Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Albania 2010. Rekonesans z przygodami.

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013
Albania 2010. Rekonesans z przygodami.

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 06.06.2013 20:07

Dlaczego wybraliśmy się do Albanii? Po pierwsze z ciekawości, bo mało znana, bo inna kultura, bo ceny jak u nas, więc tanio, bo cieplej niż u nas, więc troszkę więcej lata i wreszcie dla tego, że mimo moich lat mam jeszcze zdrowie i chęci do dalekich podróży własnym samochodem. Będąc na emeryturze mamy z żoną ten komfort, że na wakacje możemy wybrać sobie dowolny miesiąc. Preferujemy wrzesień ze względu na niższe temperatury, niższe ceny, mniejszy tłok, soczyste dojrzałe owoce, szczególnie moje ukochane dojrzewające na polu arbuzy i prosto z drzewa rwane figi.
Zanim jednak o Albanii to najpierw kilka słów wstępu, by wyjaśnić jak to się stało, że właśnie tam spędziliśmy w ubiegłym roku fantastyczny urlop. Po wypadach do Włoch, w 2009 roku postanowiliśmy wybrać się na Bałkany. Szukaliśmy czegoś mniej znanego, czegoś co będzie stanowiło doskonałą bazę wypadową do zwiedzania i odpoczynku. Jedna załoga (pojechaliśmy dwoma samochodami) preferowała pobyt stały i wylegiwanie na plaży. my woleliśmy zwiedzanie i plażowanie z umiarem. Byliśmy też ciekawi najróżniejszych plaż. Tych w zatokach i schowanych za wyspami oraz tych otwartych na morze. Zastanawialiśmy się nad urlopem na wyspach, ale zwiedzanie wymagało by korzystania z promów. Po analizie informacji w Internecie wybór padł na Neum, jedyne miasto Bośni i Hercegowiny sąsiadujące z Adriatykiem. Znaleziona w Internecie Villa Plava (niebieska z nazwy od koloru elewacji) okazała się tanim i sympatycznym miejscem na pobyt. Gospodarze, na co dzień mieszkający w Zagrzebiu, rozmawiali po angielsku. Okazało się na miejscu, że klimatyzacja nie wymagała dopłaty, a samochody znalazły darmowe miejsce w garażu. Sporo zwiedziliśmy i potwierdziło się, że Neum to doskonała baza wypadowa do zwiedzania środkowych Bałkanów. Przez 10 dni pobytu zwiedziliśmy naprawdę sporo, ale o pobycie w Neum napiszę może innym razem, bo Albania czeka.
W 2010 roku, zachwyceni urlopem w Neum, postanowiliśmy pojechać trochę dalej. Na urlop wybraliśmy Ulcinj położony na krańcu Czarnogóry, niedaleko od granicy z Albanią. Tak dokładnie, to byliśmy 12 km od centrum Ulcinja, przy Wielkiej Plaży (12 km) w letniskowej miejscowości Doni Sztoj.
1 NEUM.png
Ten niebieski budynek to nasza Villa Plava
2 NEUM.png
Widok z rodzinnego tarasu
3 NEUM.png
Mała Plaza w Ulcinju w ciągu dnia
4 NEUM.png
Wieczorne sprzątanie
5 NEUM.png
Tu zawsze mieliśmy wolne miejsce
aga_stella
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 947
Dołączył(a): 25.08.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) aga_stella » 06.06.2013 20:41

Pierwsza zasiadam :D . Pisz! Byliśmy w Czarnogórze (Petrovac) i bardzo chciałam choć na jeden dzień do Albanii, ale koleżanka nie miała paszportu i z tego względu odpuściliśmy. Być może w tym roku się tam wybierzemy (plany zmienne jak w kalejdoskopie). Też jeździmy we wrześniu, główne powody- takie same, choć do emerytury jeszcze trochę brakuje :lol: .
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 06.06.2013 20:52

