Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Rumuńskie wyrypy

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 11.08.2011 13:49

Interseal napisał(a):... nooo a po lewej? Ten w cieniu? :) Też coś znanego, czy tylko tak wygląda? :)

Vf. Lespezi. Też honorny szczyt.
Negoiu słynie nie tyle z wierzchołka, który jest wypłaszczony, co z ostrych szczerbin wokół niego. Żlebami, spadającymi z tych szczerbin, poprowadzono ubezpieczone szlaki - Strunga Dracului oraz Strunga Ciobanului (Przesmyk Diabła oraz Przesmyk Pasterza).

Pozdrawiam,
Wojtek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 08.09.2011 01:08

Mariusz, jeżeli tu zaglądniesz (a przypuszczam, że tak się stanie)...

1. W zasadzie, kiedy autor kończy temat i ja już podziękowałem za relację, a także przeczytałem odzew na mój wpis, to później już nie śledzę pilnie wątku, gdyż zakładam, iż pojawiają się kolejne podziękowania i ich pokwitowania. W zasadzie. Bo robię czasem wyjątki. ;)

2. Moldoveanu rozpoznaję wyłącznie z grzbietu Fagaraszu. Nie wiem, jak może wyglądać od strony szosy, gdyż nie przejeżdżałem nawet tamtędy w ciągu dnia i przy dobrej widoczności.

3. Zakładam, że zdjęcia w Twoim wątku robione były od północnej strony. Ale nie wiem, które z którego miejsca; na niektórych zdjęciach grzbiet ginie w chmurach, co też nie ułatwia sprawy.

Reasumując - nie jestem Ci w stanie odpowiedzieć, czy na którymś zdjęciu widać Moldoveanu. Przykro mi.
Zamieszczam foto z GoogleEarth, gdzie w środku (a dokładniej odrobinę na lewo od środka) znajduje się Moldoveanu - widok od północy. Może Ci to cokolwiek powie. Ja nie znalazłem wystarczającego podobieństwa.

Obrazek

Natomiast w tej kwestii:

Interseal napisał(a):Ja natomiast spokojnie, choć stanowczo czekam na zdjęcia z siedmiogrodzkich wiosek i miasteczek :)

mam już lepsze wieści. Chociaż nie będzie to czysty Siedmiogród, lecz z odrobiną Wołoszy. Już wkrótce.

Pozdrawiam,
Wojtek
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 08.09.2011 21:37

Dzięki Wojtek!

Odpowiedź w tym miejscu na moje pytanie zadane całkiem gdzie indziej, to spora niespodzianka - przyznaję.

W zasadzie chciałem Cię o Moldoveanu zagadnąć tutaj, zmieniłem jednak zdanie, gdyż to zwykła "zachcianka" była i nie chciałem tematu Ci zaśmiecać.

Wizualizacja bardzo obrazowa. Poszukam, poszperam, pooglądam zdjęcia współtowarzyszy...

Z odrobiną Wołoszy...? Hmmm... czemu nie!? :wink:

Pozdrawiam.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 09.09.2011 10:00

Interseal napisał(a):Odpowiedź w tym miejscu na moje pytanie zadane całkiem gdzie indziej, to spora niespodzianka - przyznaję.

To tak jak w mieszkaniu. Pytasz o coś w jednym pokoju, a z drugiego dobiega odpowiedź. ;)
Globalna wioska...

Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Zastanawiałem się, czy odpowiedzieć Ci u Ciebie, czy u siebie.
Przeważyło to, że u Ciebie w tytule Grecja, a u mnie Rumunia i wcześniej już pytałeś o Moldoveanu, którego zdjęcie w efekcie zamieścilem (wyprzedzająco, bo relacji jeszcze nie ma).

Interseal napisał(a):W zasadzie chciałem Cię o Moldoveanu zagadnąć tutaj, zmieniłem jednak zdanie, gdyż to zwykła "zachcianka" była i nie chciałem tematu Ci zaśmiecać.

