bo zależało nam na jak najmniejszym spalaniu. Myślę, że sukces.
Śpi mi się pięknie. Mężowi śpi się zaś nieco gorzej. Brzuszek go zaczyna boleć. Kręci się i łazi do toalety. Przez następne dwa dni pobyt męża będzie sponsorować słówko kibelek. Bidulek. Jedliśmy to samo. Mi nic nie jest. Główny podejrzany winogron. A nawet kilka. No nic to.
CDN...

Na świeżo. Już ogarnęłam dodawanie zdjęć. Dziś pomniejsze wszystkie zdjęcia zamiast pojedynczo i w ogóle będzie zacnie:)
Ostatnio edytowano 12.08.2014 22:31 przez papryczka79, łącznie edytowano 1 raz
papryczka79
Odkrywca
Posty: 68
Dołączył(a): 23.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) papryczka79 » 10.08.2014 17:39

Jak pisać to pisać póki chęć jest. Czas na dzień następny. Gdyby nie konieczność umieszczania zdjęć szło by to dużo szybciej wszak tekst już jest. Do roboty!

ŚRODA 4.09

Cały poranek mąż spędza na spacerkach do wc. Dobrze, że ma blisko i że mała męska konkurencja. Byłby klops gdyby tak blokował jak blokował przy większej ilości mieszkańców pola. Męczy się bidulek. Zjada wafle i suchy chleb (nie dla konia). Dobry przywieziony z Polski, razowy na zakwasie. Mamy 3 bochny będzie nam towarzyszył przez czas jakiś. Ciężko się go je. Nie da się go ukroić ale i na to jest sposób. Pierwsze gotowanie, a raczej podgrzewanie na naszym palniczku sztuk jeden. Na pierwszy ogień (dosłownie) idzie kociołek meksykański. Pach pach i podgrzany. Do brei wrzucam pokruszony chleb. Uhm pycha! I jaka ohydna!

WP_20130904_010 (Kopiowanie).jpg
Uhm pycha! a jaka ohyda...


Staram się jeść nieco ukradkiem i udawać, że fu fu fu, żeby ukochanemu przykro nie było z tym waflem tylko na podorędziu. W przerwie złego samopoczucia idziemy wymienić euro na zwiąrzątka chorwackie i trochę się kąpiemy. Woda zimna jak dupa foki (jak mawia mój tato). Plaża miejska tuż za płotem. Nie bardzo piękna, ale mąż już zapowiedział, że on nigdzie żadnej plaży nie będzie szukał! Okeeej:)

WP_20130904_002 (Kopiowanie).jpg
Nasz camping jest dosłownie zaraz za tą małą ulicą. Można się przewiesić przez płotek i spozierać na miejską plażę


_MG_9177 (Kopiowanie).JPG
Rzut oka na plaże z innej perspektywy.


Z przyczyn od nas niezależnych wracamy na pole.

_MG_9257 (Kopiowanie).JPG
Nasz domek:)


WP_20130904_001 (Kopiowanie).jpg
Widok z namiotu


WP_20130904_008 (Kopiowanie).jpg
Pani ma relaks, mąż rozwolnienie...


Cóż mężowska fizjologia wygrywa. Czas mija. Kolejny spacerek. Mąż czuje się lepiej i przypływie litości dla mojej już nieco znudzonej siedzeniem w jednym miejscu osoby oświadcza, że jeśli przez następne 2h będzie się czuł ok to pojedziemy do Trogiru, od którego dzieli nas zaledwie 10km.
Specjalnie obrałam (w założeniu) miejsca wypadowe w takiej odległości od atrakcji, które chcemy zobaczyć żeby nie musieć spędzać pół dnia w aucie, a potem wracać na pole drugie pół dnia. Tym sposobem wszyscy są zadowoleni (chyba, że ktoś ma rozwolnienie). Ja jestem zwolenniczką zwiedzania. A nawet mam motorek w dupie i szkoda mi siedzieć w jednym miejscu. Mąż też lubi zajrzeć tu i tam, ale lubi też pognić na plaży, posiedzieć spokojnie na polu. Nie wiem kto bardziej wypoczywa. Pewnie on:)
Tym sposobem jest gnicie i leżakowanie a wieczorem kiedy już upał maleje jest łażenie. Idealna formuła. Poza tym z zeszłorocznego doświadczenia z Hiszpanią wiemy, że dobrze jest zobaczyć miasto za dnia i w nocy.
Wracamy na pole i do męża co to nie wiadomo jak się poczuje w ciągu dwóch godzin. Ważą się losy Trogiru. Bo jeśli nie dziś to jutro Split a w piątek jedziemy dalej. Oczywiście możemy sobie decydować kiedy i gdzie jedziemy, ale szkoda mi siedzieć u góry kraju. Jeszcze tyle miejsc do zobaczenia.

