21 lipca (sobota): Przerwana wycieczka kajakowaRano Małż szyje kajak, a ja wybieram się do piekarni, oczywiście z aparatem

Nie jest już bardzo wcześnie, więc trudno mówić o uśpionym Sali

, ale i tak jest tu wyjątkowo spokojnie:
Chociaż w kawiarni-lodziarni ludzie oczywiście są:
À propos tejże lodziarni - nie polecam. Po raz pierwszy tak bardzo nie smakowały mi lody w Cro

Pewnie dlatego, że ostatnio mam duże wymagania w tej kwestii - w Gliwicach, jak grzyby po deszczu, wyrastają kolejne gelaterie i inne lody rzemieślnicze. Konkurencja jest duża, a lody pyszne. Te w Sali (to jedyna lodziarnia) niestety do tych gliwickich nie mają startu...
Zakupy w piekarni zrobione, kajak naprawiony, można ruszać. Dziś będziemy wodować Plavca w Zaglavie - miejscowości położonej najbliżej Sali. Znajduje się tu jedyna na wyspie stacja benzynowa:
Zaglav, podobnie jak lody

, nie zachwyca:
Budki informacji turystycznej:
Konoba Roko, która ma niezłe recenzje:
Odbijamy od brzegu:
Przed nami wysepka Krava:
Tuż przy jej brzegach trafiamy na piękny kolor wody. Prawie jak błękitna laguna

:
Jedyne miejsce nadające się do położenia po tej stronie Kravy (betonowy pomost) jest jednak zajęte i to bardzo

:
Okrążamy więc wyspę i znajdujemy dużo lepszą miejscówkę - wygodne do położenia półki skalne:
z widokiem na inną wyspę - Krknata:
Plażujemy tu jakiś czas, a potem płyniemy na Krknatę - tam kolor wody jest jednak ładniejszy

:
Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma

Byłoby nam tu bardzo dobrze, bo choć nie ma klasycznej plaży, kamienny pomost idealnie nadaje się do leżenia:
a widoki (tym razem na Kravę) są przepiękne:
Niestety, zrywa się silny wiatr i już wiemy, że nie możemy tu długo zostać...
Jeszcze tylko chlup do wody:
i podziwianie rybek:
Dwie główki

:
Maskowanie prawie idealne:
A potem już musimy wracać, bo nie dość, że wieje, to zaczyna się chmurzyć

Dopłynęliśmy tu bardzo szybko, jednak powrót jest niezwykle mozolny. Nawet Dzielny Flaming trochę się boi

:
Fala za falą i wiosłowanie pod wiatr:
W pewnym momencie niemal stoimy w miejscu, chociaż oboje wiosłujemy, ile sił w rękach

Jak co roku i tym razem musi się zdarzyć taki rejs, podczas którego walczymy z wiatrem

W końcu jednak udaje nam się dopłynąć do uvali Triluke, z której ruszyliśmy. Tutaj wiatru prawie nie ma i jak na złość wychodzi słońce:
Jednak pogoda nadal jest niepewna, więc kończymy wycieczkę kajakową:
Niestety, rejs został dość szybko przerwany, ale przynajmniej udało nam się "zdobyć" dwie wyspy - Kravę i Krknatę

A oto trasa wyprawy:
Jest bardzo wcześnie (przed 14:00), mamy jeszcze pół dnia do wykorzystania, więc pojedziemy trochę pozwiedzać

, ale o tym następnym razem.