Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

BRYKA ZAWIODŁA MNIE NA WAKACJACH - RELACJE...

Nasze relacje z wyjazdów do Chorwacji. Chcesz poczytać, jak inni spędzili urlop w Chorwacji? Zaglądnij tutaj!
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
agata26061
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3481
Dołączył(a): 04.07.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) agata26061 » 29.01.2018 22:54

CROberto napisał(a):
ŻYCZĘ ZAWSZE WSZYSTKIM SZCZĘŚLIWYCH WYJAZDÓW I POWROTÓW :!: :!: :!: :D

Ja również :D Po naszych przygodach w 2016 nikomu tego nie życzę :?

CROberto a co u Ciebie? Nie widziałam Twojej relacji z tego roku. Gdzieś tam mi się obiło o oczy, że nie chciałeś pisać relacji...
Czy coś w tym stylu? Zawsze lubiłam je czytać, bo z roku na rok Twoja Julka rosła jak na drożdżach. Z chęcią chciałabym ją zobaczyć z tegorocznej wyprawy :oczko_usmiech: :oczko_usmiech:
wojak10
Odkrywca
Posty: 62
Dołączył(a): 16.06.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) wojak10 » 29.01.2018 22:57

Ja w tym roku 3 raz Matizem 99rok zamierzam jechać. Nigdy problemów nie miałem. Cały bagażnik części zamiennych i bez obaw można podróżować :D
max21
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 375
Dołączył(a): 22.08.2013

Nieprzeczytany postnapisał(a) max21 » 29.01.2018 22:59

dr.kokos napisał(a):My na szczęście jedziemy przez Słowację i do Igrane :mrgreen:

Mnie Toyota 4 razy do Chorwacji nie zawiodła chociaż to tylko była Yaris 1,3 ale jakoś dała radę.
Do Igrane też się wybieram lecz już innym autkiem :)
dids76
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6338
Dołączył(a): 20.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) dids76 » 29.01.2018 23:00

Ja w tym roku pożegnałem się z moim Golfem który bezproblemowo zawiózł mnie 7 razy do Chorwacji, później dwa razy Focus Mk1 też bez problemu. W tym roku jadę C-maxem mam nadzieję że będzie się sprawował jak poprzednie dwa. W razie czego Focus zostaje w odwodzie :oczko_usmiech: :smo:
noemi_s
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 19.12.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) noemi_s » 29.01.2018 23:05

CROberto napisał(a): Jak ktoś ma traumę :oczko_usmiech: i chce żeby puściła -to niech wyrzuci to tu z siebie... :mrgreen:


Traumę przeżyłam na ostatnim wyjeździe, już dawno mnie mnie puściła :oczko_usmiech:, ale sytuację opiszę, żebyście mieli trochę rozrywki na forum :mrgreen: .
Volvo V70 2,5TDI, rocznik 1997, przebieg ponad 350 tys. km, od 2006 roku w moich rękach, „zalicza” wyjazd do Chorwacji co roku. Przed wyjazdem obowiązkowy przegląd i wymiana tego, co trzeba. Nigdy nie było problemów.
Wakacje 2017 – obrzeża Kukljicy na Ugljanie, wyspie liczącej „aż” 7,5 tysiąca stałych mieszkańców.
Obrazek
Droga do Chorwacji jak zwykle bez przygód i awarii, na wyspie jesteśmy od prawie tygodnia. Jest piątkowe popołudnie, do naszego powrotu został równo tydzień. Parkujemy samochód przed sklepem, po powrocie małż odpala i lekkie zdziwienie – spod maski wydobywa się klekot niczym ze swojskiego Ursusa c-330. Kolejne odpalenie – to samo. Decyzja – jedziemy na „swoje” miejsce parkingowe, tam maska w górę i próba identyfikacji problemu. Klekot ma swoje źródło w okolicach paska klinowego. Szybka diagnoza - padł napinacz. Tuptamy do apartamentu (apartament mamy w miejscu bez dojazdu, można się do niego dostać spacerkiem ścieżynką wzdłuż morza, albo płynąc łódką), tam w ruch poszedł internet – w pobliskim Zadarze szukamy sklepów motoryzacyjnych. Z listą sklepów, numerami telefonów i numerem części pędzimy do naszych gospodarzy z prośbą o pomoc - bądź co bądź czas goni, a szybciej się jest porozumieć po chorwacku niż po angielsku. Nasi najlepsi gospodarze pod słońcem dzwonią – i bingo! - jest napinacz, sklep czynny w sobotę, można zarezerwować - po prostu miodzio …
W sobotę robimy nieplanowaną wycieczkę promem do znanego nam do upojenia Zadaru. Tam dwukilometrowy spacerek w upale do sklepu w jedną stronę, potem powrót, jakieś lody, prom. Wracamy.
Małż po powrocie zabiera się za wymianę, my wracamy do apartmana. Czekamy. Czekamy. I nic. Dzwonię i już po tonie powitalnego „halo” wiem, że jest nie halo. To nie napinacz. Klekot trwa nadal.
Pytam co poszło i słyszę, że koło pasowe. Aha. Ale nowe koło pasowe mamy ze sobą. Że co, proszę?!
Obrazek
Dwa lata wcześniej, przed kolejnym wyjazdem był wymieniany rozrząd. Mechanik już wtedy mówił, że koło pasowe warto byłoby wymienić. Małż koło kupił, ale przed wyjazdem nie miał czasu wymienić, więc wrzucił pod podłogę bagażnika i o sprawie zapomniał …
Na moją reakcję opuśćmy litościwie zasłonę miłosierdzia.
CDN.
noemi_s
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 19.12.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) noemi_s » 29.01.2018 23:19

