napisał(a) paulr » 27.01.2015 20:55
przeczytałem kawałek tego i wyrażę swoją opinię.
Ja na szczęście nie mam kredytu mieszkaniowego, ale wielu znajomych ma i teraz uwaga. 2 moich znajomych kupiło mieszkanie w 2009r. są sąsiadami na nowo wybudowanym wtedy osiedlu, jeden kredyt ma we frankach a 2 w złotych. W złotych oprocentowanie podczas podpisywania umowy było ponad 9% a tego we frankach niecałe 4. Kwotę kredytu mieli taką samą, do grudnia mimo iż frank już sporo podrożał ten we frankach i tak płacił klika stówek miesięcznie mniej ( na początku umowy pewnie różnica był większa) po przeliczeniu. teraz ich raty są mniej więcej równe, (około 50-100zł) ten te fankach wciąż jest niższy. mimo iż frank kosztuje już ponad 5zł. nie chce skłamać ale podobno by w jego wypadku wychodziło drożej musiał by frank kosztować ponad 5,5 zł wtedy będzie mieć większe raty, ale jeszcze dużo brakuje do tego by stracił to co zyskał przez te 6 lat. I płacąc już do końca umowy po te 5,2 zł i tak kredyt będzie miał tańszy. Tak więc zawsze myślałem kurde szkoda tych ludzi, brali w dobrej wierze, a teraz tak że nagle muszą płacić niewiadomo jak dużo. oczywiście płacąc np 1000 zł miesięcznie ratę można się do tego przyzwyczaić i podwyżka o 200 zł może być odczuwalna, ale dlaczego protestujący frankowicze nie mówią że i tak mają taniej? Skoro państwo miało by im pomagać to może przewalutować kredyt nie po kursie franka jaki był jak podpisywali umowę a zrobić aneks tak by umowa wyglądała jak by podpisał ją wtedy w złotych, z oprocentowanie w złotych i przeliczeniem ile do tej pory zapłacił, ile mu brakuje do tych co brali tą samą kwotę, ale pomyśleli i nie wzięli na siebie ryzyka kursowego? według mnie jakakolwiek pomoc była by pokazaniem że w państwie nie opłaca się myśleć, tylko ryzykować bo i tak państwo pomoże. ?