Noo... zagadnąłeś przecież. 8)
A pytanie o najwyższy szczyt Rumunii w tym wątku w żadnym wypadku nie może być traktowane jako zaśmiecanie.

Interseal napisał(a):Wizualizacja bardzo obrazowa. Poszukam, poszperam, pooglądam zdjęcia współtowarzyszy...

Szukałem jakichś ew. zdjęć po necie - wierz mi, zabrało to trochę czasu - ale do żadnych konkretnych wniosków mnie nie doprowadziło. Zatem zlokalizowałem go na GoogleEarth i zamieściłem toto.
Też tutaj, jako że wydaje mi się to właściwym miejscem dla Moldoveanu. :P

Pozxrawiam,
Wojtek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 11.09.2011 18:47

Prolog nowego wyjazdu

Ten wyjazd w historii wypadów do Rumunii jest raczej nietypowy. Owszem, zdarzało się, iż pomiędzy górskie trasy wplecione zostało zwiedzanie niżej leżących atrakcji turystycznych, mniej lub bardziej popularnych - przykładem niech będą monastyry Bukowiny, czy zaklęte w drewnie piękno Maramureszu - ale tym razem z założenia góry mają stanowić zaledwie tło naszej wyprawy. Po sukcesie zeszłorocznym, jakim okazał się błyskawiczny przegląd najciekawszych atrakcji Bośni i Hercegowiny, dokonany podczas listopadowego, przedłużonego weekendu, decydujemy się tylko o dwa dni dłuższy od zwykłego, majowy weekend przeznaczyć na objazd kilku ciekawszych miejsc w Rumunii. Początkowe, bardzo obiecujące prognozy pogody, zaczęły się niestety zmieniać i tuż przed wyjazdem wiedzieliśmy już, że deszcz nas nie ominie. Otwarte pozostaje jedynie pytanie, w który dzień nas dopadnie. Cóż, trudno - na to już nie mamy wpływu. Decyzja zapadła - wyjeżdżamy w piątek tuż po południu.

Co mamy zamiar zobaczyć? Jak zwykle, planów jest tyle, że tylko ich część będziemy w stanie zrealizować - upływający czas skoryguje je na bieżąco - kierujemy się jednak do Siedmiogrodu, wiedząc, że zahaczymy odrobinę o Wołoszczyznę. Opuszczamy Tychy około godziny pierwszej po południu, tracimy ze dwadzieścia minut w korku pod Pszczyną, potem Bielsko, Cieszyn i następny korek dopiero pod Trzyńcem w Czechach. Z pewną obawą myślę o przełomie Wagu za Żyliną - tam straciliśmy mnóstwo czasu, jadąc do Bośni i Hercegowiny - tym razem jednak przejeżdżamy z Żyliny do Martina bez przeszkód. Wyjątkowo nie kieruję się na Żiar nad Hronom, tylko między Wielką Fatrą a Górami Kremnickimi na Bańską Bystrzycę. Próbuję ominąć odcinek autostrady z Bystrzycy do Zvolenia - być może niepotrzebnie - a potem już standardowo na północ od Rimavskej Soboty do granicy węgierskiej. Dalej Miszkolc, Debreczyn i na granicy rumuńskiej - wyjątkowo - kupuję winietkę na tamtejsze drogi. Robię to po raz pierwszy, spodziewam się więc naklejki na szybę, a tymczasem zostaję zarejestrowany w systemie komputerowym, otrzymując tylko zaświadczenie, że za kwotę 12,30 lei będę się legalnie przez tydzień poruszał po rumuńskich szosach. Tak naprawdę, nie przez tydzień, tylko krócej, ale to już moja strata. Mam zamiar wymienić również euro na leje, wstrzymuje mnie jednak dziwnie kiepski kurs. Jak zwykle, mam lokalną walutę z poprzedniego wyjazdu, rezygnuję więc z wymiany na granicy, mając nadzieję na lepszy kurs w jakimś kantorze w mieście.