FILMIK KRÓCIUTKI KEMPING BILUS I CYKADY:)

http://youtu.be/JMJtKOeNVfc?list=UUx-AY82V4R4tqtBZDZPcmgQ

Mąż w okolicy 20 stwierdza, że jego aktywność toaletowa nieco ustała i jedziemy do miasta Trogir. Kilka minut potem jesteśmy w samym centrum. Popełniamy grzech zaniechania szukania darmowego parkingu i zostawiamy foczkę na płatnym. Sowicie płatnym jak się potem okazuje.

Idziemy w uliczki. Nie wiem czy to jakiś zjazd rodaków czy przypadek, ale co druga osoba mówi po polsku. Bardzo dużo turystów. Wycieczki czy jak? Słabo czuje miasto w takich warunkach. Jest piękne na pewno, ale ja go jakoś nie kupuje. Trafiamy na placyk gdzie szykuje się jakiś koncert. Doczekujemy początku i uciekamy, bo pani w ślubnej kiecce (taki miała krój) straszebnie wyje. Mąż się zaczyna nerwowo kręcić. Mówi, że lepiej mu jak chodzi. Widzę jak się kręci między sklepami i deczko już nerwowo rozgląda. Wraca jednak. Fałszywy alarm, ale już widzę, że nie czuje się bidulek pewnie. Jeszcze chwilkę łazimy. Cykam zdjęcia.

_MG_9300 (Kopiowanie).JPG


_MG_9347 (Kopiowanie).JPG


_MG_9304 (Kopiowanie).JPG


Wybaczcie, że zdjęć z Trogiru jest tak mało, ale rozumiecie stan męża mnie stresował:)

To straszne ale rozpoznaje Polaków z daleka. Na kilka strzałów wszystkie trafione. Swój swego wyczuje. Czuje się jak w kraju, z tą różnicą, że jest dużo cieplej i ładniej. Na kategoryczną prośbę męża wracamy do autka. Ile nas nie było? Może dwie godziny. Może nawet mniej. Pan na parkingu kasuje nas za 3h (30kun). Przeliczam to dopiero w drodze. Trudno!
Małżowinka znów czuje się gorzej. W nocy śpi niespokojnie. Pożarł już prawie wszystkie stoperany. Jak jutro nie przejdzie zacznę się już martwić! Póki co idziemy spać:)

CDN.

Szczegółowy opis pola tu:z-namiotem-z-gory-na-dol-i-przez-hvar-t46575.html
(cholera z jakiś przyczyn nie chcę mi się adres wyświetlić jako link). Ale wystarczy przekleić adres.
Ostatnio edytowano 15.08.2014 13:29 przez papryczka79, łącznie edytowano 7 razy
papryczka79
Odkrywca
Posty: 68
Dołączył(a): 23.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) papryczka79 » 10.08.2014 18:24

CZWARTEK 5.09

Wstajemy, jemy leniwe śniadanko.

WP_20130904_005 (Kopiowanie) (Kopiowanie).jpg
leniwe śniadanko:)


W nocy rozbiła się grupa polaków. Studenciaki. Na plaży też spotykamy rodaków. Opowiadają nam swoją podróż przez Austrię i Słowenię. O 3 w nocy zostali zatrzymani przez gliniarzy za szybkość. Do zapłaty 400 euro. No to koniec ich wakacji. W rezultacie zapłacili jakoś 100 euro a mandat oficjalny dostali w kwocie 20 e. Reszta do kieszeni. Czy to byli prawdziwi policjanci. Pewnie i tak. Ale pewności nie ma:)
Plażujemy. W galerii handlowej kupujemy dwa materacyki do pływania (nie wzięliśmy).

