napisał(a) Justysia » 30.06.2014 20:35
A ja lubię po drodze zatrzymać się na nocleg albo i dwa

Jak ruszamy w drogę to przestajemy się spieszyć i wchodzimy w tryb turystyczny. Dwa lata temu to zabłądziliśmy na dobre. Jak ruszyliśmy z Gdańska to najpierw w Bielsku-Białej pod Szyndzielnią o 2 w nocy postanowiliśmy że śpimy- nie pytajcie jakim cudem dojechaliśmy właśnie tam bo nie pamiętam. Śpać nam się zachciało, był kierunkowskaz że Bielsko-Biała to se myślę tam jest cywilizacja, jedziemy. Fajny hotel, dobre śniadanie, grzebaliśmy się do 11:00. Potem stwierdziliśmy, że gdzieś trzeba zatankować i tak trafiliśmy na stację koło Żywca, też było miło i postanowiliśmy że przez Słowację też można pojechać bo przecież ludzie piszą że jadą to znaczy że da się. A tu na drodze Orawa i zamczysko. To co? Obiadek i kawa i połazimy wkoło zamku. No i pojechaliśmy dalej w kierunku Węgier ale po drodze nie uwierzycie nad drogą przeleciał najprawdziwszy Gripen - taki paskudny samolot, masa huku ale wrażenie niesamowite szyber dach urywa. No co to było? Pokazy lotnicze - ludzie stoją na polu kukurydzy i patrzą a na dodatek pan policjant uprzejmie wskazał miejsce do parkowania to się żeśmy zatrzymali. Popatrzylimy i pojechalimy dalej w kierunku Budapesztu. Noc się zbliżała nieubłaganie zaczęliśmy szukać noclegu znaczy się najpierw mc donalda żeby był dostęp do netu a potem booking a potem jakiś hotel co nie zedrze skóry i jeszcze śniadanie dadzą. W związku z tym że gupi ma zawsze szczęście znaleźliśmy hotel nawet przyzwoity. Zwaliliśmy zwłoki pod prysznic i postanowiliśmy spać ale kto by spał jak już jesteśmy w Budapeszcie? Po śmierci się wyśpimy. Pojechaliśmy mostem łańcuchowym na drugą stronę oblecieliśmy co nie co, zjedliśmy też co nieco i wróciliśmy o 1:00 do hotelu. Rano zarzekaliśmy się że teraz już prosto nad Jadran ale gdzie tam zachciało nam się Plitvic tu się okazało że jakieś oblężenie panuje i nie ma noclegów tam gdzie nam się chce spać. Obrażeni na Plitvice odkryliśmy przepiękne Rastoke i tu łażenie, spanie i rano w drogę. Ale jak tu jechać do HR i nie zatrzymać się w Senj??? Tradycji musiało stać się zadość i były lignije z żaru a rano hotel Art po raz kolejny powitał nas śniadaniem ze zbożową kawą a potem prosto kierunek Borak i tam już zalegliśmy na dobre
Ze swojej strony polecam się nie spieszyć bo czasami warto!