Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Rumuńskie wyrypy

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 25.08.2009 16:24

Na zakończenie tego wyjazdu kilka fotek z żabiej perspektywy:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Więcej fotek z tego wyjazdu pod adresem: http://wfs.freehost.pl/Rumun06/Rumun06.html

Pozdrawiam,
Franz
http://wfs.cba.pl
http://wfs.freehost.pl
espeso
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 507
Dołączył(a): 30.06.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) espeso » 25.08.2009 20:09

no tak...nie wypadło to najlepiej
sęk w tym, ze sama kocham cisze
kiedy nabylismy naszą pierwszą wymarzona terenówkę z przejeciem pojechalismy na rajd..................co za przeżycie!!
NIGDY!! nigdy wiecej, no może prawie, bo może sa też ludzie którzy robią to inaczej ale jak widze szaleńców jeżdżących w kółko jednej dziury z błotem i gazujących ile się da i gdzie sie da to...to też tego nie lubię
my raczej wyprawowo, żeby dojechać z punktu a do b. raczej po bezdrożach :) w niewielkiej grupce sprawdzonych przyjaciół. Tu celem nie jest wjechac tam gdzie niemozliwe ale dojechac właśnie gdzieś bliżej i ciekawiej
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 25.08.2009 22:27

espeso napisał(a):no tak...nie wypadło to najlepiej

Ale ... nie przejmuj się zanadto. ;) Każdy ma swojego bzika i każdy lubi spędzać wolny czas na swój sposób.

espeso napisał(a):my raczej wyprawowo, żeby dojechać z punktu a do b. raczej po bezdrożach :) w niewielkiej grupce sprawdzonych przyjaciół. Tu celem nie jest wjechac tam gdzie niemozliwe ale dojechac właśnie gdzieś bliżej i ciekawiej

Moje autko niby potrafi odrobinę więcej niż przeciętna osobówka, ale czasami to też czułbym się bezpieczniej w terenówce.
Takie co gorsze drogi, które zdarzyło mi się pokonywać, to dojazd w Bihor w Rumunii czy do schroniska Kamenica w bułgarskim Pirinie. A na Korsyce, pod Monte Cinto - mimo podwyższonego zawieszenia - parę razy przyhaczyłem podwoziem. A ile się tam nakombinowałem... ;)
Terenówka ma swoje oczywiste zalety.

Pozdrawiam,
Wojtek Franz
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 26.08.2009 23:13

Jesień 2006.

Bihor

W zachodniej Rumunii, na pd.-wsch. od miasta Oradea [oradia] wyrasta rozległe gniazdo górskie Muntii Apuseni [muncij apuseni]. Jego część stanowią góry Bihor, gdzie na płaskowyżu Padis [padisz] znajduje się jeden z najpiękniejszych rejonów krasowych Europy, bogaty w leje, zapadliska, jaskinie, ponory oraz wywierzyska. Do największych atrakcji zaliczają się Cheile Somesului Cald [kejle someszuluj kald], Cetatile Ponorului [czetacile ponoruluj] oraz Cheile Galbenei [kejle galbenej].

Obrazek

Punktami wypadowymi mogą być położone na obrzeżu miejscowości ale można również dotrzeć samochodem po bardzo kiepskich drogach w sam środek tego obszaru.

W Bihorze byłem już w maju tego roku. Wtedy ilość śniegu, poziom wody w rwących kaskadami potokach i padający z nieba mokry śnieg skutecznie utrudniały zwiedzenie najciekawszych miejsc. Tym razem postanowiłem wykorzystać krótkie już, ale słoneczne i suche październikowe dni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Więcej fotek z tego wyjazdu pod adresem: http://wfs.freehost.pl/Rumuna06/Rumuna06.html

Pozdrawiam,
Franz
http://wfs.cba.pl
http://wfs.freehost.pl
dareke
Odkrywca
Posty: 104
Dołączył(a): 17.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) dareke » 27.08.2009 05:53

