CROberto napisał(a):Hejka
Według tej koncepcji - jestem, tak przesiąkniętym cromaniakiem , że oprócz dowodu i mowy - nic, polskiego nie mam...
Fajnie się czyta i ogląda - lubię Twoje relacje
Ilja nie był mi łaskawy - sam szczyt, pokrywała gęsta chmura (wokół błękitne niebo ) - widoczki z niego , znam tylko z relacj i yt...

Cześć Robert

Dziękuję za miłe słowa.
Dla mnie łaskawe nie były za to plaże Duba i Divna(ale o tym w ciut dalszej przyszłości)- nie można mieć w życiu wszystkiego
[i]ODCINEK IV. SV. ILIJA-WIDOKI ZE SZCZYTU I POWRÓT [/i]
Po 3 godzinkach niezbyt męczącej(jak dla nas) trasy wyłazimy w końcu na najwyższy punkt półwyspu. Widoki są oszałamiające

Bez szczytowej foci się nie liczy
A może spacerkiem do Duby?
Widzę jakieś ścieżki z góry, ale oficjalnie szlaku w stronę Duby Pelješkiej brak

Pierwszy raz spotykamy fruczaka gołąbka

:
Na szczycie jest bardzo przyjemnie, bo wiatr, który zawiewa jest nawet lekko chłodny. Mamy tylko niewielki problem z jedzeniem, bo nasze czekolady przeszły w stan ciekły

(kto normalny zabiera w upał czekoladę na wycieczkę?

)
Posiedzieliśmy na wierzchołku tak z godzinkę i pewnie wyobrażacie sobie, że było bardzo pięknie i sielankowo...Muszę Was jednak wyprowadzić z błędnego toku myślenia. Naszą(a szczególnie moją) sielankę przerwały dzikie stada natrętnych robali- Pan S. twierdził, że to żuki gnojarze
Nie wiem co to było, ale miałam te wstrętne żuczki nawet we włosach

Te namolne stworzenia nawet na moment nie przestawały atakować i miałam wrażenie, że jest ich coraz więcej. W końcu musiałam w popłochu uciec troszkę poniżej szczytu. Pan. S. w tym czasie eksplorował coś co wyglądało jak drugi wierzchołek- mi się nie chciało tam iść, więc musiałam umordować się z tymi żukami
O, tu poniżej widać moją ucieczkę przed nimi:
Robactwo nie pozwoliło na spokojną kontemplację, ale i tak z godzinkę posiedzieliśmy. Czas na zejście.
Ze szczytu sprowadza tylko jedna droga, potem, obok
planinarskiej kući szlaki się rozdzielają-można iść tak jak przyszliśmy, lub drugim szlakiem- ten sprowadza do centrum Orebića i to nim zejdziemy

Pierwszą ciekawostką na trasie są dzikie koniki:
Dochodzimy do miejsca w którym trzeba podejść 100 m. pod górę, co na tym etapie drogi jest już lekko wkurzające

Ale podczas dalszego zejścia mamy nadal piękne widoki:
Mijamy całkiem ciekawe skałki:
Od miejsca na zdjęciu poniżej zacznie się katorga:
Ponieważ od teraz szlak przybiera formę małych zakosików(niezbyt stromych) przysypanych małymi ruchliwymi kamyczkami. To mnie trochę wykańcza psychicznie, bo mimo, że idę bardzo uważnie to i tak ląduję na glebie jakieś 7 razy

Dobrze, że w zeszłym roku zeszliśmy ze sv. Jure asfaltem
Jedyne co nam pozostaje to pocieszanie się widokami:
Momentami szło się przez las:
Jesteśmy już dość nisko:
Nieliczne zacienione tereny wykorzystujemy na odpoczynki i picie wody:
Jeszcze kilka zakosów i będziemy w Orebiću:
Nie schodzimy jednak do centrum. Odbijamy na nasze ścieżki, które obadaliśmy wczoraj. Doprowadzą one nas wprost do ulicy, na której stoi nasz apartman. Pod koniec mam wrażenie, że muszę się natychmiast położyć i tak tu sobie umrzeć od upału

Bo w cieniu to może i było ze 26 stopni, ale na
suncu to raczej 40
W apartmanie prysznic i małe pindrzonko, oraz po 2 szklanki coli i 2 cedevity i wstępują w nas całkiem nowe siły. Jesteśmy gotowi na podbój konob(oraz bardzo głodni). Tym razem postanowiliśmy, że na obiadokolację upolujemy ćevapi. No to idziemy na przegląd wszystkich knajp po drodze. Na poczatek Karako- ale tu pustki jakieś, może też nie pracują, potem Andiamo- tu zawsze jest tłum ludzi, zapewne przyciąga ich telewizor, w którym mogą obejrzeć mecz

Ale tu nie ma ćevapi, nastepnie Amfora- tu zamkniete na głucho, Stari Kapetan- tu jakoś drogo(ale któregoś dnia jedliśmy tu deser-było ok), Piazetta z przekąskami tez zamknięta. Ostatecznie lądujemy w Mimbelli. Ćevapi są, ale raczej przeciętne i jeszcze
małż musi się dopraszać o cebulę, za którą do rachunku doliczają 10 kun(to chyba jedna z najdroższych cebul w naszym życiu

). Popijamy oczywiście upragnionym piwem, potem szwendamy się chwilę po promenadzie i wracamy do apartmana, gdzie spędzamy wieczór na balkonie.
Na jutro wymyślimy jakąś mniej męczącą wycieczkę
