HVARZejście z twierdzy było dla nas dużym zaskoczeniem. Wydawało mi się, że to mało atrakcyjny punkt programu, a późniejsza wspinaczka po samochód będzie drogą przez mękę. Tymczasem okazało się, że Forticę od miasta oddziela bardzo ładny park, z łagodnym zejściem, ciekawą roślinnością i widokami, które zmuszały nas do licznych przystanków.
Schodzimy do miasta.
Pierwsza przerwa była już po 100 metrach

Następna jeszcze szybciej ...
Z drugiej strony nie było gorzej ..
Na samym dole żegna nas okazała palma z pięknymi agawami.
Polecamy wszystkim drogę do miasta przez Park dr. Josipa Avelinija ...
Tym bardziej, że oprócz pięknych widoków i roślin, trafimy tam również na mały kościółek (Crkva Gospe od Kruvenice).
Wychodzimy z parku i giniemy w wąskich, hvarskich uliczkach...
Nie obyło się bez otarć i
licznych kontuzji
Uliczki są niezwykle klimatyczne, prawie jak w Starim Gradzie

Zaprowadziły nas do centralnego miejsca Hvaru, jakim jest Trg sv. Stjepana.
O ile uliczki S.G. są dla mnie bezkonkurencyjne, o tyle Plac sv. Stjepana, nie ma sobie równych na wyspie.
Powstał w XV wieku i znajdziemy tam prawdziwe perełki, świadczące o bogatej historii miasta.
Jedną z nich jest wenecki arsenał, gdzie na najwyższej kondygnacji w 1612 roku powstał najstarszy w Europie teatr miejski. Przedstawienia odbywają się po dziś dzień, a przed wiekami służył Wenecjanom do naprawy okrętów wojennych.
Inną perełką będzie XVI-wieczna studnia ukryta między kawiarniami i restauracjami ...
...No i ta najbardziej okazała, czyli katedra św. Szczepana (katedrala sv. Stjepana) z piękną fasadą i wieżą.
Katedra pochodzi z przełomu XVI/XVII wieku.
Obok katedry jemy lody,... chyba najtańsze w mieście,.. tańszych nie widziałem

...I podziwiamy stare budowle...
Następnie skierowaliśmy się w stronę promenady.
Widok z promenady na Forticę.
Przed nami hvarska promenada (Riva).
Obecnie Hvar jest synonimem klasy, mody i elegancji. To tutaj zawijają najwspanialsze jachty (regularnie Hvar i okoliczne wyspy odwiedzają jachty np. Beyoncé, Evy Longorii, Gwyneth Paltrow), budują się także rezydencje znanych i bogatych.
Ceny w restauracjach potrafią wywołać zawrót głowy. Poznaliśmy Polaków, którzy stacjonowali w Hvarze, a stołowali się we Vrbosce. I wcale im się nie dziwiliśmy. Pizza we vrboskiej konobie, kosztowała tyle co trójkąt w pekarze przy hvarskiej promenadzie. Te rybki, to już istny kosmos cenowy. Tu będzie nieco drożej niż nad polskim Bałtykiem
Ostatni przystanek robimy na końcu Rivy, przy pomniku wędkarza.
Tu rozpościera się widok na kościół Franciszkanów w którym msze św. odbywają się również w j.polskim.
Wizyta w Hvarze była dla nas dużym przeżyciem. To był niezapomniany dzień i bardzo się cieszymy, że tu jeszcze wrócimy