(2) Będąc w Ulcinju, bliskość albańskiej granicy oraz specyficzny klimat tego zakątka Czarnogóry, skusiły nas do odwiedzenia tajemniczego państwa tysięcy bunkrów. W planach było zwiedzenie Szkodry z zamkiem Rozafa, kultowej Kruji z zamkiem Skanderbega, oraz stolicy kraju Tirany. Jak na jednodniowy rekonesans, plan okazał się zbyt ambitny, więc bardzo szybko uległ modyfikacji. Postanowiliśmy pojechać tylko do Kruji, najważniejszego miejsca dla każdego Albańczyka. Bliski Ulcinja Szkoder pozostawiliśmy na później. Trasa z Ulcinja do Sukobin/Muriqan, granicy z Albanią, to 26 km dość wąskiej asfaltowej drogi dopiero od niedawna otwartej dla turystów, bo nawet wujek Google nakazywał jazdę przez Hani i Hoti, twierdząc, że to jedyne przejście z Czarnogóry do Albanii. Za granicą, podobną drogą, już po 14 kilometrach docieramy do równie wąskiego mostu. Przed nami rzeka Buna (Bojana). Stalowy most, pokryty luźnymi deskami, wydawał charakterystyczny łomot pod przejeżdżającymi samochodami, budząc strach wśród pasażerów. Po drodze mijaliśmy budujący się nowy hotel i nowy betonowy most. Ruch wahadłowy zmusił nas do zatrzymania. Teren między dawniej zamkniętą granicą z Czarnogórą a rzeką zamieszkiwali i nadal zamieszkują ubodzy Cyganie , którzy natychmiast obstąpili samochód. Dzieci go całowały wieszając się na lusterkach, a starsza Cyganka, przyklejona do szyby, prosiła o jałmużnę. Byliśmy zaskoczeni, zszokowani i zatroskani o stan lakieru i samochodowych akcesoriów. Pamiętaliśmy jednak, że nie należy otwierać drzwi i okien i mimo pierwszego odruchu, nie należy ulegać pokusie udzielenia pomocy. Kiepskie powitalne wrażenie. Niektórzy byli tak zszokowani, że zaraz za mostem zawracali. Zapewne byli to ci, którzy zaczynają swoje wspomnienia z wakacji w Albanii od słów: Nigdy więcej…. Na szczęście nic złego się nie stało i bardzo szybko mogliśmy ruszyć dalej. Po chwili byliśmy po drugiej stronie rzeki, gdzie policjanci pilnowali wjazdu i wejścia na most oraz kierowali ruchem. Nowy most jest zapewne już oddany do użytku i dzięki tej inwestycji albańskie powitania nie będą aż tak szokujące. Za mostem skręciliśmy w prawo, pozostawiając po lewej Szkodrę z górującym nad miastem zamkiem. Będącą wówczas w przebudowie drogą SH1, po przejechaniu ok. 70 kilometrów, dojechaliśmy do Kruji.
W drodze do tego malowniczego miasta pierwszy raz doświadczyliśmy, że w Albanii oznakowanie robót drogowych jest bardzo umowne i do normalności należy nagła zmiana nawierzchni z asfaltu na luźno nawieziony tłuczeń oraz oznakowanie objazdów w postaci cienkich strzałek malowanych spreyem na dużych przydrożnych kamieniach. Trzeba jednak pamiętać, że prywatne samochody pojawiły się w Albanii dopiero po upadku reżimu Envera Hodży, czyli jakieś trzydzieści lat temu, a prawa jazdy zdobywano najpierw w przygranicznych miasteczkach Grecji i w południowych Włoszech. Dopuszczalne prędkości są bardzo niskie, bo na terenie zabudowanym