Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Dolomitisuperski

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 31.03.2012 19:06

10. Alta Badia - Dolomitisuperski nr 03

Alta Badia przez to, że leży na trasie Sella Rondy jest najczęściej odwiedzaną stacją narciarską w Dolomitach. Nie sposób jej ominąć, jeśli ma się zamiar przejechać ta malowniczą trasę. W przewodnikach wyczytamy, że "Alta Badia obejmuje 130 km różnorodnych tras, 52 wyciągi. Najdłuższa trasa Lagazuoi ( 8,5 km) i czarna trasa Vallon - Corvara ( 4,3 km). Trudność: 53 % niebieskich tras, 40 % czerwonych i 7 % czarnych".
Wielokrotnie przejeżdżałem przez tą stację, ale daleko mi do tego, aby uważać ją za narciarsko całkowicie rozpoznaną. Zawsze odkładałem jej penetrację na następny raz dając pierwszeństwo innym rejonom, które wydawały mi się bardziej ciekawe. W tym roku miało być inaczej. Chciałem już pierwszego dnia wypuścić się z Marmolady i dojechać do Sasso Della Croce. Niestety, z powodu kiepskiej pogody wypad skończył się na Arabbie. I znów muszę sobie obiecać, że następnym razem...

Obrazek
Bogatsza forma zwiedzania Dolomitów

Obrazek
Może kiedyś....

Obrazek
...popróbujemy

Obrazek
W oddali Santa Croce

Rejon jest bardzo rozległy. Od Frary i Passo Gardena po Passo Falzarego. Trudno jest mi wskazać jego główną miejscowość. Colfosco, Corvara, La Villa czy San Cassiano? Nie mam na tyle wiedzy, aby pokusić się o wskazanie którejkolwiek. Z racji zaliczania Sellarondy najczęściej byłem w Corvarze i Colfosco. Bardzo malowniczo położone miejscowości pomiędzy Sassongher 2665m, Col Alt 1980m i masywem Sella. Obie można niemal bokiem minąć przemieszczając się Sellarondą. Obie leżą na tej samej wysokości i nie ma możliwości poprowadzenia tras zjazdowych (dla biegaczy oczywiście jest odrębna trasa). W związku z tym połączone są poziomym kilometrowy długości wyciągiem.
Masę informacji o tym rejonie może dostarczyć znakomita relacja dangol. Jest tu cała masa ciekawych zdjęć i ciekawych historii. Równie znakomita jest narciarska relacja Bella Alta Badia, czyli Dolomity wg Maslinki.

Obrazek


Obrazek
W Dolomitach naliczyłem cztery takie taśmy, choć pewnie jest więcej.

Obrazek
Krótka wycieczka wyciągiem

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek
Pozdrawiamy

Alta Badia położona jest pośród kilku wzgórz, pomiędzy Arabbą, wzdłuż doliny Val di Badia aż do Val Gardeny. Ma wiele miejsc gdzie można na nią wjechać. My ostatnim razem wystartowaliśmy z Arabby i dotarliśmy do Cherz i na Pralongia. Ominęliśmy sporo tras poniżej osi Col Alt - Pralongia z obawy o stan nartostrad. Temperatura była wtedy bardzo, bardzo dodatnia. Większość tamtejszych nartostrad jest niebieskich i poniżej 2000m mogły być mocno rozmoknięte. Nie udało nam się dotrzeć do czarnej trasy, na której jest organizowany Puchar Świata.

Obrazek
Jeden z odleglejszych punktów rejonu

Obrazek
Corvarra in Badia

Obrazek

Obrazek
Czy ktoś policzył ile takich przejść jest w Dolomitach?

Obrazek
Pralongia?

Obrazek

Obrazek
Col Alt

Obrazek
W takich okolicznościach przyrody podziwialiśmy wyczyny paralotniarzy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

ObrazekI po pokazie.

Z tego, co do tej pory zaobserwowałem to w rejonie przeważają łatwe trasy. Te, które mają czerwone czy czarne oznaczenie również nie wykraczają poza standard. O wielu miejscach nie napisałem teraz, bo ukażą się w odrębnej relacji. Wśród listy , które powinno się obejrzeć w tym rejonie jest Passo Falzarego. To najdalej wysunięty punkt, z którego można wjechać na trasy Alta Badii. Do niego też mam zamiar wybrać się wraz ze znajomymi podczas tegorocznego pobytu. Co z tego wyjdzie wkrótce się okaże. Pogoda może pokrzyżować nam nie po raz pierwszy plany.
FUX
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13016
Dołączył(a): 14.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) FUX » 31.03.2012 19:41

Obrazek
Zabójstwo dla nart, nawet, jeżeli się przechodzi...
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 31.03.2012 21:06

FUX napisał(a):Zabójstwo dla nart, nawet, jeżeli się przechodzi...

Święta prawda, ja odpiąłem. Wytłumaczeniem był chyba fakt, że był to ostatni dzień na nartach. I tak szły do remontu.
Pozdrawiam :)
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 01.04.2012 16:05

11. - 06 marca 2012

Obrazek
Przysłowiowe światełko w tunelu.

