napisał(a) j23 » 14.04.2010 12:39
W lotnictwie stosowane są różne systemy ułatwiające pilotom podejście do lądowania. Zasadniczo dzielą się one na dwie grupy - systemy podejścia precyzyjnego i nieprecyzyjnego.
Te pierwsze - takie jak np. najbardziej rozpowszechniony radiowy system ILS - prowadzą pilota z kursem lądowania po ścieżce podejścia prosto do pasa startowego. Innymi słowy: pilot, obserwując w kabinie wskaźnik ILS, wie nie tylko, w jakim kierunku ma lecieć do lotniska, ale i na jakiej wysokości w danej chwili ma się znajdować.
Podobnie działa bardziej przestarzały, choć wciąż wykorzystywany w wojsku system radaru precyzyjnego podejścia. Tutaj to kontroler na radarze obserwuje kurs i ścieżkę zniżania samolotu i wydając pilotowi komendy przez radio, prowadzi go do pasa.
Systemy nieprecyzyjnego podejścia są uboższe i wymagają lepszej pogody. O ile w przypadku podejścia ILS kategorii II (taki jest np. na Okęciu) można lądować przy widzialności wynoszącej zaledwie ok. 300 m, to w przypadku podejść nieprecyzyjnych - z wykorzystaniem np. dwóch radiolatarni typu NDB - minimum wynosi co najmniej 1 km.
Na razie brak jest oficjalnych informacji na temat wyposażenia lotniska w Smoleńsku i systemów, które były w użyciu w chwili, gdy w sobotę próbował tam lądować rządowy Tu-154. Z nieoficjalnych informacji - m.in. z rosyjskich mediów - wynika, że w użyciu był system nieprecyzyjny, oparty na dwóch radiolatarniach. W rozmowie z "Gazetą" o dwóch radiolatarniach mówili także piloci 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego z Warszawy, którzy lądowali w Smoleńsku w środę z delegacją premiera Donalda Tuska.
- W takim przypadku pilot wie, że znajduje się na osi pasa startowego, ale o odpowiedni profil podejścia pilot "dba" sam - tłumaczy nam jeden z pilotów. - Niestety, jeśli chmury są zbyt nisko lub jest mgła, zniżanie poniżej ustalonych minimów może zakończyć się katastrofą, bo zamiast na pas startowy, piloci mogą trafić np. na las.
Nasz rozmówca tłumaczy, że jeśli w użyciu był system nieprecyzyjny, a widzialność rzeczywiście wynosiła w sobotę ok. 400 m, manewr podejścia do lądowania w ogóle nie powinien być wykonywany.
Na międzynarodowych forach skupiających miłośników lotnictwa, gdzie dyskutuje się na temat przyczyn katastrofy w Smoleńsku, najwięcej osób przypuszcza, że mogło dojść do wypadku typu CFIT. To skrót od angielskich słów "controlled flight into terrain", czyli zderzenie ziemią w locie kontrolowanym. Do katastrof tego typu dochodzi najczęściej przy złej pogodzie.
- Charakterystyczne jest to, że piloci w wielu przypadkach chcieli jak najszybciej uzyskać kontakt wzrokowy z ziemią i z jej widocznością dolecieć do pasa startowego. Ale w wielu przypadkach takie zniżanie prowadziło nie do szczęśliwego lądowania, ale do zderzenia z ziemią - opowiada były pilot wojskowy.