Powiem krótko i zwięźle. Zdjęcia są rewelacyjne , z całą pewnością robisz ich wiele , a po powrocie wybierasz te które są lub wydają Ci się najlepsze. Teksty piszesz przystępnie , konkretnie , z nutą optymizmu i wesołości. Takich książek potrzeba nam jak najwięcej. Na co więc czekasz? Czy myślisz , że w Polsce jeden Cejrowski wystarczy? Pozdrawiam i życzę w tej kwestii powodzenia.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 27.08.2009 10:28

Dziękuję bardzo dareke.
Zawsze się cieszę, jeśli komuś się spodobają moje fotki, czy też to, co czasami skrobnę. I aczkolwiek rzeczywiście do niektórych, co lepszych swoich fotek mam już tylko niewielkie zastrzeżenia, to posiadam jednak wystarcząjącą dawkę samokrytycyzmu, by nie próbować wpychać się na rynek.
Domorosłych pisarzy mamy teraz wielu. Mam w domu książkę p.t. "Rumunia", której wydanie było kompletnym nieporozumieniem.

Mam również dwie książki Cejrowskiego - jeszcze do nich nie sięgnąłem. Wprawdzie doceniam bogactwo informacji zawarte w jego reportażach, wciąż mnie jednak powstrzymuje osobowość autora.

Pozdrwawiam,
Wojtek Franz
dareke
Odkrywca
Posty: 104
Dołączył(a): 17.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) dareke » 27.08.2009 12:01

Bogactwo informacji to ważna sprawa , lecz sposób jej przekazania jest większym bogactwem. Można zwiedzić cały świat , objechać najciekawsze miejsca , a nie umieć tego przekazać. Co do osobowości Cejrowskiego to każdy ma własne zdanie , natomiast sposób przekazu mnie osobiście odpowiada. Ty ( bez skromności) widzę piszesz bardzo fajnie , widać u Ciebie łatwość docierania do odbiorcy.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 27.08.2009 13:08

dareke napisał(a):Ty ( bez skromności) widzę piszesz bardzo fajnie , widać u Ciebie łatwość docierania do odbiorcy.

:oops:
Ejjj, żeby Cię moja polonistka z ogólniaka słyszała bądź czytała... ;)

Pozdrawiam,
Wojtek Franz
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 27.08.2009 13:19

Bihor: Cheile Somesului Cald

Podobnie jak i za poprzednim razem, wjeżdżam fatalną drogą - kamienistą, korzeniastą, miejscami błotnistą i na całym odcinku bardzo dziurawą, wiodącą z Pietroasy w okolice cabany Padis [padisz]. Wtedy punktem wypadowym było La Grajduri [la grażduri], tym razem kieruję się od razu bardziej na północ, do miejsca zablokowanego w maju przez zwały śniegu, leżącego w pobliżu Cheile Somesului Cald (Wąwóz Ciepłego Samoszu [kejle someszuluj kald]). Parkuję wóz przy śladach po ognisku, chwytam przygotowany plecak i w drogę; mam jeszcze kilka godzin do zmroku.

Obrazek

Po minięciu przełączki (ładne miejsce na biwak, tylko kupka śmieci odstręcza) schodzę nieco lasem, postępując wygodną ścieżką oznaczoną czerwonymi punktami. Bardzo szybko punct rosu [punkt roszu] doprowadza do górnego wylotu jaskini. Zakładam czołówkę i zagłębiam się w podziemny świat Bihoru. Przejście jaskini ułatwia odrobinę drewniana drabina z powyłamywanymi szczeblami oraz kilka łańcuchów, umieszczonych w trudniejszych miejscach. Na jednym z nich widzę czteroosobową rodzinkę, maszerującą w przeciwnym kierunku. Faktycznie, idąc z dołu do góry powinno być nieco łatwiej. Ale trasa nie jest specjalnie trudna, tylko w wielu miejscach obślizła. Na jednym z takich miejsc, już przy dolnym wylocie jaskini, moje stopy wyprzedzają resztę ciała, w efekcie czego prawy półdupek wkracza do akcji jako główna podpora. Rozcieram go wstając, co wzbudza wesołość w dwóch Węgrach zmierzających w moją stronę. Mają statyw - będą mieli znacznie ładniejsze zdjęcia w jaskini.