dopuszczalna prędkość wynosi tylko 40 km/godz., na zwykłych drogach 80 km/godz., na nowych drogach szybkiego ruchu w zasadzie 90 km/godz. Na nowiutkiej nowoczesnej autostradzie z Kosowa można jechać „aż” 110 km/godz.. Rzeczywiście wszyscy jeżdżą niezbyt śpiesznie, bo policjanci, często w pokaźnych grupkach, stoją co kawałek i kontrolują miejscowych. Sprawdzają, czy samochody na obcych blachach nie powinny być już dawno przerejestrowane. Jak zorientują się, że autem jedzie obcokrajowiec, każą jechać dalej.
6 POLICJA.png
Kontrole co kilkanaście kilometrów
Na szczęście nie trzeba już wypełniać na granicy deklaracji na wwóz i wywóz swojego auta. Mają też takie malutkie „lornetkowe” radary. Miałem wątpliwą przyjemność przekonać się o ich skuteczności w Bośni, jadąc, w 2010 roku, na urlop do Ulcinja. Cudowna trasa między Banja Luką a Jajce, wijąca się kanionem wzdłuż rwącej rzeki Vrbas. Uwielbiam takie drogi, ale tylko wtedy, gdy nie ma nich chłopców radarowców. Ale wróćmy do Albanii. Tu jest ich też całkiem sporo. Podstawowe zasady ruchu w tym kraju to zdrowy rozsądek i wyobraźnia oraz baczna obserwacja nawierzchni drogi, pieszych i innych kierowców. Trzeba pamiętać, że prywatne samochody można tu mieć dopiero od 30-tu lat, a zamiast dróg Hodża przez 40 lat wybudował ponad 800 tysięcy bunkrów. Wszędzie jest ich pełno. Nie zawadzi przyglądać się też jezdni, bo z nią, jak wcześniej wspomniałem, różnie bywa, a i brak pokrywy na studzience też się może zdarzyć. DZIURA CH.png[/attachment]
7 DZIURA CH.png
Dziura w chodniku
Trzeba zapamiętać sobie raz na jutro, że pierwszeństwo zawsze mają piesi, później rowerzyści i ciężarówki a na końcu osobówki. O motorkach i różnych wynalazkach do jeżdżenia nie wspomnę, bo one bez problemu jeżdżą lewą stroną lub pod prąd. I jeszcze jedno, aby skończyć ten wątek. Nie należy się dziwić, że znaki pierwszeństwa czy kierunku ruchu, są często umowne oraz, że czasem ktoś pojedzie przez rondo w przeciwnym kierunku, bo bliżej, lub zatrzyma samochód na jedynym wolnym pasie, by udać się na „moment” do sklepu lub by pogadać z kumplem. Używanie klaksonów jest tu powszechne. Dość podobne jest w Ulcinju.
Przechodzenie przez przejście na czerwonym świetle, i to przy policjancie, nie jest niczym dziwnym. Sami tak też chadzaliśmy, ale na wszelki wypadek w otoczeniu miejscowych. Na samodzielne wyprawy jakoś nie mieliśmy odwagi. Nie widzieliśmy jednak ani jednej kolizji i ani jednej stłuczki. Może to dla tego, że nie widzieliśmy też brawury, pijaków, gadaczy komórkowych i pospolitego chamstwa. Może też dla tego, że Albańczycy kochają swoje samochody. Wbrew temu wszystkiemu, a może właśnie dla tego, jeździło się nam tego dnia całkiem fajnie. Wreszcie osiągamy pierwszy cel naszej podróży, dojechaliśmy do Kruji. cdn
Załączniki:
8 DZIURA DR.png
Dziura w jezdni
k.ka
Odkrywca
Posty: 67
Dołączył(a): 16.05.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) k.ka » 06.06.2013 21:03