Granicę przekraczamy już po ciemku. Nie lubię przemieszczać się po zapadnięciu zmroku po rumuńskich drogach - już mnie różne niespodzianki spotkały - ale nie mam wyboru. Mamy zamiar wykorzystać wyjazd w pełni, musimy się więc podsunąć dziś jak najdalej. Tak więc kierunek Oradea, z niej na południowy-wschód, na Devę, do której jednak już nie damy rady dojechać tego dnia. Jedzie się dosyć dobrze, nie załapuję się nawet na jedyny policyjny patrol po drodze, gdyż akurat się wlokę za ciężarówką i wreszcie wdrapujemy się serpentynami na najwyższy punkt trasy dojazdowej - przełęcz Cristior między Kriszaną a Banatem. Marzyłoby się dotrzeć do samej Transylwanii, ale właśnie minęła północ i trzeba jednak pójść w kimono. Zjeżdżając z przełęczy wyszukujemy możliwości noclegu w pobliżu drogi, co w światłach reflektorów nie jest takie oczywiste. Widzę jednak jakąś polną drogę odchodzącą w lewo, więc w nią skręcam. Ona jednak prowadzi do pobliskich zabudowań, więc zawracam i w trakcie tego manewru dostrzegamy ciekawe miejsce po drugiej stronie polany, wzdłuż której wiedzie ta droga. Zatem - powrót do szosy i skręt na trawiastą dróżkę. Kilkadziesiąt metrów dalej stop - mamy świetne miejsce na tę noc. Szybkie pościelenie samochodu i kończymy ten dzień.

Obrazek

Budzik nas wyrywa ze snu o godzinie siódmej czasu polskiego. W Rumunii jest już ósma - najwyższa pora, by ruszyć w trasę. Mijamy zaledwie kilka mniejszych miejscowości i za Halmagiu wjeżdżamy do Siedmiogrodu. Mała dygresja w kwestii nazwy tego regionu. Siedmiogród? Transylwania? Może jeszcze jakoś inaczej?

Siedmiogród jest tłumaczeniem z niemieckiego Siebenbürgen i pochodzi od sprowadzonych kolonistów głównie z Flandrii oraz Nadrenii, chociaż w tradycji przetrwali pod wspólnym mianem Sasów. Transylwania oznacza kraj za lasem i jako taki często jest w użyciu w języku rumuńskim. Zwykle jednak Rumuni mówiąc o tym rejonie, stosują nazwę Ardeal, czyli bardziej kraj za wzgórzami, co po węgiersku brzmi Erdely. A jakież to siedem grodów przyczyniło się do powstania nazwy, zwykle używanej przez Polaków? Zamiast o grodach, powinniśmy raczej myśleć o okręgach administracyjnych. Pięć z nich na przestrzeni dziejów utraciło swoje dawne znaczenie, są to: Orastie, Miercurea Sibiului, Nocrich, Cincu oraz Rupea. Jedynie dwa pozostałe również i dziś są większymi i bardziej znanymi miastami: Sighisoara oraz Sebes.

Tymczasem dojeżdżamy do Devy, która już zawsze będzie mi się kojarzyła z moją wyprawą sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy to zostaliśmy porwani. Gdy wychodzący wieczorem z kina Rumuni dowiedzieli się, że trójka Polaków szuka noclegu, stoczyli formalną bójkę o to, kto nas ugości, a zwycięzca imieniem Romike z pomocą taksówkarza bez ceregieli wepchnął nas do wozu i wywiózł z rozgorączkowanego tłumu. Ech, Romike, gdzie dziś jesteś?..

Przejeżdżamy poniżej ruin zamku, od lat będącego w remoncie i tuż za miastem skręcamy w prawo. Rozglądamy się za dogodnym miejscem na śniadanie, ale po obu stronach szosy zdecydowanie odstręczający krajobraz. Wysypiska, rozharatane place, wkrótce pozostałości po potężnej hucie żelaza i już wjeżdżamy do miasta. Hunedoara. To będzie nasz pierwszy punkt programu. Ale... po śniadaniu. Nadal nie widać jednak przyzwoitego miejsca i w efekcie podjeżdżamy pod sam zamek. To może wyjedziemy ponad zamek? Może tam coś znajdziemy? I rzeczywiście - dziurawa, niegdyś asfaltowa szosa wyprowadza pomiędzy odrapanymi budynkami na otwarte tereny. Tu przechodzi w polną drogę i od razu zyskuje na jakości, a my wjeżdżamy na zieloną łąkę i rozstawiamy stolik. Pokrzepieni, wracamy ostatnich trzysta metrów, a przed nami wyrasta bryła średniowiecznego zamczyska.

