Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Tydzień z buta po Walencji i Barcelonie + dzień w bonusie

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
jacekww
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 165
Dołączył(a): 05.07.2009
Re: Tydzień z buta po Walencji i Barcelonie + dzień w bonusi

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacekww » 23.02.2020 20:14

Piętnaście lat to szmat czasu, miasta się zmieniają i my też. A czasy studenckie to jeszcze inna perspektywa.
Nam zdecydowanie bardziej odpowiadała Walencja.

Życzę wycieczki do obu miast :)
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 15265
Dołączył(a): 26.07.2009
Re: Tydzień z buta po Walencji i Barcelonie + dzień w bonusi

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 24.02.2020 00:16

jacekww napisał(a):Piętnaście lat to szmat czasu, miasta się zmieniają i my też. A czasy studenckie to jeszcze inna perspektywa.
Nam zdecydowanie bardziej odpowiadała Walencja.


W tym wieku dwa lata to szmat czasu , a co dopiero piętnaście :wink:
Walencja ma w sobie to COŚ również dla mnie

jacekww napisał(a):Życzę wycieczki do obu miast :)


Również tego życzę , podobnie jak pozostałych miast Hiszpanii :)


Pozdrawiam
Piotr
jacekww
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 165
Dołączył(a): 05.07.2009
Re: Tydzień z buta po Walencji i Barcelonie + dzień w bonusi

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacekww » 24.02.2020 23:10

piotrf napisał(a):
jacekww napisał(a):Życzę wycieczki do obu miast :)


Również tego życzę , podobnie jak pozostałych miast Hiszpanii :)

My zaraz po powrocie sprawdzaliśmy, gdzie jeszcze tanimi liniami można wylądować w Hiszpanii. W końcu już za rok zima :wink:
jacekww
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 165
Dołączył(a): 05.07.2009
Re: Tydzień z buta po Walencji i Barcelonie + dzień w bonusi

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacekww » 25.02.2020 15:35

Niedziela

Do soboty wieczór Walencja raczyła nas cały tydzień przepiękną pogodą. Pełne słońce było normą. Poranki chłodniejsze, ale nie da się tego porównać nawet z tak ciepłą zimą w Polsce jak w tym roku.
Niestety koniec dobrego nastąpił w niedzielę. Sprawdzając prognozy pogody wiedzieliśmy, że zapowiadają załamanie. Ale jak się jest na urlopie, to się ma nadzieję, że prognozy się nie spełnią...., choć apka nigdy nie kłamała. Tym razem też nie. Już od samego rana obudził nas deszcz, padało solidnie. W zasadzie deszcz to nie przeszkoda, ale my nie zabraliśmy parasoli... ograniczenie bagażowe, w zamian zabraliśmy łapcie. Bowiem zwiedzanie z buta jest super, ale na koniec dnia najprzyjemniejszą chwilą jest wskoczyć we własne papcie :lol: . Parasole były rozważane przed wyjazdem, lecz prognozy na tydzień były klarowne, uznaliśmy iż nie ma co targać.

W dużym stopniu byliśmy zaspokojeni, zobaczyliśmy już w zasadzie wszystko co planowaliśmy. W niedzielę miały być grane tylko muzea, a to dlatego że tego dnia do większości z nich wejście jest bezpłatne.
Mijały kwadranse, spoglądaliśmy to na zegarek, to w okno.

Obrazek

Obrazek

Z upływającym czasem jednak napięcie narastało, przyjechaliśmy nie po to, by przesiedzieć na kwadracie. Decyzja, ruszamy. Nie chcieliśmy jednak przemoknąć do cna, zwłaszcza mając jedne kurtki i buty, gdzie w perspektywie mieliśmy jutro spędzić w nich połowę dnia. Mąż niczym Pomysłowy Dobromir, wziął dwa worki na śmieci i dwie największe reklamówki, rozciął je, co stworzyło jako taką naszą ochronę. Musieliśmy wyglądać co najmniej dziwnie, ale padało srogo, więc kto by się tym przejmował, trzeba jakoś sobie radzić. Przynajmniej wiemy, iż na kolejny wyjazd należy nabyć cienkie peleryny foliowe.

