Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Dolomitisuperski

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 12.04.2012 09:35

16. Val di Fassa/Carazzea - Dolomitisuperski nr 05

W przewodnikach napisano o tym regionie, że "Val di Fassa to malownicza dolina, symbol Dolomitów, legendarne miejsce na narty. Otoczona szczytami Sassolungo, Catinaccio, Roda dei Vael, Marmolada, Sella... jest marzeniem każdego narciarza. Wzdłuż całej doliny Fassa są usytuowane najważniejsze ośrodki narciarskie w Dolomitach i w Alpach. Począwszy od Predazzo - Obereggen Latemar, Tre Valli, Buffaure, Catinaccio, Pozza Di Fassa, Col Rodella, Belvedere, Marmolada i wreszcie cała Sella Ronda. Miejscowości: Moena, Campitello, Canazei, Vigo di Fassa"

Obrazek


Na powyższej mapce dolina Fassa dosyć czytelnie wcina się między pasma górskie od Moeny u dołu do Alby u góry. Po obu jej stronach ma początek kilka stacji narciarskich. Pierwszy raz byłem tu w 2001 roku podczas mojego pierwszego wyjazdu w Dolomity. Wielki sentyment do tych gór zawdzięczam uczestnictwie w tamtej wycieczce narciarskiej. Obwożono nas wtedy po najlepszych, według organizatorów, stacjach. Codziennie jeździliśmy do innej miejscowości o niewiele mi mówiących wtedy nazwach. Canazei utkwiła mi w pamięci, bo była drugą po Marmoladzie areną pierwszych zmagań narciarskich w Dolomitach.

Obrazek
Wjazd na górę i powrót w Canazei możliwy tylko gondolką.

Obrazek
Typ gondolek jeden z wygodniejszych, nie trzeb nart trzymać w rękach i są miejsca siedzące.

Obrazek
Parking znajduje się bezpośrednio przy stacji.

Obrazek
Z Campitello natomiast wjeżdża się na górę kolejką linową.

W skład Val di Fassa wchodzą cztery ośrodki. Niestety nie są on ze sobą połączone bezpośrednio siecią wyciągów i nartostrad. Trzeba się między nimi przemieszczać autem bądź skibusami.
1.Canazei - Campitello z terenami pod Belvedere leżącymi bezpośrednio na szlaku Sellarondy.
2.Pera - Vigo di Fassa, tereny pod Catinaccio
3.Alba - Pozza di Fassa z terenami na Ciampacu i Buffaure
4.Carazzea z terenami po drugiej stronie grzbietu Catinaccio pomiędzy Passo Costalunga i Passo Neigra.

Każdy z osobna mógłby stanowić samodzielną stację narciarską. Połączone są w jeden ośrodek Val di Fassa, który z kolei włączony jest w system Dolomiti Superski.
Zjeździłem na nartach w całości pierwsze trzy ośrodki. Przez ostatni tylko przejeżdżałem autem widząc zaledwie kilka dolnych stacji wyciągów. Jest on dopiero w planach i raczej bardzo odległych. Kolejny wyjazd ma już tak bogaty harmonogram, że trudno cokolwiek do niego dodać.

Króciutki przegląd tutejszych ośrodków zacznę od Canazei - Campitello. Jest on jednym z częściej odwiedzanych do którego wjeżdża się między innymi gondolą z Canazei albo kolejką linową z Campitello.
Pierwsza miejscowość leży na wysokości 1460m n.p.m.. Jest z niej blisko na Marmoladę, Sella Rondę, czy wreszcie na Catinaccio i Ciampac. Jest to zarazem centrum narciarskie i jednocześnie centrum rozrywki. Sporo tu miejsc urozmaicających życie narciarza "po nartach". Dyskoteki i puby otwarte są do późnych godzin nocnych. Ostatnia informacja jest zaczerpnięta z przewodników, bowiem nie sprawdzałem tego osobiście. Natomiast mogę stwierdzić, że sporo tu knajpek, kawiarenek i sklepików, które miałem przyjemność odwiedzić.
Nieco poniżej w dolinie leży Campitello di Fassa mała, śliczna, bardzo spokojna miejscowość położona bezpośrednio pod kolejką na Col Rodellę.
Narciarsko nie jest to rejon wymagający zwiększonych umiejętności. Trasy są łatwe o łagodnym nachyleniu. Niestety, zazwyczaj panuje tutaj spory tłok. Tłumy narciarzy kręcących się wokół Selli stanowią nieodłączny tutejszy krajobraz. W tym roku miałem przyjemność dwukrotnie tamtędy przejeżdżać, więc w tym odcinku to wszystko o tym.