Następnego dnia była upalna niedziela. Małż stwierdził, że po pierwsze jest gorąco, po drugie niedziela, więc za wymianę weźmie się w poniedziałek wczesnym rankiem. Jak powiedział, tak zrobił.

Kiedy koło południa w poniedziałek nadal go nie było miałam złe przeczucia. I nie myliłam się. Na przeszkodzie stanęła śruba mocująca koło pasowe do wału korbowego. Nie pomogły brechy, nie pomogły młotki pożyczone od gospodarzy. Śruba ani drgnęła. Najlepszy na świecie gospodarz znowu chwycił za telefon. O 17 na parking podjedzie mechanik. Super.

Mechanik podjechał, pooglądał i stwierdził, że on sobie z tym bez specjalistycznych narzędzi nie poradzi. Ale obdzwoni znajomych z pytaniem kto na wyspie dysponuje takim sprzętem. Zadzwonił tu i tam i znalazł warsztat 20 km dalej. Warsztat, co prawda, obłożony pracą i z kolejką oczekujących klientów, ale po naświetleniu naszej podbramkowej sytuacji – bądź co bądź w piątek rano musieliśmy wyjechać – właściciel zgodził się nas przyjąć. Kamień z serca.

Chcieliśmy zapłacić mechanikowi, który przyjechał na parking i znalazł warsztat, ale nie wziął ani grosza. Mam wrażenie, że na Ugljanie czas się zatrzymał, ludzie są bezinteresowni i życzliwi tak, jak było to kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałam chorwacką przygodę .
Mladen, nasz gospodarz, wskoczył do swojego samochodu, mąż do Volvo i pojechali do warsztatu. Tam właściciel kazał zostawić kluczyki i poinformował, że zadzwoni, kiedy skończy naprawę.
Był poniedziałkowy wieczór.

We wtorek nic się nie działo, w środę do południa także. Żadnych wieści z warsztatu. Popołudniu proszę Mladena, żeby zadzwonił. Tak – wszystko w porządku, samochód się naprawia, zadzwonią jak skończą. Aha.

Dragana, nasza gospodyni, pociesza mnie, jak może. Pada hasło, które staje się symbolem tego wyjazdu – KEEP CALM, YOU ARE IN DALMATIA. Sama pochodzi z Zagrzebia i wie, że my mamy zegarki, a Dalmatyńczycy mają czas. To może napijemy się po jednym?
W nocy z nerwów nie mogę spać. Podziwiam z tarasu wschody słońca.
Obrazek

Czwartek rano – widzimy, jak Mladen i Dragana pakują się do łódki i płyną do Zadaru po większe zakupy. Wracają około 13. Na mój pytający wzrok Dragana mówi, że z warsztatu jeszcze nie dzwonili. Sznapsika? Mam wrażenie, że prędzej stanę się alkoholiczką niż samochód będzie gotowy.

