napisał(a) meeg » 03.07.2016 10:33
To i ja się przywitam w gronie aktywnych biegowo. U mnie jest to połączone z rowerem, bo właśnie rower to moja największa sportowa miłość. Bieganie zaczęłam regularnie od końca sierpnia ubiegłego roku, więc niedługo będę świętować rok mojej biegowej przygody

Przygody, podczas której mam nadzieję trochę się już nauczyłam, ale cały czas mam ogromną świadomość tego jaka ogromna przepaść dzieli mnie od tego aby biegać i świadomie i prawidłowo technicznie. Moje początki to było takie hurraoptymistyczne pokonywanie kolejnych kilometrów i parcie "na wynik" - aby każde wybieganie było szybsze (bo miałam takie głupie przeświadczenie, że im szybciej na treningu tym lepiej). Pierwsze zawody na 10km - praktycznie bez żadnego przygotowania pokonane w czasie poniżej godziny dały mi wielkiego kopa i wtedy chciałam biegać dosłownie wszystko co tylko popadnie, z przeświadczeniem, że mogę już wkrótce i cały maraton pobiec. Moje ciało chyba kipiało od endorfin. Już jesienią pobiegłam ponownie 10 km w czasie ciut powyżej 51 min i myślałam, że czas 45 min to tylko kwestia krótkiego czasu. Parłam na treningach ile sił i ... wiadomo jak to się kończy

Niestety zdrowia i organizmu się nie oszuka. Kontuzje najpierw lekkie, potem zaostrzające się. W grudniu wizyty u specjalistów i coraz dłuższe przerwy i roztrenowania, rezygnacje ze startów

. Dopiero gdy zaczęłam do entuzjazmu dodawać myślenie, wszystko diametralnie się zmieniło. Może nie tak od razu bo jeszcze dopadła mnie grypa z powikłaniami i to znowu wyjęło cały miesiąc i pogorszyło wydolność. Teraz nie biegam wszystkiego co popadnie, wybieram sobie określone imprezy i cele i się do nich przygotowuję. Ćwiczę siłę i technikę, bo bez tego nie poprawię się. Zwracam uwagę na solidne rozciąganie, na odpowiednie ustawienie całego ciała (nadal źle to robię). I oczywiście wiem jak wiele mi jeszcze zostało do poprawy i wypracowania, bo bieganie to długotrwałe budowanie odpowiedniej bazy w organizmie. Ale pierwsze efekty już są i jestem z nich bardzo zadowolona

Efekty powolne i bez poprawiania "wykładniczego" - ale właśnie ta stabilna powolność progresu i umacniania organizmu mnie cieszy. Mam nadzieję, że wystarczy mi sił, zdrowia i samozaparcia aby zrealizować cele jakie sobie stawiam przyszły rok. Ten rok to stopniowe przygotowanie do tego może najważniejszego startu w moim życiu. Muszę też bardzo mocno przepracować zimę, łącznie z siłowym przygotowaniem na sali. Trzymajcie za mnie kciuki
