Jednak skrobnę krótki odcinek
14 sierpnia (poniedziałek): Monachium - część pierwszaDo bawarskiej stolicy dostaniemy się tak samo, jak to zrobiliśmy w
grudniu 2015, czyli pociągiem z miasteczka Haar.

O skomplikowanej sieci komunikacyjnej w mieście pisałam już przy tamtej okazji, więc tylko odsyłam - link wyżej

Naszym głównym celem jest ogród zoologiczny Hellabrunn. Mamy małego (na dobra, całkiem dużego

) fioła na punkcie zoo, a to jest podobno wspaniałe.
Schody ruchome w metrze, na którejś ze stacji w centrum:

Metro jest wszędzie takie samo - specyficzny zapaszek

, przeciągi i... jakaś tajemnica

Bardzo lubię jeździć metrem, trochę dzisiaj z niego skorzystamy, bo do zoo z Marienplatz (serca miasta) jest kilka stacji.
Przechodzimy przez most na rzece Izara i obserwujemy plażujących monachijczyków:

oraz panią w stroju bawarskim na rowerze

:

Zbliżamy się do bram zoo, a tu taka sytuacja

:

Przecież Bawarczycy też mają "długi weekend"...
Chociaż oboje z mężem jesteśmy dziećmi stanu wojennego (mój wychowawca w liceum mówił: "dzieci wojny"

), alergicznie reagujemy na wszelkie kolejki. Żadna siła nie może nas zmusić do stania w tych zakręconych ogonkach.
Trudno, trzeba będzie zmienić plany... Tak naprawdę nie martwi mnie to szczególnie, bo uwielbiam zwiedzać i przygotowałam sobie listę celów do odwiedzenia, gdyby z tym zoo coś nie wyszło

Małżonek bardziej zawiedziony, bo zwiedzanie wielkich miast w upale nie jest jego ulubionym zajęciem

Ale cóż ma zrobić, biedny, jak nie chciał stać w kolejce...
Ponownie jesteśmy w metrze:

Na pierwszy
zwiedzaniowy ogień idą atrakcje, których nie widzieliśmy poprzednim razem. Zaczynamy od Sendlinger Tor - jednej z trzech zachowanych do dzisiaj bram miejskich w Monachium:

I jeszcze z drugiej strony:

Jesteśmy na Sendlinger Straße:

Jak widać, Lewandowski zajmuje się nie tylko piłką nożna

:

Docieramy przed Asam Kirche, inaczej zwanego kościołem św. Jana Nepomucena:

Z zewnątrz wygląda dość niepozornie i łatwo można go przegapić, a w środku... barok aż kapie


To perła architektury późnobarokowej (kościół powstał w latach 1733-46) i sztuki zdobniczej rokoka południowych Niemiec. Świątynia powstała z inicjatywy, własnych środków i na prywatnym gruncie braci Asamów i służyła im jako prywatna kaplica.

Trochę makabry:

Za dużo tego baroku, jak dla mnie

Zdecydowanie wolę gotyk.
Idziemy dalej... Tutaj można okazyjne kupić Tracht - tradycyjny strój bawarski:

Może innym razem

Mijamy pięknie zdobioną kamienicę:

i pomnik Siegfrieda (Sigiego) Sommera - monachijskiego pisarza i dziennikarza:

Już widać, dokąd zmierzamy...:

Fajne plecaczki

:

Jesteśmy oczywiście na Marienplatz, przed Nowym Ratuszem:

Od południa minęło pół godziny, więc nie załapiemy się już na taniec zegarowych figurek. Nie szkodzi, widzieliśmy je już w grudniu.
Jak zwykle na Placu Marii dużo się dzieje. Jakiś dziwny
performance

Ta trupia czaszka i kości

Pewnie coś w stylu:
Memento mori...
Tuż obok natomiast Rosjanie cieszą się z życia i grają "Kalinkę":

Patrzymy na piękna fasadę ratusza ozdobioną (jak to w Bawarii) kwiatami:

Obok placu znajduje się Peterskirche, na którego wieżę już wchodziliśmy, więc tym razem podarujemy sobie tę przyjemność:

Jak ktoś jest pierwszy raz z Monachium, warto tam wejść. Przepiękne widoki!
Kolumna maryjna (Mariensäule) z 1638 roku upamiętniająca koniec szwedzkiej inwazji oraz Stary Ratusz (widoczny po lewej stronie):

Przyglądamy się jeszcze fontannie rybnej (Fischbrunnen):

i idziemy zwiedzać wnętrza ratusza

Ale o tym już w następnym odcinku...