Wreszcie o 15 Mladen dzwoni. Taak, właśnie kończą naprawiać. Zadzwońcie za godzinę.
Samochód odbieramy w czwartek o 17, a więc 15 godzin przed planowanym wyjazdem.

Uszkodzone koło pasowe wygląda tak:
Obrazek
Cała impreza kosztowała nas 300 Kn i trochę niepotrzebnych nerwów.

Wróciliśmy do domu bez żadnych problemów, po drodze zatrzymując się na kilka dni w Budapeszcie.
Po drodze na liczniku wybiło 360 000 km.
Obrazek
Volvo w tym roku znowu jedzie do Chorwacji, znów na Ugljan, do naszych najlepszych pod słońcem gospodarzy. Bądź co bądź namiary na części zamienne i mechaników w tamtym rejonie mamy opanowane do perfekcji :mrgreen: .
:papa:
dids76
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6338
Dołączył(a): 20.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) dids76 » 29.01.2018 23:29

Na szczęście przygoda nie z wakacji ale zdarzyło się to dzień przed wyjazdem do Chorwacji. Przez ostatni rok Golf służył mijako auto służbowe (przez ten rok przejechał więcej kilometrów niż w poprzednie 4 lata :wink: ) W ubiegłym roku zdarzyła mu się jedyna w naszej wspólnej 14-sto letniej przyjaźni podróż na lawecie :(
W czerwcu wracałem z Rzeszowa, na następny dzień o 4 rano planowany wyjazd do Chorawcji, więc lekkie nerwy są. Uradowany że udało mi się szybko wyjechać, trasa też ok Kraków minięty bez korków, jestem prawe w domu :wink: Ruszam spod bramek w Brzęczkowicach i słyszę najpierw strzał a potem dziwny klekot. Zjazd na pas awaryjny maska w górę i... nic nie widać. Ściągam osłonę silnika i znalazłem problem wyrwana świeca. Najprawdopodobniej któryś z mechaników kiedyś krzywo przykręcił i wypaliło gwint :? Chwile pomyślałem, ok na trzech cylindrach 75 km do domu przejadę, ale wtrysk nadal będzie podawał paliwo do cylindra bez świecy a ten będzie je "wypluwał" na silnik. Doopa nie da rady jechać. Telefon do assistance po lawetę. Golfa na lawetę i tak wrócił do domu. :wink:
Ps. My pojechaliśmy na wczasy do Chorwacji a Golf się leczył i po powrocie już na mnie czekał. :mrgreen:
CROberto
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3938
Dołączył(a): 03.02.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) CROberto » 29.01.2018 23:43

noemi_s napisał(a):
CROberto napisał(a): Jak ktoś ma traumę :oczko_usmiech: i chce żeby puściła -to niech wyrzuci to tu z siebie... :mrgreen:


Traumę przeżyłam na ostatnim wyjeździe, już dawno mnie mnie puściła :oczko_usmiech:, ale sytuację opiszę, żebyście mieli trochę rozrywki na forum :mrgreen: .

Ojtamojtam :lol: aż takimi Trollami to znowu nie jesteśmy... :mrgreen:

Świetnie że się dobrze skończyło i strach był straszniejszy niż wydatek... :D
Fajnie piszesz,więc fajnie się czytało,ale to nie znaczy że ktokolwiek się pociesza waszym nieszczęściem :)
noemi_s
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 329
Dołączył(a): 19.12.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) noemi_s » 29.01.2018 23:55

CROberto napisał(a):
noemi_s napisał(a):
CROberto napisał(a): Jak ktoś ma traumę :oczko_usmiech: i chce żeby puściła -to niech wyrzuci to tu z siebie... :mrgreen:


Traumę przeżyłam na ostatnim wyjeździe, już dawno mnie mnie puściła :oczko_usmiech:, ale sytuację opiszę, żebyście mieli trochę rozrywki na forum :mrgreen: .