Obrazek

Wpierw udaliśmy się na wietnamską uliczkę, tak ją nazywaliśmy ze względu na mieszczące się tam sklepiki z pamiątkami. Nabyliśmy trochę drobiazgów.

Tu jeszcze przed otwarciem.
Obrazek

Następnie poszliśmy do budynku dawnej Giełdy Jedwabiu - Lonja de la Seda de Valencia. Jest on wpisany na listę UNESCO. Z zewnątrz przypomina obronną fortyfikację i jednocześnie jest symbolem dawnej potęgi Walencji. W tygodniu wejście 2 euro, niedziela free.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W dwóch największych pomieszczeniach kompleksu nie ma żadnych mebli, przez co zwiedzanie nie zajęło nam zbyt dużo czasu.

Obrazek

Idziemy w strugach deszczu do Muzeum Ceramiki - Museo Nacional de Ceramica, już z zewnątrz robi ogromne wrażenie. Budynek wzniesiono w XV wieku w stylu gotyckim, lecz jego obecny kształt jest efektem gruntownej przebudowy oraz renowacji w XVIII wieku w stylu rokoko. Pokryta różnorodnymi dodatkami stiukowymi fasada, ozdobne ramy okienne oraz monumentalny portal, który stał się symbolem pałacu.

Obrazek

Obrazek

Oglądamy apartamenty pałacowe, figurki, naczynia, zdobienia ceramiczne, jest gablota z ceramiką ozdobioną przez Pablo Picasso. Jak też w pełni umeblowana i wyposażona kuchnia, są komplety do mycia i zastawy stołowe.
W tygodniu bilety 3€, 1,5€ ulgowe, my skorzystaliśmy z darmowej niedzieli.
http://www.culturaydeporte.gob.es/mnceramica/home.html

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chcieliśmy jeszcze skorzystać z bezpłatnego wejścia na jedną z dwóch bram miasta. Torres de Serranos, była uważana za główne wejście do miasta. Spełniała ona także przez pewien czas rolę więzienia. Dziś stanowi atrakcję turystyczną, można z niej podziwiać panoramę. Koszt wejścia na wieżę to 2€ w niedzielę i święta darmo.
Niestety przez pogodę nie wpuszczono nas na górę.

Obrazek

Rzuciliśmy więc okiem na miasto z poziomu chodnika :twisted:

Obrazek

Wiadomo, że jak jest chłodno to jeść się chce. Do wyboru mamy kebab bądź paella. Pierwsze jest wszędzie i zawsze o drugie już trudniej. Kto wie kiedy znów będziemy w Hiszpanii. Niejednogłośnie pada na paellę, choć ostatecznie córka wzięła lasagne.
Jedzenie tylko na wynos, ale popularne wśród miejscowych, bo swoje trzeba było odstać. Jakby nie mogli zrobić w domu schabowego na niedzielę ;)
Comidas El Rubio Gran Vía de Ramón y Cajal, 30, 46007 Valencia, Hiszpania +34 963 28 96 53 https://maps.app.goo.gl/5nNPfg7761KkxBLF7

Obrazek

Wzięliśmy dwa rodzaje, jedną z wieprzowiną, a drugą z karczochami. Wieprzowa pycha, z karczochami lekko mdła.