Obrazek
Col Rodella

Drugi ośrodek to tereny pomiędzy Perą a Vigo di Fassa. Od Vigo di Fassa po Albę jedzie się przez jeden zabudowany obszar. Napis końcowy jednej miejscowości jest początkowym kolejnej. Jadąc wzdłuż doliny nie sposób nie przejeżdżać pod wyciągiem krzesełkowym w Pera, przecina on szosę i wspina się gdzieś w góry porośnięte lasem. Stacja kolejki z parkingiem znajduje się tuż przy szosie.
Terenów narciarskich jest tutaj akurat na dwie, może trzy godziny z wypiciem bombardino w którymś ze schronisk na Catinaccio. W przewodnikach zapewniają, że gruba pokrywa śniegu jest zapewniona dzięki urządzeniom do sztucznego naśnieżania. Podczas mojej bytności tam łatwo to było zweryfikować już po przejechaniu kilku metrów kolejką. Dookoła czuć było w powietrzu wiosnę a trasa zjazdowa miała grubą warstwę śniegu.
Na tereny tej stacji można dotrzeć nie tylko wyciągiem krzesełkowym z Pera di Fassa, ale również kolejką linową z Vigo di Fassa. Z wysokości 2000 metrów, na których położone jest Ciampedie, co oznacza "Boskie pole", rozciąga się widok na masyw Catinaccio, znany także jako Rosengarten, ze szczytami Torri del Vajolet. Widoczne jest także Sassolungo, Sella, Marmolada, Sasso Vernale, grań Costabella, Buffaure, Monzoni i Vallaccia. To tak dla zobrazowania malowniczego położenia stacji. Przez to, że jest raczej nisko położona widok na wyższe pasma potęguje ich wielkość.

Obrazek


Obrazek
Z lewej Piz Selva 2945m i z prawej Sas Pordoi 2925m a za nim widoczny piramda Piz Boe 3152m

Przeczytałem na jakimś portalu przy prezentacji tej stacji takie zdanie "Gwarantująca dobrą zabawę, ale wymagająca dużej sprawności, trasa Thoeni ciągnie się przez 4,5 km i biegnie od Ciampedie w dół do Vigo di Fassa". Niestety południowa wystawa spowodowała na początku kwietnia całkowite jej rozmiękczenie. Zjeżdżaliśmy w dół z duszą na ramieniu po śnieżnym błocie i kałużach. Dotarliśmy do kolejki mocno przemoczeni. Jazda taką nartostradą byłaby z całą pewnością przyjemnością tylko w innym terminie. Prowadzi ona w przepięknej scenerii. W przecince leśnej mocno się kręci, czasem o 180stopni. Jest dobrze zabezpieczona siatkami, by przy większej prędkości nie wlecieć na drzewa.

Obrazek
Thoeni za siatką.

Obrazek
Sporo tu terenów dla dzieciarni.

Obrazek


Wyczytałem też, że "najbardziej wybredni narciarze mogą spróbować swych sił na czarnej trasie Alberto Tomba, bo ta właśnie trasa przez wiele lat była miejscem treningów samego mistrza". Oczywiście nie mogliśmy się oprzeć, aby jej nie przetestować. Czarna trasa, ale nie aż tak, aby przeciętnie jeżdżący miał z nią jakiekolwiek problemy.
Przejechaliśmy się po wszystkich nartostradach o wymownych dla znających się na sporcie alpejskim nazwach. Gdybym miał ocenić pod względem narciarskim tą stację to otrzymałaby wysoką notę. Trasy o wszystkich stopniach trudności, dobrze naśnieżone i co dla mnie ważne nie było tłumów.
Posiedzieliśmy chwilę przy piwie na Campedie, gdzie do wyboru było kilka schronisk. Zjazd do parkingu prowadził trzykilometrową, bardzo dobrze zmrożoną trasą, po północno-wschodnim zboczu. Była ona dosyć kręta z kilkoma przewężeniami. Szczęście dla mnie, że narciarzy jak na lekarstwo to też mogłem sobie na niej trochę poszaleć

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek
Meta w Pera.

Na razie wystarczy. Ostatni rejon w Val di Fassa trochę później. Pora teraz wracać na tegoroczne trasy.
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 13.04.2012 20:12

17. - 07 marca 2012 cz.2

Obrazek
Jedziemy wyciągiem na Sass Bece, tam już Val di Fassa.

Pod Sas Bece jest szeroki na kilkaset metrów stok. Prawie w całości zagospodarowany przez narciarzy. Przebiega i krzyżuje się tu kilka tras, jednak o czytelne ich oznaczenie jest trudno. Musimy kierować się trochę na azymut, trochę na intuicję. Łatwo przez pomyłkę ominąć właściwą drogę. Za karę musielibyśmy ponownie wjeżdżać na Sas Bece a tego chciałbym uniknąć.
Jak zdążyłem się już zorientować, to jedna nasza para nie była w dobrej kondycji. Wczoraj narzekali na stan zdrowia i zrobili sobie dzień przerwy. Dzisiaj jadą z nami dzielnie, ale widzę, że minami tuszują trochę swoją niedyspozycje. Tempo, jakim się poruszamy dostosowaliśmy do ich możliwości. Jak do tej pory było ono wystarczające, aby wrócić do Malga Ciapela o przyzwoitej porze.
Z szerokiej polany wjeżdżamy w przepiękną leśną trasę. Czterokilometrowa czerwona Pian Gherdecia kończy się przy szosie łączącej Canazei z Passo Sella. Chciałoby się ją przejechać na kreskę, ale niestety w kilku miejscach było za wąsko i za tłoczno. Popularność Sellarondy sprawia, że spotyka się tu przeróżnie jeżdżących narciarzy mogących w każdej chwili zachować się niekonwencjonalnie. W związku z tym na węższych odcinkach trzeba mocno wyhamowywać.

Obrazek
Przed schroniskiem zbiórka.

Obrazek
Val di Fassa.

Obrazek
Canazei, będziemy mijać ją gdzieś bokiem.

Obrazek
Naszym celem jest przełęcz u góry po prawej stronie. Passo Sella.

Obrazek
W dół i na wprost do góry. Potem w prawo.

Obrazek
Pian de Frataces

Obrazek
Pod szosą i do góry

Obrazek
Pod Sasso di Lavante 3260m

Obrazek
i Col Rodella. Tam wjeżdża kolejka z Campitello di Fassa.

