napisał(a) Janusz Bajcer » 23.10.2007 07:38
Ponieważ dyskusja zeszła na czasy PRL, znalazłem w sieci krótkie opracowanie na ten temat prof. Andrzeja Paczkowskiego a ponieważ po przeczytaniu w pełni utożsamiam sie z jego tezami, pozwolę sobie to zamieścić.
**************************************************************************
Historia PRL-u
Czym był socjalizm, dla którego obrony dziesiątki tysięcy zbrojnych zaatakowało fabryki? Niezależnie od tego, czy członkowie i przywódcy PZPR wierzyli w socjalizm, czy traktowali go tylko jako dogodny instrument rządzenia, był on ich oficjalną ideologią. Podobnie było w wielu państwach na świecie, również w Związku Radzieckim - supermocarstwie, sąsiedzie Polski i protektorze PZPR.
Ideologia socjalistyczna powstała w połowie XIX wieku w zachodniej Europie, ale socjalizm, jako system państwowy, ukształtował się po zwycięstwie rewolucji bolszewickiej w Rosji w 1917r. Od tego czasu ustrój ten przechodził liczne przemiany, wykazywał też pewne odmienności w zależności od kraju, w którym istniał.
Rządząca partia tłumiła wszelkie głosy krytyki. Związki zawodowe i stowarzyszenia były jej całkowicie podporządkowane. W tych warunkach niezadowolenie społeczne co pewien czas przejawiało się gwałtownymi wybuchami. Strajkujący robotnicy nie mieli własnej reprezentacji, wychodzili więc na ulice, oblegali gmachy partii. Dochodziło do starć z milicją i wojskiem. Polała się krew...
Aparat władzy.
Podstawowe elementy pozostawały jednak niezmienne: posiadanie przez jedną partię monopolu władzy państwowej, hierarchiczna i scentralizowana struktura wewnętrzna samej partii, upaństwowienie i poddanie centralnemu zarządzaniu całej gospodarki narodowej.
Jeśli ktokolwiek próbował utworzyć bez zgody władz jakąkolwiek organizację lub upowszechniać poglądy nie akceptowane przez władze, podlegał szykanom lub represjom. Na straży stały: rozległy aparat przymusu, państwowa cenzura i wszechobecne komórki partyjne - "oczy i uszy" władzy. Przymus oraz strach przed represjami, które wszędzie przechodziły przez fazę krwawego terroru ( w Polsce w latach 1944 - 1956), były niezwykle ważnymi elementami utrzymującymi system. Ale, oczywiście, nie jedynymi. Nader istotne były obietnice równości i dobrobytu.
Głosiła je ideologia, a składali rządzący. Słuchano ich i akceptowano je tym chętniej, że zawsze ogromna większość ludzi pragnie mieć to samo i tyle samo co bogaci. Tak się zdarzyło - i może nie był to przypadek - że system socjalistyczny udało się wprowadzić niemal wyłącznie w krajach biednych, zacofanych gospodarczo, leżących na peryferiach głównych centrów bogactwa i rozwoju cywilizacyjnego.
Dogmaty socjalizmu.
Uknuto więc dogmat, iż tylko dzięki socjalizmowi kraje te zdołają pokonać zacofanie i dogonić - a wnet prześcignąć - bogate państwa kapitalistyczne. Wedle tej doktryny państwowa własność i centralnie kierowana gospodarka gwarantowały, że decyzje ekonomiczne będą racjonalne i szybko wprowadzane w życie, a wszystkie siły społeczne zostaną skupione wokół wspólnych zadań. Realizacja idei socjalistycznych miała też zapewnić całkowitą równość, nie tylko wobec prawa, ale także pod względem warunków bytowych, i zagwarantować sprawiedliwy podział narodowego bogactwa. W Polsce założenia te wcielano w życie przez dziesiątki lat. Najbliższe spełnienia były obietnice równości w podziale dóbr: bezpłatne szkolnictwo i służba zdrowia, tanie mieszkania i wczasy, pełne zatrudnienie, "spłaszczenie" dochodów.