Obrazek

Obrazek

Po wyjściu z jaskini rozstaje. Mam zamiar iść w prawo - tam jest właściwy wąwóz ale najpierw sprawdzam lewy wariant. Zastanawia mnie oznakowanie. Namalowane dwukrotnie na skałach, doprowadza do wodospadu, którym już ani rusz dalej. Rozglądam się bacznie na boki - żadnej możliwości. No cóż, nie jestem łososiem - nie będę wskakiwał na wodospad. Ruszam w dół potoku i dochodzę do głównego wąwozu. W prawo odchodzi szlak wychodzący na jego brzeg, do punktu widokowego - tam pójdę później.

Obrazek

Obrazek

Na razie kontynuuję marsz dnem wąwozu, starając się utrzymywać w pionie. Kamienie nadzwyczaj śliskie, jakbym chodził po mokrych kawałkach mydła. W pewnym momencie drugi pośladek przejmuje część ciężaru mojego ciała a po chwili potok wypełnia już w całości dno kanionu. Cóż, wracam do rozstajów i ścieżką poprzez powalone pnie oraz plątaninę krzaków i gałęzi pnę się na strome zbocza. Tak osiągam Belvedere - stąd mam widok na otaczające mnie wzgórza, a także mogę zaglądnąć w głąb wąwozu.

Obrazek

Czas płynie szybko, decyduję się wracać. Zejście na dno tą samą ścieżką ale od rozstajów już nie wracam przez jaskinię, tylko wybieram strome, na początku ubezpieczone podejście, z którego dobrze widać wylot jaskini. W lesie ponad nią odnajduję kilka otworów, przez które światło przenika w głąb podziemnego świata. Zaczyna się ściemniać - wracam do wozu. Mijam znów tę zachęcającą przełączkę ale - nieee, te śmieci jednak mi przeszkadzają. Zbieram tylko co większe gałęzie i znoszę w pobliże auta, gdzie już po chwili zapłonie małe ognisko. Otwieram piwko, przyrządzam kolacyjkę, słyszę... warkot silników. Co to? Po chwili wyłaniają się światła. Powoli nadciągają w moją stronę cztery terenówki. Po kolei podnoszę dłoń, odpowiadając na pozdrowienia. Przejeżdżają wyżej, skąd za chwili dochodzi mnie gwar i odgłosy piły oraz siekiery.

Obrazek

Po chwili zaglądam do moich nowych sąsiadów - to Węgrzy, którzy postanowili spędzić parę dni w Bihorze. Wymieniamy parę uwag i spostrzeżeń, po czym wracam do mojego kameralnego ogniska. U mnie spokojniej niż u nich.

Polanę zaczyna oświetlać księżyc w pełni. Choiny stają się wyraźne jak w środku dnia. Mimo, że to już przecież zaczyna się noc...

Obrazek

Więcej fotek z tej trasy pod adresem: http://wfs.freehost.pl/Rumuna06/Rumuna06.html

Pozdrawiam,
Franz
http://wfs.cba.pl
http://wfs.freehost.pl
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 28.08.2009 21:47

Bihor: Cheile Galbenei

Rankiem następnego dnia przejeżdżam w pobliże La Grajduri. Termometr wskazuje dwa stopnie poniżej zera. Pierwsze kroki kieruję w znane mi z majowej wizyty strony - żółte paski prowadzą mnie do wylotów jaskiń Groapa de la Barsa, Pestera Neagra [pesztera njagra], mijam Czarny Staw (Taul Negru), który wtedy był przykryty lodem i śniegiem. Zaglądam do Jaskini Lodowej Żywego Ognia, by stwierdzić, że ona akurat ładniej się prezentowała w maju, gdy biała pokrywa potęgowała ilość wpadającego do wnętrza światła. Nie zabawiam nigdzie długo - co innego jest moim dzisiejszym celem.