Ojtamojtam :lol: aż takimi Trollami to znowu nie jesteśmy... :mrgreen:

Świetnie że się dobrze skończyło i strach był straszniejszy niż wydatek... :D
Fajnie piszesz,więc fajnie się czytało,ale to nie znaczy że ktokolwiek się pociesza waszym nieszczęściem :)
.
Piszę o rozrywce, bo my sami z perspektywy czasu tak do tego podchodzimy. Nawet dzisiaj, podczas pisania, po raz kolejny pośmialiśmy się z samych siebie i tak należy do tej relacji podejść. Są dużo większe nieszczęścia niż zepsuty samochód.
CROberto
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3938
Dołączył(a): 03.02.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) CROberto » 30.01.2018 00:39

agata26061 napisał(a):
CROberto a co u Ciebie? Nie widziałam Twojej relacji z tego roku. Gdzieś tam mi się obiło o oczy, że nie chciałeś pisać relacji...
Czy coś w tym stylu? Zawsze lubiłam je czytać, bo z roku na rok Twoja Julka rosła jak na drożdżach. Z chęcią chciałabym ją zobaczyć z tegorocznej wyprawy :oczko_usmiech: :oczko_usmiech:


Dzięki Agata wsio ołraj :D
Od ostatniej relacji autko dwa razy niezawodnie obwiozło nas po "Krainie szczęśliwości"
Julka jest w takim wieku ,że zmienia się teraz co kwartał,tak jak kiedyś co rok ... :lol:
Dzięki za miłe słowa :smo:

Btw.
Kiedyś zeźliła mnie historia z rozpychającymi się na Divnej rodakami - normalnie porezerwowalihektary 8O
Przeszedłem się później wzdłuż ulicy z parkującymi autami i naliczyłem ich ponad dwadzieścia - zgadnij ile było na nich naklejek Cro.pl :?:

Żadnej :!:

Doszedłem do wniosku, że ściągnęli tam ci,co żerują na forum przez miesiąc na rok...
Chętnie dzielę się wiedzą z aktywnymi Cromaniakami,tak jak i chętnie korzystam z ich wiedzy -ale przy okazji następują "skutki uboczne"-niestety... (wówczas na Divnej odprawiało się "bałtyckie piekiełko" :roll: podczas gdy byłem tam w 2011 było magicznie... 8)


Julka w ostatnie wakacje

Obrazek

dr kokos niech będzie niezawodna :!: i nie myśl o tym że to jej trzynasty roczek :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Szerokości wszystkim :!:
Ostatnio edytowano 30.01.2018 17:09 przez CROberto, łącznie edytowano 1 raz
agata26061
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 3481
Dołączył(a): 04.07.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) agata26061 » 30.01.2018 11:45

CROberto napisał(a):Doszedłem do wniosku, że ściągnęli tam ci,co żerują na forum przez miesiąc na rok...
Chętnie dzielę się wiedzą z aktywnymi Cromaniakami,tak jak i chętnie korzystam z ich wiedzy -ale przy okazji następują "skutki uboczne"-niestety... (wówczas na Divnej odprawiało się "bałtyckie piekiełko" :roll: podczas gdy byłem tam w 2011 było magicznie... 8)

Niestety ludzi do Chorwacji baaardzo dużo ściąga. Cóż się dziwić? Raj to przecież, tylko właśnie turyści zapominają przy tym o normalnym zachowaniu, albo dla nich to właśnie jest normalne zachowanie. No i faktycznie, również widzę, że sporo forumowiczów loguje się tutaj, a później znikają. Wkurza mnie np. mnóstwo nieskończonych relacji. Po co zaczynać jak się nie kończy?
CROberto napisał(a):Julka w ostatnie wakacje

Niestety zdjęcie jest niewidoczne :evil:
Użytkownik usunięty

Nieprzeczytany postnapisał(a) Użytkownik usunięty » 30.01.2018 12:34

- Renault 21 1.7 benzyna+gaz z 1992 roku: pojechał do Francji (Grenoble) i wrócił; po drodze padł krokowiec ale tylko na gazie nie działał

- Lancia Lybra SW 1.8 benzyna z 2001 roku: ta menda zepsuła się sześć razy w ciągu pół roku (z czego trzy razy kończyła na lawecie i mam nadzieję, że limit życiowy wyczerpałem) więc nie ryzykowałem; pojechaliśmy Mondeo Mk3 - tu raz zapalił się "Check Engine" ale w serwisie w Brnie powiedzieli, że to błąd sondy lambda wynikający być może z kiepskiego paliwa; więcej się nie pojawił

