Dzień 12. (10 lipca, środa): Wieczór w Velej LuceWracamy z
uvali Tri Luke "przez zieloność":
A to nie najpiękniejsza portowa dzielnica VL:
Morski pas na muralu

:
Palmy w pobliżu stacji benzynowej INA mnie zachwycają:
Podobny gąszcz jak kiedyś w Visie, obecnie niestety trochę się tam przerzedziło

Dzwonnica kościoła św. Józefa:
Przyjdziemy tu za parę chwil.
Widok na wzgórze Hum, na którym byliśmy przed południem:
W apartmanie trochę się guzdrzemy. Wychodzimy dopiero przed 21:00. Tym razem nie skorzystamy z taksówki wodnej ani w jedną, ani w drugą stronę. Chcemy się trochę przejść, bo dziś głównie uskutecznialiśmy siedzenie w kajaku i leżenie na plaży
Widoczki z okolic kwatery na centrum Velej Luki:
Rogač, czyli szarańczyn strąkowy czy drzewo karobowe, zwany też drzewem chlebowym:
Podobno z
rogača są dobre nalewki. Wiedziałabym to, gdybym była "nalewkowa"

Mimoza:
Roślinność znacząco różni się od tej, którą podziwialiśmy na Lošinju/Cresie.
Schodzimy z naszej górki i "lądujemy" po drugiej stronie ciekawej części nabrzeża:
Musimy się trochę przespacerować. Piękne kolory o zachodzie słońca, spacer jest przyjemnością:
Fajny kajak, a w zasadzie kanoe

:
Prawie w centrum

:
Dzisiaj oglądamy inne mozaiki niż wczoraj, równie ciekawe:
Pstrykam zdjęcie dziedzińca muzeum, przez kraty, bo zamknięte i najwyraźniej w remoncie (przynajmniej częściowo):
Docieramy do kościoła św. Józefa, gdzie trwa mecz

:
Nie będziemy przeszkadzać. Wrócimy kiedyś na plac za świątynią na dziwną

prelekcję. Dzwonnica jest świetna i trochę nie pasuje do
crkvy 
:
Pomnik poświęcony ofiarom II wojny światowej i niesamowicie wysoka palma, która w 2014 roku była ozdobiona niebieskimi światełkami:
Zjedlibyśmy coś, ale coś małego... Idziemy do konoby Lučica, w której byliśmy raz, dawno temu (w 2009 roku, podczas naszej pierwszej wizyty na Korčuli). Pamiętam pyszne
skuše (makrele) z grilla i świetną atmosferę. Zaciszny dziedziniec kompletnie się nie zmienił:
Mogłoby być bardziej gwarnie

, jesteśmy jedynymi gośćmi. Do zamknięcia lokalu zostało 40 minut, może dlatego. Pytamy, czy nas jeszcze obsłużą. Oczywiście,
nema problema
Jeśli chodzi o piwo, jest tylko Ožujsko i Karlovačko. Jakoś przeżyję

Pod tym względem na Lošinju i Cresie było dużo lepiej - większy wybór kraftowych piw, często trafiła się jakaś IPA, w najgorszym wypadku
Franciszek.
Pozuję z tym samym obrazem, co w 2009 roku, chociaż siedzimy teraz przy innym stoliku:
Zdjęcie archiwalne z relacji
Szutrowym szlakiem przez wyspy, czyli Chorwacja 2009 
:

Zamawiam sałatkę z ośmiornicy:
Zabieram się do niej z dużym entuzjazmem

:
ale nie do końca mi smakuje. Jest bardzo treściwa, za dużo
hobotnicy, co może się wydawać zaletą. Moim zdaniem warto byłoby przełamać jej smak jakimś warzywem. Cebula i plasterek pomidora to dla mnie trochę mało. Ktoś inny mógłby być zachwycony, ja raczej nie należę do koneserów tej potrawy, więc mogłam nie docenić

Małż prawie nie jest głodny i ma ochotę na coś słodkiego. Zamawia dwie porcję naleśników - z dżemem i z czekoladą

:
Wybija 22:00, trzeba się zmywać, bo chcą zamykać. Przy wyjściu podziwiamy inny obraz, przedstawiający wieczór z muzyką w konobie Lučica:
Mury zdobi też dość makabryczne dzieło:
którym zakończę ten odcinek
Taksówki wodne już nie pływają. Musimy znowu obejść nabrzeże i wdrapać się na górkę. Dłuższą chwilę posiedzimy jeszcze w ogródku, który z każdym dniem będzie mi się bardziej podobał

Odwiedzi nas kot i gekon, ale tego koleżkę spróbuję uwiecznić na zdjęciu innym razem