Obrazek
Niewiele napadało, ale zawsze to coś.

Obrazek
Pługi miały robotę

Poranny widok z tarasu obudził nadzieję, że wreszcie nastąpi przełamanie pogody i ujrzymy Dolomity. Dotychczasowe dwa deszczowe dni wymęczyły nas. Źle przygotowane trasy wymagały poświęcenia dużych ilości energii na zmaganie się z nierównościami. Łatwiej wtedy o kontuzje. Przy śniadaniu bilansujemy straty, kto jest chory, kogo bolą plecy a kogo kolana.
- Pesel mnie w krzyżu łupie - wyznał jeden z kolegów. - Musimy dzisiaj zrobić przerwę,
- Ja też jestem w fatalnym stanie - dołączyła się moja żona do grupy odpuszczającej dzisiaj narty.
Jak widać, syndrom trzeciego dnia nie ominął nas. U wielu narciarzy właśnie wtedy następuje przesilenie. Odczuwa się ból w stawach, mięśniach i najprościej mówiąc ma się dosyć nart. Najlepszym lekarstwem jest wybranie się na mniej wymagające tras. Warto mieć w zanadrzu takie alternatywne rozwiązanie.

Obrazek
Sąsiedni hotel

Obrazek
Goście hotelowi zazwyczaj piersi meldują się w kolejce na Marmoladę

Obrazek
jako pierwsi też tam wjeżdżają

Jak zwykle pierwszy jestem przed hotelem. Odśnieżam auto, skrobię szyby. Wszyscy się spóźniają. Przyzwyczaiłem się już do tego i aby nie tracić czasu zabieram się za auto kolegi, które podobnie jak moje jest przysypane śniegiem. Obok widzę spacerującego starszego pana, który zapewne czekał na kogoś z hotelu.
- Popadało w nocy, co? - zagadał z mocnym bawarskim akcentem, zupełnie jak Franz Beckenbauer. - A dokąd to dzisiaj?
Na wieść, że do Cortiny, zaczął polecać, aby zatrzymać się w Falzarego. Ochy i achy uzupełniał wymownymi gestami, jakie tam strome trasy. Sądząc po tym co mówił, to musi być tam strasznie. Oczywiście, wziąłem te informacje z przymrużeniem oka, nie wyglądał mi na tytana nartostrad. Kiedy na horyzoncie ukazała się jego korpulentna małżonka, nie zdziwiły mnie wtedy jego słowa. Dla nich i na Puchatku byłoby straszno, skwitowałem w myślach.

Obrazek


Obrazek
Na nas też już czas

Jedziemy w dwa auta, do jednego trudno byłoby się zapakować. Nie mamy trumien montowanych na dachu. Kiedy rano zobaczyłem ile śniegu napadało miałem lekkie obawy, co do stanu dróg. Nurtowało mnie pytanie czy czasem nie będę musiał zakładać łańcuchów? Na szczęście nie było tak źle, choć miejscami jezdnia była biała. Na stromych podjazdach powątpiewałem w odpowiednią grubość bieżnika na moich oponach i jest niemal pewne, że przyszłej zimy nie doczekają.
Ukazał nam się bajeczny krajobraz. Z jadącego samochodu Irek trzaskał zdjęcie za zdjęciem.
- Teraz mi uwierzą, że byłem w Dolomitach - z zadowoloną miną wciąż spoglądał w wizjer.

Obrazek
Wyruszamy do Cortiny. W skrócie nasza droga w wersji Irka.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Z parkingu zobaczyliśmy przepięknie wyratrakowaną czarną nartostradę, w zasadzie cel naszej tu wizyty. Niemal biegiem wpadamy na stację, gdzie czekał już wagonik kolejki linowej. Jadąc do góry wpatrywaliśmy się pożądliwie w idealną strukturę sztruksu. Nie było widać jeszcze żadnych śladów po nartach. Trasa czekała tylko na nas. Nareszcie mamy to, po co tu przyjechaliśmy. Na szczycie przywitał nas lekki mróz, piękne słońce i widoki, dla których przyjeżdża się w Dolomity. Krótka sesja fotograficzna i szybko w dół. Dźwięk chroboczących nart na zmrożonym sztruksie jest najpiękniejszą muzyką.

Obrazek
Miód na serce narciarza.

Obrazek
Biegnąca z prawej strony trasa z cała pewnością była w idealnym stanie

Obrazek
Ze szczytu widok

Obrazek
zachęcał to robienia zdjęć.

Obrazek
Również pstrykałem, bez opamiętania. Irek też nie odpuszcza

Obrazek


Obrazek


Obrazek


cdn.
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 03.04.2012 07:34

12. - 06 marca 2012 cd.