Obrazek

Schodzę lasem, wkraczając po paru chwilach na pierwszą polanę. Mijam szałas w przyzwoitym stanie, poniżej niego strzałki na drzewie wskazują na drogę przez las, którą szybko wychodzę na kolejną polanę. Zgodnie z mapą mam teraz trawersować, a nawet lekko się obniżyć i w efekcie trafić na Kwietną Polanę. Ale trawersu nie widać - jedyna droga wiedzie w górę prosto na Piatra Galbenei. Zaczynam szukać w trawach jakichś śladów ścieżek... nic z tego. Stopniowo obniżam się, sprawdzając każdą możliwość wejścia w las. Po półgodzinie ląduję z powrotem w pobliżu szałasu. Tu jest ostatni zauważony przeze mnie szlak - strzałka wskazująca na drogę, którą próbowałem pójść. Coś tu nie gra... Trwało chwilę, nim odkryłem, że w krzakach, kryjąc się w błotku małego strumyczka wiedzie nikła ścieżynka. Ha! To jest to! Bardzo sprytne rozstaje.

Obrazek

Teraz już bez problemów docieram do Poiana Florilor a następnie do wylotu Wąwozu Rzeki Żółtej (Cheile Galbenei). Gdy schodzę z drogi i zaczynam się przedzierać przez gałęzie, blokujące nieco dostęp do wąwozu, zajeżdża samochód, z którego wysypuje się czteroosobowa węgierska rodzinka i rusza w ślad za mną.

Obrazek

Bardzo szybko dochodzę do miejsca, gdzie całą szerokość wąwozu zajmuje potok. Można jednak przejść suchą stopą - do wilgotnej ściany przymocowana jest metalowa, wygięta rurka a do niej zwisające pionowo łańcuchy, przytrzymujące kolejne, poziome łańcuchy. Całość wygląda jak zbudowana z łańcuchów huśtawka, zawieszona nad rzeczką. Nie służy jednak do huśtania, tylko do ułatwienia przejścia.

Obrazek

Chodziłem już w górach po różnych rzeczach, nawet i po linach ale po łańcuchach, które z każdym poruszeniem ciała wyginają się w najróżniejsze strony?.. Stanowczo zbyt wiele stopni swobody! Kiedy tak z lekka dyndając, trzymam się kurczowo rurki jedną ręką a drugą usiłuję zrobić zdjęcie, nadciąga rodzinka. Widzę nieco przerażoną minę: Cooo?? Nieee, tędy na pewno nie! Wahanie jednak trwa krótko i kiedy staję na rzecznych kamykach, rodzinka - jedno po drugim - atakuje łańcuchowy mostek.

Obrazek

Dalej droga już jest łatwiejsza, po prostu wiedzie korytem rzecznym, które na szczęście o tej porze roku pozwala przejść bez moczenia butów. Nawet w miejscu, gdzie stoi drabinka, pozwalająca na dojście do kolejnej metalowej rurki i trawers nad lustrem potoku - nie musimy z niej korzystać.

Obrazek

Wkrótce dochodzimy do wywierzyska, którego otwór zawieszony jest dobrych kilka metrów nad dnem wąwozu, dzięki czemu woda wypada z niego efektownym wodospadem. Ruszam stromym teraz wąwozem w górę i ze zdziwieniem stwierdzam, że rodzinka zaginęła. Chwila zastanowienia - wracam kawałek i widzę, jak po kolei dochodzą do wylotu wodospadu i... znikają z pola widzenia. Zaintrygowany, podążam ich śladem i po chwili znikam i ja. Czołówka na swoje miejsce i znów wchodzę w królestwo Hadesu. Podziemny potok czyni sporo hałasu, spadając z kolejnych prożków.

Obrazek

Nie jest całkiem ciemno - coraz więcej światła wpada przez wielkie okno, którym wszyscy wracamy znów do świata żywych. Wymieniam z rodzinką parę zdań, dostaję od nich adres mailowy - wyślę im później zdjęcia.

Obrazek

Teraz wspinaczka w górę na ścianę wąwozu, ładny trawers w połowie wysokości i po chwili obniżenie i dojście do kolejnego wywierzyska - tym razem spokojnego małego stawku, z którego cały czas wypływa woda. Tędy wydostaje się na powierzchnię potok, który znika pod ziemią parę kilometrów wcześniej w Twierdzy Ponorów - Cetatile Ponorului [czetacile ponoruluj]. Tam podążę teraz i ja - tyle że ja użyję leśnych ścieżek i dróg.