Ja też czekam na resztę, bo od roku mi się Albania śni i chyba za rok będę musiała zaspokoić moje pragnienia zobaczenia tego kraju :)
krasiu666
Cromaniak
Posty: 807
Dołączył(a): 08.06.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) krasiu666 » 06.06.2013 21:24

To sobie poczytamy, a zapowiada się ciekawie.
MarDomi
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1270
Dołączył(a): 21.09.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) MarDomi » 06.06.2013 22:47

Bardzo ciekawie, czekam na więcej :)
-Katka-
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1005
Dołączył(a): 26.11.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) -Katka- » 07.06.2013 05:24

Też poczytam, te przygody mnie zaintrygowały :wink:
ARTUR_KOLNICA
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 741
Dołączył(a): 19.05.2011

Nieprzeczytany postnapisał(a) ARTUR_KOLNICA » 07.06.2013 10:34

Póki co to mi wygląda na antyreklamę tego pięknego kraju.

8O
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 07.06.2013 14:29

Jestem zafascynowany tym krajem i ludźmi tam mieszkającymi, a opisuję to co widziałem. Może i po to by być przygotowanym na najróżniejsze niespodzianki. Staram się nie popadać w skrajności, ale też nie piszę folderu dla biura turystycznego. Każdy ma prawo do własnej oceny, ale chyba nie jest tak jak myślisz, bo w zeszłym roku całe wakacje spędziliśmy właśnie w Albanii.
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 07.06.2013 16:13

(3) Bez większych problemów dojechaliśmy do Kruji, jednego z najstarszych miast w Albanii, pięknie położonego na zboczu wzgórza o tej samej nazwie. Nie wiedząc, że można dojechać aż do bram cytadeli, zajechaliśmy, klucząc krętą drogą wśród ludzi i samochodów, na jeden z parkingów, gdzie pokazano nam zacienione miejsce w starej szopie. Wyglądało, jak na nasze przyzwyczajenia, dość dziwnie, a koszt to jedynie 1 €/dzień. Dwóch nastoletnich chłopców zaproponowało nam, za jedyne 2 €, umycie samochodu, ale z tej propozycji już nie skorzystaliśmy. Nie zostawiając im kluczyków udaliśmy się do zamku. Wokół sporo młodzieży spieszącej się do szkolnego autobusu. Zastanawialiśmy się jak ten autobus tu wjechał i gdzie zawrócił. Przeszliśmy się prześliczną uliczką rzemieślników, którzy na miejscu wyrabiają przeróżne miejscowe cudeńka.
10B ALB. KRUJE 5.JPG
Kruje. Kolorowa uliczka
10A ALB. KRUJE.jpg
Kruje. Uliczka rzemieślników
Właściciele zachęcają uśmiechem do wejścia. Przed wyjazdem dowiedzieliśmy się, że Kruje to jedyne miejsce w Albanii, gdzie można kupić oryginalne albańskie pamiątki. Zaglądając po drodze do kilku warsztatów doszliśmy wreszcie do zupełnie pustej drogi prowadzącej do bram twierdzy.
9A ALBANIA KRUJE WEJŚCIE.JPG
Kruje. Dojście do zamku
Mijając główną bramę i od razu trafiliśmy na stragany z biżuterią, obrusami i nawet czymś mocniejszym. Daliśmy się skusić. Dziewczyny kupiły sobie śliczne bransoletki, a panowie miejscowy trunek noszący dumne imię albańskiego bohatera narodowego Skanderbega. Różne są zdania na temat tego albańskiego „koniaku”, ale my jako mało wybredni turyści, rozkoszowaliśmy się późnym wieczorem jego delikatnym smakiem, wspominając przeżyte w drodze powrotnej przygody. Smaku dodawała też atrakcyjna cena, 2 € za 0,5 litra.
11A Albania Kruje Małzoleum.JPG
Kruje. Zamek. Stragany i widok na mauzoleum Skanderbega
Na terenie cytadeli mieści się mauzoleum Skanderbega (Jerzego Kastrioty) który urodził się właśnie tutaj w Kruji. Walczył w szeregach armii osmańskiej, w której dorobił się, oprócz wielu tytułów, stopnia generała. Po śmierci swego ojca, w wieku 25 lat, zdradził sułtana postanawiając powrócić do Albanii. Stał się bohaterem narodowym broniąc Albanii przed najazdami Turków, u których wcześniej służył. Współpracował wtedy z Rzymem i Wenecją i może właśnie dla tego, mimo intensywnej tureckiej islamizacji, chrześcijaństwo ma się tu zupełnie dobrze. Dziś Albańczycy należą do najmniej ortodoksyjnych wyznawców Allacha, zapewne także w wyniku polityki reżimu Hodży. Za jego dyktatury, w całej Albanii, czynny był tylko jeden meczet w Tiranie i to tak naprawdę tylko dla muzułmańskich dyplomatów. Teraz o nowe meczety dba Arabia Saudyjska, która w tym rejonie Bałkanów ufundowała ich już całkiem sporo.
Widoczny przy wejściu budynek mauzoleum, teraz widziany ze szczytu zamkowego wzgórza, został wzniesiony współcześnie wg projektu córki znienawidzonego Envera Hodży.
18A ALB. KRUJE 3.JPG
Kruje. Mauzoleum widziane z góry

