romuald22 napisał(a):kaszubskiexpress napisał(a):Od kilku lat frank utrzymuje się na średnim poziomie nie większym, niż 3,5.
Gdyby kredytobiorca zdecydował się w tym czasie na przewalutowanie, to nadal miałby znacznie korzystniejsze warunki, niż złotówkowiec.
To raczej nie jest prawda.
Arkona wkleił link do wyliczenia, z którego wynika, że frankowcy spłacili do tej pory mniej, niż złotówkowcy, więc gdyby zdecydowali się na przewalutowanie po 3,5 to staliby się narażeni na poziom stóp procentowych w złotówkach i jechaliby na tym samym wózku.
majeczka napisał(a)::D Jak to możliwe jest, że w 2008 roku frank oscylował na granicy 2, 20, skoro nasza gospodarka była na niższym poziomie......
stąd mój wniosek, cena walut nie zależy od stanu gospodarki
To jest sedno problemu. Frank szwajcarski nie jest polską walutą. Kurs franka odzwierciedla stan finansów, czy gospodarki rodzimego kraju, dlatego już w 2006 roku bodajże pojawiały się głosy o ryzyku kursowym, przestrzegające ludzi przed braniem tych kredytów.
Ale pokusa była zbyt duża. Na giełdzie straciłem w 2007-2008 równowartość porządnego samochodu, ale decydując się na "grę" na giełdzie miałem świadomość ryzyka. Mam wrażenie, że frankowcy ( ci, którzy musieli, też mogli przecież natychmiast go przewalutować, skoro już dostali ) tego ryzyka nie dostrzegali.
Gdy zarabiam na giełdzie płacę podatek 19 %, ale gdy tracę państwo mi nie zwraca 19 % straty.
Mogę jedynie w kolejnych latach odliczyć stratę od przyszłych zysków i to w ograniczony sposób.
majeczka napisał(a):Co się stało z rublem rosyjskim

Rubel spadł, ponieważ perspektywy dla ruskiej gospodarki są masakryczne, to nie spekuła, to wyraz zaufania do tej gospodarki.
majeczka napisał(a):Sposób podejścia niektórych z Was jest nie do przyjęcia. Nie pomagać górnikom, chorym, poszkodowanym przez żywioł...
Niech godnie przyjmują na klatę swoje nieszczęście.
majeczko to szerszy problem.
Wziąłem 100 tys kredytu 2 lata temu w zł.
Byłem w tej dobrej sytuacji, że nie musiałem, ale nie ma tańszego kredytu, niż hipoteczny. Część zainwestowałem w fundusz rynku tureckiego, reszta na konto. Na dzisiaj po 20 latach spłacę ok 145 tys. Te 45 tys pochłonie inflacja, więc mogę zaryzykować stwierdzenie, że mnie to nic nie kosztuje, bo moja rata za 18 lat będzie mnie bolała tyle ile dzisiaj flaszka łychy. Dzisiaj płacę 600 zł.
Ale wiem, że gdy pojawią się kłopoty i NBP podniesie drastycznie stopy, to rata może wzrosnąć np do 650 zł. Mam świadomość tego ryzyka i się na nie godzę.
Problem pomocy frankowiczom, to nie kwestia ustawy, która nas nie będzie kosztować, ale to kwestia wydania konkretnej kwoty na pomoc. Te pieniądze nie pójdą z kieszeni jakiegoś bubka z wiejskiej, ale z mojej, Twojej i wszystkich płacących podatki.
Dlaczego ?
Pomagamy frankowiczom, pomóżmy złotówkowym, ale dlaczego ?
Skoro pomagamy jednym i drugim, to tym niezadłużonym wypłaćmy równowartość pomocy udzielonej kredytobiorcom. Tak będzie ok, ale dlaczego ?
Oglądając tv mam wrażenie, że żden frankowicz nie usłyszał przestrogi o ryzyku kursowym, aż trudno w to uwierzyć.
Gdy podpisywałem umowę kredytową widziałem fragment o zmianie stóp procentowych i o tym po jakim czasie od tych decyzji zmieni się wysokość mojej raty. Gdybyśmy przejrzeli te frankowe umowy dokładnie, pewnie znaleźlibyśmy info o zmienności kursu, ale kto tam czyta 16 stronę pisaną maczkiem.
Napisałaś o pomocy chorym i górnikom.
No nie ładujmy tych dwóch grup do jednego worka.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie żałować kasy dla chorych, ale czy gdyby do Twoich drzwi zapukał minister gospodarki, czy skarbu i zażyczyłby sobie od Ciebie 300 zł na ratowanie kopalni, która od lat przynosi straty, poleciałabyś z uśmiechem po portfel ?
Nie sądzę
majeczko.
Nie mam nic przeciw przywilejom dla górników, nauczycieli, policjantów, kolejarzy i pewnie jeszcze kilku grup zawodowych. Niech mają, ale do jasnej cholery niech je mają wszyscy !!!
Albo wszyscy pracujemy na takich samych zasadach, albo wszyscy mamy takie same przywileje.
Chętni skorzystam 3-krotnie w czasie swojej pracy zawodowej z rocznego, pełnopłatnego urlopu tak jak nauczyciele, chciałbym mieć prawo do emerytury w wieku 45 lat ( nie skorzystałbym z niej, bo za 500 z nie da się żyć, ale chcę mieć wybór ), chętnie mój szef skorzysta z pomocy państwa dla mojej firmy, jeśli wpadnie w kłopoty. I nie piszcie, że mogliśmy zostać nauczycielami, czy policjantami, bo to tak samo, jak na apele o podwyżki te grupy usłyszałyby, że przecież mogli zostać prezesami banków.
Póki co ponad milion pracowników ma o niebo lepsze prawa, niż pozostała reszta.
Teraz ogólnonarodowa dyskusja o ratowaniu frankowców.
Gdy pracownik np biblioteki miejskiej straci pracę, to nie idzie z oponą i flaga na Długą ( załadowaliby go w kaftan zapewne ), ale idzie na rozmowę o pracę. Tyle. Silne grupy szantażują resztę.
Przepraszam
majeczko, że akurat do Ciebie odnoszę to co napisałem, ale to nic osobistego, po prostu napisałaś rzeczy, które pasowały do moich przemyśleń.
Januszu nie sil się na czerwony atrament, dyskusja o franku jest szerokim tematem.
Jest bardzo duża grupa ludzi, w które uderzył problem silnego franka, ale nie można w takich sytuacjach oczekiwać pomocy państwa, bo to wołanie o kasę ode mnie i kilkunastu milionów podatników.