Koenig napisał(a):W ubiegłym roku wracając z wyjazdu do Orebicia zjechałem do Kuny, ale nie byłem logistycznie przygotowany, więc tylko przejechałem do końca miejscowości i wróciłem. Trochę nam się śpieszyło, więc pojechaliśmy na kwaterę.
Może nadrobię w przyszłości

Cóż, szkoda, ale następnym razem na pewno się uda
ODCINEK VI. TRPANJNi wiem z czym kojarzy Wam się Trpanj, ale mi przede wszystkim z promem. No i któregoś dnia pomyślałam sobie, że w momencie kiedy nic nie będzie nam się chciało, pojedziemy do Trpanj i będziemy się gapić na przypływające i odpływające promy, siedząc w jakimś miłym caffe barze.
Na samym początku owa niewielka portowa wiocha sprawiła nam pewien problem. A był to problem z parkowaniem. Nie chodzi o to, że nie było miejsca- tych w czerwcu jest pod dostatkiem. Opłaty to też niewielki problem( w większości 5kun/h). Problemem natomiast jest jak za ten parking zapłacić. Bo okazało się, że można tylko przez aplikację
Wygląda to tak:
Nie za bardzo nam się chce rozkminiać jak to działa(zresztą nie lubimy instalowania zbędnych rzeczy, nie mamy aplikacji Żabki, Biedronki ani Lidla, Rossmana chyba tez usunę odkąd wpadłam w nałóg zakupów online

)
W desperacji parkujemy przy czymś, co wygląda jak ogródki działkowe

Rozglądam się za jakimś znakiem zakazu, ale nic takiego nie ma, więc może nas nie odholują
Idziemy na spacer w okolice portu.
Zvjezda mora:
To ta z tyłu
Bardzo ładny mostek, chyba nowy:
Spacerujemy w skwarze, godziny robią się popołudniowe, czyli trudne do wytrzymania
Płyną z Ploče:
Trpanj z dystansu:
Przy dużym hotelu jest plaża, całkiem sympatyczna.
W porcie wykopki czy inne remonty, trochę irytują mój zmysł estetyczny

Bardzo zazdrościłam tej rybie:
Bo chętnie wskoczyłabym do Jadranu, ale nie mamy ze sobą plażowych rzeczy. Plażing zaplanowany na popołudnie w Orebiću
Po niezbyt długim spacerze w okolicach portu rozglądamy się za czymś do jedzenia. Niektóre lokale wyglądają, jakby dopiero się budziły z zimowego snu, ale po kilku dniach jakoś nas to specjalnie nie dziwi. Siadamy w barze w porcie i zamawiamy pizzę, która nam bardzo smakuje(aż specjalnie tu wrócimy za kilka dni), nawet to czego nie mogę zjeść zabieram ze sobą na wynos, co niezbyt często mi się zdarza. Po jedzeniu wróciliśmy do Orebića aby zalec na plaży, ale do Trpanj przyjechaliśmy za kilka dni- tym razem po plażowaniu w Dubie.
Tym razem nie było już naszego miejsca parkingowego na działkach, więc musieliśmy pogodzić się z losem i zainstalować tę nieszczęsną aplikację. Przy okazji odkryliśmy, że za parking w porcie nie trzeba płacić aplikacją, ale jest on 2x droższy niż wszystkie parkingi wokół.
Znowu nie pospacerowaliśmy zbyt wiele, bo pogoda była wtedy nie do wytrzymania

Był to również dzień ciężki emocjonalnie, ale o tym napiszę przy innej okazji
Połaziliśmy trochę malowniczą ścieżką przy brzegu:
Czy ta skała chce nam coś przekazać?

Powietrze było ciężkie:
Trochę żałuję, że nie wybraliśmy się na spacer w okolice kościoła oraz na lecznicze błotka, ale za każdym razem było tak gorąco, że ledwo miałam siłę utrzymać kufel z piwem
Reasumując, Trpanj ma w sobie coś, choć to tylko zwykła portowa wioska. Przynajmniej my czuliśmy się tu chyba lepiej niż w Orebiću