Obrazek

Obrazek
Ostatnio edytowano 16.04.2012 22:27 przez Franz, łącznie edytowano 1 raz
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 16.09.2011 20:04

Witam.

Chciałem zapytać autora wątku co znaczy, że "eksperyment nie wypalił"? :lol:

Ja w każdym razie spokojnie czekam.

Pozdrowienia.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 18.09.2011 23:46

W jednym pokoju coś powiesz, a z drugiego słyszysz odzew. :lol:

Interseal napisał(a):Chciałem zapytać autora wątku co znaczy, że "eksperyment nie wypalił"? :lol:

Tylko tyle, że bardzo spadło zainteresowanie tym wątkiem w momencie, gdy zacząłem opisywać wyjazd zupełnie odbiegający od wszystkich poprzednich, bo całkowicie nie-górski.

Tym razem miałem bardzo ułatwione porównanie, gdyż równolegle pojawił się analogiczny temat. Jeśli liczba odwiedzin u mnie stanowi około jednego procenta odwiedzin w równoległym wątku - to chyba wystarczy jako uzasadnienie wzmiankowanego stwierdzenia.
Jeśli ponadto absolutnie nikt nie odczuł potrzeby zaznaczenia swej obecności - to brak jakiegokolwiek bodźca, by ciągnąć wątek, który nikogo nie interesuje.

Interseal napisał(a):Ja w każdym razie spokojnie czekam.

Zgodnie z przytaczanym już kiedyś sformułowaniem - jeśli jest chociaż jedna osoba zainteresowana... - ciąg dalszy nastąpi.

Nie wiem tylko, czy zdążę przed wypadem w górki. Jesli uda mi się tyle czasu wygospodarować, to coś postaram się napisać.

Pozdrawiam,
Wojtek
Dorota_NS
Croentuzjasta
Posty: 135
Dołączył(a): 20.10.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) Dorota_NS » 19.09.2011 06:55

Franz napisał(a):Jeśli ponadto absolutnie nikt nie odczuł potrzeby zaznaczenia swej obecności ...


:oops:
Ja z reguły nie czuję takiej potrzeby, jeśli nie mam nic konkretnego do powiedzenia. To kwestia charakteru.

Franz napisał(a): ... to brak jakiegokolwiek bodźca, by ciągnąć wątek, który nikogo nie interesuje.


Błędny wniosek. To nie dowód, że nie interesuje, tylko brak dowodu, że interesuje. A potwierdzenie masz w mojej osobie.

Postaram się pisać przynajmniej: "No i co dalej?"

Pozdrawiam

PS. Transylwania mnie interesuje mocno.
kaszubskiexpress
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13646
Dołączył(a): 12.04.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) kaszubskiexpress » 19.09.2011 07:34

Ja czytam i oglądam każdą Twoja relację i podobnie jak koleżanka wyżej nie podpisuje co kilka dni listy obecności.

:P :P :P

Pozdrawiam.
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 43503
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 19.09.2011 07:35

Wojtek - nie rób scen :wink:
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 19.09.2011 10:06

Dorotko, Kaszubskiexpressie, Jacku - dziękuję za obecność.

Nie chodzi mi o podpisywanie listy obecności po każdym nowym odcinku wspomnień. Regularnie zdarza mi się dokładać kolejne fragmenty relacji pomimo zerowego odzewu na poprzedni - również dziś dorzucę kontynuację w temacie, w którym panuje cisza. Jak więc widać - to nie wystarcza, by mnie zniechęcić.
Jeśli jednak przez pięć dni od ukazania się pierwszego wpisu zupełnie nowego etapu, zaglądnęło kilka osób i absolutnie nikt nie zostawił śladu, to mogę śmiało przyjąć, że były to przypadkowe wejścia np. przez google. Sam tak trafiłem na to forum, więc wiem, o czym mówię.
Te kilka wejść w porównaniu z ponad tysiącem w równoległym wątku stanowi wystarczające i piorunujące porównanie, a wniosek jest oczywisty.