Przejechaliśmy może dwieście metrów i hamowanie. Nartostrada, którą podziwialiśmy z wagoniku kolejki na całej długości była zagrodzona składanym płotkiem. Napis "zamknięte" w kilku językach ostudził trochę euforię wywołana pierwszymi szusami na równiutkiej nartostradzie. Coś nas tu prześladuje, miało być tak fajnie, a tu co? Zamiast spodziewanej czarnej trasy zastajemy czerwoną i w dodatku nieczynną.
- Pewnie kończą ratrakować - udając spokój próbowałem to wytłumaczyć - pojedziemy w lewo i zaraz wrócimy. Coś jednak mi tu śmierdzi. Nie mogłem ocenić naszej sytuacji. Mapkę zostawiłem w aucie sądząc, że będzie niepotrzebna. Miała tu być tylko po prawej stronie czarna trasa, którą mieliśmy przejechać na rozgrzewkę. Potem w planach były przenosiny się na tereny należące już do Cortiny. Ale, skoro jest jeszcze trasa w lewo to pewnie umknęła mi uwadze.
Jedziemy wąską płaską nartostradą wzdłuż lodowcowego krajobrazu. Dojeżdżamy do pierwszego bardziej stromego odcinka, za którym już tylko chmury. Chowam aparat i puszczamy się na krechę. Miejscami trasa się rozszerza, parę skrętów ze stromym zjazdem, potem jest całkiem płasko. Świeżo rozjechany puch nie jest moją ulubioną nawierzchnią. Na płaskich odcinkach trzeba się mocno odpychać. Widoczność, jak to w chmurach. Niby widać okalające nas góry, ale mało wyraźnie. Od czasu do czasu mijamy grupki narciarzy wypatrujących śladów I-wszej Wojny Światowej. Ja bardziej wypatruję wyciągu, którym powinniśmy wracać.
Zatrzymuję się koło wycieczki z przewodnikiem, nadstawiam uszu, o czym tam rozprawiają. Próbuję też zrobić zdjęcie, ale jak na złość bateria mówi bye, bye. Zanim udało mi się ją wymienić, nad góry nadciągnęła gęsta chmura, przesłaniając mi całkowicie widok.
Moje towarzystwo zniknęło również z widoku. Zaczynam pogoń, ale w tak słabonośnym śniegu mój wagowy atut nie działa. Zacząłem mocno się spinać, aby ich dogonić z obawy, że mogą przeoczyć wyciąg. Musiałem obojętnie przejechać obok zamarzniętych wodospadów, cały dysząc i parując. Dopadam ich przed jakimś schroniskiem.
- Gdzie do wyciągu? - patrzą na mnie oczekując, że wskaże im drogę. Obok, grupa Czechów również zastanawia się, dokąd teraz jechać.
- Przecież, musi być gdzieś jakiś powrót - głośno debatują.
No właśnie, musi. Omijamy przystanek autobusowy i jedziemy zgonie ze strzałką "Horse Lift". Są Sowie Góry, Orle skały, Końskie Łby to może być i Koński Wyciąg.

Obrazek
Zamknięty przejazd

Obrazek
Jedziemy w lewo. Armentarola ładnie brzmi.

Obrazek


Obrazek


Obrazek
Przed nami strefa mroku.

Dobiegamy do szerokiej polany, na której stoi spora grupa narciarzy i wszystko jasne. Za dwa euro, można się przejechać po płaskim terenie, swoistym kuligiem. Do końskiego zaprzęgu przyczepione są dwie liny z pętlami po obu ich stronach. Czterdziestu narciarzy może spokojnie się podłączyć. Włoski gazda, zebrał pieniądze, uformował szyk. Zanim udało mu się zmusić konie do ruszenia, nawrzeszczał się na nie, naszarpał lejcami. Nie miały ochoty na jazdę, stając dęba. Dopiero, kiedy smagnął batem po udzie narowistego rumaka ruszyły, rżąc pod uzdą końskie przekleństwa. Pewnie policzyły, że jest nas za dużo, albo idzie o kasę, pomyślałem.
Przejażdżka nietypowym wyciągiem była przyjemnym doświadczeniem podczas tego zjazdu. Nie zawsze się ma możliwość podróżować takim środkiem lokomocji. Tras w całych Dolomitach jest kilkaset i trudno wszystkie zapamiętać. Ta, z całą pewnością utkwi na długo w pamięci.

Obrazek
Ruszamy

Obrazek


Obrazek
Narowisty

Po kilometrze, może dwóch opuszczamy kulig i mamy trasę dobrą dla Bjoergen ścigającą się z Kowalczyk, ale nie dla nas. Łyżwujemy odpychając się mocno kijkami. Pięćset metrów biegów i wreszcie orczyk. Uff, skończyła się ta długa wędrówka. Okazuje się, że wyciąg zaprowadzi nas do Alta Badii, nie na Passo Falzarego. Za pięć euro pozostał nam tylko autobus. Kolejne sto metrów odpychania się kijkami. Na szczęście nie musieliśmy czekać na niego dłużej niż kwadrans. Po półtorej godzinie jesteśmy ponownie przy stacji kolejki na Lagazuoi.

Obrazek
Trasa dla Kowalczyk

Obrazek
Koniec biegania.

Obrazek
Stąd już można nawet do Malga Ciapela.

Na górze robimy małą przerwę. Czasu niewiele, a w planach sporo punktów jeszcze przed nami. Wiadomo już, że nie przejedziemy na druga stronę. W Cortinie odwiedzimy tą stronę, którą już znam. Z racji olimpijskiej przeszłości znajomi pragną właśnie ją objechać. Jak na razie wszystkie moje plany wzięły w łeb. Nie robię z tego problemu, bowiem zawsze będę miał pretekst do tego, aby tu powrócić.