WP_20130905_010 (Kopiowanie).jpg
Ratunku już nie mam siły (pompka do materaca większego postanowiła pomóc swym mniejszym siostrom i braciom).


Woda jest zimna zwyczajnie, więc unoszenie się na niej na materacu jest idealnym pomysłem. Mąż swój zabija kilka dni później. Leeeniwy dzionek. Taki jak lubi mój mąż. Czuje się już lepiej. Nawet już coś je, ale jeszcze ostrożnie.
Wieczorem jedziemy do Splitu. To jakieś kilkanaście kilometrów od Kastel Stari. Genialnie!

_MG_9356 (Kopiowanie).JPG
W drodze do...


Parkujemy autko na płatnym, podziemnym parkingu (do 21 za darmo, więc godzina za free). Trochę trzeba iść na stare miasto. Jakieś 15/20 minut. Znowu milion turystów. Koncert na głównym placu. Fajnie, ale uciekamy w uliczki. Tu też niestety małe motorki mogą przemieszczać się pomiędzy kamienicami. Trochę to męczące jest. Trafiamy w polecane w przewodnikach miejsca. Koncert w ruinach. Ja włażę w jakieś boczne. Takie lubię najbardziej.

WP_20130905_020 (Kopiowanie).jpg
Te boczne...


Tu też bardzo dużo polaków. Rozpoznajemy niemalże twarze z wczoraj.

_MG_9395 (Kopiowanie).JPG
Miejsce z przewodników...


_MG_9436 (Kopiowanie).JPG
Wzrusza mnie ten pan z brodą na murku.



WP_20130905_019 (Kopiowanie).jpg
Te znane w dalszym ciągu.


WP_20130905_028 (Kopiowanie).jpg


Split okej, nakręciłam się na niego bardzo i się rozczarowałam. Nie zrobił na mnie wrażenia takiego jakiego się spodziewałam. Mąż znudzony zupełnie. Męczą nas tłumy, klimat jakieś takiej nie wiem biesiady. Zero ducha. To chyba nie dla mnie.W okolicy 23 wracamy do autka. Tu dla odmiany pan nam liczy mniej. Płacimy 19kun i wracamy na pole.
Jutro rano opuszczamy Kastel Stari i ruszamy dalej.
A gdzie? To w następnym odcinku:)
CDN.
Mam takie wrażenie czytając teraz relację, że początek podróży był mało szałowy. Potem zadzieję się więcej i ciekawiej:)
Ostatnio edytowano 10.08.2014 19:33 przez papryczka79, łącznie edytowano 3 razy
kkra
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 785
Dołączył(a): 08.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) kkra » 10.08.2014 18:36

Biedny mąż, ale relacja fajnie pisana, tak lekko. Też mam mrówki w d... więc chętnie poczytam dalej :papa:
papryczka79
Odkrywca
Posty: 68
Dołączył(a): 23.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) papryczka79 » 10.08.2014 19:36

Cieszę się, że dobrze się czyta. Pisanie też sprawiało mi radość:)
Czy ktoś wie w jaki sposób mogę zamieścić filmiki? Mam ich trochę.
razpol
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3370
Dołączył(a): 24.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) razpol » 10.08.2014 19:41

Niech mu noc lekką będzie.. ;)
loverosa
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 739
Dołączył(a): 22.07.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) loverosa » 10.08.2014 22:53

Przyłączam się i czekam na Cd.
Kasia i Krzyś
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1048
Dołączył(a): 15.09.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Kasia i Krzyś » 11.08.2014 07:37

Fajnie piszesz, więc ja też zaznaczę swoją obecność.
Nasza pierwsza podróż do Cro dwa lata temu to też wrzesień - taki wyjazd ma swój urok - mniej ludzi, cieplutka (nagrzana po lecie) woda, dojrzałe owoce prosto z drzewa... :mrgreen:
Ostatnio uskuteczniamy chorwacki urlop w pierwszej połowie lipca, bo tak trudno się doczekać :roll:
Mam jednak nadzieję niedługo podziwiać znów wrześniową Chorwację 8)
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



Chorwacja debiut z góry na dół samochodem.
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018