Przejazd pod szosą i teraz do góry pod Sasso di Lavante. Na stokach we wszystkich kierunkach tłumy narciarzy. Nie jest to mój ulubiony krajobraz, choć nie można mieć żadnych pretensji do majestatycznie wyrastających na wysokość ponad trzech kilometrów trzech zębów Sasso di Lavante i Sassolungo i z drugiej strony ogromnego masywu Selli. Od dłuższego czasu rozglądaliśmy się za miejscem na odpoczynek. Wybór padł na schronisko Salei leżące na wysokości 2225m. Z niego mogliśmy nasycać wzrok przepięknie mieniących się w słońcu gór.
Usiedliśmy przy sporej ławie. Na jednym jej końcu słyszę, że siedzą krajanie. Widząc, że na wierzchu leży przy nich luzem dekielek od obiektywu identyczny, jaki zgubiłem zażartowałem, że to chyba mój. Z poważną miną zaprzeczył starszy jegomość. Bał się chyba, że mu go zabiorę i pośpiesznie założył go na swój obiektyw.
No tak, wyglądam na zbója, co do szuka okazji do zadymy. Na trasach spotyka się sporo Polaków, różnie reagujących na polską mowę. Jedni udają, że nie widzą i nie słyszą rodaków jakby się wstydzili swojej narodowości, inni wręcz przeciwnie. Przywitają się, pozdrowią, zaakcentują swoje pochodzenie, czuć jakąś ciepłą więź. I nie wiem, na ile jest to prawidłowość, ale im są starsi tym bardziej zamknięci i nieufni, może zakompleksieni. Im młodsi, tym bardziej otwarci. Podobne odczucia wyniosłem z obecności Czechów, których liczebność w Dolomitach jest porównywalna do naszej. Z niektórymi można było wymienić sympatyczne krótkie uwagi, że tu fajnie, tam do de, słońce świeci, deszcz pada i więcej nie potrzeba. Widzimy się, czujemy swoją obecność, nie jesteśmy dla siebie powietrzem. Są też tacy, którzy udadzą, że nie rozumieją najprostszych słów, zignorują, potraktują jak intruza oziębłym wzrokiem.
Nie próbowałem więcej łapać kontaktu ze straszą parą naszych rodaków. Skupiłem się na rumie, który kolega woził ze sobą chrzcząc szczodrze herbatki w odwiedzanych schroniskach. Wlałem małą porcję do piwa i niestety, zepsułem je sobie, bo wyszło ni to piwo ni to rum. Nie powiem, żebym nie wypił tyle, że bez przyjemności.
Czas mija, my tu sobie pogaduszki urządzamy, dziewczyny leżakują na słońcu a południe niepostrzeżenie minęło. Biorę mapę i odmierzam szklanką piwa odległość, jaką przebyliśmy i jaka nam jeszcze została. Wychodzi, że mamy siedem denek piwa za sobą i dziesięć przed sobą. Siedzimy na Passo Sella a mamy do pokonania z niemiecka Wolkenstein, Colfosco, Corvarę, Arabbę i jeszcze dalej do góry. Dobrze to nie wygląda. Koniec sjesty, jedziemy.

Obrazek
Jedna trzecia za nami.

Obrazek
Nietypowe otoczenie baru

Obrazek
i jak dla mnie nietypowe zamówienie, herbatka.

Obrazek
Tu widać typowy zestaw odpoczynkowy.

Obrazek
Przed sobą mam mapę ale i widok na Sass Pordoi 2950. Nigdy tam nie byłem. Może warto kiedyś spojrzeć ze schroniska w dół.

Obrazek
Żegnamy nasze schronisko,

Obrazek
i żegnamy Val di Fassa.

Obrazek
W dole już tereny Val Gardeny.

W tym samym czasie na Civettcie Irek z żoną doświadczali tego, co dwa dni temu było nieosiągalne. Jak diametralnie odmienne wrażenia się wynosi z takich wyjazdów. Wcześniejsze szusowanie po muldach we mgle i deszczu mogłoby niejednemu obrzydzić narciarstwo. Dzisiaj po równych stokach i w słońcu to już inna bajka.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52372
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 14.04.2012 12:51

tadeusz2 napisał(a):Wielki sentyment do tych gór zawdzięczam uczestnictwie w tamtej wycieczce narciarskiej.

Też mam wielki sentyment do tych gór, chociaż z nartami nie ma on nic wspólnego. ;)

Pozdrawiam,
Wojtek
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 15.04.2012 11:01

Franz napisał(a):
tadeusz2 napisał(a):Wielki sentyment do tych gór zawdzięczam uczestnictwie w tamtej wycieczce narciarskiej.

Też mam wielki sentyment do tych gór, chociaż z nartami nie ma on nic wspólnego. ;)

Pozdrawiam,
Wojtek

Twoje Dolomity bardzo się różnią od tych, które ja tu pokazuję. Pisząc kolejny odcinek chętnie wertuję relacje innych forumowiczów między innymi Twoje. Mijając Sassolungo chciałoby się zobaczyć je z innej perspektywy. Zaglądam do Ciebie (na szczęście wiem w okolicach, której strony znajdę coś ciekawego) i mam :
Franz napisał(a):Obrazek

Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, abym to tu zamieścił.
Z mojej perspektywy będzie inaczej to wyglądało, ale dopiero jest w opracowywaniu.
Pozdrawiam serdecznie :)
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52372
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 15.04.2012 12:47

tadeusz2 napisał(a):Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, abym to tu zamieścił.