Kłopot polegał jednak na tym, iż gospodarka nie była dostatecznie wydolna, aby zapewnić należytą jakość tych dóbr i ich dostatek. Centralne planowanie i anonimowość własności ( "państwowe - czyli ani moje, ani twoje, a więc niczyje") powodowały, że wyroby były kiepskie i nigdy nie było ich wystarczająco dużo. Dotyczyło to także żywności, nawet w Polsce, gdzie rolnictwo pozostawało w rękach prywatnych. Stan taki budził ogólne niezadowolenie. Było ono pogłębiane przez kontrast między tym, co obiecywały władze, a tym, co stało na sklepowych półkach. Ludzi bulwersowało też, że należące do państwa - jak wszystko inne - prasa, radio i telewizja nieustannie głosiły pochwałę systemu. Państwowi dziennikarze piali hymny, a inni musieli milczeć.
Rządząca partia tłumiła wszelkie głosy krytyki, nawet jeżeli pojawiały się w jej własnych szeregach. Związki zawodowe i stowarzyszenia były całkowicie podporządkowane PZPR.
Robotnicy wychodzą na ulice.
W tych warunkach niezadowolenie społeczne, na co dzień wyrażające się narzekaniem, pogłoskami i dowcipami, co pewien czas przejawiało się gwałtownymi wybuchami. Ale strajkujący robotnicy nie mieli własnej reprezentacji, a władze nie chciały - i nie umiały - pertraktować. Robotnicy wychodzili więc na ulice, oblegali gmachy partyjne, dochodziło do starć z milicją, a gdy ta nie dawała sobie rady ze zdesperowanymi tłumami, do akcji wkraczało wojsko i lała się krew. Tak było w 1956r. w Poznaniu, w 1970r. na Wybrzeżu, w 1976r. w Radomiu. W trakcie tłumienia tych wystąpień zginęło około 150 osób, raniono tysiące, jeszcze więcej zatrzymano i bito w komisariatach. Setki skazywano na kary więzienia lub aresztu. W mniej bezwzględny, ale także brutalny sposób władza obeszła się ze studentami, którzy w 1968r. domagali się poszerzenia swobody wypowiedzi.
To była "polska specjalność" - w żadnym kraju rządzonym przez komunistów nie było tylu równie gwałtownych wystąpień.
Wielki Brat
Na sytuację w Polsce w istotny sposób wpływało przekonanie, że kraj nie jest suwerenny. Zależność od Związku Radzieckiego odczuwana była tym bardziej dotkliwie, iż znaczna część Polaków miała w pamięci agresję radziecką we wrześniu 1939r., deportacje, zbrodnię katyńską i utratę ziem wschodnich. Oficjalna propaganda stale przekonywała, iż przyjaźń ze Związkiem Radzieckim jest podstawą istnienia Polski i trwałości granicy zachodniej, a branie przykładu ze wschodniego sąsiada to gwarancja powodzenia kraju. Jednak znaczna część Polaków uważała, że ZSRR zamienił Polskę w swego politycznego satelitę i wykorzystuję ją gospodarczo. Ponieważ polscy przywódcy komunistyczni - z nielicznymi wyjątkami ( jak Gomułka w 1956r. ) - często wykazywali uniżoność wobec władców z Kremla, odium owej podwójnej zależności spadało właśnie na nich.
Nie brakowało okresów, w których większość Polaków wierzyła, że poprawa sytuacji jest możliwa, a nawet takich lat, kiedy dość powszechne było przeświadczenie, iż mimo licznych mankamentów - w socjaliźmie "da się żyć". Na ogół posłusznie wykonywano polecenia władz: miliony uczestniczyły w obchodach 1 Maja i 22 Lipca, brały udział w "wyścigach pracy" i głosowały bez skreśleń. Do PZPR należał co dziesiąty dorosły Polak. Na tym tle wielkie wybuchy niezadowolenia zdawały się być jedynie niezrozumiałymi przerywnikami, tym bardziej, że władze zawsze dawały sobie radę ze zbuntowanymi.
Nadchodzi kryzys.
Zarówno rządzonym, jak i rządzącym wydawało się, że stan taki trwać będzie wiecznie. A jednak w drugiej połowie lat 70. pojawiły się pierwsze oznaki kryzysu ekonomicznego.
