ODCINEK VIII. KORČULA-cd.W cieniu siedziało się całkiem fajnie, ale ileż można. Poza tym troszkę jesteśmy już głodni. Na 17.00 umówiliśmy się z Mariolą i Zdzichem(
Abakus68) w Kavana No.1. Czasu nie mamy już zbyt wiele, więc zjemy właśnie tam, czekając na przybycie Zdzichów
Wychodzimy ze starego miasta uliczkami:
Nasza knajpa mieści się poza obrębem starego miasta, ale blisko.
Siadamy na tarasie z cudnym widokiem:
Zamawiamy piwo, wino oraz lignje pržene(to ja), oraz jakieś mięso(to małż). Konoba okazuje się strzałem w dziesiątkę, ponieważ poza rewelacyjnym widokiem oferuje też pyszne jedzenie (recenzja tego miejsca powstała już w relacji Zdzicha- moje wrażenia z są podobne).
W momencie kiedy kończymy zmiatać z talerzy nadchodzą Zdzichy

Wyglądają jakby siedzieli w Cro z tydzień dłużej od nas(przyjechaliśmy tego samego dnia), bo są o wiele bardziej opaleni. No, ale czego się spodziewać, skoro my wiecznie jesteśmy w pogoni za cieniem
Pijemy zatem zapoznawcze kawy, piwa, wina itp. i tak sobie gawędzimy o wszystkim i o niczym, ale chyba ćakule to nie są, bo nikogo nie obgadujemy
W ferworze stu tematów jakie się pojawiają oczywiście jakoś nie przychodzi mi do głowy(zresztą nie tylko mi, bo nikomu), żeby cyknąć sobie pamiątkową fotkę

Teraz to nam nikt w to crospotkanie nie uwierzy
Moglibyśmy siedzieć tak jeszcze długo i testować różne napitki, ale niestety jesteśmy ograniczeni czasowo i komunikacyjnie. W tę stronę postanowiliśmy wracać stateczkiem pasażerskim, bo nie chce nam się już iść tak daleko do portu. A ostatnia łajba ze starego miasta odpływa o 20.30. Trzeba zatem iść.
Zdzichu, który jest mistrzem w wynajdywaniu atrakcji mniej oczywistych pyta, czy wiemy o jakimś barokowym ogrodzie

Oczywiście, że nie wiemy, ale poszukamy po drodze.
Szukajcie, a znajdziecie:
Ogród prezentuje się raczej smutno i jest zapuszczony, ale gdyby go odrestaurować, to może coś ciekawego dałoby się z niego zrobić
Temperatura wreszcie stała się akceptowalna, ale nie mamy już czasu na większe spacery. Lecimy do portu, wraz z uzbrojonymi w telefony i aparaty ludźmi:
Obserwujemy przepiękny
zalazak sunca 
Opuszczamy
Mały DubrovnikPapa, Korčulko

Nie mówimy żegnaj, lecz do widzenia! Za parę dni znów tu przypłyniemy
Nasza miejscówka na statku:
Strasznie wiało i nawet zmarzłam

W ogóle w pierwszym tygodniu naszego pobytu w Cro wieczory były dość chłodne. Później wieczorami było cieplej, za to w dzień parówa potrafiła być trudna do zniesienia
Dopływamy do Orebića już prawie po ciemku:
Jeszcze tylko spacer promenadą do apartmana, scrable na balkonie, winko i do spania
To był bardzo pozytywny dzień. Odwiedziłam po wielu latach piękną Korčulę(Pan S. był pierwszy raz), spędziliśmy miłe popołudnie w towarzystwie Marioli i Zdzicha, a na koniec trafił nam się jeszcze piękny zachód słońca. Wrażeń było dużo, więc kolejny dzień poświęcimy na plażing o Orebiczu