Oczywiście, że nie mam nic przeciwko. Możesz korzystać i kolportować, ile tylko chcesz. :)

Pozdrawiam,
Wojtek
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 15.04.2012 16:14

Franz napisał(a):
tadeusz2 napisał(a):Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, abym to tu zamieścił.

Oczywiście, że nie mam nic przeciwko. Możesz korzystać i kolportować, ile tylko chcesz. :)

Pozdrawiam,
Wojtek

Wielkie dzięki. W takim razie letnie ujęcie "murów obronnych", pasuje jak ulał do końca poniższego odcinka.;)
Franz napisał(a):Obrazek
Północne mury obronne Selli.

Pozdrawiam :)
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 15.04.2012 16:17

18. - 07 marca 2012 cz.3

Val Gardenajest tym ośrodkiem, który znam jedynie z przejazdów po Sellarondzie. Miałem zamiar sklecić odrębny odcinek z opisem stacji, ale moja wiedza o nim jest mizerna. Ile kilometrów nartostrad, ile wyciągów można wszystko w necie znaleźć, ale własnych spostrzeżeń mam niewiele.
Pogoda, jaka nam dzisiaj towarzyszy jest idealna na tego typu wycieczki krajobrazowe. Nie wyobrażam sobie Sellarondy w pochmurny i deszczowy dzień. Cały jej urok opiera się na wspaniałych widokach a nie na średnio i mało wymagających trasach.
Pokonujemy kolejne nartostrady i kolejne wyciągi w otoczeniu Sassolungo. Z każdej perspektywy wygląda inaczej. Trudno czasem uwierzyć, że to wciąż ta sama góra. Trzeba dużej znajomości Dolomitów, aby bez wahania rozpoznawać poszczególne szczyty górskie. Posuwając się pomarańczowym szlakiem Sellarondy jest to proste. Wszystko, co po prawej stronie to masyw Selli. Z drugiej strony najprościej mówiąc nie Sella.
Byliśmy według mnie w sporym niedoczasie, więc od Passo Sella do Passo Gardena jechaliśmy w miarę szybkim tempem. Na pokonanie tego odcinka potrzebowaliśmy raptem godzinę. Kiedy nie ma kolejek do wyciągów, kiedy śnieg jest w miarę nośny, to na pokonanie całej pętli średnio jeżdżącemu narciarzowi potrzeba nie więcej niż trzy godziny. Jednak jak już wcześniej napisałem, Sellaronda to widoki a nie bicie rekordów. Przez godzinę mieliśmy czas i na podziwianie otoczenia i na zrobienie kilku zdjęć.

Obrazek
Omijamy Sassolungo lub z niemeiecka Langkofel zmierzając w dolinę Val Gardeny

Obrazek
Piz Seteur, dobrze, że wcześniej zrobiliśmy przerwę. Tutaj za duży tlok.

Obrazek
Szlak jest dobrze oznaczony. Jedziemy zgodnie z pomarańczową strzałką.

Obrazek
Zasięg sieci komórkowych jest również.

Obrazek
Proste, do góry i w dół

Obrazek
I najważniejsze, że humory dopisują.

Obrazek
Sassolungo wciąż po lewej stronie.

Obrazek
Pod nami coś dla Małysza.

Obrazek
Ciekawe jaki jest rekord tej skoczni,

Obrazek
a jaki tej?

Obrazek
Na zachodzie góry, ciekawe jaka tam cywilizacja narciarska?

Obrazek
Z prawej strony to Sella.

Obrazek
My na 2340, a Sassolungo mamy nad głowami

Obrazek
Chyba jedyny odcinek czarnej trasy na szlaku

Obrazek
długi na pięć skrętów i krechę.

Obrazek
Tenże z innej perspektywy.

Obrazek
Pogoda jak to się mówi żyleta.

Obrazek
A my raz do gory i

Obrazek
raz na dół,

Obrazek
tam na dół.

Obrazek
Śmigiem,

Obrazek
półśmigiem

Obrazek
i klasyczną kristianią.

Obrazek
Przed obiektywem kolana razem.

Obrazek
Przed nami Selva di Val Gardena, albo jak kto woli, Selva Wolkennstein. Mnie bardziej ta pierwsza nazwa pasuje.

Obrazek
Malowniczy kurort

Obrazek
warty rozpatrzenia odnośnie kolejnych wyjazdów.

Obrazek
Położenie w dolinie Gardeny pozwala na wypady w inne ciekawe rejony.

Obrazek
Dno doliny to raptem przejście przez ulicę.

Obrazek
Po chwili jedziemy znowu do góry przeciwległym stokiem

Obrazek
pod te postrzępione szczyty.

Obrazek
I zaraz w dół na przełęcz.

Obrazek
Wysuwający się spod Selli mały grzbiet rozdziela dwie doliny.

Obrazek
Przed nami Val Badia

Obrazek
i tereny narciarskie Alta Badia.
marze_na
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 7402
Dołączył(a): 12.08.2010

Nieprzeczytany postnapisał(a) marze_na » 15.04.2012 21:43

piękna pogoda, piękne widoki, a deski dawno odstawione w kąt... rozmarzyłam się...
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 17.04.2012 17:02

marze_na napisał(a):piękna pogoda, piękne widoki, a deski dawno odstawione w kąt... rozmarzyłam się...