Zwiedzamy ruiny zamku, który został zniszczony dopiero w 1617 roku i to w wyniku potężnego trzęsienia ziemi. Podziwiamy panoramę miasta i pobliskich gór.
17A ALBANIA KRUJE 5.JPG
Kruje. Najwyżej położona część zamku
14A Widok z Kruje.JPG
15A Kryje 2.JPG
16A ALBANIA KRUJE 2.JPG
13A ALBANIA KRUJE 1.JPG
Kruje. Widok z zamku.
19A Kruje Restauracja.JPG
Wejście do zamkowej restauracji

Po nacieszeniu oczu uraczyliśmy się, w zamkowej restauracji, mocną kawą po turecku. Przelicznik Euro był mniej korzystny niż w mieście, ale i tak całkiem znośny. Wyszliśmy z cytadeli i po ponownym przejściu kolorową uliczką rzemieślniczych kramów stanęliśmy zakłopotani na skrzyżowaniu. Nie bardzo wiedzieliśmy, gdzie jest nasze auto. Zdania, jak zwykle, były podzielone, ale po tylko jednej nieudanej próbie autko się znalazło. Dla czarnego samochodu szopa była doskonałym parkingiem. Młodzi chłopcy myli ochoczo dwa Mercedesy (ukochana marka w Albanii). Trzeba wiedzieć, że starsze modele to już nie "merole", to "benzy". Ręczne myjnie, o bardzo różnym stopniu „umaszynowienia” są dosłownie wszędzie i cały czas mają zajęcie. Żałowaliśmy, że nie daliśmy umyć naszego zakurzonego czarnego brudasa, bo na tle albańskich samochodów wyglądał mało ciekawie. Mieliśmy już wracać do Szkodry, bo nastepny zamek czeka na zwiedzanie, ale postanowiliśmy pozostawić tą przyjemność na inny dzień. Jedziemy do stolicy. Tuż przed Tiraną postanowiliśmy znów zmienić plany i pojechać nad morze do Durres. Zamiast stolicy zapragnęliśmy zobaczyć największy port Albanii, a tak naprawdę byliśmy już stęsknieni i plaży i czyściutkiej ciepłej wody. O Durres i powrocie z przygodami napiszę następnym razem.
MWN
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1980
Dołączył(a): 18.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) MWN » 07.06.2013 18:01

Właśnie wróciłem z MNE i krótkiego wypadu do Albanii. Najważniejsze: nie bójcie się, że się nie dogadacie! Próbują jak się da, niektórzy nawet po serbsku. No i są całkowicie nastawieni pozytywnie do obcych i do tego by się z nimi porozumieć. To dla mnie największe odkrycie w Albanii.
CROnikiCROpka
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2171
Dołączył(a): 04.03.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) CROnikiCROpka » 07.06.2013 18:27

