Mało ostatnio relacji, jeszcze mniej z samej Chorwacji, a w tych, co już są, komentujących – a więc pewnie i czytających – jak na lekarstwo. Sam nie mam na koncie żadnej, więc tym bardziej wątpię w sens jej pisania, bo pewnie pies z kulawą nogą się tym nie zainteresuje. Choć pewien kiero pisał, że by chciał. Ciekawe jak szybko zmieni zdanie. Zwłaszcza że talentu do pisania mam mniej więcej tyle, co Patryk Vega do subtelnych dialogów.
No ale spróbuję. Kto nie ryzykuje, ten nie ogląda zabytków. Od razu też uprzedzam: relacja zapowiada się potwornie nudno, bo statystyki z naszego wyjazdu mówią same za siebie – w planie wcisnęliśmy całą masę zamków, twierdz, pałaców, muzeów i kościołów, więc zamiast dynamiki z filmów Makłowicza będzie momentami niemal podręcznikowy pokaz nudy.
Pomysł na Chorwację pojawił się już w 2023 roku. Plan był prosty: listopadowy tydzień nad Jadranem. Ale pojawił się nagły problem i trzeba było wybrać kierunek, z którego w razie potrzeby mielibyśmy bliżej do domu. Padło na Słowację, Wiedeń i Węgry. Choć była to trasa zupełnie inna niż zakładaliśmy, okazała się świetnym wyjazdem.
Następna okazja nadarzyła się w marcu 2025 roku. Cztery dni przed wyjazdem poddało się sprzęgło. Auto było gotowe w dniu planowanego startu, ale tracąc jeden dzień postanowiliśmy odpuścić Chorwację i wylądować w Egipcie, żeby po prostu wygrzać kości.
Wychodzi na to, że do trzech razy sztuka. Na początku tego roku usiedliśmy do planów urlopowych i padł pomysł aby po raz pierwszy w życiu dłuższy urlop wziąć w maju. Wybór padł na Chorwację. Mając do dyspozycji więcej dni, mnóstwo zaznaczonych pinezek i głód nowych miejsc, zacząłem szukać kolejnych atrakcji. Chcieliśmy połączyć sentymentalny powrót do kilku dobrze znanych, starych miejscówek z odkrywaniem zupełnie nowych punktów na mapie.
Sam wyjazd, jak to u nas, był w zasadzie spontaniczny. Wiedzieliśmy, co z grubsza chcemy zobaczyć, ale zero sztywnego harmonogramu – na tripach stawiamy na pełen luz. Podział ról w naszych podróżach od lat mamy perfekcyjnie dotarty: ja wyszukuję atrakcje, prowadzę auto i wskazuję rejon, w którym najlepiej wybrać nocleg, a żona ogarnia rezerwacje, tropi restauracje i dba o to, żebym mógł spokojnie skupić się na drodze.
Żona zażyczyła sobie tylko jedno konkretne miejsce, a reszta miała być dla niej niespodzianką (lubi, jak to ja planuję trasy, w tej kwestii nadajemy na tych samych falach). Na plan trafiły zaległości z niedoszłych tripów oraz cała masa nowych. Z perspektywy czasu: o wiele za dużo jak na szesnaście dni. Cóż, przynajmniej nie było nudy.
SPIS TREŚCI:
1. Zamek Kreuzenstein
2. Korneuburg
3. Wzgórze Kahlenberg
4. Graz
5. Zamek Riegersburg cz. 1
6. Zamek Riegersburg cz. 2
7. Zamek Hochosterwitz
8. Wodospad Peričnik
9. Lublana
10. Zamek Bled
11. Jaskinia Postojna
12. Zamek Predjama
13. Piran
14. Jaskinie Szkocjańskie
15. Zamek Miramare
Na zachętę – tak wyglądał nasz zestaw obowiązkowy na start. Zaczynamy.

.png)
.png)

Jeszcze namówimy maslinkę
i będzie super 
.png)
co się zainteresował 
.png)