- Seat Ibiza 1.9 SDI z 2000 roku, pierwszy w życiu diesel; był z nami dwa razy we Włoszech (Triest, Garda), wyjechał z nami do Piranu i Koperu, jeździł niezmordowanie nawet z przestawionym rozrządem (wyszło dopiero po powrocie, reklamacja...); to auto mam nadal, jeździ i nie protestuje

- Ford Focus II 1.6. benzyna z 2005 roku: w drodze na urlop, nasz pierwszy raz do Cro, rozciekła się obudowa skraplacza = powódź w aucie... a miesiąc wcześniej, na promocyjnej naprawie w ASO w Rybniku byłem bo to częsta przypadłość tej wersji (Focus II i C-Max)... potem niezależny serwis w Cro rzucił, że ktoś się nie postarał, bo box ZAMIAST uszczelnić, powinno się wymienić; tu mi go uszczelnili i jakoś wróciłem do domu - bo w Wiedniu znów zaczęło cieknąć

- Fiat Ulysse 3.0 V6: w drodze na urlop/wypad się nie zepsuł; raz przed wyjazdem do Słowenii, zbuntował się zamek w tylnej klapie (a bagażnik otwierało się tylko przez wajhę z zewnątrz i tylko przyciskiem...), sypiąc błędami o otwartym to zablokowanym zamku bagażnika... na mrozie mu przeszło ale po nagrzaniu auta znów się zaczęło. Raz wyrzucił błąd oczyszczania spalin ale przypomniał o sobie na szczęście we wrześniu.

- Mondeo Mk4 1.8 diesel: mój pierwszy zaawansowany turbodiesel - na trzy dni przed urlopem urwała się linka od zamka maski (psia mać - komu w Fordzie przeszkadzał zamek chowany pod znaczkiem z przodu...)... no to "forum uczy, forum radzi, forum nigdy Cię nie zdradzi" - długa do rowerowego, linka do przerzutek (bo hamulcowa ma za dużą baryłkę na jednym końcu), spinka do linek i po godzinie cieszyłem się zamykaniem i otwieraniem klapy. Prowizorka działa do dziś :D Fabryczny komplet linki i pancerza czeka na lepsze czasy - i dobrze, że poszedłem do rowerowego, bo linka koniec końców doszła po urlopie...
anakin
Administrator
Avatar użytkownika
Posty: 30253
Dołączył(a): 11.07.2009

Nieprzeczytany postnapisał(a) anakin » 30.01.2018 12:50

2010r. powrót z Rażanj.
Opel Vectra B, 1.8 , 16V.

W drodze powrotnej na Węgrzech, podczas przejazdu przez tory kolejowe (a więc wolniutko) poczułem szarpnięcie w tylnym kole.
Ale nic...próbuję powoli jakoś zjechać z tych torów.
Udało się, ale z dalszej jazdy nici.

Jak się okazało, urwała się jedna ze śrub w prawym kole i..wkręciła do środka, a taki sposób, że przy obrocie koła zahaczała o tarczę.
Ok, wiemy co jest, wiemy jak z tym zrobić, ale.....nie ma odpowiednich kluczy.
Po godzinie szarpania dzwonię na takie śmieszne assisstance, które polegało na bezpłatnym transporcie lawetą do najbliższego warsztatu.Transport był darmowy, za usługę trzeba było zapłacić.
Pół godziny dzwonienia i w końcu obudziłem Śpiącego Królewicza (było coś koło 2.00) po drugiej stronie! :evil:
Kolejne pół godziny tłumaczenia co się stało i słuchanie rad w stylu - Niech Pan zmieni koło i jedzie dalej... :evil:
Jak w końcu zrozumiał że swoje :dobre" rady może sobie w buty wsadzić, tłumaczę mu, żeby laweciarz przywiózł mi klucze.
Usunę sobie to sam na miejscu, oczywiście płacąc za usługę.
Ok- tak zrobi.
Po godzinie od zakończenia rozmowy (a więc stosunkowo szybko) przyjeżdża laweciarz.
Jako, że po węgiersku rozmawiam "biegle", pokazuję mu co się stało i proszę o klucz, "tłumacząc", że nie ma potrzeby nigdzie jechać.
Ja swoje, on tylko jedno - szerwisz i szerwisz....
Myślałem, że pizgnę w ten głupi paprykowaty łeb! :evil:

