Piątek 21.06.2013Tym razem idziemy razem na ryby chociaż gospodarz mówił, że kobieta nie powinna brać w tym udziału… dotychczas nic nie łowię więc wiele mi to nie zmieni jakby co…
Godzina 5 rano, ptaki cudnie śpiewają. Miło tak zacząć dzień. Łapię jedną małą rybkę, którą z trudem odczepiam i puszczam wolno. Po śniadaniu wentyl w górę i leżenie na plaży, czyli rutyna…
Pogoda daje delikatne sygnały o nadchodzących zmianach…co wkrótce się potwierdza (pełnia księżca…), wiaterek i większe fale oraz dziwne białe niebo.
A po obiedzie jedziemy na wycieczkę. W planach dwie zatoczki na północy wyspy oraz Humac.
Jedziemy

i okazuje się, że za Jelsą remontowany odcinek, kilka dni temu jeszcze bez nawierzchni jest już praktycznie gotowy. Stoi jeszcze trochę maszyn, brak barierek i linii, ale droga niemalże gotowa.



Można ? Da się ? Tak. Chociaż moim zdaniem straciła przez to nieco swojego uroku.
W Gdinj zjeżdżamy w lewo. Mijam nieopatrznie zjazd do Uvala Zarace i lądujemy w Uvala Pokrivenik. Jest tam hotelo-restauracja i piękne widoki.










Wracam i zjeżdżamy do Uvala Zarace (inspiracja relacją Tymony). Odnajduję apartament, w którym mieliśmy mieszkać.
Fajnie tu, przyjemnie i cicho, ale jednak miejscowość jest nieco jakby odcięta. Wszędzie stosunkowo stąd daleko. Ivan jest na pewno lepszą bazą wypadową.






Spotykamy pana z wędką i po chwili rozmowy po angielsku pyta „Czy państwo są z Polski”… Trochę nam opowiada o tym miejscu, mówi, że woda bardzo ciepła ze względu na usytuowanie zatoki, ale życie podwodne bardzo słabo a po Zakupy trzeba w zasadzie jechać aż do Jelsy.
Żegnamy zatem zatoczkę

i jedziemy do Poljicy (stąd zaczyna się wyremontowany odcinek drogi).



Skręcamy w prawo i fajnymi serpentynkami dojeżdżamy do Uvala V.Stiniva.
Widoki cudne, dokoła wysokie, pionowe skały, zatoczka po południu niemalże cała zacieniona. Nad wodą bar i troszkę ludzi.











Następnie udajemy się do Humac. Przy drodze jest tablica o skręcie do „miejscowości”, ale łatwo ją przeoczyć. Ja miałem ten punkt wbity wcześniej w navi.
Piękne, urocze miejsce… i tak nie opiszę tego słowami bo jestem inżynierem a nie poetą…
Będąc na Hvarze Humac to punkt „must be”…







Pomiędzy domkami spotykamy dwa osiołki, nie chcą nas puścić powrotem, czekając chyba na jakiś przysmak. Niestety nic nie mamy ze sobą dla nich.



wędrujemy zatem dalej






W ulotce wziętej z konoby czytamy o wzgórzu z lunetą i miejscem na armatę do rozbijania chmur gradowych.
Hmmm jak to mogło wyglądać ? Ciężko mi sobie wyobrazić takie urządzenie.
Przeczytajcie zresztą ulotkę o Humac …


… a potem idziemy na to wzgórze

Kilka fot ze „szczytu” z lunetą



wracając podziwiamy piękną, pachnącą lawendę

oraz jednego z miliona pająków

Siadamy na chwilę w konobie prowadzonej przez całkiem młode małżeństwo. Karta skromna, ale ciekawa, ceny kosmos.
Mają własną winnicę, uprawiają ziemniaki, warzywa, zioła itp

Bierzemy dwie herbatki i dwa ciasteczka domowej roboty. Pyszne.
Pod koniec przyjeżdża rodzina z dwójką chorych, sparaliżowanych dzieci na terapię na koniu. Serce się kraje na taki widok

Wracamy a ja zaczynam się dziwnie czuć…. jestem taki uspokojony, wygaszony, język jakiś taki mniej obrotny…jestem jakby ciut wstawiony…po zastanowieniu już chyba wiem…herbatka. Ona była z jakichś ziół … no nieźle myślę sobie …. żona też spokojniutka…
CDN.