Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Austria, okolice Salzburga

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007
Austria, okolice Salzburga

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 03.07.2009 22:07

Krótki urlop w oczekiwaniu na tegoroczne wykopaliska, taka była idea. Żeby się zaś dobrze wprowadzić w nastrój do pracy postanowiłam udać się z pielgrzymką do Hallstatt. Myślałam już o tym wcześniej, ale jakoś nie było klimatu, okazji, nie bardzo było po drodze, albo było za wcześnie, albo za późno - w sensie pora roku.
Szukałam, czytałam i okazało się, że najlepszą porą jest czerwiec. I tak oto zadaliśmy kłam statystykom, bo najpiękniejszy tam, teoretycznie, miesiąc okazał się paskudny. W prasie miejscowej pisano, że ostatni taki brzydki czerwiec był 50 lat temu. Ale jakoś mnie nie cieszy, że tak wyjątkowa była aura. Wolałabym normalną, ładną i słoneczną pogodę. Mieliśmy deszcze, wilgotność powietrza rzędu 99% przy dwudziestu kilku stopniach (czyli saunę) oraz powódź. Ale i tak było pięknie chociaż pozostał niedosyt wrażeń, tak więc trzeba to będzie nadrobić.
Hallstatt to wybitne stanowisko archeologiczne, dla naszej części Europy, datowania stamtąd wyznaczają początek epoki żelaza - stąd określenie pielgrzymka. I tak, jako pielgrzym czuję się spełniona absolutnie. Niestety jeśli chodzi o powłóczenie się po górach to fiasko.

Wyjechaliśmy sobie spokojnie w niedzielę popołudniu, nocleg w Cieszynie, Cieszyn hotel 500, www.cieszyn.hotel500.com.pl polecam. 160 zł dwójka ze śniadaniem. Hotelik po remoncie, tuż przed granicą, czyste i miłe pokoiki, sympatyczna obsługa i dobre jedzenie.
Nocleg w Cieszynie był po to, żeby spokojnie sobie dojechać do Austrii i zboczyć gdzieś po drodze (od dawna mam ochotę odwiedzić ruiny dwóch zamków na Słowacji). Niestety, od rana deszcz, deszcz, deszcz. Jechałam więc wolno i mozolnie. Przed Cadca okropny korek - robią pobocza. Później utrudnienia na wielokilometrowym odcinku przed Bratysławą, tam z kolei coś majstrują przy środkowych pasach drogi. Niestety bardzo to spowolniło jazdę, a deszcz odstręczył od zamków.

Tak więc droga była upierdliwa, cały czas w mniej lub bardziej rzęsistym deszczu, niekiedy w ulewie, ale w końcu dojechaliśmy do Bad Ausee gdzie był zjazd na zupełnie już boczną drogę. Jak zobaczyłam czym mam pojechać z Bad Ausee do Obertraun to prawie mi włosy stanęły dęba. Ale nic to, wrzuciłam 4x4 i w górę, podjazd o nachyleniu 16 stopni, a lało jak z cebra (za to zjazd miał 23 stopnie). Droga była lekko zarwana (wyglądała jakby zostało jej pół), następnego dnia ją zamknęli. Przejechaliśmy mimo pełnych zgrozy okrzyków moich pasażerów. Niestety dokumentacji foto nie posiadamy, aż żal. W Austrii już zaczynała się powódź, ale my byliśmy błogo nieświadomi tego faktu.

Hallstatt jest bajkową miejscowością, znaną z wielu obrazków na puzzlach. Obrazek
Położone nad jeziorem halsztackim otoczonym pasmem Dachsteinu - najwyższy szczyt Hocher Dachstein 3005 m. n.p.m. Początkowo usiłowałam zarezerwować kwaterę w samym Hallstatt, nie udało się. Zdecydowałam się więc na Obertraun, turystyczną miejscowość położoną w odległości 5 km od Hallstatt, na przeciwległym brzegu jeziora. W sumie okazało się to lepszym wyjściem. Hotel/pensjonat Apartment Hotel Seerose www.seerose-obertraun.com
Apartament dla maksimum 4 osób, z jedną sypialnią miał kosztować 535 euro za 7 nocy + 1,30 euro opłata klimatyczna od łba dziennie. W sumie za 9 nocy, wraz z tą opłatą, wyszło 721 euro. Polecam, szczerze polecam wszystkim zainteresowanym. Pensjonat prowadzi angielskie małżeństwo, od 5 lat w Obertraun. Bardzo sobie chwalą zamianę Anglii na Austrię. Budynek jest odnowiony, czysty, świetnie położony. Właściciele mili, serdeczni. Generalnie same plusy*. Tak to wyglądało od strony jeziora
Obrazek

