Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Rumuńskie wyrypy

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 34197
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 06.06.2010 13:12

Tabliczki informują, że do Papuşy jest stąd pięć godzin - zapewne bym to skrócił, ale przy tej widoczności postanawiam wrócić do rozstajów i stamtąd zejść z niebieskimi krzyżami koło schronu Salvamontu. Pies chyba wyczuł jakąś zwierzynę, bo pogalopował dokądś ostro. Wołam kilka razy, ale bezskutecznie. Czekam jeszcze chwilę, w końcu wracam - mam nadzieję, że się nie zgubi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tym razem podążam trawersem i właśnie na nim dogania mnie Ciapuś. Jednak co węch - to węch. Mgły rozwiewają się dopiero, gdy jestem już blisko schronu. Przechodzę obok największego w tych górach jeziorka (od niego pochodzi nazwa górującego nad nim szczytu) i robię piknik przy schronie. Tym razem przygotowuję od razu posiłek dla nas dwóch, ale najpierw zjadam swoją część, a potem częstuję mojego kumpla, który leży spokojnie obok mnie i czeka na swoja kolej. Muszę przyznać, że jest bardzo dobrze wychowany. Wspominam również mojego kompana sprzed dwóch dni - cóż, towarzysze moich wędrówek najwyraźniej schodzą na psy. Ale - na całkiem miłe psiaki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po posiłku obniżam się lekko ścieżką w kierunku bocznego grzbietu, spadającego spod szczytu Iezerul Mare, by następnie wspiąć się na niego, pozostawiając dolinę Iezerul po prawej ręce. Znów wkraczam w rejon mgieł i coraz trudniej wypatrzyć ścieżkę w trawach szeroko rozlewającego się tutaj grzbietu. Kiedy idzie się przez dłuższy czas i nie widać żadnego oznakowania, to znaczy, że się zgubiło szlak - albo, że... idzie się dobrze, tylko szlak jest słabo wyznakowany. Słupki stoją dosyć rzadko, a za każdym razem, kiedy próbuję domyślić się dalszego przebiegu trasy, Ciapuś układa się wygodnie w trawie i czeka na rezultaty. Z rozrzewnieniem wspominam mojego przewodnika z Bucegi - psa z kulawą nogą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 34197
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 06.06.2010 13:14

W końcu jednak, bez sięgania po kompas, docieram do granicy lasu i od tego miejsca nie ma już żadnych problemów orientacyjnych - leśna dróżka prowadzi przez zamglony las, najpierw jeszcze łagodnie, potem zakosami pokonuje stromy spad i wkrótce osiągam dno doliny. Po zwalonych pniach i gałęziach przez potok i ostatnie cztery kilometry wygodną drogą aż do schroniska Voina.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zachodzę do schroniska, zadaję tradycyjne pytanie o pogodę - słyszę tradycyjną odpowiedź. No tak, na głupie pytanie, głupia odpowiedź. Skąd kto ma wiedzieć, jaka pogoda będzie?? Przecież jeszcze jej nie było.
Wracam do wozu; mój kumpel biega z jakimś napotkanym foksterierem. Przebieram się, siadam za kierownicą - może lepiej, że nie będzie łzawego pożegnania. Odjeżdżając, obserwuję go w lusterku wstecznym; jakiś żal jednak serce ściska - przeszliśmy razem kawał drogi. Żegnaj, Ciapuś...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Za mną kolejny dzień z fatalną widocznością, a smsy z kraju wieszczą totalne załamanie pogody. Idzie zimny front, opady śniegu... A ja przecież mam jeszcze w planie Făgăraş. Co robić? Poczekam z decyzją do rana, a na razie podjadę jednak w miejsce, z którego mógłbym następnego dnia zrobić fajną wycieczkę. Obieram kierunek na jezioro zaporowe Vidraru, dokąd dojeżdżam już późnym wieczorem. Jeśli poranek będzie się zapowiadał obiecująco, podjadę kawałek wyżej i zrobię pętelkę, atakując główny grzbiet od południa. Jeśli kiepskie prognozy się sprawdzą, to przejadę trasą transfagarską na północną stronę gór i rozpocznę kilkunastogodzinny powrót do domu. A na razie - sięgam po kolejne piwko.

