5 listopada 2024, wtorek c.d.Przejeżdżamy przez białe miasteczko Agaete, które płynnie przechodzi w wioskę Puerto de las Nieves, nazwa bardzo podobna do „najwyższego” szczytu GC. Chcemy kuknąć do portu, zobaczyć najwyższe klify przybrzeżne na świecie (1027 m n.p.m.) i pozostałości po słynnej skale
Dedo de Dios (Palec Boży). Skała została zniszczona w 2005 roku w czasie burzy Tropical Storm Delta, a
tu możecie zobaczyć jak skała wyglądała. Niestety nie ma gdzie zaparkować, totalnie nie ma gdzie, każde miejsce szczelnie zajęte, także przy zakazach. W takiej sytuacji rezygnujemy. Chciałam zajrzeć tu jeszcze do malutkiego kościółka, ale google pokazuje, że jest zamknięty, podobnie jak przybrzeżne knajpki. No cóż…trudno…
Wracamy do ronda i zjeżdżamy z niego
w niepozorny zjazd, ledwie widoczny
(kierowca go totalnie nie widział, ja tak i to dlatego, że pilnowałam bardzo dokłądnie navi, a nie drogi), który zaraz po zjeździe staje się szutrówką… Z każdym przejechanym metrem droga jest coraz bardziej dziurawa, okolica średnio wygląda, jedziemy ku oceanowi…. Parkujemy na poboczu, dalej naszym Lazurkiem nie pojedziemy, nie będziemy ryzykować, dziury w drodze są coraz głębsze…. Ostatnie 200 metrów przechodzimy pieszo…
I jesteśmy przy Agaete Piscina Natural. Są to naturalne przybrzeżne baseny skalne (sztuk 3), dodatkowo lekko zabezpieczone, z miarę bezpiecznym wejściem do wody
(schody, poręcze, ale jest ślisko), a tym samym pozwalają na bezpieczną kąpiel także przy falach i wietrze
(oczywiście nie jakimś mega silnym wietrze). Podobno te baseny powstały w miejscu dawnych salin…
Kąpiel w Piscina Natural jest na mojej liście
must see, must do, ale nie mam teraz ze sobą stroju kąpielowego
(bez butów jakoś by się obyło nawet, choć mam je w aucie). Warunki do kąpieli są: słońce świeci, choć temperatura już spada i czuć to, w basenach spokój, a za murkiem fale… Ale jakoś nie mam nastroju na powrót do auta i przebieranie się i potem ponowne suszenie, mycie, przebieranie… No i jestem głodna, a rzadko się zdarza, że głód powoduje zmiany moich planów, a tu jednak….
Skoro jednak kąpieli nie będzie to choć nogi zanurzę…. Woda przyjemna… atrakcja tak na 30% zaliczona
Mimo głodu chwilę pochodziliśmy i pooglądaliśmy baseny i spektakl fal…. Choć te super duże nie były….
Tak baseny wyglądają z góry:
Idę na koniec basenów…..
W tej kipieli wypatrują kraby… dają radę…
…a w basenikach spokój
Miejsce jest świetne, gdybyśmy mieli tu bliżej
(a mamy prawie godzinę jazdy) wybralibyśmy się tu jeszcze raz…
Wracamy do auta, trzeba coś zjeść…
Informacyjnie: przy plaży jest bezpłatne wc, przebieralnie i mały bar - fast food, nie ma prysznica…