CROberto napisał(a):Patrzę na poprzednią stronę i sobie myślę, ale się porobiło -
Espaniole zajumały Grgura ninskiego...
Witaj, Robercie!
Niczego nie zajumały, Grgur ma się dobrze
CROberto napisał(a):Resztę muszę
oblukać 
Miłego
lukania 
Cieszę się, że zajrzałeś

piotrf napisał(a):Piękne nocne zdjęcia

miasta , w odsłonie bez tłumów

Nie wiedziałem , że robisz kartki świąteczne

Muszę zacząć

Może faktycznie to zdjęcie by się nadawało
Dzień 4 (29 grudnia, piątek): Samotny spacer po Splicie - część pierwsza (kocie slumsy
)Dzisiaj od rana pada

Małż wybrał najlepszy dzień na pracę zdalną

Ja powłóczę się sama po mieście, początkowo pod parasolem, ale wkrótce przestanie padać.
Odwiedzę zakątki, w których jeszcze nie byliśmy. Na początek Teatr Narodowy w Splicie. Kolor fasady bije po oczach nawet w deszczowy dzień:
Przed budynkiem pomnik Gaja Filomena Bulata - chorwackiego polityka i prawnika oraz burmistrza Splitu, urodzonego w Supetarze

:
Nietypowa crkva Gospe od Zdravlja:
Na jednym z placów trafiam na... budki dla kotów

:
Oto domek Marijany

:
Nie są to tytułowe
kocie slumsy; te pojawią się pod koniec odcinka

Po odwiedzeniu kotów eksploruję dzielnicę Varoš położoną u stóp wzgórza Marjan. Jest tu ciekawie i "kolorowo", co kawałek trafiam na interesujący mural. Trafiają się też te nieco bardziej dziwaczne:
Alternatywa dla tradycyjnego krasnala ogrodowego - jego dalmatyński kuzyn obowiązkowo musi mieć japonki, ręcznik plażowy i okulary słoneczne

:
Mijam kilkanaście wyznań miłosnych skierowanych do... Hajduka

To jest może mniej wylewne:
Trochę dalmatyńskiej architektury:
i cytrynki:
Spotykam sporo osób z walizkami, w tej okolicy jest dużo
apartmanów. Bardzo ładna dzielnica na spokojny spacer

Następnie kieruję się w stronę klasztoru franciszkanów:
Wchodzę do kościoła i spędzam dłuższą chwilę samotnie w absolutnej ciszy.
Jest pięknie i bardzo nastrojowo. Na zewnątrz też nie najgorzej:
Zaglądam na Prokurative. W deszczu na lodowisku raczej pustawo, chociaż znaleźli się młodzi amatorzy jazdy na łyżwach:
Stoiska na jarmarku czynne, ale tu już nie ma prawie nikogo:
Podobnie jak w
ribarnicy; no bo po co, skoro "wymiotło" prawie wszystkie ryby:
Nic dziwnego, dochodzi 13:00. Odkrywam drugi sklep z gumowymi kaczkami

:
Mniej "wypasiony" od tego, w którym byliśmy pierwszego dnia i zamknięty. Wstępuję natomiast do innego sklepiku z pamiątkami i kupuję sobie czerwoną koszulkę z napisem Split

Wychodzę w końcu na Rivę. Jadran prezentuje się zupełnie inaczej niż wczoraj:
Trochę ponuro jest (na żywo było ładniej

):
i jesiennie:
Docieram do Hotelu Ambasador:
Pogled, mimo wszystko, całkiem ładny:
Budynek, który zawsze widziałam z pokładu promu, jest w trakcie rozbiórki:
Dziwne, wyglądał na nowy.
Przecinam dzielnicę Varoš i trafiam na mural przedstawiający cesarza Dioklecjana:
oraz na pięknego białego kota, któremu trochę przeszkadzam w obiedzie

:
No tak, znowu jestem w "kocich rewirach". Po lewej są domki
koleżków. Tymczasem jestem bardzo ciekawa, co zrobi mewa:
Cały czas łypie na jedzącego kota, jakby mu chciała podkraść żarcie. Obawiam się, że skończy się awanturą czy nawet małym rozlewem krwi. (Bardziej boję się o kota

) W związku z tym skupiam uwagę
galeba na sobie:
a kot może spokojnie dokończyć jedzenie

:
Na koniec odcinka obiecane

"kocie slumsy" wraz z mieszkańcami i panią, która właśnie przyszła dokarmiać lokatorów (którzy cały czas tu oczywiście nie przebywają):
Kotory miauczą przeraźliwie i rzucają się jeden na drugiego:
Fajnie, że jest ktoś, kto przynosi im jedzenie (wielu turystów też to robi

), ale te namioty i budki (większość jest schowana w krzakach) nie wyglądają estetycznie. Ogony w górę!

:
i obowiązkowe oblizanie się po posiłku

Urocza kocia banda! Szkoda mi ich... A może nie jest im tutaj tak bardzo źle, są wolne
Gdybyście chcieli odwiedzić "kocie slumsy", znajdziecie je na początku ulicy Marmontovej; dokładnie tutaj:
https://www.google.pl/maps/place/Stray+ ... &entry=ttu 