Obrazek

Resztę popołudnia spędziliśmy na kwaterze, nie chciało nam się drugi raz wychodzić. Pogoda nie poprawiła się już tego dnia.
Mieliśmy jeszcze kilka miejsc zapisanych, ale nie tak istotnych dla całego wyjazdu.
Wymienię jedynie, może komuś się to przyda.
Torres de Quart- druga brama miasta, również można wejść na taras widokowy.
Museo de Historia de Valencia – bilety 2€/ 1€, niedziele, święta gratis.
Museo Fallero - ogromne rzeźby z kartonu, plastrów, wosku i drewna, odratowane, czyli nie spalone podczas festiwalu ognia. Bilet 2€, niedziela i święta bezpłatnie.
L'IberMuseo de Los Soldaditos de Plomo – muzeum żołnierzyków, bilet 5€.
Muzeum Sztuki Nowoczesnej IVAM - bezpłatnie w niedziele, czynne od 11 do 15.
Muzeum Sztuk Pięknych - Museo de BellasArtes, bezpłatne, czynne od 10 do 20.


I na tym w zasadzie dzień, a wręcz wyjazd się zakończył. Walencja nas oczarowała i zaczarowała. Jest mieszanką urbanistyczną, gdzie połączenie nowych i starych budowli współgra. Miasto czyste z dużą ilością zieleni i oferujące wiele atrakcji dla różnych pokoleń, a wszystko to w zasięgu dobrego spaceru :) .

Jak to się mówi siedzieliśmy już na walizkach, w naszym przypadku plecaczkach i szkoda było wyjeżdżać.
Równocześnie oglądaliśmy telewizję i z napływem wiadomości nachodziły myśli, być może nieco dłużej zostaniemy… :?:
piotrf
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 15265
Dołączył(a): 26.07.2009
Re: Tydzień z buta po Walencji i Barcelonie + dzień w bonusi

Nieprzeczytany postnapisał(a) piotrf » 25.02.2020 20:16

Dla nas grudniowa pogoda była łaskawa i sporo udało się zobaczyć , mimo to z wielką radością zostalibyśmy jeszcze z tydzień dłużej :) . Może kiedyś dotrzemy tam ponownie i zobaczymy resztę ?

Mam nadzieję , że nie będziesz miał nic przeciwko pokazaniu sprawdzonej przez nas i godnej polecenia miejscówki w Walencji : https://www.booking.com/hotel/es/flats- ... aa028b99d2
Świetna lokalizacja i bardzo dobry stosunek ceny do wartości , może komuś się przyda :idea:


Pozdrawiam
Piotr
jacekww
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 165
Dołączył(a): 05.07.2009
Re: Tydzień z buta po Walencji i Barcelonie + dzień w bonusi

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacekww » 26.02.2020 19:52

:) To mieszkaliśmy na tej samej ulicy, Ty pod 1-3 na jej początku, ja 66 na końcu, ostatni budynek :D
jacekww
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 165
Dołączył(a): 05.07.2009
Re: Tydzień z buta po Walencji i Barcelonie + dzień w bonusi

Nieprzeczytany postnapisał(a) jacekww » 02.03.2020 20:43

Poniedziałek

To miał być standardowy dzień powrotu, żołnierski poranek, metro, lotnisko, samolot, samochód, dom.
Początkowo wszystko szło wedle schematu. Z reguły starcza nam godzinka od pobudki do wyjścia, przy lekkim ponaglaniu pociech. Tu daliśmy sobie trochę więcej czasu, lepiej na spokojnie wszystko zabrać.

Z rana trochę jeszcze padało, lecz do metra mieliśmy jedynie 400m.
W stronę lotniska pasażerów niewielu. Odbijamy kartę TuiN na bramkach stacji lotniska i przechodzimy. Za nami dwie dziewczyny, jedna przechodzi, druga zonk, bramka się nie otwiera. Mąż w momencie podaje jej naszą, ale ta też nie działa. Nie miała prawa, gdyż pieniądze już się na niej wyczerpały tylko w odruchu nikt o tym nie myślał. Trzeba mieć to na uwadze, liczyć przejazdy i sumować ich koszty, bo wejść, jechać można a kasa ściągana jest na wyjściu. W tej sytuacji koleżanka musiała jej kupić jednorazowy bilet.

