Dla jednych po długim ,dla innych po tylko półtoradniowym

wylegiwaniu się na plaży
nadszedł czas na naszą wycieczkę do Grecji
Tym razem (w odróżnieniu od poprzednich wyjazdów) wyjeżdżamy około godziny dziewiątej rano
Droga mija nam bezproblemowo (oprócz Fier ,przez które przejazd zajmuje nam 40 minut)
potem do samej granicy spokój i cisza

...Justa stwierdza nawet ,że w jakimś transie jestem
Na granicy spędzamy dobrą godzinę przez wymysły Greków
W ogóle ta granica (chodzi mi o Kakavię) jest jakaś dziwna jak dla mnie
Podjeżdżasz autem do krawężnika po prawej stronie i musisz z niego wysiąść i iść do okienka po lewej
Następnie dajesz dokumenty swoje i od samochodu oraz zieloną kartę

Grekom oczywiście
następnie celnik idzie z Tobą do auta ,gdzie sprawdza dokumenty pasażerom

i oczywiście bagażnik.....
Potem na ciągłe pytania celnika ,czy to jest moje auto...normalnie nie wytrzymałem i powiedziałem mu ,że auto jest babci...Grek się wkurzył chyba na mnie

bo sobie poszedł gdzieś z dokumentami...
Po dłuższej chwili podchodzi do mnie Greczynka...

oddaje dokumenty i życzy miłego pobytu
w Helladzie....fotek przejścia nie robiłem...zresztą można je zobaczyć w relacji u MarDomiego
Mimo tego niemiłego Greka i tak nie zmienię swojego zdania o Grecji

Ale wystarczy już tego mojego marudzenia...przed nami cel ,który mieliśmy odwiedzić w zeszłym
roku...ale ze względu na zmianę miejscówki nie doszedł do skutku