Dzięki. Tylko, że już napisałam odcinek i nie potrafię z niego wyjść bez straty zawartości. Muszę go puścić na tej stronie, trudno, będą dwa na jednej stronie, to nie najgorzej.

Mam tak potworny dzień, że chociaż trochę poprawiliście mi humor swoją chęcią pomocy

.
DZIEŃ 5 – 4.07.2020 c.d. Bałam się trochę, że ta poranna wyprawa zajmie nam za dużo czasu. Czasy przejścia umieszczone na drogowskazach często nie pokrywają się z rzeczywistą potrzebną ilością czasu . Ale ponieważ nikt nie zatrzymywał się co 5 minut z powodu za krótkich nóżek i nie puchł z wysiłku, spokojnie wyrobiliśmy się w 2 godziny i o dziewiątej byliśmy z powrotem. Dzieci jakoś wstały bez większych narzekań, więc po krótkich przygotowaniach jesteśmy gotowi na kolejną wycieczkę. Nad Cetiną znajdujemy naszą Panią, która wskazuje nam łódź.
Okazuje się, że płynie z nami rodzinka z Czech- 5 osób. Oni po jednej stronie łódki , my pośrodku, Pan motorniczy na rufie. Odległości zachowane

. Płyniemy standardowo, do Radmanowych Mlinic.
Ojciec z córką zawsze patrzą w jedną stronę

.
Czesi chyba również.
Tracimy morze z oczu i znajdujemy się w mniej oczywistych okolicznościach przyrody.
Jesteśmy po drugiej stronie masywu górskiego.
Na zakolu rzeki widzimy z daleka restaurację Kastil Slanica .
W międzyczasie wpływamy w jakieś zarośla gdzie mieszkają żółwie ( myślałam, że uwieczniłam je

,ale chyba jednak nie). Krótki rejs kończy się wysiadką przy restauracji Radmanowe Mlinice.
Jest koło jedenastej, najlepszy czas na kawę z dużą pianką.
Po zastrzyku kofeiny trochę mnie nosi, idę zerknąć na urocze otoczenie.
I już za chwilę zbierają nas do drogi powrotnej, jakoś mało nam dali tego czasu.
Powrót urozmaica nam spotkanie z bliźniaczą łódką płynącą w przeciwnym kierunku, podczas którego następuje zamiana prowadzących, którzy przeskakują w biegu.
Widzimy też ciekawy duet: kajak plus osoba płynąca wpław(no, musicie mi uwierzyć

).
Gdy dobijamy do brzegu już w Omišu nie ma dla nas miejsca. Dla mnie to jasne, będziemy przeskakiwać przez inne jednostki. Ale moja rodzina jest trochę zdziwiona.
Skoro już jesteśmy na starówce, skorzystamy z tego, że o tej porze jest całkiem pusto i zjemy obiad. W bardzo popularnej wśród Polaków pizzerii

.
Możliwość porannego spędzenia czasu tylko we dwoje bardzo nam pasowała. Po południu zostawiamy w pokojach naszą młodzież (niechętną plażowaniu). Postanawiamy poszukać plaży i skorzystać z któregoś z dostępnych parkingów przy Jadrance. Trudno mi nazwać jaka to plaża, w każdym razie między Ruskamen a Lokvą. Schodzimy w dół
i mijamy większą, trochę zaludnioną plażę.
Dalej plażują jakieś niedobitki. I tam na spokojnie da się rozłożyć. Jest pięknie i sielankowo.
Pływam w swoim żarówiastym kole.
Na dodatek spotkaliśmy jakiegoś nieodrośniętego kraba. Super miejsce.
To był bardzo długi dzień. Zakończony mało profesjonalnym toastem bezalkoholowym radlerem.