Obrazek
Dalej w chmurach.

Obrazek
Idziemy do schroniska.

Obrazek
Pierwsza przerwa.

Obrazek
Dochodzi dwunasta a my niewiele przejechaliśmy.

Obrazek
Mieszkaniec schroniska.

Obrazek
Też mieszkańcy.

Obrazek


Obrazek
Zjeżdżamy w dół. Pora na Cortinę.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek

cdn.
Vjetar
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 45308
Dołączył(a): 04.06.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) Vjetar » 03.04.2012 08:15

tadeusz2 napisał(a):11. - 06 marca 2012

Obrazek


Super fota 8O

Pozdrawiam
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 04.04.2012 07:21

Jacek S napisał(a):Super fota 8O

Pozdrawiam


Witam, mnie też się podoba. Irek ma wyczucie :)
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 04.04.2012 07:27

13. Cortina d'Ampezzo - Dolomitisuperski nr 01

Zanim dojedziemy do kolejnej stacji narciarskiej, jaką w tym roku odwiedzimy w paru zdaniach podzielę się swoimi wcześniejszymi doświadczeniami z nią związanych.
W przewodniku wyczytamy, że "jest to piękny teren narciarski położony na wysokości 1224 - 3243 m. n.p.m. gdzie sezon zimowy trwa od grudnia do Wielkanocy. Cortina proponuje 101 tras o długości 120 km. i dysponuje 51 wyciągami: 6 napowietrznych kolejek linowych, 29 wyciągów krzesełkowych i 16 wyciągów orczykowych. Trasy o różnej skali trudności, wszystkie dośnieżane i wspaniale przygotowane".
Takie okrągłe zdania spotka się prawie w każdym informatorze narciarskim. Mogę się z nimi zgodzić z malutkim sprostowaniem. Przed Wielkanocą w 2009 roku dolne odcinki tras były nieprzejezdne z powodu braku śniegu a pozostałe nie były w idealnym stanie. Z "piękny" nie ma co polemizować, bo jest rzeczywiście bardzo malowniczy.
Nie bez powodu jest numerem jeden ośrodków w Dolomitach. Tutaj w 1956 roku odbyła się Olimpiada, tutaj odbywają się corocznie zawody Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Chęć przejechania się po znanych z telewizji trasach przywiodła nas tu parę lat temu.

Wsiedliśmy do wiekowego wagoniku na Col Druscie. Tysiące opierających się o nie nart zaznaczyło swoją obecność. Wagon na bodaj sto osób wwoził na górę oprócz nas może jeszcze z dziesięć osób. W kilkanaście minut z wysokości 1200mnp wjechaliśmy na 2910m z jedną przesiadką do nowszej kolejki.

Obrazek


Obrazek


Pierwsze szusy to objazd na niewielkim płaskowyżu, pod najwyższymi szczytem Tofaną, bardzo szybkie, szerokie trasy. Wyciągi krzyżują się niemal pod kątem prostym, dzięki czemu niemal cały teren jest dostępny dla narciarzy. Można się tu wyhasać do woli jeżdżąc carvingowo szerokim łukiem bez obawy o zajechanie komukolwiek drogi i nie narażając się na jakiekolwiek uciążliwości ze strony innych narciarzy.
Aby się wydostać z tej półki można wracać kolejką do stacji pośredniej bądź, zjechać malowniczą czarną trasą o wdzięcznej nazwie Forcella Rosa. Pojechaliśmy w dół właśnie nią. Gdzieś za wąskim przesmykiem między skałami widoczne były ślady po zejściu lawiny.

Obrazek
Pod Tofaną

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek
Forcella Rosa

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek
I po zjeździe

Potem przenieśliśmy się na Pomedes z trasą znaną z Pucharu Świata transmitowanym w telewizji, z dosyć charakterystycznym szczegółem w postaci wąskiego przesmyku pomiędzy olbrzymimi skałami. Ze szczytu prowadzą trasy o różnej skali trudności. Dwukilometrowa łatwa "Caprioli" i trudniejsza półkilometrowa czarna "Olympia". Szusowaliśmy obiema w różnych wariantach, gdzie wariantowość polega na ominięciu skały czy leśnego zagajnika z prawej bądź z lewej strony.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Niestety trasy położone na południowowschodnich stokach z godziny na godzinę stawały się coraz bardziej rozmiękczone. Jazda po nich w coraz mniejszym stopniu sprawiała przyjemność. Nieliczni narciarze zostawiali za sobą coraz głębsze ślady. Zaczynały tworzyć się muldy mokrego i grząskiego śniegu.
W samo południe zatrzymaliśmy się w "Rifugio Pomedes" (schronisko). W nogach mieliśmy, jak na tę porę dnia, sporo przejechanych kilometrów po, w zdecydowanej większości wymagających trasach. Po zapoznaniu się przy kubku herbaty z mapą regionu zadecydowaliśmy odwrót. Niestety trasa zjazdowa do miasta była zamknięta. Trzeba było tego dnia zrezygnować z nart na korzyść zwiedzania Cortiny.

