napisał(a) Dziadek Maciek » 21.11.2009 11:22
Vito miałem dwa razy, były to jednak poprzednie modele. Pierwszy, 110D, kupiony nowy, w salonie, 1996 lub 1997 r, nie pamiętam. Po 15 tys km poleciały amortyzatory i katalizator, wymienili to na gwarancji. W tym czasie słyszałem od innych użytkowników, że mają spore problemy z silnikami, ja tego nie miałem. Do czasu, do 56 tys km (może mylę się o 2/3 tys km), padła uszczelka pod głowicą. Naprawa w serwisie (auto wtedy już po rocznej gwarancji) to ok 10 tys zł. Naprawiłem w firmie "Żuk i podobne", za ok 3 tys zł. Największą zaletą tego auta był bagażnik, wielki. Na innych niż fabryczne kołach, szerszych prowadził się wyśmienicie. W tamtych latach nie było wersji typowo osobowych, za drugim rzędem siedzeń była goła blacha. Tapicer zrobił wielką robotę, dodatkowo zamontował dużą półkę, auto w Cro było wielokrotnie oglądane przez zazdrosnych Niemców.
Drugie Vito dostałem ze sporym rabatem (chciałem oddać sprawę do sądu, za wspomnianą awarię). Była to już nowsza wersja, tzn silnik nowej generacji, CDI. To była zauważalna zmiana, szybszy, elastyczniejszy z mniejszym zużyciem paliwa. No i trochę trwalszy, tak trochę, wytrzymał o ok 20 tys km więcej. Zaczął tracić moc, najgorsze, że często no przy wyprzedzaniu. Kilka miesięcy trwały próby znalezienia przyczyny tej niedyspozycji, po kilka tyg Vituś stał w serwisach Mercedesa, ja jeździłem autem zastępczym. Wymieniali różne czujniki, sterowniki, turbinę...przyczyny nie znaleźli. Zwalili na jakość paliwa. Trochę mnie śmieszyło, miałem już dość tego auta, znalazłem klienta. Kupił, coś poszperał i jakoś jeździł, nie przekraczał 80 km/h. Auto miało 3 lata, a zardzewiałe było jak Polonez 10-cio letni. Maska, suwane drzwi, tylna klapa w okolicy numeru rej, progi i wiele innych miejsc. Gwarancja tego nie obejmowała, nie zrobiłem zabezpieczenia w autoryzowanej stacji, na mój koszt. Prowadził się jeszcze lepiej od poprzednika, wysokiej klasy opony na sporo odstawionych felgach. Przyszykowałem go trochę do spania w środku, miałem zamontowana na stałe markizę z dostawianym przedsionkiem, szkoda mi go było sprzedawać, ale wyleczył mnie z Mercedesa całkowicie.