Wpłynęło na to wiele czynników. Rozpoczął się poważny kryzys gospodarczy (jedną z jego oznak było wprowadzenie w 1976r. kartek na cukier - 31 lat po zakończeniu wojny! ). Zaczęły powstawać grupy demokratycznej opozycji, takie jak Komitet Obrony Robotników (KOR) czy Konfederacja Polski Niepodległej (KPN), które podjęły próby ujęcia niezadowolenia społecznego w ramy organizacji. Niespłacone kredyty, zaciągnięte u tych, których planowano "dogonić i przegonić", utrudniały władzom rozprawienie się z opozycją mającą poparcie na Zachodzie. Wybór kardynała Wojtyły na papieża a następnie jego tryumfalna pielgrzymka do Ojczyzny w czerwcu 1979r. spowodowały, że - jak ktoś wówczas powiedział - "Polacy uklękli przed Ojcem Świętym, ale podnieśli głowy wobec władzy".
Sierpień 1980.
Kolejna fala niepokojów nadeszła latem 1980r. Tym razem jednak strajkujący nie wyszli na ulice. Pomni tragicznych doświadczeń oraz zachęcani przez opozycjonistów zamknęli się w zakładach pracy i powoływali komitety strajkowe. Wszędzie najważniejszym postulatem były nie ceny czy płace, ale możliwość powstania niezależnych od PZPR związków zawodowych. W końcu sierpnia strajkowało co najmniej 750 tys osób z ponad 700 zakładów w całej Polsce. Choć kierownictwo PZPR rozważało rozbicie strajków, z uwagi na rozmiar protestu było to praktycznie niemożliwe do wykonania. W związku z tym 31 sierpnia w Gdańsku podpisano porozumienie, które określa się jako umowę społeczną między zbuntowanymi robotnikami i władzą.
Na czele utworzonego podczas strajków Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność" stanął Lech Wałęsa, robotnik, uczestnik strajków z grudnia 1970r., działacz opozycji. Kilka tygodni po powstaniu do "Solidarności" należało około 3 mln. osób, a gdy związek został formalnie zarejestrowany ( 10 listopada 1980), liczba członków wzrosła do 9 mln. A więc należał doń co trzeci dorosły Polak. Zapisało się około 1 mln szeregowych członków PZPR. Wnet zaczęły powstawać inne organizacje, takie jak "Solidarność" Rolników Indywidualnych czy Niezależne Zrzeszenie Studentów. Spod kurateli PZPR wyzwalały się stowarzyszenia twórcze - dziennikarzy, literatów, aktorów. Masowo pojawiały się biuletyny i gazetki wydawane przez "Solidarność", które nie podlegały cenzurze. To wszystko tworzyło potężny ruch społeczny i oznaczało, iż znaczna część Polaków wyrwała się spod kontroli PZPR.
Jakkolwiek nie wzywano do wolnych wyborów czy zniesienia cenzury, samo istnienie tak licznej organizacji kierującej się zasadami demokracji godziło w podstawy systemu. "Solidarność" nie tylko domagała się reform, ale także - nie wierząc w dobrą wolę i umiejętności komunistów - współdecydowania o nich.
Próba sił.
W miarę upływu czasu atmosfera stawała się coraz bardziej gorąca, w czym znaczny udział miało pogłębianie się zapaści gospodarczej. Podwyżki płac wywalczone strajkami nie na wiele się zdały: sklepy pustoszały, a kolejki przed nimi wydłużały się. Wiosną 1981r. zaczęto wprowadzać racjonowanie kolejnych artykułów spożywczych ( mięsa, kaszy, słodyczy) i przemysłowych (środki czystości, papierosy). Oskarżano rząd o ukrywanie żywności i jej nadmierny eksport.
Zarówno kierownictwo partyjne w Warszawie, jak i przywódcy Związku Radzieckiego oraz komunistyczni sąsiedzi Polski zdawali sobie doskonale sprawę z nadchodzącego niebezpieczeństwa. Było ono tym większe, że z uwagi na położenie Polska stanowiła niezwykle ważny składnik bloku sowieckiego. Uznano więc, iż "Solidarność", jako obce ciało w systemie, musi zostać albo zniszczona, albo poddana kontroli.