Porankiem lotnisko puste.

Obrazek

Odczekaliśmy do naszego odlotu i żegnamy Walencję.

Obrazek

Wsiadając do samolotu trochę wieje.

Obrazek

Wylot ma być o 10:00, samolot kołuje na pas startowy i wtedy się zaczęło. Nadeszła Gloria.

https://www.youtube.com/watch?v=B4HzCUpAVdY

Szczęśliwie nie doświadczyliśmy tego co pasażerowie powyższego lotu z tego dnia.

Podobno brakło nam dziesięciu minut do startu. Załoga poinformowała, że musimy czekać aż wiatr ustanie. No to siedzimy i czekamy, mając nadzieję iż niebawem odlecimy. Początkowo spływają jakieś informacje, że może niebawem, później już ich brak. Za to padł komunikat, że są na pokładzie produkty spożywcze, oczywiście odpłatnie co pasażerowie skwitowali uśmiechem.
Mąż posiłkując się apką pogodową, wiedział już że nie polecimy, wiatr bowiem nie miał zelżeć. Mijały już nie kwadranse, lecz godziny. W końcu mąż poszedł coś kupić z tego co zostało, a w tym momencie stewardesa oznajmiła by nie kupować bo wysiadamy. Najwyższy czas, po pięciu godzinach wszyscy mieli dość czekania.

Wysadzili nas na terminal przylotów. Ktoś coś mówi, ktoś gdzieś każe iść. Idziemy do terminala odlotów, a tam dziki tłum ludzi. No mrówki w mrowisku.... masakra. Stajemy w jakiejś kolejce.... po co? Ktoś mówi, że po to aby załatwić sobie nocleg, inni mówią, po to żeby przebukować bilet... Nie odleciało bodaj 5 samolotów Ryanair.

Obrazek

Wtedy obudziła się siła w ludziach, którzy się jednoczyli i wspomagali. Ktoś opowiedział żart, ktoś poszedł zasięgnąć informacji, przekazał ją całej grupie.
Niemniej stania na kilka godzin, nie wiedząc do końca za czym i z jakim zakończeniem.
Przyszedł sms od przewoźnika informujący, że wylot o 5:30 rano. Mąż postanowił iść w miasto na zakupy. Akurat lotnisko to nie mieści się w szczerym polu, lecz na peryferiach miasta. Przeszedł parkingiem, przeskoczył przez mur, przebiegł przez ruchliwe ulice i był na miejscu. Chodził, szukał, bary pozamykane, znalazł Mercadona.
Sytuacja była dynamiczna, kiedy my zostałyśmy same uruchomiono następną kolejkę. Ktoś z naszych kazał nam tam przejść, kolejka była naprawdę o wiele krótsza i rodziła się nadzieja, że stojąc w niej mamy szansę na hotel, ale męża nie ma. Dzwonię i mówię, że musi się spieszyć, bo zaraz przyjedzie po nas autokar i zawiezie do hotelu. Małżonek choć biega i jest szybki, to przecież nie przyfrunie. Mówi, że będzie się spieszył, a w razie czego zostaniemy.
Oczywiście, jak to w takich sytuacjach bywa, to że ktoś, coś, gdzieś usłyszał i przekazał dalej trzeba kilkukrotnie dzielić, nie biorąc za pewnik.
Mąż wrócił z zaopatrzeniem, poczęstował współtowarzyszy i sami też się posililiśmy. Dla męża to była bardziej przygoda, trochę jedynie męcząca. Dla nas bardziej męcząca niż przygoda. A dla wszystkich jakieś doświadczenie, które niekoniecznie może się przydać, bo każda podobna sytuacja może inaczej się toczyć. Małżonek właściwie był psychicznie gotowy nocować na lotnisku, jakoś nie wyobrażał sobie że wszystkich nas gdzieś rozdysponują. A jeśli już to do jakiegoś przydrożnego motelu.
Najedzeni odzyskaliśmy siły, zajęliśmy sympatyczny przyczółek i tak w towarzystwie innych czas mijał.