Ciekawa relacja. Czekam na ciąg dalszy.
Skooter
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 154
Dołączył(a): 28.07.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Skooter » 07.06.2013 19:26

Witam. Zasiadam i ja do ciekawej relacji . Czekam na ciag dalszy . Pozdrawiam.
erde
Croentuzjasta
Posty: 219
Dołączył(a): 01.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) erde » 08.06.2013 07:16

(4)Po wjeździe do miasta zatrzymaliśmy się przy głównej szerokiej ulicy i udaliśmy się, jak się okazało, na zupełnie pustą plażę. W Albanii rok szkolny rozpoczyna się tak samo jak u nas, więc w dni powszednie od września na plażach jest pusto. W soboty i niedziele jest zapewne tłoczno, bo do Durres przyjeżdża cała Tirana. Woda, ze względu na bardzo drobniutki piasek, była przy brzegu nieco mętna, ale cieplutka, a w porównaniu do wody w Neum, wręcz gorąca. Miejsce doskonałe dla dzieci, gdyż nie ma tu kamieni i jeżowców, a piaszczyste dno bardzo łagodnie opada ku morzu, dając poczucie pełnego bezpieczeństwa. Kocham cieplutką wodę, więc nie bardzo chciało mi się z niej wychodzić. Jeszcze troszkę leniuchowania na plaży po której jeździły dziwne kolorowe pojazdy, obładowane tak akcesoriami do pływania, że nie było widać kierowcy. Pojawił się także człowiek na osiołku z owocami, oraz inny z taczką, chyba prosto z budowy, i rusztem do prażenia kukurydzy, albańskiego przysmaku.

Nigdzie na plaży nie natrafiliśmy na porozrzucane śmieci. Piasek, w odróżnieniu do szarego czarnogórskiego z Ulcinja, był żółty, choć bardziej drobny od naszego bałtyckiego. Po kąpieli w morzu i odpoczynku udaliśmy się na posiłek. Nie znając albańskiego i nie mając miejscowej waluty, czyli albańskich leków, nie mieliśmy ochoty na eksperymenty smakowe i rozglądaliśmy się za czymś znajomym. Idąc do auta zobaczyliśmy przy hotelowej restauracji stragan z kurczakami i baraniną z rożna. Miły chłopak, widząc nasze zainteresowanie, natychmiast zaprosił nas do restauracyjnego ogródka i po chwili mieliśmy podane na talerzach po pół kurczaka z frytkami, jakąś zieleniną i wodę do popicia. Za 4 porcje zapłaciliśmy 10 € wraz z napiwkiem. Na zwiedzanie miasta i jego zabytków czasu już nie starczyło. Nadszedł czas na powrót do Ulcinja.

Tym razem z Vore pojechaliśmy bezpośrednio do Fushe koło Kruje. W połowie drogi, zobaczyłem, jak z miedzy kół poprzedzającego mnie ciężarowego samochodu wyłania się coś dziwnego. Ni to kamień, ni papierowa torba, coś o kremowej barwie. Okazało się, że to niestety kawałek jakiegoś płaskiego kamienia. W pierwszej chwili ulga, bo płaski. Brak pobocza i samochody wokół nie pozwoliły na jakikolwiek manewr. Złapałem mocno kierownicę i biorąc przeszkodę dokładnie między koła najechałem na nią. Kamień był na tyle płaski, ze przód samochodu przeszedł nad przeszkodą bez najmniejszego problemu. Niestety szczęście trwało zaledwie ułamek sekundy i po chwili samochód z czterema osobami na pokładzie podbiło w górę tak mocno, że po powrocie na drogę natychmiast zgasł silnik i zapaliły się wszystkie możliwe kontrolki, łącznie z informacją o przebitych oponach i awarii silnika. Po prostu tylne koła oderwały się od jezdni. Do dziś nie wiem czy poderwało kamień i ustawiło go w pionie, czy tył obciążonego samochodu był nieco niżej od przodu. Wycisnąłem odruchowo sprzęgło by jadąc rozpędem powoli wytracać prędkość, gdyż za mną i zboku nadal jechały rozpędzone pojazdy. Po kilkunastu metrach skręciłem do stacji benzynowej unikając parkowania w moim bagażniku.