Obrazek

Więcej fotek z tej trasy pod adresem: http://wfs.freehost.pl/Rumuna06/Rumuna06.html

Pozdrawiam,
Franz
http://wfs.cba.pl
http://wfs.freehost.pl
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 29.08.2009 14:31

Bihor: Cetatile Ponorului

Po pokonaniu dłuższego podejścia od Cheile Galbenei a w końcowej fazie również zejścia, docieram na krawędź Cetatile Ponorului, a dokładnie nad Dolina 3. Kompleks Twierdzy Ponorowej składa się z trzech dolin zapadliskowych, ponumerowanych od jeden do trzy. Do Dolina 1 można od północy zejść początkowo szerokim obniżeniem, niżej trudniejsze miejsca są ubezpieczone, przy czym dawno nie odnawiane ubezpieczenia są już w kiepskim stanie.

Obrazek

Dolina 3 jest z kolei osiągalna od południa bardzo stromym żlebem, jest możliwe również przejście pomiędzy tymi dolinami przez małą przełączkę. Do Dolina 2, otoczonej z każdej strony od kilkudziesięciu do ponad stumetrowej wysokości ścianami, można się dostać z Dolina 1 stromym przejściem pod potężnym skalnym pomostem. Przy niezbyt wysokim stanie wody można również zaryzykować przejście pomiędzy dolinami jaskiniami, częściowo wzdłuż podziemnych strumieni.

Obrazek

Tuż przed wyjazdem zakupione buty zaskoczyły mnie tym razem niemiło i obtarły mi stopę w kilku miejscach, więc pierwsze co robię nad krawędziami ponorowej twierdzy, to sięgam po plaster. Uuuu... niedopatrzenie. Okazuje się, że ostatnim kawałkiem plastra neutralizowałem efekt działania zbyt ostrego noża na poprzednim wyjeździe. Sprawdzam dokładnie jeszcze raz. Niestety, ani kawałeczka. I to ja - który nawet otrzymałem pseudo "Plaster" na którymś z poprzednich wyjazdów, gdzie mogłem poratować kogoś w potrzebie. Chwila wahania: wracać do wozu, opatrzyć stopę, czy... kontynuować drogę? Szkoda mi czasu - postaram się tak stawiać stopy, by sprawiało to jak najmniej bólu.

Obrazek

Wiem, że tu gdzieś jest zejście do Dolina 3 - pamiętam z poprzedniego wyjazdu. Ruszam najpierw w lewo ale szybko dochodzę do pierwszego z balkonów, zawieszonych na krawędzi. A więc trzeba w drugą stronę. Mijam po lewej jakąś nikłą ścieżkę, penetruję wzrokiem okolicę ale żadnych znaków nie ma. Idę jeszcze kawałek dalej - nie, nie podoba mi się ta droga. Z powrotem do ścieżynki; żadnych znaków, żadnych tabliczek. Nie chciałbym się zapchać w jakieś nieciekawe miejsca. Ścieżka stromieje, prawa stopa odczuwa to coraz bardziej, wreszcie - jest! Pokazał się znak na drzewie - dobrze idę. Czepiając się chwilami traw, kamieni czy korzeni docieram na dno doliny. Z wylotu jaskini dobywa się delikatna mgiełka. Mijam otwór i podchodzę na przełączkę. Schodząc z niej do Dolina 1, widzę ludzi zdążających w kierunku jaskini, gdzie znika strumień, który później pojawia się w Cheile Galbenei.

Obrazek

Obniżam się na samo dno; w maju nie było to możliwe - rwący kaskadami potok nie dawał żadnych szans. Teraz w jego miejscu tylko omszałe, zielone głazy. Przechodzę pod kamiennym portalem i wspinam się do Dolina 3.

Obrazek

Wtedy widziałem ją tylko z góry, dziś mam możliwość obejrzenia ścian doliny z dna zapadliska. Robią wrażenie... Z kolejnej jaskini dobiega głośny szum podziemnej rzeki. Chwilę się napawam ogromem sił natury i wracam do pierwszej doliny.

Obrazek

Powyginane przez kamienne lawiny barierki, połamane stopnie drabinek. Opuszczam Twierdzę i docieram do drogi. Moja stopa mówi: idziemy w lewo - do wozu. Ale w prawo można dojść jeszcze do Zaginionego Świata - Lumea Pierduta. Wiesz, stopo, zrobię co zechcesz ale dopiero jak wrócimy. A teraz - pójdziemy w prawo...