Obrazek

Pojawiła się pani z obsługi lotniska, która nakazała nam podążać za nią. Idzie szybko, my wolniej za kimś, ten ktoś również za kimś, człowiek za człowiekiem, tłum za tłumem, nagle nie widzimy już naszych. Ok, ktoś jest, ale gdzie ten autokar. Nie ma... Nie zostaliśmy sami, inni też szukają się i autokaru. W głowie już pojawia się myśl o nocy na lotnisku, że już jestem taka zmordowana, że nie mam sił, ale trzeba się trzymać bo dzieciaki są mega dzielne. Stoimy pod jakimś wiaduktem na zewnątrz między terminalem a parkingiem. Wichura kładzie palmy, staramy schować się od wiatru. Deszcz leje solidnie.

Obrazek

Znów pojawia się pani z obsługi. Jeden z naszych towarzyszy tłumaczy jej po hiszpańsku, że nie załapaliśmy się na autokar do hotelu. Pani wygląda jakby miała równie dość jak my i wcale jej się nie dziwię. Kazała nam stać i się nie ruszać, po czym po jakimś czasie przyszła po nas, abyśmy jednak wrócili do terminala bo to trochę potrwa. Czyli z powrotem.... Ok czekamy dalej. Po jakimś czasie pojawiła się inna kobieta, najpierw zabrała rodziny z dziećmi i osoby starsze, zostały jej miejsca więc my się łapiemy. Matko, żebyśmy tylko nie zgubili znów autokaru. Jesteśmy, siedzimy, to niewiarygodne, ale jedziemy do hotelu. Hurra, jest po 19-tej.
Hurra, skończyło się po przekroczeniu progu hotelu. W recepcji dwie flegmatyczne hiszpanki niemal z aptekarską precyzją rejestrowały człowieka po człowieku. W holu był tłum ludzi, chaotyczna kolejka. Szaleństwa ciąg dalszy. Tak około godziny 22.00 dostaliśmy klucze do pokoi. Do dwóch dwójek, bo już nie było innej opcji, ale nam było wszystko jedno. Zważywszy, że dla kilku osób brakło miejsc i musieli jeszcze iść kilka minut do innego hotelu. Hotel na wypasie, ale jakie to ma znaczenie na kilka godzin.

Obrazek

Obrazek

Choć dziewczyny później żałowały, że tak krótko i nawet radia w wannie nie posłuchały.

Była godzina 22.00, zjedliśmy co mieliśmy i dziewczyny zasnęły. Ja przed północą, mąż jeszcze później. Spania niewiele, pobudka o drugiej, a trzydzieści minut później byliśmy umówieni z jednym z towarzyszy na powrót taksówką. Niby miał przyjechać po nas autokar, ale o której nikt nie poinformował. W takiej sytuacji kilkanaście euro nas nie zuboży, jak i kilkadziesiąt minut dłużej nie spowoduje, że się wyśpimy. Na spokojnie, bez nerwów woleliśmy znaleźć się na lotnisku.
Na lotnisku pusto i wszystko pozamykane. Nie klarowało się na wylot o 5:30. Nasze karty pokładowe z wczoraj nie działały, nikt nie wiedział co ma z nami zrobić. Powstawały kolejne kolejki. Ludzie znów błądzili od jednej do drugiej. Jedni z obsługi mówili że mamy lecieć na starych kartach pokładowych inni, że mamy stanąć w rządku do przebukowania. Kolejny chaos. A i tak nikt nam nie dawał gwarancji, że w ogóle polecimy..... Kilka minut po godzinie 5.00, jednak na starych nie działających kartach przeszliśmy przez kontrolę. Oczywiście gdy ja biegałam za organizowaniem biletów, mąż postanowił wykorzystać bony żywieniowe, którymi hojnie obdarował nas Raynair, całe 4 euro na głowę. Wypicie gorącej kawy tuż przed kontrolą graniczyło z cudem i z moją furią.....

