Chorwacja Online..........odkryj Chorwację na forum obecnych i przyszłych Cromaniaków

Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu

Słowenia, Czarnogóra, Albania, a nawet Grecja, Włochy, Hiszpania, a może Floryda, albo ... Słowacja?
[Nie ma tutaj miejsca na reklamy. Molim, ovdje nije mjesto za reklame. Please do not advertise.]
mariusz-w
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8375
Dołączył(a): 22.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mariusz-w » 08.11.2012 11:55

RobCRO napisał(a): Dzięki za podążanie naszymi śladami.

...w takim razie kontynuuję ! ;) :)

pozdrawiam.
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 13.11.2012 19:35

Odcinek II – Relaks w Los Cristianos

Po dniu spędzonym w podróży w niedzielę nie planowaliśmy szczególnych atrakcji. Zamierzaliśmy spędzić dzień na błogim lenistwie. W końcu to Teneryfa, po to się tam urlopuje :). Tym razem nie poszliśmy na najbliższą plażę. Zrobiliśmy mały rekonesans plaż w okolicy. Do gustu nie przypadła nam plaża Los Cristianos (główna plaża kurortu) – leży w zatoce, skąd odpływają promy na Gomerę. Nie byliśmy przekonani, co do czystości wody...

Plaża i kurort Los Cristianos:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wybraliśmy następną plażę – Playa de las Vistas. Bez problemu znaleźliśmy miejsce dla siebie – choć pewnie w ścisłym sezonie jest na niej o wiele więcej turystów. W porównaniu do plaży z wczorajszego dnia, ta jest w całości piaszczysta (piasek został „importowany” z Sahary). Tylko trzeba uważać z tym piaskiem, bo po pierwsze parzy, gdy chodzi się po nim, a po drugie okropnie się lepi. Na szczęście, na plaży są prysznice :). Plaża jest też dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych. Spędziliśmy tam całe przedpołudnie. Woda bardzo przyjemna. Tak ze 23C (+/- 1-2C) Komfortowo...

Obrazek
Plaża de las Vistas
Obrazek

W przerwie plażowania poszliśmy na piwko – trzeba było na trochę schować się od słońca. I tu kolejna miła niespodzianka. W wielu lokalach przy plaży duże, lane piwo kosztuje 0,95 euro. Coś mi się wydaje, że u nas czy to w Chorwacji, raczej nie ma szans na piwo za taką cenę :). I jak miło jest ugasić pragnienie spoglądając na Atlantyk :).

Obrazek
Nie ma to jak zimne, lane piwko :)
Obrazek
Oczywiście, że mam ochotę na kolejnego bronka :)

Obrazek
Wiola – Ratowniczka

Nie ma też problemu ze znalezieniem lokalu z żarciem w dobrej cenie. Sporo lokali kusi 2-3 daniami w cenie od 8 euro. Wybraliśmy jeden z takich właśnie lokali. Bardzo dobrze trafiliśmy – zamówiliśmy paellę i ryby. Dostaliśmy bardzo dobrze przyrządzone duże porcje. Zjedliśmy wszystko ze smakiem...i postanowiliśmy, że do tej knajpy na pewno wrócimy :).

Ogólnie, w Los Cristianos można znaleźć wszystko, czego potrzeba. Jest sporo marketów i targ. Są niezliczone restauracje i bary. Fakt, knajpy nastawione są głównie na Angoli, bo to oni stanowią najliczniejszą grupę turystów, ale menu jest urozmaicone. No może oprócz śniadań, gdzie w knajpach serwują głównie jakieś omlety, bekony etc. Ale, kto jada śniadanie w knajpie?

Wieczorem ponownie posiedzieliśmy na balkonie. Tym razem byliśmy grzeczni i nikt nam nie zwrócił uwagi. Za długo jednak nie rozmawialiśmy, bo następnego dnia czekała nas bardzo szybko pobudka.

PS Iwona, Mariusz, dzięki za kontynuację wędrówki po Teneryfie :). Pozdrawiamy Was serdecznie.
mariusz-w
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8375
Dołączył(a): 22.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mariusz-w » 13.11.2012 22:53

RobCRO napisał(a):... dzięki za kontynuację wędrówki po Teneryfie :). Pozdrawiamy Was serdecznie.