Obrazek
Rifugio Pomedes

Sama miejscowość naszpikowana jest eleganckimi hotelami a centralny deptak pełen ekskluzywnych sklepów gdzie ceny mogą przyprawić o zawrót głowy. Ponoć w tutejszej scenerii nakręcono wiele kasowych filmów z udziałem choćby Rogera Moore'a czy Liz Taylor. Nie szukaliśmy śladów ich bytności, ot zwykłe szwendanie się po mieście. Na szczęście wszystkie sklepy były zamknięte i żona nie kupiła okazyjnie kilku torebek po 4tys. eurosów za sztukę.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Niestety pogoda wtedy nie była nam sprzyjająca. Co prawda nie padało, ale powietrze było zamglone. Ciepło zmiękczyło nartostrady i przez to zmuszeni byliśmy skrócić czas przeznaczony na szusowanie. Pozostałe do ";zwiedzenia" stoki po drugiej stronie miasta z kolejką na Mandras Faloria odłożyliśmy "do następnego razu". Do szczęścia pozostały też tereny z Cinque Torri. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że kolejny wyjazd do Cortiny nie wzbogaci narciarsko moich doświadczeń i nie zrealizujemy planów, jakie wtedy powzięliśmy.
Franz
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 52690
Dołączył(a): 24.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) Franz » 04.04.2012 09:01

Bo powinny być dwie grupy Dolomitów - jedna zimowa, a druga letnia. Żeby zadowolić zarówno tych, co lubią jeździć, jak i tych, co wolą chodzić. ;)

Pozdrawiam,
Wojtek
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 06.04.2012 11:46

Franz napisał(a):Bo powinny być dwie grupy Dolomitów - jedna zimowa, a druga letnia. Żeby zadowolić zarówno tych, co lubią jeździć, jak i tych, co wolą chodzić. ;)

Pozdrawiam,
Wojtek


Dzięki za pozdrowienia. A co z tymi co chodzą, co z tymi co na biegówkach i z tymi co i zjeżdżają i biegają i wspinają się?
W sumie tworzymy jedną, tych co mają ogromny sentyment do tych gór.

Wszystkiego najlepszego Wojtku z okazji Wielkiej Nocy. Życzę Tobie i wszystkim tu zaglądającym udanych świąt. Po nich oczekuję pięknych relacji Twojego i pozostałych forumowiczów autorstwa.
:)
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 06.04.2012 11:48

14. - 06 marca 2012 część 3

Jadąc do Cortiny mijaliśmy najpierw jeden wyciąg z Cadore Negra w tle, potem kolejny z Cinque Torri w tle. Tereny krajobrazowo-narciarsko wyglądały zachęcająco, ale jak już wspomniałem pozostawiliśmy je do eksploracji podczas innego wyjazdu. Jeśli dobrze rozczytałem skimapę to w jeden dzień można wszystko spokojnie objeździć. Na parkingach mało aut, czyli ... . No właśnie, czyli co? Na Civetcie, też nie ma ludzi, a to raczej zaleta nie wada. Na Sellarondzie jest jak na Marszałkowskiej, więc nie jest to wykładania czegokolwiek.
Parking w Cortinie pustawy. Na kolejkę musieliśmy chwilkę poczekać, bowiem wzniosła się w przestworza tuż przed naszym nosem. Poczekalnia nie zmieniła się ani na cal, od mojej ostatniej wizyty. Przypominała stację kolejową gdzieś na zapyziałej prowincji któregokolwiek exdemoluda a nie ekskluzywnego zachodniego kurortu. Czas zatrzymał się tu na Olimpiadzie w pięćdziesiątym szóstym roku.
W kolejce oprócz nas jechało jeszcze kilka osób. Nie byli zainteresowani nartostradami, przyjechali z wycieczką zakładową, jak wywnioskowałem. Komentowali wydarzenia ostatniego wieczoru od czasu do czasu przerywając ochem na jakiś widok.

Obrazek
Opuszczamy Passo Falzarego

Obrazek
Biała Cadora Negra

Obrazek
Z prawej strony drogi mijamy tereny narciarskie należące do Cortiny

Obrazek
Pięć Wież, turystyczny cel wycieczek

Obrazek
I już Cortina

Obrazek
Stacja koleki linowej

Obrazek
Z nami wjeżdżała nienarciarska część polskiej wycieczki.

Obrazek
Fragment czarnej nartostrady

Obrazek
Z tej perspektywy trudno ocenić stan nawierzchni.