Dobra jeszcze chwila i wsiadamy do samolotu.... Tylko co dalej.

Obrazek

Gdy usiadłam w samolocie, to nawet nie wiem kiedy odpłynęłam. Zasnęłam mimo iż byłam pełna obaw i niepokoju. Obudził mnie dopiero ryk silników. Samolot wystartował mimo, że nim sporo bujało. Lecieliśmy do domu...
Lot minął już spokojnie. Czasem mocniej bujało, ale ogólnie było ok. Z lotniska na parking po auto i powrót do domu.
Byliśmy pełni wrażeń ale przede wszystkim zadowoleni z tego co udało nam się zwiedzić i zobaczyć w Hiszpanii oraz doświadczyć w bonusie ;)

P.S. Z taksówki wzięliśmy paragon i Ryanair bezproblemowo zwrócił nam poniesiony koszt.
Przypadkowo też ostał się paragon za zakupy w Mercadonia i tu odzyskaliśmy za nie z polisy turystycznej. Ale chyba jedynie dlatego, iż mieliśmy dodatkowe assistance za 5zł, które to obejmowało.
Warto więc w podobnych sytuacjach zbierać rachunki za wszelkie poniesione dodatkowe koszty, bo być może uda się poźniej część z nich odzyskać. Choć na miejscu to zawsze priorytetem jest szczęśliwy powrót do domu i głównie o tym się myśli.
Magda O.
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1487
Dołączył(a): 20.07.2010
Re: Tydzień z buta po Walencji i Barcelonie + dzień w bonusi

Nieprzeczytany postnapisał(a) Magda O. » 11.03.2020 10:16

Fajnie było powspominać sobie z Wami nasz zeszłoroczny wyjazd do Barcelony. Odwiedziliśmy te same miejsca, a nawet więcej - byliśmy tam 4 dni więc udało się zajrzeć pod każdy barceloński kamień ;) Moje odczucia co do tego miasta są bardzo podobne jak Wasze - miasto piękne bez dwóch zdań, bardzo dobrze działająca komunikacja miejska - jeździliśmy głównie metrem. Dwa razy zdarzyło nam się jechać autobusem i byliśmy pod wrażeniem spokoju, kultury jazdy w tym mieście. Podobało nam się prawie wszystko - trochę rozczarował mnie Park Güell i La Boqueria ( jakaś taka nie autentyczna i pod turystę, ale zjedliśmy tam raz nieziemskie śniadanie ;)) . Bardzo podobała mi się Sagrada Familia (byliśmy w środku - naprawdę warto). Widoki z Turó de la Rovira genialne i macie rację co do ciszy i spokoju w tym miejscu...Jedliśmy pyszne tapas i paellę, piliśmy Sangrię, wdychaliśmy zapach morza...a mimo to nie odczuwamy potrzeby, aby tam wrócić. Jakoś tak przeżyliśmy ten wypad bez efektu wow. Nie bardzo umiem wyjaśnić, dlaczego. Również obawialiśmy się kieszonkowców ale to nie to...
Pozwolę sobie załączyć zdjęcia z pokazu Font Màgica - bo na to również udało się nam załapać ;) dodam tylko, że efekt na żywo jest tak genialny, że zastanawiałam się, jak kierowcy przejeżdżający tamtędy mogą się skupić - i w tym momencie usłyszałam bum - niestety jeden się nie skupił i doszło do stłuczki...

Font Magica2.jpg


Font Magica.jpg


:papa:
Poprzednia strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



cron
Tydzień z buta po Walencji i Barcelonie + dzień w bonusie - strona 2
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019