Bardzo powoli (ale jednak!) odzyskuję węch

Jest powód, żeby napisać kolejny odcinek
29 lipca (środa): Trochę widoków, nieudana kolacja w Dolu i bardzo udana w PostirzeOpuszczamy Farską i pniemy się w górę "nową drogą", która, sama w sobie, jest piękna:
a widoki z niej wręcz powalają:
Długo mogłabym tak stać...
Moją uwagę przykuwa
wypasiony jacht:
Bardzo ładny

:
Maździak rwie się do jazdy

:
więc jedziemy dalej. Gdzieś w okolicy odbicia na Pustinję Blaca przed maską przebiegają nam (dość mocno wygolone

) koleżanki:
Dobrze, że szybkie były, a Małż ma refleks

Wracamy na kwaterę, a tam, tradycyjnie - prysznic i "małe pindrzonko"

Mamy w planach romantyczną kolację w Dolu

Podjeżdżamy na parking przed Kaštilem Gospodnetić:
To, że nie ma miejsc do zaparkowania, budzi obawy, że nie będzie również wolnych stolików. Niestety, sympatyczna pani kelnerka z rezygnacją kiwa głową i proponuje rezerwację za 3 dni, do tego czasu mają pełne obłożenie

Kto to wie, co będziemy robić za trzy dni

W kwestii jedzenia lubimy działać bardziej spontanicznie

Ubolewam, że się nie udało, bo bardzo chciałam zjeść kolację z takim widokiem:
Przypominam sobie o konobie Gušti Škoja w Dolu. Tym razem też nie mamy szczęścia - wygląda na to, że, mimo szeroko otwartej bramy, lokal nie działa w tym sezonie:
Pusto, głucho i jeszcze kot nas przepędza

:
Ostatnia próba w Dolu - konoba Toni:
Tutaj, podobnie jak Kaštilu, jest pełno; poza malutkim stolikiem przy samych toaletach

Odpuszczamy i jedziemy do pobliskiej Postiry. Przypominam sobie o restauracji Dvor, która spodobała się nam kilka dni wcześniej, w czasie porannego spaceru po Postirze. Wtedy zainteresowała nas oferta lunchowa na
potykaczu. Zobaczymy, co mają w stałym menu. Średnia ocen na Google Maps (4,8) jest obiecująca, więc może warto dać temu lokalowi szansę...
Najpierw jednak uskuteczniamy krótki spacer w promieniach zachodzącego słońca:
Już jest romantycznie

W restauracji Dvor sytuacja wygląda tak, że zajęte są trzy stoliki i krząta się przy nich miła pani kelnerka, bardzo podobna do aktorki, która grała Lady Marian w najlepszej, moim zdaniem, ekranizacji przygód Robin Hooda, czyli do Mary Elizabeth Mastrantonio:
https://www.filmweb.pl/person/Mary+Eliz ... tonio-7823Jest też sympatyczny pies o imieniu Bobby, który robi

za maskotkę konoby. Do tego przyzwoite ceny. Za taką porcję orady z frytkami i grillowanymi warzywami:
płacimy 105 kun, co jak na rybne danie, jest akceptowalną kwotą, zwłaszcza, że wszystko bardzo nam smakuje. Moja mina mówi wiele, choć jeszcze nie zaczęłam jeść

:
Siedzimy w przyjemnym otoczeniu (chociaż ja akurat pod murem

), ale niestety nie zrobiłam zdjęcia ogródkowi. Jedyne, do czego się mogę przyczepić w tej konobie, to trochę denerwująca "muzyka relaksacyjna", która po jakimś czasie, zamiast relaksować, zaczyna irytować

Zdecydowanie wolałabym, gdyby z głośników sączyły się dźwięki dalmatyńskiej klapy, ale tak naprawdę to drobny szczegół.
Na koniec kolacji dostajemy poczęstunek od firmy, czyli po kieliszku smacznej wiśniowej nalewki
W doskonałych nastrojach idziemy na spacer po nocnej Postirze:
Uroczy Koleżka (lub Koleżanka) ładnie mi zapozował

:
W apartmanie, na balkonie, chwila na przejrzenie kilku wątków na cro.pli

Dostaję głupawki i znowu zakładam koronę

:
W mojej obecnej sytuacji zdrowotnej to trochę czarny humor

, ale co mi pozostało...

Tej nocy odwiedza nas też sympatyczny lokator, o którego istnieniu wcześniej nie wiedzieliśmy

:
I tak kończy się kolejny, bardzo udany, dzień wakacji