Pozdrawiam,
Franz
http://wfs.freehost.pl
http://wfs.cba.pl
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 34197
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 10.06.2010 14:20

Kolejny ranek wstaje pochmurny. Opóźniam podjęcie decyzji - najpierw zjeżdżam 8km z powrotem pod ruiny zamku Poienari. Gdy przygotowuję się do spaceru, obstępuje mnie spora gromada psów. Są przyjacielskie, ale wścibskie; omal nie porywają mi buta, a na szelest worka foliowego skaczą na mnie, dopominając się o poczęstunek. Gdy ruszam w stronę ruin, towarzyszy mi cała wataha - cóż, moje towarzystwo rośnie w siłę...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostrym marszem szybko dostaję się do zamku, ale to tylko marne resztki murów, wyposażone w psujące wrażenie betonowe schody i metalowe poręcze. Za to położenie piękne - zamek Drakuli dominuje wysoko nad zakrętem doliny, oferując piękne widoki w dół. W górę - to już tylko chmury.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracam do wozu i podjeżdżając w kierunku tunelu pod głównym grzbietem, zatrzymuję się jeszcze przy jeziorze, którego wczoraj po ciemku za dobrze nie widziałem. Potem kurs w górę; widoczność kończy się na wysokości schroniska Pârâul Caprei ([pyryul kaprei] Kozi Potok). Trochę wyżej wychodzę jeszcze z wozu przy wodospadzie Capra, ale jego początek ginie gdzieś we mgle.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od tego momentu widoczność maleje z każdą chwilą i wkrótce nie sięga dalej niż kilka metrów. Światła przeciwmgielne nic nie dają - przebijam się przez mleczny świat z duszą na ramieniu. Nie zawsze w porę zauważam, że jestem akurat na serpentynie, co powoduje czasem konieczność wykonania dodatkowych manewrów. Na szczęście, nikt inny nie wpadł na pomysł przejazdu tą drogą o takim czasie. Nie jestem do końca pewien, czy nie będę musiał wracać, jeśli się okaże, że tunel jest już zamknięty.

Nagle szarobiel wokół mnie gwałtownie ściemniała - w pierwszym momencie się wystraszyłem i dopiero po chwili do mnie dociera, że jestem w tunelu. W ogóle go nie zauważyłem - dobrze, że był otwarty, bo pewnie bym się zatrzymał dopiero na jego wrotach. A w tunelu mgła niewiele rzadsza. Temperatura spadła poniżej zera, a po przejeździe na drugą stronę gór - dodatkowo deszcz. To jest kropka nad "i" - koniec mojej tegorocznej rumuńskiej eskapady. Zjeżdżam nadal bardzo powoli i ostrożnie; cokolwiek zaczyna być widoczne dopiero na wysokości Bâlea Cascada [bylia kaskada], ale deszcz pada w dalszym ciągu.

Śniadanie robię dopiero po zjeździe do głównej szosy. Deszcz zamienił się w kapuśniaczek; gór nie widać wcale. W myślach przebiegam ponownie przebyte trasy, odwiedzone miejsca. To był zdecydowanie najmniej udany z moich rumuńskich wypadów. Czy żałuję, że w ogóle przyjechałem? Nie! Skądże! Szkoda wprawdzie, że często nie widziałem nawet gór, po których chodziłem, ale nie pozwoliłbym sobie tych dni odebrać. Czy w takim razie jestem zadowolony z wyjazdu? Nooo, mogło być lepiej. Ale cóż - to tylko jeden powód więcej, by tu powrócić. W głowie, oprócz mapy miejsc do zobaczenia, powstaje mapa miejsc do koniecznego powtórzenia. Tylko, kiedy ja to wszystko zdążę?..

Obrazek

Mijają kilometry, pogoda się poprawia. Kiedy mijam Cluj, świeci ładne słońce, nad głową mam kawał błękitu. Ale po lewej, w górach Apuseni (Zachodnie), wierzchołki nadal tkwią w chmurach. Pod nimi ciemnozielone plamy lasów iglastych oraz... białe plamy polan. Spadł śnieg.