Podbicie auta jest najgorszym z przypadków najechania na leżącą na jezdni przeszkodę. Przy większej prędkości nawet w lekkim skręcie lub niesymetrycznym najechaniu na taką przeszkodę na 100% traci się kontrolę nad autem. Tak samo się dzieje gdy jadąc ze sporą prędkością ścinając zakręt trafi się tylnym kołem na krawężnik. Dobrze, że nie przyszło mi do głowy omijanie przeszkody i, że jechaliśmy wolniej niż kierowca na filmiku znalezionym w sieci. Tutaj można oglądnąć, ku przestrodze, filmik z najechania na leżący na jezdni kamień i przerażające tego skutki.
.

W Albanii Honda nie miała serwisu, a wcześniej nie widziałem ani jednego UFO Civica. Wysiadając zauważyliśmy pod samochodem dużą plamę. Spodziewając się najgorszego zaglądnąłem pod auto i sprawdziłem tajemniczy płyn. Stwierdziłem, że to nie olej i nie płyn z chłodnicy, a tylko woda z rozmrażającej się klimatyzacji. Ogromna ulga. Niestety z tyłu, w okolicy zbiornika paliwa, na plastikowej osłonie było widać miejsce uderzenia i spore pęknięcie. Na szczęście nie było oznak nieszczelności. Plastikowy zbiornik wytrzymał próbę przebicia. Wahacze i koła wyglądały na nienaruszone. Włączyłem kluczykiem zapłon i po chwili wszystkie kontrolki przyjaźnie do mnie zamrugały. Komputer pokładowy nie informował już o awarii. Co za ulga. Naciskając przycisk startera usłyszeliśmy miły pomruk silnika. Ruszyliśmy i już bez przygód dojechaliśmy wieczorem na kwaterę w Ulcinju.

Cała wycieczka to troszkę ponad 320 km. Degustując na tarasie kupiony w Kruji trunek postanowiliśmy odpuścić sobie Szkodrę, bo już wtedy wiedzieliśmy, że tu jeszcze przyjedziemy. I tak też się stało. Wakacje 2012 to właśnie wakacje w Albanii. Ale o tym innym razem. Dla niecierpliwych mam dobrą wiadomość. Kolega, który, wraz z nami i swoją lepszą połową, był w Czarnogórze i na opisanym powyżej rekonesansie, też zauroczył się tym krajem. Na wakacje w 2012 roku znów razem pojechaliśmy do Durres.
Załączniki:
24A Durres Biznes na taczce.JPG
Biznes na taczce.
23A Durres 3.JPG
Gdzie jest właściciel tego kramu?
22A Durres1.JPG
Objazdowy interes
21B Na plaży w Durres.JPG
21A Durres.JPG
20A Albania Plaża Durres.JPG
Pusta plaża w Durres
Ostatnio edytowano 08.11.2015 13:05 przez erde, łącznie edytowano 2 razy
k.ka
Odkrywca
Posty: 67
Dołączył(a): 16.05.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) k.ka » 08.06.2013 10:12

Mam pytanie jak wyglądały zakupy w Krujë? Rodzice byli w Albanii w 2008 i od chwili zobaczenia ich zdjęć jestem zafascynowana tym krajem. Jednak mama wspominała, że nikt jej za bardzo serio przy cenach czy targowaniu nie traktował, jak chciała coś kupić to wysyłała tate :lol: To prawda, czy coś się może zmieniło :)?
Następna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży


  • Podobne tematy
    Ostatni post

cron
Albania 2010. Rekonesans z przygodami.
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019