.Przygotowując nasz plan zwiedzania Paryża nie mogłam pominąć rejsu po Sekwanie. Chciałam, żeby odbył się on zaraz na początku naszego pobytu w Paryżu, aby od razu zobaczyć najważniejsze zabytki tego miasta i zapoznać się z ich topografią. Wieczór pierwszego dnia pobytu byłby idealny na odbycie takiego rejsu. Najbardziej polecane rejsy po Sekwanie to te, które rozpoczynają się przy wieży Eiffla, ale aby tam dotrzeć spod katedry Notre Dame, to musielibyśmy stracić trochę czasu, a chcieliśmy tego uniknąć. Szukając innego rozwiązania trafiłam na rejsy, które rozpoczynają się z przystani na wyspie Île de la Cité, oferowane przez firmę Vedettes du Pont Neuf.
Nie kupowałam biletów na rejs wcześniej, bo nie miałam pewności, czy wszystko nam się zgra w czasie. Ale po wyjściu z katedry Notre Dame mogliśmy już stwierdzić, że rejs jest jak najbardziej możliwy i się na niego decydujemy. Nie chcieliśmy płynąć po zachodzie słońca, bo pomimo tego, że rozświetlone miasto i światła odbijające się w wodzie na pewno są super atrakcją, to chcieliśmy zobaczyć miasto jeszcze za dnia, ale w promieniach zachodzącego słońca. Dlatego pijąc kawę w kawiarni na wyspie Świętego Ludwika, dokonałam na tej stronie
Vedettes du Pont Neuf zakupu biletów na rejs rozpoczynający się o godzinie 18:45. Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 17 €, ale kupując przez internet płąci się 15 €. Wspólny bilet dla 7 osób otrzymałam na adres e-mail.
Na zachodni cypel wyspy Île de la Cité, na którym znajduje się przystań, schodzi się z mostu Pont Neuf schodami znajdującymi się
w tym miejscu,
tuż obok pomnika konnego Henryka IV.
Stojąc przy tych schodach spoglądaliśmy na most Pont Neuf, który z nazwy jest nowy, ale jest to najstarszy most Paryża.
Podpływający właśnie w tej chwili do mostu statek z turystami trochę nas przeraził. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy to był dobry pomysł z tym rejsem, bo na statku było bardzo tłoczno.
No ale co mieliśmy zrobić. Bilety kupione, trzeba więc ten rejs przetrwać.
Po schodach zeszliśmy do ogrodu, noszącego nazwę Square du Vert-Galant. Nazwa ta jest związana z królem Henrykiem IV, którego z uwagi na jego liczne romanse nazywano „Vert-Galant” (Jurny Zalotnik).
Ponieważ mieliśmy jeszcze chwilę czasu do rejsu, to postanowiliśmy zobaczyć samą końcówkę cypla.
Square du Vert-Galant to jedno z ulubionych miejsc paryżan na pikniki pod gołym niebem, co mieliśmy okazję teraz zobaczyć na własne oczy.
Doszliśmy do końca wyspy, jednak nie daliśmy rady tam stanąć, bo cypel był zajęty przez inne osoby. Niektórzy mówią, że stojąc na samej końcówce cypla, można się poczuć, jak na Titanicu.
Miejsce to określane jest jako „pływający ogród”, bowiem położone jest na poziomie wody a jego charakterystycznym elementem są płaczące wierzby rosnące na samym końcu wyspy.