Obrazek

Więcej fotek z tej trasy pod adresem: http://wfs.freehost.pl/Rumuna06/Rumuna06.html

Pozdrawiam,
Franz
http://wfs.cba.pl
http://wfs.freehost.pl
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 30.08.2009 14:23

Dareke, wysłałem Ci odpowiedź. Mam nadzieję, że dojdzie (mam sygnały, że niektóre serwery pocztowe traktują wszystkie maile z interii jako spam).
A teraz - kolejny odcinek.

Bihor: Lumea Pierduta ([lumia pierduta] Zaginiony Świat)

Obrazek

Droga jezdna, którą zmierzam do Zaginionego Świata, zwęża się w którymś momencie do wąskiej ścieżki - resztę zabrała woda. Teraz wiem, czemu ten Świat Zaginął - brak możliwości dojazdu. Odnajduję szlak i skręcam z drogi w prawo. Ścieżka o niezbyt stromym nachyleniu doprowadza do rozstajów. W lewo strzałka do dwóch awenów, w prawo główny szlak do jeszcze jednego. Wybieram lewy wariant i szybko natrafiam na pierwszy awen - Avenul Acoperit ([akoperit] Nakryty).

Obrazek

Rzeczywiście, bardziej przypomina jaskinię, niż typowy awen: otwarty na jedną stronę, po przeciwnej kryje wejście do groty. Do następnego jest bardzo blisko; ten już wygląda klasycznie - gdyby go nakryć gałęziami, byłaby niezła pułapka na mastodonty. Pionowe, kilkumetrowej wysokości ściany, porosłe w wielu miejscach mchem.

Obrazek

Nic dziwnego - cały ten obszar jest często nawiedzany przez mgły i deszcze. Nadaje to całej okolicy swoistego uroku. W tej chwili jednak przez gęste gałęzie docierają do mnie chwilami słoneczne promienie.

Podchodzę jeszcze kawałek, teraz już bez żadnej ścieżki, na niewysoką przełączkę. Jestem ciekaw, czy da się powrócić tamtędy w dolinę. Ładnie to wygląda ale do kontynuowania marszu - zwłaszcza z poranioną stopą - nie zachęca.

Obrazek

Odwrót - po chwili jestem przy rozstajach. Jeszcze się zastanawiam nad ostatnim awenem ale... nie, wystarczy na dziś. Schodzę do drogi, tak jak przyszedłem. Stąd mam kilka kilometrów do samochodu. Pójść drogą? Nieee, aż takim inwalidą nie jestem. Mapa obiecuje ładne polany na północ od drogi. I rzeczywiście - wybór okazuje się słuszny. Mam okazję jeszcze podziwiać, jak sporej wielkości potok podpływa pod pas skałek i ... ginie. Stoję nad małym stawkiem, do którego wpływa woda a on nie zmienia swoich rozmiarów. W tym samym tempie woda przenika w głąb ziemi, by ponad kilometr dalej pojawić się w Twierdzy Ponorów.

Obrazek

Powoli nadciąga wieczór. Pokonuję małą przełączkę i docieram do mojego miejsca noclegowego z poprzedniego wyjazdu - La Grajduri. Mijając go, rozglądam się za drewnem na ognisko ale wszystko wyczyszczone. Dochodzę więc do wozu, tu przygotowuję ognisko i wreszcie mogę opatrzyć moją stopę. Wygląda nieciekawie; na szczęście mam również moje stare buty, które wracają do łask na dalszą część wyjazdu.

Obrazek

Jest już całkiem ciemno, kiedy popijając piwko przy ognisku, słyszę dobiegający mnie odgłos kroków. Po chwili dostrzegam w mroku trzy sylwetki plecakowców. Nie zatrzymują się, dążą do swojego celu. A mój cel? Zobaczyłem to, co w Bihorze najważniejsze. Owszem, zawsze coś zostanie, choćby szereg jaskiń, w które się za bardzo nie zagłębiałem. Mnie jednak bardziej ciągną otwarte przestrzenie. Jutro długi przejazd w Karpaty Wschodnie. Moim kolejnym celem - Góry Rodniańskie.

