napisał(a) Franz » 02.12.2010 01:11
Fatamorgana napisał(a):Była juz kiedyś mowa o tym, jak oni to liczą- przy okazji relacji Mariusza z Krimml. Otóż co innego sumaryczna wysokość wodospadu liczona w jego odrębnych kaskadach a co innego po prostu jedna struga.
Muszę się przyjrzeć tym norweskim.

Z wszystkimi "naj...' bywają problemy.
To jest też jedna z przyczyn, dla których ja unikam wszelkich form rywalizacji.
Pamiętam, jak opisując Prowansję nadmieniłem, że zdaniem Francuzów jechałem najwyższą szosą Europy. Wtedy wspomniałeś, że wyższa jest ta w Sierra Nevada. Nie komentowałem specjalnie, bo znałem ją tylko z jednej strony - od północy, gdzie dojechałem do szlabanu i... schluss.
Myśłałem, że może od południa faktycznie da się dojechać wyżej.
Ale w tym roku miałem okazję wędrować tą niby-"szosą" od południa.
Otóż... jej nie ma w ogóle! Abstrahując od zakazu ruchu znacznie niżej, to wyżej jest to już tylko szutrowa droga, zasypana głazami w kilku miejscach.
Tiaaa... w tej małej konkurencji Francuzi są nieco lepsi. U nich jednak można tą asfaltową szosą jechać...
Natomiast, intryguje mnie, na jakiej zasadzie podaje się głębokość kanionów. Kiedyś zszedłem na dno kanionu Colca, który przez jakiś czas uchodził za najgłębszy. No i ciekawe - od którego miejsca w otaczających graniach do którego miejsca w głębi kanionu liczą tę głębokość?..
Pozdrawiam,
Wojtek