Na Wielkanoc w Szklarskiej były warunki do jeżdżenia.
Pozdrawiam :)
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 17.04.2012 17:14

19. - 07 marca 2012 cz.4

Po wjeździe na areny Alta Badii u naszych niektórych współtowarzyszy pojawiają się wyraźne oznaki zmęczenia. Na muldziastych zjazdach długo się zbierają szukając optymalnej trasy nim ruszą w dół. Na wypłaszczeniach mocno zwalniają słabo pracując nogami. Ciężko im przyjąć pozycję zjazdową siadając lekko na tyły nart. Na wyprostowanych kolanach jest lżej, ale i wolniej. Być może za szybkie tempo narzuciliśmy im po przerwie na Passo Sella? Trzeba będzie rozejrzeć się za kolejnym postojem. Czas mamy dobry, ale im bliżej go zrobimy Arabby tym lepiej. Mijamy niewzruszenie kilka interesujących miejsc na postój. Barów i schronisk na trasach jest pod dostatkiem i zawsze można uważać, że następny może być lepszy.
Z lekką pomocą przychodzi nam wyciąg do Colfosco. Zawsze to chwila oddechu, można odciążyć trochę kolana a dociążyć inne miękkie części ciała.

Obrazek
Koniec Val Gardeny. Trzeba się mocno rozpędzić, aby wjechać pod szosą na tereny Alte Badia.

Obrazek
Widzę, że koledze coś "Powera" brakuje, czyżby zmęczenie materiałowe?

Obrazek
Coraz częściej robimy krótkie przerwy.

Obrazek
Zjeżdżamy w dolinę w stronę Colfosco.

Obrazek
W cieniu czuć wyraźnie ochłodzenie.

Obrazek
Trasa o minimalnym stopniu trudności.

Obrazek
Jadąc nią mogłem obiektywem penetrować okolicę. Santa Croce.

Obrazek
Col Alt, ostatnim razem obserwowaliśmy tam paralotniarzy.

Obrazek
Poziomy wyciąg do Corvarry wspólny dla pomarańczowej i zielonej Sellarondy.

Mniej więcej w tym samym czasie na trasach Civetty przebywał Irek z żoną. Kolejna porcja jego zdjęć. Nawiasem mówiąc szkoda, że nie mieliśmy takiej pogody. Z tego, co widać i z jego relacji wynika, że nartostrady były dobrze przygotowane. Ponadto nie ma tam tłumów na stokach ani kolejek do wyciągów. Potwierdza się moja wcześniejsza opinia, że pobyt tam zadowoli największych malkontentów. Przepiękna okolica, słońce i lekki mróz, czy coś więcej potrzeba?

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Mijamy Corvarę i pniemy się dalej do góry by po chwili ponownie zjeżdżać w dół. O trzeciej byliśmy już na tyle blisko Arabby, że bez obawy mogliśmy usiąść w schronisku na Plan Boe. Stąd mamy raptem dziesięć minut spokojnego zjazdu do Arabby i dalej pół godziny na Passo Padon. Stamtąd pozostaje już tylko ośmio, może dziesięciokilometrowy zjazd do Malga Ciapela.
Zamawiamy porcję frytek na sześć osób, które zniknęły w iście laserowym tempie. Dobre rozwiązanie, bo nie utuczą a zawsze coś pod zębami każdemu zachrzęściło.

Obrazek
Przed nami kolejna przełęcz, Passo Campolongo.

Obrazek
Wjeżdżamy na tereny Arabby.

Obrazek
Do gory na Bec de Roces i zjazd muldziastą trasą prosto do schroniska.

Obrazek
Na twarzach widać zmęczenie.

Obrazek
Teraz już prosto do Arabby.

Obrazek
Do Plan Boe prowadzi czerwony zjazd,

Obrazek
a dalej do Arabby niebieski.

Obrazek
Ostatnie uwagi i

Obrazek
narty na plecy. Dwieście metrów spaceru i ostatni etap.

Po kolacji ustalamy plan na następny dzień. Nasi znajomi z Niemiec zadowoleni z dzisiejszego dnia chcą pozostać na tutejszych trasach. Być może poszusują w stronę Canazei na Belvedere, albo potestują do znudzenia Marmoladę. Nie mają ochoty na żadne wycieczki autem. W sumie im się nie dziwię, bo jak do tej pory to pojeździli sobie dopiero raz. Chcieliby nacieszyć się okolicą, która przypadła im bardzo do gustu.
Wśród miejsc, które miałem w rozkładzie do odwiedzenia jest Cavalese. Na taką propozycję przystał Irek z żoną. Jutro po śniadaniu wybierzemy się na Alpe Cermis miejsca, w którym Justyna Kowalczyk rywalizowała z Bjoergen w Pucharze Świata.
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 19.04.2012 07:48