Początkowo mieliśmy jechać w trójkę, później namówiliśmy jeszcze jednego kolegę i zrobiło się nas czworo. Apartament zaś okazał się stanowczo trzyosobowy. Już mieliśmy się rozpakowywać, ale właściciel wrócił po chwili i zaoferował nam większy apartament w tej samej cenie. Składał się z dwóch sypialni - każda z własną łazienką i balkonem oraz z saloniku połączonego z kuchnią**. Warunki były naprawdę świetne. Za 8 euro od osoby można wykupić śniadania, ale postanowiliśmy robić je sobie we własnym zakresie.
Zastanawiam się nad wklejeniem widoku z okna z tego pierwszego popołudnia, bo widać niewiele niestety. Bardzo było to wszystko mylące, nawet nie wiedzieliśmy jak piękne góry i w jakiej konfiguracji mamy wokół siebie, wszystko było schowane za koszmarnie zasnutym i mokrym niebem.
Wieczór zakończył się w barze, rozpoznaliśmy bojem podstawowe gatunki miejscowego piwa

* w sumie jeden minus nie minus, ale dla mnie uciążliwe. Mianowicie zakaz palenia w całym budynku :( Po powrocie do pensjonatu czas spędzaliśmy więc na balkonie. Szczęśliwie w knajpach, a przynajmniej w większości z nich są sale dla palących.
** w tym saloniku jest rozkładana kanapa, tak więc apartamenty mieszczą generalnie do 4 lub 6 osób.
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 04.07.2009 23:57

We wtorek rano obudził nas szum deszczu i zupełnie zasnute niebo. Pogoda barowa, ale żeby siedzieć w barze niekoniecznie trzeba wybierać się do Austrii. Zaczęliśmy więc od tego, po co przyjechaliśmy, a więc kilka słów wyjaśnienia.

Epoka żelaza w Europie środkowej zaczyna się w VIII w. p.n.e., jakkolwiek wyroby żelazne pojawiały się wcześniej tu i ówdzie. Były to jednak albo importy, albo wyroby z tzw. żelaza meteorytowego. Z jednej strony początek kolonizacji greckiej, z drugiej najazd stepowego ludu Kimerów, do tego handel, i tak mniej więcej ukształtował się dość jednolity twór kulturowy. Należy też dodać, że etnicznie, cały ten obszar (od obecnej Francji po Czechy i Morawy) zdominowany był przez Celtów.
Okolice Salzburga miały do zaoferowania na wymianę towar niezwykle pożądany - sól kamienną. Ona właśnie przez wiele wieków była głównym źródłem bogactwa tego regionu, od epoki brązu po monarchię Habsburgów. Wraz z rewolucją neolityczną, gdy podstawą gospodarki przestało być łowiectwo i zbieractwo, człowiek musiał nauczyć się uzupełniać niedobór soli w organizmie, zorientował się, że sól jest świetnym środkiem konserwującym, a w końcu zauważył, że zwierzętom hodowlanym oraz uprawianej ziemi też niezbędna jest sól. I tak to się zaczęło. O ogromnej roli jaką odgrywało białe złoto świadczą przedrostki w licznych nazwach własnych oznaczające sól - celtyckie hall, łacińskie sel, niemieckie salz.
W połowie XIX dyrektorem kopalni soli w Hallstatt został Georg Ramsauer i jemu zawdzięczamy odkrycie cmentarzyska oraz pradziejowych sztolni. Od tego właśnie odkrycia, całej epoce nadano nazwę - halsztacka.