No więc wyjścia nie było - jedziemy na szerwisz. :roll: :evil:

Szerwisz oczywiście zamknięty, bo ekipa przychodzi na 8-mą, a było coś koło 6.00...może deczko później.
Nic...czekamy.
Po ósmej przyjeżdża dwóch gości beemkom..
Każdy po 2 metry w pionie, wagowo 120 kg przekroczone i to ze sporym okładem, oczywiście włosa na głowie nie uświadczyć, a karki jak Ursus w "Quo vadis" :roll:
Gestem każą wjeżdżać na podnośnik, mechanik odkręca co trzeba, wykręca śrubę od środka, skręca do kupy...gotowe.
Wszystko trwało jakieś 20 minut.

No nic....trzeba zapłacić.
Idę więc do dziupli w dziupli....jeden z "maluczkich" na szczęście oprócz węgierskiego coś tam jeszcze szprecha po niemiecku.
Więc mi tłumaczy co było zrobione (uj wie po co :roll: )i mówi, że należy się......40 ojro! 8O
Ile q....wa :!: :?: - się mi wyrwało. :?
Więc pyta czy nie jestem zadowolony z usługi,a i cena przecież niezła. :roll:
Biorąc pod uwagę miejsce jak i gabaryty rozmówców ( podczas rozmowy do pokoju wszedł drugi od pary z beemki) , stwierdziłem, że jednak po głębszym przemyśleniu, cena wydaje się być nadzwyczaj atrakcyjna, grzecznie podziękowałem i wyszedłem. :oczko_usmiech:

Czas powrotu do PL wyniósł jakieś dwadzieścia kilka godzin.
Rekord dzierżyłem do 2014.
Wtedy to z Povlji wracałem...41 godzin! :twisted:

ps.
godzinne oczekiwanie na lawetę "umilał" mi szum TIR-ów nadjeżdżających z naprzeciwka, tak mniej więcej setką, czego efektem było zbieranie trójkątów z rowu!
khml
Croentuzjasta
Avatar użytkownika
Posty: 259
Dołączył(a): 19.07.2015

Nieprzeczytany postnapisał(a) khml » 30.01.2018 14:49

noemi_s napisał(a):Pytam co poszło i słyszę, że koło pasowe. Aha. Ale nowe koło pasowe mamy ze sobą. Że co, proszę?!
Dwa lata wcześniej, przed kolejnym wyjazdem był wymieniany rozrząd. Mechanik już wtedy mówił, że koło pasowe warto byłoby wymienić. Małż koło kupił, ale przed wyjazdem nie miał czasu wymienić, więc wrzucił pod podłogę bagażnika i o sprawie zapomniał …
Na moją reakcję opuśćmy litościwie zasłonę miłosierdzia.


Pomyśl jaka byłaby reakcja, gdyby powiedział, że to koło zostawił w domu, garażu etc. :roll:

anakin napisał(a): 2010r. powrót z Rażanj.
Opel Vectra B, 1.8 , 16V.

Czas powrotu do PL wyniósł jakieś dwadzieścia kilka godzin.
Rekord dzierżyłem do 2014.
Wtedy to z Povlji wracałem...41 godzin! :twisted:


41 godzin ! 8O

Nie mogę tego pokazać mojej połowie :oops:
oby nikt już takich przygód nie miał
dids76
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 6338
Dołączył(a): 20.08.2008

Nieprzeczytany postnapisał(a) dids76 » 30.01.2018 14:53

khml napisał(a):
anakin napisał(a): 2010r. powrót z Rażanj.
Opel Vectra B, 1.8 , 16V.

Czas powrotu do PL wyniósł jakieś dwadzieścia kilka godzin.
Rekord dzierżyłem do 2014.
Wtedy to z Povlji wracałem...41 godzin! :twisted:


41 godzin ! 8O

Nie mogę tego pokazać mojej połowie :oops:
oby nikt już takich przygód nie miał


Tak masz, jak starą Vectrę zmienisz na wypasionego francuza :oczko_usmiech: :mrgreen:
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nasze Relacje z podróży



cron
BRYKA ZAWIODŁA MNIE NA WAKACJACH - RELACJE... - strona 9
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
reklama
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2019