20. Val di Fiemme/Obereggen - Dolomitisuperski nr 08

Zanim wybierzemy się do Cavalese proponuję krótki wstęp opisujący ósmą stację z kolekcji Dolomiti Superski. Składa się ona z dwóch ośrodków leżących po dwóch stronach doliny Fiemme. Między nimi nie ma bezpośredniego połączenia nartostradowego czy wyciągowego. Stanowią jakby dwie oddzielne i niezależne od siebie stacje.
Głównymi miejscowościami w dolinie są Cavalese i Predazzo. Znane nie tylko osobom uprawiającym narciarstwo, ale ogólnie z zawodami Pucharu Świata. Na skoczni w Predazzo Adam Małysz zdobywał mistrzostwo świata w skokach narciarskich. W tym roku (2012) Kamil Stoch również na niej tryumfował i w okolicy można było wysłuchać mazurka Dąbrowskiego.
Rozległa dolina jest również terenem biegów narciarskich. Po nich Justyna Kowalczyk walczyła dzielnie z Norweżkami w Tour de Ski , biegu zaliczanym do Pucharu świata. Najsłynniejszy jest jednak długodystansowy bieg Marcialonga, wiodący wzdłuż dolin Val di Fiemme i Fassa, od Moeny przez Canazei do Cavalese i dystansie 70km. Krótsza wersja od Moeny do Cavalese Marciolonga Light ma tylko 45km.
Dolinę porastają lasy świerkowe. Dorodne ich egzemplarze szczególnie cenione są przez lutników. Ponoć klimat wyjątkowo wpływa na jakość drewna pozyskiwanego do produkcji instrumentów.
Ciekawą relację autorstwa marze_ny z rejonów Ski Center Latemar można przeczytać klikając tutaj.

W podczas naszego pobytu w Predazzo widok przy dolnej stacji gondolek nie przypominał zimowej scenerii. Trudno nam było uwierzyć, że parę minut jazdy gondolą w górę wystarczy, aby przenieść się w zupełnie inny klimat. Na wysokości 1700m warstwa śniegu była już wystarczająco, choć mocno rozmoczona.

Obrazek
Zupełnie nienarciarski krajobraz.

Obrazek
W mokrym śniegu o upadek nie trudno.

Obrazek
Nieszczęśnik musiał wracać toboganem.

Trochę lepiej było u góry na Passo Feudo. Z wysokości 2190m z powrotem zjechaliśmy czarną trasą na 1680m do górnej stacji Stalimen-Gardone. Obawialiśmy się, że za chwilą w takim słońcu trasa stanie się bardzo miękka i później nie będziemy mieli szansy jej przećwiczyć. Temperatura o godzinie 10.00 przy stacji pośredniej wynosiła wtedy 13oC.
Później przenieśliśmy się na na Tresca i Angello, szczyty o wysokościach 2200m i 2260m. Prowadzą z nich czerwone trasy, dosyć szerokie, niewymagające zbyt wielkiego wysiłku. Śnieg był jeszcze w miarę nośny, więc w dwie godziny zrobiliśmy sporo kilometrów. Po przerwie na Passo zjechaliśmy na drugą stronę przełęczy. Na północnych stokach znaleźliśmy się w diametralnie odmiennych warunkach. Pod nartami znalazł się zmrożony sztruks, idealny do dynamicznej jazdy wśród leśnych nartostrad.
Przemieściliśmy się później do Pampeago i dalej w stronę Obereggen. Po drodze mijaliśmy strefę lawinisk ze świeżymi śladami zejścia mas śniegu i błota po nartostradzie. Myślę, że spotkanie z pędzącą lawiną mogłoby się skończyć tragicznie. W grudniu 2009 roku w Dolomitach zginęło pod lawinami sześć osób. Przypuszczam, że najmniej bezpiecznie jest właśnie w grudniu, kiedy śnieg nie jest jeszcze mocno zespolony z glebą i w kwietniu, kiedy topnieje.

Obrazek


Obrazek
Jak widać wiosenny śnieg jest przemieszany z błotem. Nieszczęścia zdarzają się i w innych miesiącach, bowiem w lutym 2010r zginął gdzieś tutaj polski narciarz.

Obrazek
Udało nam się bodaj wszystkie czarne trasy przejechać.

Obrazek
Niektóre były w całkiem przyzwoitym stanie.

Większość tras jakie zaliczyliśmy wtedy miała wystawę północną i kiedy po drodze spotkaliśmy wystawę południową diametralnie warunki się zmieniły. Muldy rozmiękczonego śniegu mocno utrudniały jazdę. W dolnych partiach, tuż przy dojazdach do stacji, gdzie wypłaszczały się nartostrady trzeba było mocno pracować kijkami.
W ciągu dnia pogoda zaczęła się psuć. Nadciągnęły chmury i przez chwile popadał ni to deszcz, ni to grad, słowem "deszczograd", a w górnych partiach delikatny "śniegograd"
Zdążyliśmy jeszcze zaliczyć zbocze masywu skalnego Latemar z przepięknie prowadzonymi w leśnej scenerii nartostradami. Z Oberholz na wysokości 2120m zjechaliśmy trasą, na której co roku rozgrywane są zawody Pucharu Europy w Gigancie. Na liście zwycięzców są same słynne nazwiska od Alberto Tomby zaczynając na Benjaminie Raichu kończąc. Piste de Campioni, trzykilometrowa trasa kończy się w centrum Oberregen, przy dolnej stacji gondoli Ochsenweide. Jest naprawdę malownicza to też pokonaliśmy ją dwukrotnie.
Na uzupełnienie elektrolitów wybraliśmy małe schronisko Epircher Laner na rozdrożu nartostrad. Idealne z uwagi na rewelacyjne położenie, wjeżdża się do niego niemal w nartach. To duże udogodnienie. Zawsze wybieramy takie miejsca do odpoczynku, aby nie trzeba było dużo chodzić w butach narciarskich, nie daj Boże jeszcze po śliskich i stromych schodach.

Obrazek
Pampaego, jedno z trzech miejsc z których można wjechać na tereny areny Ski Latemar.