Pojechaliśmy do Hallein. Droga, jak się okazało znacznie później, bardzo jest malownicza, niestety deszcz i chmury, chmury i deszcz nie pozwoliły nam docenić widoków. Wszędzie domki śliczne, kolorowe, ukwiecone takie "wylizane". Mają swój urok te małe wioseczki i miasteczka w zupełnie innym stylu niż to, co do tej pory podziwiałam. Śliczne, ale to nie są jednak moje klimaty, to nie jest radosne i nieuporządkowane południe, któremu chaos tak dobrze robi. Tu wszystko pod sznureczek.
Hallein to miasto średniowieczne, bardzo niegdyś bogate, a bogactwo oczywiście z soli. Trzy urocze ryneczki połączone urokliwymi uliczkami. Tylko ten ciągły deszcz odbierał ochotę do włóczenia się. I do robienia zdjęć.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

W tutejszym muzeum jest bodaj najbogatszy zbiór zabytków z okresu wczesnej epoki żelaza, przede wszystkim przedmioty z arcyciekawych tzw. grobów książęcych odkrytych w okolicy. Muzeum mieści się w nowoczesnym budynku, świetnie pomyślanym, ale… Mam kilka zastrzeżeń. Niestety wszystkie opisy są w języku niemieckim, duży minus. Nie wszystkie opisy mają "ręce i nogi", tzn nie wyjaśniają w sposób prawidłowy czegoś co jest istotne. Dla mnie wiele było zrozumiałe bo się na tym znam. W wielu innych przypadkach miałam niedosyt wiedzy. Usiłowałam wypełnić te braki kupując sobie przewodnik, ale i tam opisy są raczej byle jakie. Nie ma też w muzealnym sklepiku wydawnictw naukowych, opracowań, błąd. A co ma powiedzieć człowiek, który w muzeum chce się czegoś dowiedzieć bo np. nie wie nic na ten akurat temat? Biorąc pod uwagę funkcję edukacyjną muzeum jako takiego, to jest bardzo poważny minus. Mimo tych niedostatków gorąco zachęcam zainteresowanych bo ekspozycja swoim bogactwem powala na kolana. Wspaniałe miecze, sztylety, ozdoby, przedmioty codziennego użytku, fragmenty tkanin. Nawet ludzie bo sól konserwowała nie tylko żywność, zachowała też dla nas dawne narzędzia górnicze, a nawet ciała zasypanych eksploratorów. Dodatkiem do muzeum jest kopalnia soli w Bad Durrenberg, tam niestety nie byłam.
W muzeum zdjęć robić nie można, poza fragmentami ekspozycji, takimi jak ten. To zrekonstruowany celtycki wóz bojowy.
Obrazek Obrazek Obrazek
W ogóle ta grupa przedstawia jak się wydaje sposób walki Celtów w dość wczesnym okresie, w okresie ich największej ekspansji i ataku na Rzym oraz Grecję, po obszar dzisiejszej Turcji (IV w p.n.e.). Z opisów w źródłach wynika, że atak wyglądał straszliwie. Część wojowników jechała na wozach bojowych, inni biegli obok, wskakując na konie i zeskakując z nich, wykonywali coś co można by przyrównać do tzw. lezginki. Atakowali nago lub półnago, włosy mieli posmarowane wapnem, białe i sztywno sterczące, wszystko to, oraz przeraźliwe wycie i trąby bojowe miało wzmacniać przerażający efekt, i wzmacniało. Nagość miała prawdopodobnie znaczenie rytualne, mogła też oznaczać przynależność do określonej formacji.
Obrazek rekonstrukcja fajna, w naturze robi wrażenie, jednak wojownikowi brakuje bardzo istotnego elementu. Mógł sobie walczyć nago, mógł mieczem lub włócznią, ale zawsze w czasie walki miał na sobie torques, charakterystyczny naszyjnik. Miał on znaczenie religijne, był symbolem jego życia i osoby, dawał też właścicielowi poczucie, iż jest pod ochroną bogów.

Wszystkie źródła starożytne twierdzą też zgodnie, iż cechą charakterystyczną celtyckich wojowników poza szaleńczą odwagą i nieprzewidywalnością, była nieprawdopodobna wręcz zarozumiałość i pyszałkowatość. Słynny jest opis Strabona o spotkaniu Celtów z Aleksandrem Wielkim, gdy przybyli oni na dwór macedoński, żeby podpisać traktat o przyjaźni. Aleksander spytał czego obawiają się najbardziej na świecie, licząc zapewne, że odpowiedzą mu, iż jego samego. Jednak rozczarować musiał się słynny zdobywca, bo odpowiedź brzmiała - niczego, a tylko tego, żeby niebo nie spadło im na głowę.

Ciekawostką jest, że mieszkając w okolicznych miejscowościach dostaje się egzemplarz karty meldunkowej i za jego okazaniem są zniżki na wejście do muzeów oraz na inne atrakcje turystyczne, np. na kolejkę górską.