Pozdrawiam,
Franz
http://wfs.freehost.pl
http://wfs.cba.pl
Tymona
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2140
Dołączył(a): 18.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Tymona » 12.06.2010 11:55

...i epilog, ...i podsumowanie, że to "najmniej udany z rumuńskich wypadów", ....i na dodatek ten śnieg... znaczy się koniec rumuńskich opowieści? czy może znowu nie tym tropem idą moje skojarzenia i to koniec, ale opowieści z tego konkretnego mglistego wypadu?

pozdrawiam
:D
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 34197
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 12.06.2010 16:55

Tymona napisał(a):...i epilog, ...i podsumowanie, że to "najmniej udany z rumuńskich wypadów", ....i na dodatek ten śnieg... znaczy się koniec rumuńskich opowieści? czy może znowu nie tym tropem idą moje skojarzenia i to koniec, ale opowieści z tego konkretnego mglistego wypadu?

"Coś się kończy, coś się zaczyna..."
Życie to otwarta księga. Czasem kończy się strona, czasem cały rozdział. W przypadku Rumunii, jeszcze kilka kartek pozostało. A mam nadzieję, że w międzyczasie życie dopisze nowe rozdziały. Może już wkrótce znów chwyci za pióro... ;)

Tak czy owak - cieszę się, Madziu, że sprowokowałem Cię do postawienia tego pytania.

Pozdrawiam gorąco (na moim poddaszu termometr pokazuje 29,4 C),
Wojtek
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 44327
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 13.06.2010 15:04

Franz napisał(a):"Coś się kończy, coś się zaczyna..."
Życie to otwarta księga. Czasem kończy się strona, czasem cały rozdział...


Pięknie powiedziane...

Pozdrawiam
Jacek
Tymona
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 2140
Dołączył(a): 18.02.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Tymona » 13.06.2010 19:32

Franz napisał(a):Życie to otwarta księga. Czasem kończy się strona, czasem cały rozdział. W przypadku Rumunii, jeszcze kilka kartek pozostało. A mam nadzieję, że w międzyczasie życie dopisze nowe rozdziały. Może już wkrótce znów chwyci za pióro... ;)
Gdy się tak spojrzy na sprawę - można pokusić się o stwierdzenie, że żadna relacja się nie kończy, bo a nóż (widelec) wejdzie się drugi raz do tej samej rzeki (mimo że to podobno niemożliwe :wink: ) i trzeba będzie dopisać kolejne rozdziały :D

prowokacja - jak widać- trwa nadal :D

pozdrawiam
:D
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 34197
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 14.06.2010 01:09

Jacek S napisał(a):Pięknie powiedziane...

Tiaaa... Niewykluczone, że to też jakaś podświadoma kompilacja słów usłyszanych, przeczytanych... Po jakimś czasie trudno się upierać, że to na pewno własne...

Tymona napisał(a):Gdy się tak spojrzy na sprawę - można pokusić się o stwierdzenie, że żadna relacja się nie kończy, bo a nóż (widelec) wejdzie się drugi raz do tej samej rzeki (mimo że to podobno niemożliwe ) i trzeba będzie dopisać kolejne rozdziały

Właśnie tak się w życiu układa...

Wiesz, w zeszłym roku też przygotowywałem sobie na bieżąco notatki do relacji z rumuńskiego wypadu. Mam je, za to... zgubiłem kartę ze zdjęciami. Z dziesięciodniowego wypadu fotki z dziewięciu dni zostały gdzieś na szlaku w Rumunii. Strasznie mi ich żal, no i relacja nie powstanie, bo co to za relacja bez ilustracji.
Chodzi mi czasem po głowie, by powtórzyć tamtą eskapadę, ale nawet gdy wejdę do tej samej rzeki, to woda będzie już przecież zupełnie inna. Inna byłaby wtedy i relacja. A więc - nie odnalazłbym tamtych chwil. Chciałem napisać "utraconych", ale nie - nie są utracone, chociaż będą szybko bladły w pamięci, która w moim przypadku jest coraz bardziej zawodna...

Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, wkrótce wyruszę znów do Rumunii. Ale na inne szlaki, niż zeszłoroczne. Może kiedyś powtórzę moje pechowe trasy z zeszłego roku. Bo były piękne. I warte są powtórzenia. :)

Tymona napisał(a):prowokacja - jak widać- trwa nadal

Jak pewnie każdego - cieszy mnie, jak się czasem ktoś odezwie w snutych wspomnieniach. Ja mam jeszcze to do siebie, że potrafię bardzo szybko kogoś polubić - nawet wirtualnie - i wtedy bardziej odczuwam brak właśnie tej osoby. Tym bardziej cieszy, gdy znów się pojawi.

Ostatnio, pewnie z uwagi na zbliżający się sezon wakacyjny, niektóre moje relacje zupełnie straciły znamiona atrakcyjności. Cóż, muszę się z tym pogodzić i po prostu będę miał więcej czasu na inne sprawy, pozostawiając tamte wątki na jakiś czas. Miło mi, że Rumunia jeszcze jest odwiedzana. :)

Pozdrawiam,
Wojtek
kulka53
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 10156
Dołączył(a): 31.05.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) kulka53 » 14.06.2010 13:04

Znowu przespałem odcinek.... :oops:

Pięęęęęękne są te jesienne zdjęcia z Cetatea Poienari, jakie widoki 8O , Jednak żałuję że się tam na godzinkę nie zatrzymaliśmy.... no ale był sierpień i złote liście nas nie zachęciły :wink:

Franz napisał(a):Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, wkrótce wyruszę znów do Rumunii. Ale na inne szlaki, niż zeszłoroczne.

Mówisz o zupełnie innych miejscach i w innym kontekście, ale..... mimo to mogę się pod tymi słowami podpisać :D

A tej nie mającej powstać relacji żal :(

Pozdrawiam
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 34197
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 14.06.2010 21:06

kulka53 napisał(a):Znowu przespałem odcinek.... :oops:

Może to ja zbyt szybko się uwijam z kolejnymi odsłonami wspomnień. ;) Zwolnię nieco.

kulka53 napisał(a):Mówisz o zupełnie innych miejscach i w innym kontekście, ale..... mimo to mogę się pod tymi słowami podpisać :D

Wygląda na to, że obaj moglibyśmy się podpisywać wzajemnie pod różnymi naszymi sformułowaniami. Styl zwiedzania też bardzo zbliżony. :)

kulka53 napisał(a):A tej nie mającej powstać relacji żal :(

Ejjj, żal. Żal fotek.
"O ja głupia ...." :oops:

Pozdrawiam,
Wojtek
weldon
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 39796
Dołączył(a): 08.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) weldon » 14.06.2010 21:20

Franz napisał(a):
Jacek S napisał(a):Pięknie powiedziane...

Tiaaa... Niewykluczone, że to też jakaś podświadoma kompilacja słów usłyszanych, przeczytanych...

Sapkowski

Ładne rzeczy kolega czyta. Też mi się kiedyś podobał ...
Ale dziś czasu brak. :(
Czytanie relacji mnie strasznie angażuje :lol:
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 34197
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 14.06.2010 23:26

weldon napisał(a):Ładne rzeczy kolega czyta. Też mi się kiedyś podobał ...

Poszukałem w google. Faktycznie, wyrzuca jego nazwisko. Ale nie czytałem niczego z tego, co napisał. Mój syn ma sporo jego książek; być może nadal go lubi.
Ten cytat, który zawarłem w cudzysłowach, pamiętam z jakiegoś miłego wierszyka, sprzed wielu, wielu lat. Ale nie pamiętam już reszty. Szkoda...
Niewykluczone, że sam cytat też przekręciłem. ;)

Pozdrawiam,
Wojtek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 34197
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 16.06.2010 21:17

Prolog kolejnej przygody

Pobudka o 6:30 okazuje się falstartem. Za oknem taka mgła, że ani mi się śni wyjeżdżać w trasę. Godzinę później jest odrobinę lepiej - a więc kawa na drogę, bo zapewne będzie potrzebna i o dziewiątej wyruszam.

