Po kąpieli na statku trochę wieje
W końcu jesteśmy teraz na otwartym morzu.
Dopływamy do miejsca, w którym turyści układają kamienne kopczyki:
Ma to zapewnić powrót albo spełnić marzenia, albo coś jeszcze innego. Interpretacja dowolna
Z lądu można tu dotrzeć ścieżką od słonego jeziora Mir. My tak tydzień temu nie poszliśmy, ale teraz oglądamy sobie to miejsce z drugiej strony. Chętnych do skoków ze skał nie brakuje:
Po chwili aparaty fotograficzne i/lub telefony wszystkich na statku idą w ruch - zbliżamy się do klifów
Dzięki temu, że nasza Lavsa jest mała, możemy podpłynąć bliżej niż inne statki
Kapitan Sebastian też załapał się na zdjęcie
Robimy nawrotkę i teraz podziwiamy klify z pewnego oddalenia:
Przed nami wyspa Vela Sestrica z latarnią morską:
Leży ona praktycznie na granicy między Parkiem Przyrody Telašćica a Parkiem Narodowym Kornati. Po chwili oficjalnie wpływamy na Kornaty:
Kolejny przystanek już niedaleko:
Dopływamy do zatoczki, której nazwy niestety nie udało mi się znaleźć nawet na dokładnych mapach PN.
W każdym razie jesteśmy na wyspie Kornat (zwanej przez miejscowych Kurnat
Zatoczka, do której dopłynęliśmy, też jest trochę zabudowana, ale jesteśmy tu głównie po to, żeby jeść
Bezpośrednio przy pomoście nie ma już dla nas miejsca, więc cumujemy obok innego statku, a żeby zejść na ląd, musimy przejść przez jego pokład. Kolor wody cudny! Aż chce się wskoczyć od razu
Najpierw jednak będzie obiad. Kapitan prowadzi nas na podwórko jednego z domów, a właściwie w sam środek maslinowego gaju. Otoczenie jest bardzo urokliwe. Mam zdjęcie pustego stołu, już po skończonej biesiadzie, bo wyszliśmy ostatni
Na stół wjeżdża rybka (każdy dostaje dwie sztuki) i coś, bez czego nie może się odbyć żaden fishpicnic, czyli biała kapusta
Ryba nie wygląda może jakoś wyjątkowo apetycznie, ale jej smak po prostu powala! Jest to zdecydowanie najlepszy posiłek na tych wakacjach (deklasuje nawet srdele zjedzone w Žmanie) i jestem przekonana, że nie chodzi tu tylko o okoliczności, w jakich przyszło nam jeść.
Zwykle na fishpicnickach dostaje się skušę (makrelę) i ona zawsze smakuje wyjątkowo, bo jest świeżo złowiona i dobrze zgrillowana. Tutaj serwują nam bijelą ribę, czyli tę najwyższej kategorii, ale nie jest to orada ani lubin, do których jesteśmy przyzwyczajeni.
Pytamy panią, która przynosi te specjały, co też właściwie jemy i okazuje się, że rybka nazywa się bugva
Teraz już wiemy, że idealnie wybraliśmy łajbę na fishpicnic, a raczej jej kapitana
Jedyne do czego się mogę przyczepić, jeśli chodzi o obiad, to fakt, że w białej kapuście (podanej z zielonym ogórkiem
W każdym razie ryba najlepsza z najlepszych!
Zdjęcie z telefonu, na którym jestem ponoć niepodobna do siebie
pokazuje trochę więcej otoczenia, w którym jedliśmy.
Jeszcze w ramach informacji praktycznych dodam, że jedzenie jest w cenie wycieczki, ale za napoje (do wyboru również woda, cola, sprite i inne takie) trzeba zapłacić, przy czym cena karafki (półlitrowej) białego wina nie jest wysoka, o ile się nie mylę - 30 kun.
Po pysznym obiadku wskakujemy do Jadranu, który kusi swoim lazurowym kolorem
A potem już musimy wracać na statek:
Na koniec - mapka pokazująca, ile przepłynęliśmy w tym odcinku
Teraz popłyniemy w głąb archipelagu Kornati

.png)
.png)
.png)
.png)