Kuchnia
Zaskoczyła mnie nie ukrywam bardzo pozytywnie. Jakoś wyobrażałam sobie kuchnię austriacką jako bezpłciową i nijaką. Myliłam się. Bardzo dobre zupy, wiele różnych bulionów serwowanych z knedlami z chleba, z chleba z wątróbką, przepyszna zupa czosnkowa, zupa gulaszowa. Z drugich dań świetne mięsa w różnych sosach. Doskonale przyrządzone ryby. Mało czego tak nie lubię jak sałaty ze śmietaną, a tu zaskoczenie, inaczej przyprawiona śmietana i efekt doskonały. Tak mi ta kuchnia zasmakowała, że kupiłam sobie dwie książeczki kucharskie. Co do cen. Jest możliwy stosunkowo tani wariant jedzenia czyli kebaby. Nieporównywalne do tych naszych bo składają się z mięsa z dodatkiem warzyw, nie odwrotnie. I smaczne, ale Turków dużo, gdyby były niesmaczne, to by nie przychodzili się pożywić do rodaków. Koszt od 2,80 do 3,50 auro za porcję. Zależnie jaki wariant się zamówi. Sycące i godne polecenia. Poza tym restauracje. Jeśli nie chce się zamawiać z karty co w sumie jest wariantem droższym, należy oglądać co oferuje restauracja jako menu dnia. Rozpiętość cen za obiad od osoby, od 8,50 do 13,50 euro. Ani razu się nie zawiodłam, za każdym razem byłam usatysfakcjonowana, aż mi się miło robi i smacznie na samo wspomnienie.
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 05.07.2009 13:36

Wracając z Hallein, zatrzymaliśmy się w Golling, które urzekło nas już w drodze do celu, tak, że postanowiliśmy się zatrzymać wracając. Kolorowe, urocze, jak ze szklanej kuli, a przynajmniej główna ulica. Deszcz utrudniał, ale nie odbierał uroku temu miejscu.

W Austrii, we wszystkich miastach i miasteczkach, w ich centrach, jest coś takiego jak bezpłatna strefa parkowania, jednak ograniczona czasowo. Z tym ograniczeniem bywa różnie - do 15, 30, 90 minut. Wychodząc z samochodu wypada zostawić za szybą kartkę z godziną rozpoczęcia postoju. I to oczywiście działa w tym uporządkowanym kraju. Tak samo jak brak normalnych szatni (w sensie pilnowanych) w muzeach i knajpach. Wszystko wiesza się na wieszaku i zostawia, bez stresu. Właściciel naszego pensjonatu bardzo był zadowolony z panujących tutaj zwyczajów, z tego, że jak mówił - to nie Anglia, nie kradną rowerów. I z tego, że w zasadzie nie zamykał domu, nie musiał.

Nasi tu byli, albowiem pierwotnie osiedle nosiło słowiańską nazwę "Golica" od szczytu porośniętego wyłącznie trawą, dopiero w 1241 roku zmieniono nazwę na Golling (zły niemiecki, tzn salzburski, biskup to uczynił).
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Czy to są warunki do podziwiania czegokolwiek?
Obrazek
Nie są, cholera, nie są. Bardzo nam pomieszała ta pogoda plany. Ale w końcu w Golling jest zamek, zaatakowaliśmy więc. Niestety, żeby zrobić zdjęcie bryły trzeba by odjechać/odejść kilka kilometrów, więc zdjęcie takie jak pogoda i muzeum, czyli kiepskie.
Nad bramą widać zamkowe kibelki i to w zasadzie opisuje mój nastrój oraz stosunek do wystawy i jej ocenę.
Obrazek
Zamek prawdopodobnie z XIV wieku. No właśnie - prawdopodobnie, bo informacji żadnej nie ma. ŻADNEJ!!! Wstęp 5 euro od głowy (dorosłej), a wszystko co ciekawe, czyli dziedziniec zamkowy, mury od zewnątrz, kaplica (zmarnowana niestety przez rokokowy wystrój, no ale to już moja subiektywna opinia) można oglądać bezpłatnie. Samo wnętrze jest absolutnie bezstylowe, a wystawa poświęcona epizodowi z wojen napoleońskich - bitwie o przełęcz Lueg. W punkcie informacyjnym malutkie przewodniczki po wystawie, zero informacji o samym zamku, nic, ani słowa.
I tu refleksja. Często zamki obiecują znacznie więcej z zewnątrz. A w środku oferują mało ciekawe wystawy, pozbawione stylu wnętrza, spotkało mnie to wielokrotnie. Tak więc trzeba uważać bo można się bardzo rozczarować.
W okolicach Golling, są ponoć przepiękne miejsca, właśnie przełęcz Lueg, wodospady, gotyckie kościoły ukryte wśród skał, no ale co z tego? Było widać chmury. Podobno bardzo fotogeniczne :twisted:
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 05.07.2009 22:37