Szybko dojeżdżam do Żyliny, ba! wręcz zbyt szybko - zauważa pan policjant na wjeździe do miasta i za 17km/h ponad dozwolone w tym miejscu 40 sprzedaje mi mandat za 1000 koron. Prócz tego nabywam jeszcze dwie zgrzewki piwa i już bez przeszkód docieram standardową trasą na Węgry. Wlokę się w sznurku pojazdów do Miszkolca, potem trochę luźniej na drodze, tylko jeszcze Debreczyn przytkany. Mijam puste bocianie gniazda - cóż, to już jesień.

Węgry żegnają mnie zachodem słońca a w zapadającym zmroku rumuński pogranicznik rzuca tylko okiem na dowód osobisty i macha ręką - jechać! Wymieniam walutę na granicy, a po chwili tankuję - benzyna jak zwykle nieco tańsza niż w Polsce, ale droższa niż w Austrii. Oradea [oradia] zostaje za mną i znów wlokę się w sznurku tirów, kierując się na Cluj [kluż]. Bologa nie najlepiej oznaczona, więc w pierwszej chwili mijam mój zjazd, ale zaraz zawracam i zjeżdżam z głównej trasy. Mam zamiar dojechać do Rogojel [rogożel], ale jeszcze przed Sacuieu [sakujeł] napotykam drogowskaz: "Cabana Vladeasa 10km". Moment zastanowienia i już korzystam z oferty.

Szosa kończy się bardzo szybko i zaczynam podjeżdżać w górę zwykłą leśną drogą. Widzę światła wozu z naprzeciwka, zjeżdżam więc na bok by go przepuścić. To mała ciężarówka - zatrzymuje się obok mnie. Dokąd jadę? Mówię, że do cabany i pytam, czy się da. Potakują, tylko: incet, incet [ynczet] - powoli.

Droga nie jest może najlepsza, ale jeździłem już gorszymi. Zatrzymuję się na szerokim łuku zakrętu, gdzie płaskie miejsce zaprasza mnie wyraźnie na nocleg. Stąd mam jeszcze jakieś trzy kilometry, ale zostawię to już na jutro. Ścielę sobie auto i przy piwku ustalam wersję na najbliższe dni. Przy wozie mam akurat fajne miejsce na ognisko, ale jest zbyt późno. Układam się więc do snu i zasypiam, zastanawiając się, co z moich - jak zwykle bogatych - planów uda mi się tym razem zrealizować. Jedyne, co na razie jest pewne, to jutrzejsza wycieczka w górach Vladeasa [wladiasza].


Obrazek

(fotka z następnego dnia)

Pozdrawiam,
Wojtek Franz
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 12933
Dołączył(a): 26.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 16.06.2010 23:47

Vlad Dracul to bardzo barwna postać , dlatego pozwolę sobie wrócić do poprzedniej części Twojej relacji z pytaniem : czy przedstawiony przez Ciebie zamek jest ( a raczej był ) własnością Vlada , czy też był jego więzieniem w czasie pokoju ?

A z kupowaniem "pokuty" :wink: - ulgowo raczej nas nie traktują :roll:

Pozdrawiam
Piotr
kra
Podróżnik
Avatar użytkownika
Posty: 17
Dołączył(a): 24.01.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) kra » 17.06.2010 12:01

Franz, przypadkiem tu trafiłem...

i jedyne co ze mnie wyszło po wyklikaniu stron to

8O

!wow!

:hut:

Te górki są piękne.
Mają w sobie cechy wielu łańcuchów górskich w jednym!

Dziękuję za te foty!.

Wiem, że tam kiedyś zawitam, bo do tych gór jeszcze nie dotarłem, choć różne schodziłem.
Na razie wieczorki poświęcę na poczytanie całego wątku.

Piękne piękne!!!

PS. Mam pytanie o Twój namiot - jaki to model, zaciekawił mnie :)
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???


  • Podobne tematy
    Ostatni post

Rumuńskie wyrypy - strona 20
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2017