Obrazek
Między skałami nie widać niczego groźnego

Ostatni odcinek to krzesełko pod Tofanę. Z dwóch jakie wiodły pod górę, jedno było nieczynne.
- Coś nie widać tych równiutkich nartostrad - zauważył kolega. No nie widać, do diaska, na trasach zalegała kilkunastocentymetrowa warstwa bezładnie porozjeżdżanego śniegu. Sporo muld i zaledwie kilku narciarzy. No to znów kwiczę. Obiecałem Irkowi, że spokojnie sobie pozjeżdżają na szerokich i równych trasach. Umiejętności jego małżonki z całą pewnością mogły tu wzrosnąć. Będą musieli szybko się stąd ewakuować i to tylko kolejką. Jedyny zjazd czarną trasą w ogóle nie wchodził w grę.
Na górze była jedna wzorowo przygotowana nartostrada, ale wyciąg był nieczynny. Jedynym wytłumaczeniem było tylko to, że w nocy musiało spaść tu sporo śniegu i nie zdążyli przygotować należycie przygotować tras. Jakby na potwierdzenie tego zobaczyliśmy jak potężny ratrak rozjeżdżał gruba warstwę śniegu zostawiając za sobą ślad, który jeszcze nie nadawał się dla narciarzy. Pewnie za drugim lub trzecim najazdem pozostanie to, na co czekamy już trzeci dzień.
- Uciekamy stąd - zadecydowałem za ogólną aprobatą - czarną trasą.
Nie była dobrze przygotowana, sporo muld zalegało na niej. Nie było trudności z jej pokonaniem. Bezpieczniejsze są muldy świeżego śniegu od oblodzonej i gładkiej nawierzchni, zwłaszcza dla szybko jeżdżących. Błąd mógłby źle się skończyć zwłaszcza w wąskim przesmyku między skałami. Spotkanie z blokiem skalnym raczej do przyjemności nie należy.

Obrazek
Dlaczego wyciąg na tym odcinku był nieczynny?
Obrazek
Wyjątkowo muldziasta trasa

Obrazek
Katastrofalny stan nartostrad.

Obrazek
Opuszczamy niegościnne miejsce czarną trasą.

Zdecydowanie lepsze warunki zastaliśmy kilkaset metrów niżej. Tu widocznie śniegu mniej spadło, albo przemieszał się z deszczem. Poszusowaliśmy na całkiem przyjemnych stokach. Najlepsze wrażenia odnieśliśmy po pokonaniu tras w lesistym terenie. W miarę dobrze przygotowane z umiarkowanym nachyleniem, kręte były nagrodą za wcześniej poniesione trudy.

Obrazek
Tu może będzie lepiej.

Obrazek
Trasy olimpijskie

Obrazek
Kolega odzyskał humor.

Obrazek
Wpatrywaliśmy się w stan nartostrad.

Obrazek
W zacienionych miejscach były raczej dobrej jakości.

Pora na odpoczynek. Musiałem się trochę nagimnastykować, aby dotrzeć do znanego mi schroniska na Pomedes. Znajomi chcieli już siadać w pierwszym napotkanym na trasie barze. Odwiodłem ich od tego argumentując, że kiepski widok, że do WC trzeba po schodach i ogólnie słabo się prezentuje. Za chwile mijamy następny i ponawia się ceremonia przekonywania, że na górze będzie lepiej. Siła mojej persfazji musiała się kilkakrotnie zmagać z siłą fizjologicznych potrzeb.
Na górze nie dane mi było podelektować się widokami ze znajomymi. Ci po wysiadce z wyciągu wyrwali prosto na krechę do schroniska.

Obrazek
Znane mi z poprzedniej wizyty schronisko.

Obrazek
Widoczność o niebo lepsza niż ostatnio.

Obrazek
Okazja do podziwiania widoków.

Obrazek


Obrazek
Pora na zdjęcia.

Obrazek
Tereny do objeżdżenia za rok.

Obrazek
W dolnym rogu widziane wcześniej wieże.

Obrazek
- Bałwan.
- Który?


Obrazek
Krótki rekonensans po terenach narciarskich Cortiny.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek
I powrót do dołu

Obrazek
malowniczą turystyczna trasą.

Obrazek
Ostatnim razem z braku śniegu trasa była zamknięta.

Obrazek
Tym razem było go wystarczająco dużo z niewielkimi tylko wyjątkami.

Obrazek
Meta.