I tak w sumie zakończył się pierwszy dzień naszego urlopu. Jeszcze kilka zdjęć z okna
Obrazek
Te szopy stojące w wodzie to garaże na łódki
Obrazek
A to już z trawnika nad jeziorem, widok na przedmieście, a raczej przedwioszcze, Hallstatt
Obrazek Obrazek
I Wieża Rudolfa, ponad Hallstatt, a poniżej kopalni, szczytu Plassen, pod którym położona jest kopalnia w ogóle nie widać, jeszcze nie tego dnia
Obrazek
Co było robić dalej, poszliśmy oddawać się prostym rozrywkom, tzn pić, akurat się dobrze złożyło bo kolega miał urodziny.
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 07.07.2009 23:08

Drugiego dnia pobytu znowu obudził mnie nienawistny szum i nie był to miły szum wodospadu. Ale tym razem nie byłam bardzo zła, bo po obchodach święta kolegi nie marzyłam o tym, żeby lecieć bladym świtem na lodowiec. Tak więc przyszedł czas na Hallstatt.
Tak to mniej więcej wszystko wygląda
Obrazek
Ponieważ góry od tej strony jeziora bardzo stromo opadają w dół, zbyt dużo miejsca na budowanie nie ma. Wszystko pnie się w górę. Szosa obok biegnie tunelem, a stara część Hallstatt ma tylko jedną ulicę. Powyżej są wyłącznie wąziutkie, raczej ścieżki niż uliczki i w zasadzie służą jedynie komunikacji, nie ma przy nich nic, ani sklepów, ani knajpek. Do starej części Hallstatt się nie wjeżdża, samochód można zostawić na którymś z licznych parkingów, osobiście polecam parking przy stacji benzynowej, albo przy stacji kolejki do kopalni. Oba są płatne. I już, teraz spacer po tej jedynej uliczce, jedynej, ale uroczej.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Ten najładniejszy odcinek kończy się za kościołem na skale, dalej już nie jest tak bajkowo, zwyczajnie jest choć wąsko. W ogóle kościoły są dwa, ten bliżej jeziora jest protestancki (spokojnie można go sobie darować, bo nic w nim nie ma ciekawego), ten wyżej położony jest katolicki. I właśnie ten kościół i cmentarz obok, to jedna z większych ciekawostek tego miejsca. Kościół jest gotycki, ma też elementy starsze romańskie - portyk pomiędzy świątynią a wznoszącym się nad nią zboczem. Wewnątrz bardzo piękny gotycki ołtarz.
Obrazek Obrazek
Z tyłu jest zejście do krypty. O tyle ciekawej, że wiąże się z dość kuriozalnym testamentem barona Christopha Eyssl von Eysselsberg. Otóż umierając, w 1688 roku, zażądał, aby co 50 lat, w rocznicę śmierci wyjmowano go z krypty, wnoszono do kościoła, a następnie przewożono łodzią do jego zamku i z powrotem. Ten rytuał był odprawiany do połowy XIX wieku. Sam zamek Grub, położony vis a vis Hallstatt jest niestety niedostępny.
Obrazek
Podłoga krypty też w klimacie
Obrazek
A obok kościoła cmentarzyk, mikroskopijny, położony na malowniczym tarasie. Śliczny i kolorowy jak wszystko w Hallstatt.
Obrazek
Miejsca mało, ale praktyczni mieszkańcy i z tym sobie poradzili. Zwyczaj tu panował taki, że po 10 latach zmarłego odkopywano, stosownie sprawiano szczątki - gotując, a później susząc kości na słońcu, w końcu czaszkę składano w kaplicy z nazwiskiem, datą i symbolem, kości długie też zgrabnie układano w estetyczne kupki i już. Miejsce na cmentarzu zwalniało się dla następnego.
Obecnie robi się to mniej tradycyjną metodą albowiem kości są oczyszczane chemicznie. Ktoś, kto chce by jego czaszka była złożona w kaplicy musi to zawrzeć w testamencie i po 15 latach od śmierci go oczyszczą. Ostatnią, jak do tej pory, czaszkę złożono w kaplicy w 1983 roku.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Pierwsza z prawej, kobieca czaszka z 1983 roku
Obrazek

