.17.03.2026 - dzień pierwszyWylatujemy z Krakowa o godzinie 8:45, więc na lotnisko przyjeżdżamy odpowiednio wcześniej.
Startujemy o czasie. Początkowo lecimy wśród chmur, ale potem się rozjaśniło. Tylko że ja nie miałam miejsca przy oknie, więc zdjęć z lotu nie mam. Siedziałam na środkowym siedzeniu pomiędzy Waldkiem a Grześkiem. I to Grzesiek miał miejsce przy oknie. Gdyby miał je Waldek, to bym się z nim zamieniła, ale Grześka nie prosiłam, aby się ze mną zamienił.
Przed samym lądowaniem poprosiłam go tylko o zrobienie jakiegoś zdjęcia moim telefonem, abym miała tutaj co pokazać.
Na lotnisku Fiumicino wylądowaliśmy planowo, czyli o godzinie 10:55. Po wyjściu z samolotu od razu odczuliśmy efekty pracy słońca nad włoskim niebem. Było bardzo cieplutko i słonecznie, z czego się bardzo ucieszyliśmy.
Po włączeniu transmisji danych w telefonie dostałam od kierowcy naszej bookingowej, bezpłatnej taksówki informacje, gdzie mamy iść, aby się z nim spotkać. Po dotarciu na miejsce spotkania zadzwoniłam do niego, że już jesteśmy i po chwili już mieliśmy okazję się z nim przywitać a następnie poszliśmy razem do taksówki (busa).
Podczas jazdy nasz kierowca przez cały czas rozmawiał przez telefon, na szczęście nie trzymał go przy uchu, tylko miał włączony zestaw głośnomówiący.
Po drodze oglądaliśmy widoki widziane przez szyby auta, rozpoznając nawet miejsca, do którym zamierzaliśmy się wybrać.
Po 45 minutach jazdy byliśmy na miejscu niedaleko budynku, w którym mieścił się nasz apartament.
Kierowca wysadził nas jedną przecznicę bliżej, bo z uwagi na rozstawione na ulicy stragany, nie mógł wjechać dalej. Tą ostatnią część trasy przeszliśmy na nogach pomiędzy straganami, na których później niejednokrotnie robiliśmy zakupy warzywno-owocowe.
I stanęliśmy przed drzwiami prowadzącymi do naszej kamienicy.