Realizacja tego drugiego wariantu - za którym opowiadała się część kierownictwa PZPR - wymagała jednak znacznego osłabienia związku. Było to niemożliwe bez aresztowania znacznej części działaczy "Solidarności" i demokratycznej opozycji. W istocie chodziło więc o zniszczenie związku, za czym opowiadali się przedstawiciele aparatu partyjnego, wojska i służby bezpieczeństwa a także Moskwa, Berlin i Praga.
Konfrontacja.
"Solidarność", choć występowały w niej różne nurty i dochodziło do polemik, nawet ostrych, pozostawała zwarta i nie zamierzała ustąpić. Najmniejsze bowiem ustępstwo oznaczało rezygnację z faktycznej niezależności. Przeciwnie: pogarszająca się sytuacja gospodarcza oraz odrzucanie podstawowych żądań o charakterze politycznym ( jak dostęp do radia i telewizji czy kontrola nad gospodarką), sprzyjały radykalizowaniu się związku. Krajowy zjazd "Solidarności" (wrzesień - październik 1981 ) uchwalił program i wybrał władze, ale przyszłość nie była jasna. Radykałowie uważali, iż należy wysuwać coraz dalej idące żądania, ale nie mogli zagwarantować, że władza, dysponująca całym aparatem przymusu, cofnie się lub przegra. Umiarkowani obawiali się, że związek zbliża się do granicy, za którą znajduje się już tylko konfrontacja. Armia Radziecka włączyłaby się w nią niechybnie, a wielomilionowa - demokratyczna i działająca bez użycia przemocy - organizacja nie miałaby żadnych szans w otwartej walce.
Przywódcy PZPR byli zbyt pewni siebie i swoich wojsk, aby myśleć o kolejnych ustępstwach. Uważali też, że akceptując dalsze istnienie "Solidarności" narażają kraj ( i siebie samych ) na nieuchronną interwencję wojsk Układu Warszawskiego, podobnie jak to się stało w Czechosłowacji w 1968r. Dla nich po prostu nie było "odwrotu od socjalizmu".
Stan wojenny.
Przygotowania do stanu wojennego rozpoczęto już w październiku 1980 roku. Do opracowania planów tej operacji przystąpił Komitet Obrony Kraju i działające z jego polecenia Sztab Generalny WP i MSW. 12 listopada 1980 r., na posiedzeniu KOK-u, gen. Jaruzelski poinformował, że przygotowany został "zestaw niezbędnych aktów prawnych dotyczących stanu wojennego".
W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku, nie czekając nawet na formalne uchwalenie przez Radę Państwa dekretu o stanie wojennym, grupy funkcjonariuszy MO i SB przystąpiły do zajmowania siedzib regionalnych "Solidarności" oraz zatrzymywania jej działaczy. Większość Polaków o wprowadzeniu stanu wojennego dowiedziała się z radiowo-telewizyjnego wystąpienia gen. Jaruzelskiego. Działalność większości organizacji społecznych - w tym wszystkich związków zawodowych - została zawieszona. Zawieszono również większość tytułów prasowych. Z gazet centralnych wydawano jedynie "Trybunę Ludu" i "Żołnierza Wolności", a w terenie kilka lokalnych dzienników PZPR
Wśród internowanych 13 grudnia znalazła się większość przywódców "Solidarności" z Lechem Wałęsą na czele. Łącznie, w całym okresie stanu wojennego, internowano w 49 ośrodkach blisko 10 tysięcy ludzi.
Na ulice największych miast skierowano 70 tys. żołnierzy i 30 tys. milicjantów, których wyposażono w kilka tysięcy czołgów i transporterów opancerzonych i wozów bojowych. Część z nich wzięła udział w pacyfikacji kilkudziesięciu zakładów pracy, w których doszło do strajków okupacyjnych. Najbardziej dramatyczny przebieg miała akcja milicji i wojska w Kopalni "Wujek", gdzie zastrzelono 9 górników.