I jeszcze jeden widoczek, który szalenie mi się spodobał, pod sympatyczną knajpką
Obrazek Obrazek

Dzień był długi, bo wiele godzin spędziliśmy w muzeum. To w Hallstatt jest absolutnie rewelacyjne i konieczne trzeba je odwiedzić. Ale o muzeum będzie przy okazji kopalni.
krakuscity
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7908
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 07.07.2009 23:19

Ciekawa relacja, piękne okolice. :D
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 07.07.2009 23:25

krakuscity napisał(a):Ciekawa relacja, piękne okolice. :D

Co do piękna okolic, też tak sobie powtarzałam - że są piękne, bo przecież widziałam w przewodniku :twisted:
Przez pierwsze dni trzeba było wierzyć na słowo :)
Tymona
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2140
Dołączył(a): 18.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Tymona » 08.07.2009 09:45

caal napisał(a):Szukałam, czytałam i okazało się, że najlepszą porą jest czerwiec. I tak oto zadaliśmy kłam statystykom, bo najpiękniejszy tam, teoretycznie, miesiąc okazał się paskudny. W prasie miejscowej pisano, że ostatni taki brzydki czerwiec był 50 lat temu.


To się nazywa "mieć fart" :wink:
No to czekam na cdn. opowieści o deszczowej Austrii.
pozdrawiam
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 08.07.2009 17:06

Tymona napisał(a):To się nazywa "mieć fart" :wink:
No to czekam na cdn. opowieści o deszczowej Austrii.
pozdrawiam

Prawda? :)

Patrząc teraz przz okno, to w sumie jakbym nadal miała urlop :twisted:
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 08.07.2009 17:07

A poziom wody ciągle się podnosił niestety. To miejsce, wg tabliczki - "tylko dla gości" raczej nie zachęcało do parkowania
Obrazek
Nie zachęcały też ławeczki, ani ogródki kawiarni
Obrazek Obrazek
Nawet pomost zniknął pod wodą
Obrazek
A wokół domów gwoli ułatwienia komunikacji rozłożono deski, widać zwyczajna tutaj sytuacja, bo zrobiono to w jakieś 20 minut
Obrazek Obrazek
Z prognoz telewizyjnych wcale nie wynikało, że pogoda się szybko poprawi, zaczęliśmy myśleć o przedłużeniu pobytu.
krakuscity
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7908
Dołączył(a): 11.08.2003

Nieprzeczytany postnapisał(a) krakuscity » 08.07.2009 22:27

Hm ostatnie zdjęcia przygnębiające, mam nadzieję, ze jednak potem słonko Wam zaświeciło.
:D
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 08.07.2009 23:20

krakuscity napisał(a):Hm ostatnie zdjęcia przygnębiające, mam nadzieję, ze jednak potem słonko Wam zaświeciło.
:D


A i owszem, zaświeciło, a najładniej w dniu wyjazdu :) :nice:
Przy tej ilości wody, która na nas spadała wyjście słońca wbrew pozorom nie było miłe, wszystko parowało gwałtownie i bez opamiętania, wtedy trzeba się było natychmiast rozbierać, a nie zawsze było jak.
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 08.07.2009 23:39