Na parkingu ściągając buty narciarskie zwróciłem uwagę na dwóch Włochów, którzy obok pakowali się do odjazdu. Z niezwykłą starannością wycierali swoje deski, centymetr po centymetrze. Zmienili ściereczki i pucowali suchymi do połysku. Sprawdzali wiązania, chuchali, pędzelkiem wymiatali z zakamarków paprochy. Kiedy przyszliśmy na parking byli już w normalnych butach. Pewnie były już wypastowane i schowane w pokrowcach w bagażniku. Kiedy odjeżdżaliśmy jeden trzymał długi pokrowiec narciarski a drugi misternie wkładał jedną nartę do środka. Rzadki to widok, kiedy z takim namaszczeniem kończy się wypad narciarski. Nie wspomnę o tym jak ja traktuje swój sprzęt, bo po takim pokazie jest mi wstyd.
Przed powrotem do Malga Ciapela podjechaliśmy na godzinkę do miasta. Na parkingu przed szesnastą było jeszcze sporo wolnych miejsc. Chwilę później jak się okazało byłby problem. Wszystkie sklepy dopiero o czwartej się otwierają po długiej przerwie na lunch.
Wszedłem do pierwszej napotkanej apteki i z ulgą przyjąłem widok jednej tylko osoby czekającej na to aż zwolni się któreś z trzech zajętych w tym momencie okienek. Stoję i rozglądam się dookoła, niczym szczególnym nie różni się od naszych aptek, czysto i przyjemnie. Po pięciu minutach zaczynam się denerwować, bo przy okienkach trwają dziwne pogaduszki. Szczebioczą coś po swojemu gestykulując wyraźnie rękoma. Nie widzę klientów, ale z min aptekarek co chwila odczytywałem ogromne zdziwienie, wytrzeszcz oczu, łapanie karpia i temu podobna mimika. Do tego wciąż pracujące ręce to łapiące się za głowę, to krzyżujące na piersiach. Istny kabaret. Nie znam włoskiego, ale mogłem z gestykulacji wywnioskować, która z pań po jakie lekarstwa przyszła.
Dwadzieścia minut trwało, nim dostałem się do lady. W kilku zdaniach wyjawiłem co mnie sprowadza i w kilku zdaniach otrzymałem informację jak dozować. Koniec, minuta, może dwie, ale dwadzieścia minut? W tym czasie to można życiorys przedstawić i zostałoby jeszcze sporo czasu na piwo. Wkurzyłem się, bo wrzucona moneta za parking już traciła ważność przez takich makaroniarzy. Niewiele już czasu na zwiedzanie.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Do Malga Ciapela wracaliśmy inną drogą, przez Passo Giau. Niezwykle malownicza trasa, kilometrowo podobnie jak przez Passo Falzarego tyle, że bardzo kręta. Jechaliśmy pewnie pół godziny dłużej po całkowicie pustej drodze. Tubylcy zapewne omijają ją i jeśli maja wybór to jadą inną. Minęliśmy też Fedare z wyciągiem w stronę Cinque Torri.
Trzeci dzień i mały kroczek narciarski do przodu. Daleko do tego, czego oczekiwałem, ale prognoza pogody mówiła o zdecydowanej poprawie warunków dla narciarzy w dniu jutrzejszym. O tym, gdzie następnie pojedziemy zadecydujemy przy śniadaniu.

Obrazek
Wracamy.

Obrazek


Obrazek
Gdzieś na Passo Giau.
mariusz-w
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8375
Dołączył(a): 22.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mariusz-w » 06.04.2012 12:08

Miło obejrzeć znajome okolice 8) :) ... mimo, że w śniegu ! ;)

Pozdrawiam.
FUX
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 13016
Dołączył(a): 14.05.2005

Nieprzeczytany postnapisał(a) FUX » 06.04.2012 12:16

Te widoki z pieczołowitym czyszczeniem sprzętu to nic odosobnionego...
Koło Zoncolan to częsty widok; u Włochów... :wink:
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 09.04.2012 09:37

mariusz-w napisał(a):Miło obejrzeć znajome okolice 8) :) ... mimo, że w śniegu ! ;)

Pozdrawiam.

Wiem, że nie należysz do miłośników śniegu, wiele on przysłania, co widać na zdjęciach w Twoich relacjach. Niby te same Dolomity a jakże inne.
Zazdraszczam weneckiej przygody helikopterowej.
Pozdrawiam :)

FUX napisał(a):Te widoki z pieczołowitym czyszczeniem sprzętu to nic odosobnionego...
Koło Zoncolan to częsty widok; u Włochów... :wink:

Prędzej Austiaków, czy Niemców posadzałbym o taka dbałość, ale nie Włochów. W mojej ocenie mocno przesadzona. :)
tadeusz2
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 201
Dołączył(a): 25.05.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) tadeusz2 » 09.04.2012 09:44

15. - 07 marca 2012

Rano pierwsze swoje kroki skierowałem na taras. Obawiałem się, że deszcz, chmury i ciepło po raz kolejny pokrzyżują szyki. Na szczęcie widok, jaki ujrzałem był podobny do wczorajszego z małą różnicą, w nocy nie padał śnieg. Plany na dzisiejszy dzień uzależnione były od pogody, a że jest sprzyjająca możliwości mamy wiele. Przedyskutujemy to przy śniadaniu, tak jak umawialiśmy się.
- Nie chce nam się dzisiaj nigdzie jeździć - na powitanie zakomunikowali znajomi. - Wczoraj, na Marmoladzie były super warunki, więc dzisiaj może być podobnie. Zostańmy tutaj.
- A my - zaczął Irek - najchętniej pojechalibyśmy na Civettę. Dobra pogoda na tamte trasy, akurat na umiejętności mojej małżonki.
Chcąc nie chcąc stanęło na tym, że jedziemy na górę. Jak się okaże, że warunki są do bani wracamy na dół i jedziemy gdzie indziej. Jak będą dobre to nie ma co kombinować, zrobimy Sellarondę.
Rano tłumów jeszcze nie ma, więc dosyć szybko znaleźliśmy się na górze. A tam? Tam wreszcie ukazała nam się panorama Dolomitów. Co za widok, zachwycali się znajomi. Chciałoby się tu trochę postać i nasycić wzrok krajobrazem. Pstrykamy zdjęcia, ale wzrok dosyć szybko przechodzi na nartostradę przykrytą równiutkim sztruksem. Narciarze, którzy jechali z nami w kolejce, jeden po drugim ruszali w dół rysując ślady nart na prążkowanej strukturze trasy.