W tej sytuacji zdecydowanie wolę poświęcić czas na aktualizację tematów, w których widać zainteresowanie. Myślę, że to racjonalne podejście.
Skoro i tutaj pojawiło się jakieś zainteresowanie, to - zgodnie z tą samą logiką - pociągnę i ten wątek.

Mam nadzieję, że moje wyjaśnienie jest wystarczjaące i zamyka tę kwestię. 8)

Pozdrawiam,
Wojtek
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 19.09.2011 17:37

Franz napisał(a):Mam nadzieję, że moje wyjaśnienie jest wystarczjaące i zamyka tę kwestię. 8)


Zamyka.
Dodam tylko, że prolog typu "zajawkowego" w Twoim starym stylu przyciągnąłby więcej osób i wywołał pewny odzew. :wink:

Pozdrawiam.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 19.09.2011 19:50

Interseal napisał(a):Dodam tylko, że prolog typu "zajawkowego" w Twoim starym stylu przyciągnąłby więcej osób i wywołał pewny odzew. :wink:

Gdybym zakładał nowy temat, to taka zajawka na pewno by powstała. :)
Przyjąłem jednak, że jeden rumuński temat mojego autorstwa musi wystarczyć, dlatego dopiąłem ten wyjazd do Wyryp.

A teraz powinienem się pakować. Ale skoro

Interseal napisał(a):Ja w każdym razie spokojnie czekam.

to siedzę i usiłuję na szybko coś przygotować. 8)

Pozdrawiam,
Wojtek
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 19.09.2011 20:52

Franz napisał(a):to siedzę i usiłuję na szybko coś przygotować. 8)


Dzięki Wojtek. Przeczytam dopiero jutro. Czas iść spać, jutro trzeba się z robotą zmierzyć.

Szerokich alpejskich (czarnych jeszcze) dróg!

Pozdrawiam.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 20.09.2011 00:01

Skręcam pod murami w prawo. Jest miejsce na małym parkingu, więc tu zostawimy wóz. Teraz króciutki spacer wzdłuż muru, na którego końcu widać niewielką basztę, zaś nad całością strzelają wysoko w niebo dwie ostro zakończone czapy - jedna stożkowa nad okrągłą basztą po lewej, podczas gdy druga nakrywa wieżę o przekroju prostokątnym, bądź nawet kwadratowym. Dochodzimy do niskiej strażnicy, strzegącej wejścia na teren podzamcza. Nieco stromy, brukowany podjazd w górę doprowadza nas do jeszcze jednego parkingu, na którym stoi kilka samochodów. No cóż, dla nas ten parking będzie już tylko świetnym punktem widokowym na sam zamek, który wznosi się po drugiej stronie potoku Zlasti [zlaszti]. Nad potokiem przerzucony wysoko jest drewniany most, oparty na kilku kamiennych filarach, zaś w głębokim korycie, tworzącym naturalną fosę, dają się dostrzec ruiny dawnego młyna.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wkraczamy na most, prowadzący do nowej bramy. Wspaniale się stąd prezentuje potężna, a jakże przy tym urozmaicona, bryła zamku. Po prawej, daleko wysunięta sterczy baszta Neboisa. Tłumaczyć chyba nie trzeba - w tym przypadku użyto słowiańskiej nazwy. W bramie kasa - bilety po 10lei, pozwolenie na fotografowanie kosztuje 5lei. Stwierdzamy, że zadowolimy się jednym pozwoleniem na naszą dwuosobową wycieczkę i wchodzimy na dziedziniec.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???


  • Podobne tematy
    Ostatni post

Rumuńskie wyrypy - strona 43
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017