Czwartek, a jakże, też nam się objawił deszczem. Zaplanowaliśmy Salzburg. Z planowanego (na)stroju nic nie wyszło, z odrazą włożyłam kolejne warstwy ciuchów, buciory zamiast pantofelków, wszystko rozłożyłam po kieszeniach zamiast wyjąć z walizki inną torebkę, no wiatr i deszcz w oczy.
I tak oto Salzburg mi się nie spodobał, ta perła baroku. Ja wielbicielką baroku nie jestem. A jeśli już musi być barok, to niech on będzie barokowy, przerafinowany, przesadzony, kapiący złotem i kolorami. Nie jest taki ten salzburski, jest stłumiony, szarawy i ascetyczny. Może to wynik wczesnej fazy, może zniszczeń wojennych, a może deszczu, nie wiem. Ale wszystko sprawiło na mnie wrażenie pewnej sztuczności. W te surowe w sumie uliczki i place, zbudowane z kamienia, który w pierwszej chwili wygląda jak beton (co uroku nie dodaje) wtłoczono plastikową treść dla turystów. Tandetne stragany ożywiające śródziemnomorskie miasta szkody im nie czynią, raczej dodają uroku, klimatu, tego czegoś, czego Salzburg nie ma. Bo nawet tutejsze stragany są porządnie poukładane i to się strasznie kłóci z moim bałaganiarskim charakterem. Jak dla mnie, to miasto nie ma ducha.
Pewnie nie jestem obiektywna, ale w końcu relacja subiektywna być może. Czy faktycznie jest taki mało ciekawy? Nie wiem, niech każdy sam osądzi. O moim rozczarowaniu świadczy najlepiej fakt, że zawsze niesyta wrażeń, zaglądania, zwiedzania, podziwiania - weszłam tylko do jednego salzburskiego kościoła i on (kościół św. Franciszka) też mnie rozczarował.

Ale zanim się rozczarowałam - czytałam, planowałam i wprowadzałam się w stan przychylności dla stylów tak późnych. W tym wprowadzaniu okazało się, że jednak! Jest, średniowiecze też jest obecne w Salzburgu. Nie wszystko udało się zmienić i poprawić, tak więc stary układ uliczek starówki pozostał, a jedna z nich jest nawet gotycka. Nie dość, że gotycka, to śliczna ponoć no i mieszkał przy niej niegdyś Paracelsus. Tego lubię, ojca nowożytnej medycyny. Sama nie wiem za co bardziej, za to ojcostwo, czy za porażające któreś z kolejnych imion - Bombastus. Imię to tak mnie niezmiernie urzeka, że jestem jego posiadacza wierną fanką.
Więc prosto z parkingu pognaliśmy na ulicę Pieprzową, bo przekonałam wszystkich, że tak trzeba koniecznie, że inny początek zwiedzania w grę nie wchodzi. I?
Jak widać :wink:
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
caal
Croentuzjasta
Posty: 432
Dołączył(a): 22.03.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) caal » 09.07.2009 00:01

Poszliśmy dalej i wszystko już było pod znakiem Mozarta. Jest wszędzie. Na cukierkach, czekoladkach, alkoholach, kubkach, w szklanych kulach, tylko na papierze toaletowym nie widziałam, ale może nieuważnie patrzyłam.
Obrazek Obrazek Obrazek
Najładniejsza moim zdaniem uliczka starówki, urocze są małe pasażyki kryjące różne miłe zakątki i to właśnie podobało mi się najbardziej.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
I szyldy, szybko zrobiłam zdjęcie tylko M wydało mi się jakoś podejrzanie i paskudnie znajome, no i faktycznie, po chwili zorientowałam się, że ludzie wynoszą spod szyldu charakterystyczne kanapki w pudełeczkach
Obrazek
Bardzo popularne są sklepy z ozdobami, całe mnóstwo - w jednych królują ozdoby bożonarodzeniowe, w innych wielkanocne.
Obrazek Obrazek
Starówka salzburska jest stosunkowo niewielka, ale kilka godzin zajęło nam włóczenie się po niej. Knajpki mają miłe. Niestety przed katedrą remont, fontanna na placu katedralnym obstawiona dźwigami i owinięta płachtami. Ale przed nami była największa atrakcja dnia, czyli twierdza Hohensalzburg
Obrazek
Tymona
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2140
Dołączył(a): 18.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Tymona » 09.07.2009 09:30

faktycznie jakoś mało barokowo - dobrze, że napisałaś, że to barok, bo dom Bombastusa bardziej do szarej płyty zbliżony :wink: :D

caal napisał(a):Poszliśmy dalej i wszystko już było pod znakiem Mozarta. Jest wszędzie. Na cukierkach, czekoladkach, alkoholach, kubkach, w szklanych kulach, tylko na papierze toaletowym nie widziałam, ale może nieuważnie patrzyłam.
pewnie jednak nieuważnie patrzyłaś :wink: :D

pozdrawiam
Następna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???


  • Podobne tematy
    Ostatni post

cron
Austria, okolice Salzburga
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018