Obrazek

----
Ale wędrówki pięknymi połoninami Gór Rodniańskich zaprezentuję dopiero za kilka dni. Dziś wyjeżdżam w inny mój ulubiony rejon - Dolomity.

Więcej fotek z opisanej trasy pod adresem: http://wfs.freehost.pl/Rumuna06/Rumuna06.html

Pozdrawiam,
Franz
http://wfs.cba.pl
http://wfs.freehost.pl
espeso
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 507
Dołączył(a): 30.06.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) espeso » 02.09.2009 14:22

hmmm jedno małe techniczne pytanie....a w październiku w góach pod namiotem...to tak trochę zimno? w czym wy spicie kurka wodna?? ja chyba nie mam pomysłu :)
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 11.09.2009 10:38

espeso napisał(a):w październiku w góach pod namiotem...to tak trochę zimno? w czym wy spicie kurka wodna?? ja chyba nie mam pomysłu :)

W październikach wędrowałem sam po rumuńskich górach. Z kolei przez dwa kolejne kwietnio-maje byliśmy tam we dwójkę.
Gdy jestem sam, to śpię po prostu w aucie. Gdy jedziemy we dwoje, to też najczęściej w aucie, ale zdarza się nam i pod dachem pensjonatu czy hotelu. Zawsze mamy też namiot - na wypadek noclegu na kempingu.

A jak śpimy? No cóż - ciepłe śpiwory, a do tego często w nocy mamy na sobie więcej ciuchów, niż w ciągu dnia. ;) Wierna towarzyszka wielu moich wypadów jako najzimniejszą noc w życiu określiła właśnie jedną z tych rumuńskich. :)

Pozdrawiam,
Wojtek Franz
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 32507
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 14.09.2009 10:33

Muntii Rodnei [muncij rodnei]: Vf.Pietrosu [wyrful pietrosu]

Góry Rodniańskie (Muntii Rodnei), zwane też czasami Alpami Rodniańskimi stanowią najwyższe wypiętrzenie Karpat Wschodnich. Ich najwyższym szczytem jest Vf. Pietrosu (Pietrosul Mare, 2305m), wiele innych wyrasta ponad 2000m nad poziom morza. Główny łańcuch, rozciągający się od przeł. Setref [Szetref] na wschodzie aż po przeł. Rotunda na zachodzie liczy sobie 45km długości. Na północy graniczą z górami Maramures [maramuresz], na wschodzie z górami Suhard, na południu z Bargau [byrgau] a na zachodzie z Tibles [ciblesz].
Kilka schronisk, znajdujących się na obszarze gór, nie stanowi dobrego oparcia do ich zwiedzania. Pozostaje wędrówka z namiotem lub korzystanie z punktów wypadowych w miejscowościach takich jak Borsa [borsza] na północy lub Rodna a jeszcze lepiej Valea Vinului [walja winuluj] na południu.

Do miasta Borsa przybywam już po ciemku. Mam zamiar następnego dnia wyruszyć w góry z dzielnicy Repede, wcinającej się doliną na wschód od najwyższego wierzchołka masywu - Pietrosu Mare. Początkowo myślałem o wzięciu ze sobą namiotu i wyruszeniu na dwudniową wędrówkę ale nocne, ujemne temperatury w znacznie niżej położonym Bihorze jakoś mnie do tego pomysłu zniechęciły. Koryguję więc plany i postanawiam, wyruszając z Repede, skierować się na Pietrosa, po czym dojść do głównego grzbietu i przejść pierwszego dnia tyle, ile się da, zejść na dół, a następnego dnia powrócić na główny grzbiet i dokończyć pętlę od Pietrosa po Puzdrelor. Aby rano jak najszybciej wyruszyć w góry, muszę jeszcze wieczorem odnaleźć dolinę potoku Repede i tam zanocować.