Obrazek


Obrazek
Obereggen

Obrazek
Schronisko Epircher Laner

Wracając na Passo Feudo musieliśmy gondolą zjechać do Predazzo, ponieważ nie ma żadnej trasy narciarskiej prowadzącej do dolnej stacji.
Zjeżdżając w dół ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu ukazała się nam skocznia. Nie mieliśmy pojęcia, że parkujemy niemal na jej zeskoku. Byliśmy wtedy mocno zaniepokojeni brakiem śniegu i jej obecność całkowicie umknęła naszej uwadze. Nasz wzrok podążał w przeciwną stronę i wypatrywał ośnieżonych nartostrad.

Obrazek
Skocznia w Predazzo.

W bardzo lapidarnej formie opisałem swoje wrażenia z jednej tylko części Val di Fiemme/Obereggn ze Ski Area Latemar. Druga część Alpe Cermis będzie miejscem, do którego wybierzemy się w kolejnym odcinku, będącym kontynuacją relacji z tegorocznego wyjazdu.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52372
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 19.04.2012 08:58

tadeusz2 napisał(a):Udało nam się bodaj wszystkie czarne trasy przejechać.

Niektóre były w całkiem przyzwoitym stanie.

Już wkrótce wszystkie będą czarne. :P

Pozdrawiam,
Wojtek
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 20.04.2012 14:46

Franz napisał(a):
tadeusz2 napisał(a):
Niektóre były w całkiem przyzwoitym stanie.

Już wkrótce wszystkie będą czarne. :P

Pozdrawiam,
Wojtek

:) :) :P
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 20.04.2012 14:51

21. - 08 marca 2012 cz.1

Tradycyjnie w tutejszych hotelach czwartek jest dniem szczególnym. Tego dnia zazwyczaj jest urządzana uroczysta kolacja, na której ma miejsce degustacja regionalnych potraw, regionalnych win i nalewek. Na dzisiejszy wieczór nie musieliśmy wybierać z menu, udanie bądź częściej mniej udanie, obiadokolacyjnych dań. Wszyscy otrzymują to samo. Czasem jest to pieczone prosię, czasem jagnię albo słusznej wielkości porcja tubylczego pstrąga.
Szczególność tego dnia dostrzegliśmy już z samego rana przy śniadaniu. Na stołach we flakonach pojawiły się okazałe bukiety tulipanów. Kelnerzy dyskretnie poinformowali, że to z okazji święta kobiet. Sądziliśmy, że chociaż wzbogacą z tej okazji bufet, ale gdzież tam. Zestaw śniadaniowy nie uległo zmianie. Na tacach dyżurował ten sam jeden gatunek szynki konserwowej, jeden żółtego sera i salami. Żeby chociaż zamienili z łagodnego śmietanowego na jakiś bardziej wyrazisty w smaku, pikantny. Pies im…, najważniejsze są narty.
Zgodnie z umową jedziemy do Cavalese. Jest tam najbardziej wysunięta na południe stacja narciarska w Dolomitach, Alpe Cermis. Szczyci się ona tym, że tutaj powstał jeden z pierwszych ośrodków narciarskich we Włoszech.
Mniej zaszczytnym faktem jest tragiczny wypadek. Kiedyś z miasteczka leżącego po drugiej stronie doliny, wiodła wysoko nad lustrem rzeki Avisio kolej linowa. Jej podpory liczyły ponad 100 metrów wysokości. Stacjonujący w nieodległej bazie NATO piloci myśliwców urządzali sobie popisy. Dla podniesienia adrenaliny przelatywali pod linami kolejki. Zakończyło się to tragedią w 1998 roku, która szerokim echem odbiła się także w naszych mediach. Jeden z samolotów przeciął linę nośną kolejki i gondola z dwudziestoma narciarzami runęła w przepaść. Wszyscy zginęli, wśród nich byli także Polacy.

Obrazek
W dolinie Val di Fiemme nie ma już śladów po feralnej kolejce linowej. Wiosna.

Obrazek
Szczątkowe ślady śniegu widoczne są tylko na trasie biegowej Marcialonga,

[img]https://lh4.googleusercontent.com/-K2FCU0RdyKg/T5Ei8QphGaI/AAAAAAAAEak/MVVc3EKiCS8/s800/IMG_7442.jpg"[/img]
na której odbywa się też bieg w ramach Tour de Ski zaliczanego do Pucharu Świata w biegach narciarskich.

