pääkäyttäjä napisał(a):Sentyment... to jest prawie jak syndrom sztokholmski

pääkäyttäjä napisał(a):Jedno z tych niewielu miast, w których czuję się jak u siebie w domu

Zazdroszczę
18 sierpnia (niedziela): Wyspa Małgorzaty i János-hegyDziś niestety nasz ostatni dzień w Budapeszcie

Jak ten czas szybko leci... Upał jeszcze większy niż wczoraj, więc będziemy poszukiwać oaz zieleni

Pojeździmy sobie trochę autobusami, na szczęście klimatyzowanymi. Pierwsza podróż trwa krótko - wysiadamy na Wyspie Małgorzaty, tym razem w jej północnej części.
Widok w stronę budańskich wzgórz i osiedla:
To w Budapeszcie są bloki?

Mijamy grającą studnię, z której nie dobiega żadna muzyka:
i idziemy w stronę ogrodu japońskiego:
Zbiegowisko przy sadzawce jest spowodowane tym, że żółwik wylazł na ląd. Ludzie karmią go ciasteczkami

On jednak nie wygląda na zainteresowanego ani ich towarzystwem, ani tym jedzeniem i ewakuuje się do swojej skorupy

:
W ogrodzie jest mnóstwo zieleni i kilka oczek wodnych:
a w nich mnóstwo ryb i żółwi

:
Świetne miejsce na leniwe spacery, a że jest niedziela (w dodatku "długi weekend", również dla Węgrów) trochę ludzi się tu kręci. Drzewa zapewniają zbawienny cień, więc my też snujemy się po różnych zakątkach Wyspy Małgorzaty.
Węgierski Stonehenge

:
Docieramy do 57 metrowej wieży ciśnień:
Ośmiokątna budowla powstała w 1911 roku, a obecnie służy jako miejsce wystaw oraz jako wieża widokowa:
Chwilę zastanawiamy się, czy wejść na górę...
Nie chce nam się w taki upał, odpuszczamy. Niedługo wejdziemy na inną wieżę, ale widoki będą zdecydowanie bardziej rozległe niż w tym przypadku

Jesteśmy przy kąpielisku Palatinus:
W basenach i na trawie sporo ludzi (patrzymy przez ogrodzenie):
Zastanawialiśmy się rano, czy nie wziąć ze sobą strojów kąpielowych, ale ostatecznie stwierdziliśmy, że dzisiaj na kąpieliskach będzie najwięcej osób.
Zamiast do basenu wchodzimy do klimatyzowanego autobusu i jedziemy na prawy brzeg Dunaju, czyli do Budy. Przejazd Mostem Małgorzaty:
Potem w skwarze czekamy na przesiadkę. To chyba najgorszy moment dzisiejszego dnia. Dziesięć minut spędzonych na przystanku bardzo się nam dłuży, a pot spływa po plecach

Dobrze, że wzięliśmy do plecaka i torebki trochę napojów.
W końcu przyjeżdża autobus (to nie jest "nasz", ale temu zrobiłam zdjęcie

):
Klima w busie nie wyrabia

Oglądam przez szybę piękne budańskie dzielnice willowe i staram się nie myśleć o tym, jak mi jest gorąco

Jedziemy jakieś 25 minut. Autobus wywozi nas niemal poza Budapeszt. Naszym celem jest János-hegy (Góra Jana) - najwyższe wzgórze znajdujące się w granicach miasta (527 m n.p.m.).
Można na nie dojść szlakiem lub wjechać dwuosobowym wyciągiem krzesełkowym. Wybieramy tę druga opcję

:
Na początku jedziemy bardzo nisko nad ziemią:
i podziwiamy wille ukryte wśród zieleni:
Znacznie ciekawsze widoki będą w drodze powrotnej
Wysiadającym pomagają mili panowie

:
Obok górnej stacji są punkty gastronomiczne, jednak my od razu "atakujemy" widoczną na zdjęciu wieżę:
Można do niej dojść na dwa sposoby - dłuższą trasą, asfaltem lub krótszą - leśnym szlakiem. Znowu wybieramy druga opcję

:
Po kilku minutach jesteśmy pod Wieżą Elżbiety wybudowaną na początku XX wieku:
Nazwę budowla zawdzięcza uwielbianej przez Węgrów księżniczce Sissi (czyli Elżbiecie Bawarskiej), która odwiedziła to miejsce w 1882 roku. Wieża ma 23,5 metra wysokości i widać z niej nawet na 80 kilometrów. Natomiast przy wybitnie sprzyjających warunkach pogodowych zobaczyć można ponoć zarysy Tatr, choć nie chce mi się w to wierzyć

Na "parterze" budowli znajduje się kawiarnia w klimacie chaty myśliwskiej:
Mają też narty

:
A oprócz nart bardzo dobre (czeskie!) piwo Bernard

Jak miło jest usiąść w cieniu i trochę się orzeźwić

:
Musimy nabrać sił na wspinaczkę, która nas czeka

Wejście na Wieżę Elżbiety nie jest płatne. Trochę nas to dziwi, ale miło, że nie zdzierają z turystów (i mieszkańców, których dzisiaj też pewnie jest tu sporo).
Wchodzimy bardzo ładną "klatką schodową":
Na niższych poziomach można poczytać o historii tego miejsca:
ale przyznaję, że nie wgłębiałam się w szczegóły
Najbardziej interesowały mnie widoki

:
A są one bardzo rozległe. Centrum Budapesztu wydaje się być tak daleko:
więc przybliżę parę znanych miejsc. Zielone dzielnice Budy i Most Małgorzaty:
Parlament:
Zamek królewski i Most Elżbiety:
Kiedy spojrzymy w przeciwną stronę, krajobraz jest bardziej górski:
Przez moment wydaje nam się, że jesteśmy w "naszych" Beskidach

:
Przy kawiarniach stolikach ustawionych w słońcu pusto:
Nikt nie jest masochistą

Zaczynamy powoli schodzić. Na koniec odcinka ostatnie spojrzenie na tę piękną budowlę:
Polecam wyprawę na Górę Jana. Miła odskocznia od miejskiego zgiełku. Można przez chwilę poczuć się jak w górach
W następnym odcinku będą jeszcze widoki z wyciągu krzesełkowego 