Obrazek

Niestety, nie ma żadnego oznakowania. Po przejechaniu kilku kilometrów, jestem już przekonany, że musiałem minąć poszukiwany zjazd. Zatrzymuję się, wchodzę do przydrożnej knajpy, pytam o Repede. Zaczynają się pytania: skąd jestem, gdzie się wybieram, u kogo będę spał?.. Ściskanie rąk, ciepłe uśmiechy, częstowanie kieliszkiem - a ja tylko chciałem wiedzieć, czy mam się cofnąć i jak daleko... W końcu, upewniony co do drogi, wychodzę na ulicę, zawracam samochód i już znowu jestem zatrzymywany przez wychodzących z knajpki moich rozmówców. Znów uściski, życzenia dobrej drogi. Dojeżdżam do jakiegoś zjazdu i skręcam. To pewnie ten, bo dolina długa; dziurawa droga wyprowadza poza zabudowania i po pokonaniu błotnistego odcinka, znajduję odpowiednie miejsce na nocleg. Wokół mnie góry, nade mną rozgwieżdżone niebo; księżyc oświetla dopiero wyższe partie otaczających dolinę grzbietów. Dziś śpię tutaj.

Obrazek

Jeszcze jest szaro, kiedy zjeżdżam pomiędzy zabudowania, wyszukując miejsca, skąd odchodzi droga w kierunku zachodnim. Mam zamiar dojść jakoś do szlaku prowadzącego z Borşy na Pietrosa, oznaczonego niebieskimi trójkątami. Zostawiam wóz na skrzyżowaniu i rozpoczynam wędrówkę. Na drodze już sporo ludzi - pozdrowieniom nie widać końca. Zza płotów pytania: dokąd idę, skąd jestem. Zostaję obdarowany jabłkami: - Weź, na pewno Ci się przydadzą, dobre są. Faktycznie, w moim guście - twarde i kwaskawe.

Obrazek

Nie widzę dobrego dojścia w planowanym kierunku, za to droga, którą idę, kieruje się coraz bardziej na Pietrosa. Niech będzie. Nie przeszkadza mi nawet, że po opuszczeniu zamieszkanego terenu bardziej przypomina koryto potoczku niż trakt komunikacyjny. Nagle... gwizd. Odwracam się - widzę kogoś na zboczu daleko za mną. Robię następnych parę kroków - kolejny gwizd. Podnoszę rękę w powitalnym geście - i tak nawiązuje się rozmowa. Najpierw na odległość, potem cofam się do mojego rozmówcy. Okazuje się, że nie tędy droga. Powinienem jednak przetrawersować do szlaku. Ale którędy?..

Obrazek

Mój nowy znajomy decyduje się mnie poprowadzić sobie tylko znanymi ścieżkami. Idziemy tak ok. 10 minut. Po drodze muszę odpowiadać na mnóstwo pytań. Pan zna tylko rumuński, cóż - jakoś dajemy sobie radę. Dowiaduję się, że szlak, do którego mam dojść, to niebieskie paski a nie trójkąty, jak informuje mapa. W końcu, po moim trzecim zapewnieniu, że teraz już wiem, jak iść dalej - uściski, życzenia i zostaję sam. Najpierw drogą, która jednak za bardzo się obniża, potem przez łąki, pokonując kolejne płoty z drewnianych belek. W końcu docieram do szerokiej drogi i nią już - faktycznie paskami a nie trójkątami - szybko dochodzę do stacji meteo pod Pietrosem.

Obrazek

W kilku miejscach pod stopami kruszy się lód na kałużach. Słońce dopiero powoli zaczyna zaglądać w kocioł - staw Iezer jeszcze całkowicie w cieniu. Z kotła ścieżka wyprowadza zakosami na grzbiet; na północy stopniowo bledną tak wyraźne jeszcze niedawno Góry Marmaroskie. Grzbietem już tylko kilka minut i staję na Pietrosulu, podziwiając dookolną panoramę. Pomimo wspaniałej pogody, niebo nie jest wolne od chmur - zwłaszcza pięknie wlewają się w doliny, wspinając się na górskie zbocza na wschodzie, w kierunku Omula.

Obrazek


Więcej fotek z opisanej trasy pod adresem: http://wfs.freehost.pl/Rumuna06/Rumuna06.html

Pozdrawiam,
Franz
http://wfs.cba.pl
http://wfs.freehost.pl
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???


  • Podobne tematy
    Ostatni post

Rumuńskie wyrypy - strona 3
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017