Alpe Cermis to ośrodek położony w łańcuchu Lagorai, kulminuje na wysokości 2250 m na łagodnym kopulastym szczycie. Po feralnej kolejce linowej nie pozostały żadne ślady. Aby dotrzeć na górę my musimy pokonać dwa odcinki gondoli. Jadący z miasta mają do dyspozycji jeszcze jeden ze stacją pośrednią leżącą obok parkingu nad brzegiem rzeczki Avisio. My wsiadamy tam do pustej gondolki jadącej już z miasta.
Na hali Doss dei Laresi przesiadamy się do trzeciego odcinka gondoli, który kończy się na hali Cermis. Cała linia gondolek liczy 3200 metrów długości. Na szczyt Alpe Cermis docieramy już czteroosobowym krzesłem Logorai.
Na górze dochodzi do tragikomicznej scenki. Zjeżdżając z krzesła Irek chował do plecaka aparat i w tym samym momencie wypadł mu kijek z rąk. Szybko wyhamował z chęcią cofnięcia się, lecz wysiadająca z kolejnego krzesła mocno korpulentna Niemka już schylała się po niego. Chciała go podnieść i podać mu jak to często się zdarza w takich sytuacjach. Niestety, przeceniła swoje możliwości i nie złapała kijka. Narty rozjechały się jej na boki. Stanęła w szerokim rozkroku nie mogąc się ruszyć w żadną stronę. Zaczęła wykrzykiwać coś na swojego drobniutkiego męża. Ten chcąc jej pomóc próbował ją objąć w pół i podźwignąć, ale w nartach było mu nieporęcznie. Zresztą z racji jej kształtów dwóch by jej nie objęło. Nadjechali narciarze z następnego krzesła i zablokowali jej narty po bokach, aby się dalej nie rozjeżdżały. Jeszcze chwila a zrobiłaby turecki szpagat. Powstał tłok. Kolejka wwoziła kolejnych narciarzy i za chwilę wyciąg się zablokuje. Patowa sytuacja. Kobieta wydziera się w niebogłosy, a stojący obok narciarze próbują ją podnieść bezradnie do góry. Nagle widzę, jak ktoś z obsługi wbiega między tłum i energicznym tupnięciem w tył wiązania uwalnia kobiecie but z narty. Z wyraźną ulgą przyklęknęła na jedno kolano.
Przyglądając się tej sytuacji ze wstydem przyznam, że nie wpadłem na taki pomysł. Wydawało mi się, że na nartach raczej nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć a byłem również bezradny jak spora grupa narciarzy, choć rozwiązanie było banalnie proste.
Uciekamy szybko z okolic stacji wyciągu, poniekąd byliśmy w pewnym sensie sprawcami powstałego tam zamieszania.

Obrazek
Z Cavalese gondolka zjeżdża w dolinę i zabierze nas wkrótce do góry, na tereny Alpe Cermis.

Obrazek
Tu jest przesiadka i dalej do góry.

Obrazek
Tutaj przesiadamy się ostatni raz w drodze na szczyt

Obrazek
i jedziemy już tylko kanapą.

Obrazek
Meta na Paion, 2250m.

Rozjeżdżamy się na dwie strony. Irek ze swoją żoną jadą na prawo. Znajdują się tam niebieskie trasy Logorai i Dei Cirmi o długości 1200 i 1500 metrów. Chcą je najpierw przećwiczyć zanim pokuszą się o trudniejsze zjazdy. My natomiast jedziemy w lewo na czarną Olimpię, "dumę Alpe Cermis", jak gdzieś wyczytałem. Ponoć jest to "najlepsza trasa w Alpach". Cała liczy 7200 metrów długości i jest podzielona na trzy odcinki. Olimpia I 1700m, Olimpia II 3000m i Olimpia III 2500m. Po takiej rekomendacji nic innego nam nie pozostało jak tylko zjechać nią w dół.
Przebiega ona przez mój ulubiony teren leśny. Jest nieprawdopodobnie równa i szeroka. Nie ma na niej ostrych wiraży, gwałtownych spadków, hopków, uciążliwych przewężeń. Prowadzi po prostu jednostajnie w dół. Rangę czarnej przypisano pewnie przez przemnożenie jej długości przez różnicę poziomów a otrzymany wskaźnik pasował do takiej klasyfikacji. Nie umniejszając jej walorów w mojej ocenie przypomina bardziej mocno czerwoną. Niejednokrotnie widziałem czerwone trasy z bardziej stromymi odcinkami niż tu. Nie wiem czy taki argument przekona Irka, aby z żoną spróbowali sił na niej.

Obrazek
Piękna pogoda a niektórzy męczyli się w kaskach.

Obrazek
Krótka sesja zdjęciowa i

Obrazek
jedni na lewo, a inni na prawo.

Obrazek
Jedziemy Olimpią

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Trzeci odcinek Olimpia III jest najnowszym niedawno oddanym do użytku. Jest on w kategorii czerwonej nartostrady, ale miejscami stromo. Ma też miejsca mocno płaskie, na których można trochę odpocząć jeśli wcześniej się ostro jechało. Szeroka, wyrąbana w lesie nartostrada jest miejscem słynnych biegów narciarskich. Podczas transmisji z zawodów dziennikarze opisujący trasę używali słów "straszna, mordercza, stroma". Gdybym nie wiedział, że właśnie tu gdzieś wbiegały narciarki na metę nie zwróciłbym uwagi na ten stok. Ot, przyjemna nartostrada. Szacunek przychodzi w momencie, kiedy uświadomiłem sobie, że przecież zawodniczki wbiegają do góry na nartach a nie jadą jak ja w dół.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek
Jesteśmy ponownie w punkcie wyjścia.

Zjechaliśmy Olimpią do samego dołu i teraz możemy odnieść się do oceny wyczytanej w przewodnikach. Nie ma zbytniej przesady wystawiając jej bardzo wysoką notę. Mamy jak najbardziej o niej pochlebne zdanie. Ma wszystkie walory super nartostrady. Już fakt, że jest długa na 7,5km predysponuje ją do tego. Istotne jest to, że na całej długości było niewiele muld, pomimo tego, że temperatura była sprzyjająca ich powstawaniu. Jeszcze jeden drobny szczegół, ale czasem bardzo istotny. Na jej końcu jest czysty i schludnie wyglądający WC. Można do niego niemal wjechać na nartach, jeśli zaistnieje pilna potrzeba.
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 23.04.2012 08:51

Jeszcze w ramach uzupełnienia mapka terenu.
Obrazek
Val di Fiemme/Obereggen – Dolomitisuperski nr 08
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???

cron
Dolomitisuperski - strona 5
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2022