CordobatutajTak, tak... też tutaj dotarliśmy, choć blisko nie jest z naszego hotelu. Jednak w 95% to jazda autostradami więc przemieszcza się bardzo szybko. Niecałe 2,5godz z dłuższym postojem i jesteśmy w Cordobie. Po drodze miłe dla oka nieznane nam rejony Hiszpanii. Warto jednak ustawić tu nawigację na drogi nie płatne, ponieważ wzdłuż bezpłatnej autostrady A45 od Malagi, wiedzie płatna A46. Także...
Ogólnie jedzie się szybko, choć przejazd przez góry z ograniczeniem do 100 i długimi podjazdami nieco się dłuży. W połowie robimy sobie przerwę na jednej ze stacji Repsol. Oprócz pysznej kawki kupujemy tutaj coś jeszcze... pół suszone figi w białym proszku. Wspominam o tym dlatego, że żałuję zakupu tylko 1 paczki. To były najlepsze figi suszone jakie jedliśmy w życiu. Potem szukaliśmy jeszcze w kolejnych sklepach i stacjach Repsol i innych, ale nigdzie już takich nie było. Cena również była super atrakcyjna 4Eur za 500g.
Po drodze oczywiście jeden z El Toro Iberico.
W międzyczasie stacje cała autostrada... Policja i jeszcze jakieś służby zrobiły na kogoś obławę, uzbrojeni po zęby funkcjonariusze wyglądają naprawdę groźnie – każdemu przyglądając się uważnie, więc stoimy. Podziwiamy kwiecie oddzielające pasy autostrad, co zupełnie przenosi nas myślami na Peloponez.
W Cordobie zatrzymujemy się na wybranym parkingu
La Ribera klik. Nie jest on najtańszy, ale dobrze położony do naszej wersji spaceru po Cordobie. Warto zaznaczyć, że jadąc do parkingu GM nakazuje złamać przepisy, trzeba być uważnym. My nie chcąc ich złamać trafiamy finalnie na starówkę i kluczymy bardzo wąskimi uliczkami, co ma swój urok i sens. Warto tego doświadczyć.
Ale następnym razem po prostu pojechałbym do najbliższego ronda i zawrócił.
Po wyjściu z parkingu kierujemy się w stronę, a jakże Mezquity. Jednak ponieważ do naszej godziny wejścia jest jednak trochę czasu, najpierw pospacerujemy po starówce, która otacza Mezquitę.
Po kolei idąc przez kluczowe uliczki starówki odwiedzamy:
->Calleja del Pañuelo
->Pl. Agrupación de Cofradías
->Calleja de La Hoguera
->Plaza Pintor Miguel Del Moral Gomez
->Calleja de las Flores
Oczywiście co jakiś czas dochodzimy odnogami do Mezquity, która gromadzi przy sobie naprawdę sporą ilość ludzi. A to już październik.
Jest przepięknie, to zupełnie inna bajka od naszych średniowiecznych starówek, a kamienicznicy i właściciele tavern dbają o szczegóły i wspaniały wystrój.
Jedna z uliczek szczególnie nas pochłonie... ale o tym w następnym odcinku...