Na podstawie dekretu o stanie wojennym wprowadzono m. in. oficjalną cenzurę korespondencji, zawieszono podstawowe prawa obywatelskie oraz wprowadzono tryb doraźny w sądach. Szczególnie dolegliwe dla ludzkości stało się przerwanie łączności telefonicznej, co w niektórych ośrodkach trwało aż do stycznia 1982 roku.
W Warszawie, Krakowie, Łodzi i Gdańsku oraz w kilku innych ośrodkach, doszło też w grudniu 1981 r. do demonstracji ulicznych. Niektórym z zatrzymanych uczestników zamieszek a przede wszystkim przywódcom strajków, urządzano procesy w trybie przyspieszonym. Zapadały w nich wyroki od kilku miesięcy do 10 lat więzienia.
Manifestacje uliczne stały się jedną z najważniejszych form oporu wobec stanu wojennego, a ich apogeum miało miejsce 31 sierpnia 1982 r., w drugą rocznicę podpisania porozumień gdańskich. Tego dnia demonstrowano w co najmniej 66 miastach na terenie 34 województw. Tragiczny przebieg miała demonstracja w Lubinie, w woj. legnickim, gdzie milicjanci bez wyraźnego powodu użyli broni palnej zabijając trzy osoby. W starciach we Wrocławiu oraz Gdańsku zginęło jeszcze dwóch uczestników manifestacji, a w całym kraju było kilkuset rannych. Za udział w demonstracjach zatrzymano w sumie ponad 5 tys. ludzi, z których ponad 3 tys. postawiono przed kolegiami ds. wykroczeń, a 126 osobom wytoczono procesy.
Najważniejszym przejawem istnienia opozycji stała się jednak działalność wydawnicza. W 1982 r. ukazało się poza zasięgiem cenzury co najmniej 800 nielegalnych czasopism, wydano też ponad 300 broszur i książek. Większość pism miała oczywiście nakład nie przekraczający kilkuset egzemplarzy, a ich żywot kończył się często po wydaniu kilku numerów. Niektóre jednak wydawano w tysiącach egzemplarzy, a ich zasięg wykraczał daleko poza obszar jednego miasta czy nawet regionu Polski. Najbardziej znany był "Tygodnik Mazowsze", ale duże znaczenie lokalne posiadały też: krakowski "Biuletyn Małopolski", poznański "Obserwator Wielkopolski" i wrocławskie "Z dnia na dzień". Duże znaczenie psychologiczne miały też audycje radia "Solidarność", które po raz pierwszy wyemitowano 12 kwietnia 1982 r. w Warszawie.
12 grudnia 1982 r., w przemówieniu telewizyjnym, gen. Jaruzelski poinformował, że zdaniem Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego powstały warunki do zawieszenia stanu wojennego. W ślad za tym 19 grudnia Rada Państwa podjęła decyzję o zawieszeniu z dniem 31 grudnia 1982 r. stanu wojennego na całym terytorium PRL. Zwolniono wówczas około 1,5 tys. internowanych, ale w więzieniach nadal pozostali ludzie skazani za działalność opozycyjną w okresie stanu wojennego oraz 11 internowanych dotąd czołowych działaczy "Solidarności" i KSS "KOR". Jednak mimo zawieszenia, a następnie z dniem 22 lipca 1983 r. ostatecznego zniesienia stanu wojennego, większość przepisów ograniczających swobody obywatelskie pozostała w mocy. Zasadnicze zmiany w tym zakresie nastąpiły dopiero w 1989 r.
**************************************************************************
Tak pisze historyk, mający dostęp do materiałów i wiedzę, którą w tym opracowanie starał się przekazać - jedni mogę się z tym zgadzać lub nie, wg mnie są w tym opracowaniu zawarte prawdy historyczne i oceny, z którymi jak na początku napisałem w pełni się zgadzam.
Czy zmiany, które nastąpiły po 1989 roku były na lepsze - WG MNIE TAK, choć pewnie niektóre rzeczy można było inaczej przeprowadzić - ale to znowu po czasie ocenią historycy.