Obrazek
Ceremonia wyjmowania mojego aparatu zazwyczaj jest skomplikowana

Obrazek
Kieszonkowe cyfrówki pod tym względem mają przewagę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Ruszył też kolega, nie dokończył sesji fotograficznej, chęć przejechania się po wzorowej nawierzchni była silniejsza. Wykonał kilka szybkich skrętów i z okrzykiem "bene, molto bene, bellissima" puścił się na wprost równiutką nartostradą. Widać, że urodził się w nartach, z nienaganną techniką oddalał się od nas. Za nim podążyło pozostałe towarzystwo.
W pośpiechu chowam aparat, zakładam rękawiczki, kijki w dłoń i po chwili sunę za resztą w dół. Po kilkuset metrach widzę swoją grupę stojącą na uboczu. Dystans w sam raz na złapanie pierwszego oddechu. Ja, zazwyczaj wymijam wszystkich i zatrzymuję się dopiero na tyle daleko, aby mieć czas do zrobienia im kolejnych kilku zdjęć. Powtarzamy kilkakrotnie ten manewr.

Obrazek
Złapany zostałem na radar

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek
Jeszcze tylko kilka zakrętów i wyciąg.

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Dojeżdżamy w końcu do wyciągu. Rozglądam się za wszystkimi i nie widzę kolegi. Dziwne, przecież pognał ostro po ostatniej serii zdjęć w dół. Mieliśmy się tu spotkać. Chyba nie ominął kanapy i nie pojechał do Malga Ciapeli, do licha dumałem głośno. Może być tak, że się zagapił i czeka gdzieś powyżej wypatrując nas Nikt oprócz mnie nie zabrał ze sobą telefonu. Nie komentuję głośno tego, musiałbym zakląć. Dzwonię zaniepokojony, bo może i kolega go nie ma. Kamień z serca, odbiera. Mówi, że czekał na nas i czekał aż w końcu wsiadł na krzesło i jedzie właśnie do góry.
- Jakie krzesło? - wrzasnąłem - wyrwało mi się przekleństwo. Miałem bardziej do siebie żal, że nie wytłumaczyłem którędy ma jechać. Zamiast skręcić w prawo pojechał w lewo w stronę schroniska na Passo Fedaia. Tam rzeczywiście jest wyciąg krzesełkowy tylko, że w stronę Marmolady. Czekał na nas przy nim a my na niego przy kanapie. Uff, ciężka sprawa. Jak będziemy się gubić, potem szukać i wyczekiwać na siebie to daleko nie zajedziemy. Jak amen w pacierzu pozamykają nam wyciągi i zostaniemy gdzieś na trasie. Zadecydowałem, że jedziemy kanapą a kolega będzie nas gonił.
- Jak to - zaprotestowała jego małżonka - przecież nie zna trasy i się znowuż pogubimy.
Chwilę trwało, zanim przekonałem ją, że bez problemu dogoni nas gdzieś na trasie. Będę z nim w stałym kontakcie. Z lekkimi oporami wsiedliśmy do kanapy na Passo Padon. Nie miałem żadnych wątpliwości, że dla niego to pestka. Z prędkością błyskawicy śmignie na krechę parę nartostrad i szybciutko nas dopędzi. Jego tempo zjeżdżania a tempo reszty różniło się nieco. W sumie to nawet zazdrościłem mu takiej sytuacji. Będzie mógł sobie przez chwilę poszaleć patrząc tylko przed siebie.

Obrazek


Obrazek
Ostatnio były tu muldy. Teraz można stąd na krechę do samego wyciągu.

Wsiadając na kolejny wyciąg krzesełkowy odpadł mi dekielek od obiektywu. Potoczył się gdzieś w śnieg. Nim zorientowałem się w sytuacji, krzesełko wzniosło nas już w górę. Co za gamoń ze mnie, przeklinałem siebie w duchu. Źle go zamocowałem na okularze i wystarczyło lekko trącić aparat, aby wystrzelił. To już drugi w ostatnim czasie, właśnie zgubiłem 50zł. Szansa jest raczej znikoma, że jak się wrócę to go odgrzebię ze śniegu.
Na Porta Vescovo umówiliśmy się, że wszyscy pojadą w dół skręcając tylko w lewo i pod żadnym pozorem mają nie zbaczać w prawo. Jako, że zasięg dziwnie się z urwał na wszelki wypadek poczekam przy stacji wyciągu. Nie chciałbym, aby znów się gdzieś zgubić. Parę minut później widzę jego jasną kurtkę w gondolce. Machamy do siebie. Grupa, jak się okazało daleko nam nie odjechała i wnet szusowaliśmy razem. Na ustach jego żony pojawił się uśmiech, odzyskała humor.
Wkrótce wjechaliśmy na tereny należące do ośrodka narciarskiego Val di Fassa.

Obrazek


Obrazek


Obrazek
Belvedere. Z tamtej strony góry zaczyna się rejon Val di Fassa.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???

cron
Dolomitisuperski - strona 4
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2022