Przyjemnie się tu pobyczyć i piwo w atrakcyjnej cenie ... to jak tu nie wpadać. :)
Tym bardziej, że my na razie ponownie wędrujemy po naszych wrześniowych Dolomitach, a to przyjemne ... no ale zawsze trochę pod górę, więc się człek zmęczy ! ;)

pozdrawiam.
Iwona75
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1288
Dołączył(a): 15.02.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Iwona75 » 14.11.2012 00:38

RobCRO napisał(a):... dzięki za kontynuację wędrówki po Teneryfie :).


Cała przyjemnośc po mojej stronie :papa:
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 17.11.2012 19:25

Odcinek III – Pico del Teide

Obrazek

Dla „górskiej” części ekipy poniedziałek miał być w zasadzie najważniejszy. Tego dnia planowaliśmy wejście na cieszące się „złą” sławą Pico del Teide, które pokonało już (choć z różnych powodów) niejednego Cro-maniaka :). Nasza ekipa postanowiła solidnie przygotować się do zdobycia Teide. Przezornie już w lutym wyrobiliśmy sobie pozwolenie na wejście na sam szczyt na tej stronie. W sumie to nawet dwa, bo gdyby było coś nie tak z pogodą, to mieliśmy rezerwowe wejście na inny dzień. Choć podobno, gdy nie ma pogody, to pozwolenie zachowuje ważność na następny dzień...

Budziki mieliśmy nastawione na 4 rano...Łatwo wstać nie było – bo kto to widział wstawać na wakacjach tak wcześnie rano? Godzinę później całym składem wyjechaliśmy z Los Cristianos. Mieliśmy do pokonania ok. 50 km i ponad 2200 metrów przewyższenia. Nasze auto dało radę :). Poszczęściło się nam także przy Montana Blanca, dokąd dojechaliśmy jeszcze przed wschodem słońca i skąd zaczyna się szlak na górę (oznaczony na mapie numerem „7”). Na małym parkingu (raptem na 10-15 aut) znalazło się i miejsce dla nas :). Mielibyśmy mały orzech do rozgryzienia, gdzie zostawić auto, gdyby tam nie było miejsc. Droga jest dość wąska i nie ma za bardzo miejsca na parkowanie przy niej.

Gdy wystartowaliśmy w świetle czołówek, gwiazdy pokazywały nam kierunek :). Dobrze, że w tych ciemnościach nie pobłądziliśmy. A było takie jedno „skrzyżowanie”, gdzie moglibyśmy pójść w zupełnie drugą stronę. Czasami dobrze się znać na gwiazdach :).

Obrazek
Przed wschodem słońca
Obrazek

Obrazek
Wschód słońca

Gdy wzeszło słońce, zrobiło się cieplej a krajobrazy stały się księżycowo-pomarańczowe. Robiliśmy masę zdjęć. To w jedną, to w drugą stronę. A to gdzieś zastygły strumień lawy, a to widok na ocean...Co chwila krótka przerwa na kilka zdjęć :). Roślinności niewiele, jakieś tylko skarłowaciale krzaki i trawy. Im wyżej, tym więcej żużlu (bazalt i pumeks). Po takim czymś jeszcze nie chodziliśmy.

O wschodzie słońce – pomarańczowy świat:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na trasie:
Obrazek

Obrazek
Trochę zielonego

Obrazek

Obrazek
Odpoczynek na żużlu

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Widok w stronę Puerto de la Cruz

Dłuższą przerwę zrobiliśmy koło schroniska Altavista na wysokości 3270m. Przed nami otwierały się coraz szersze widoki. Pokazała się Gran Canaria a kawałek za schroniskiem cel wyprawy - Pico del Teide. Majestatyczne i wielkie :).

Obrazek
Schronisko Altavista (Zamknięte we wrześniu. Można było kupić tylko jakieś batoniki w automacie).

Obrazek

Obrazek
Rob

Obrazek
Wiola

Obrazek
Razem

Obrazek

Obrazek

Przed południem dotarliśmy do górnej stacji kolejki. Leniwi mogą wjechać niemal pod sam szczyt. Co prawda taka przyjemność trochę kosztuje, ale...w kilka minut można dostać się na wysokość ok. 3555 metrów. Właśnie koło stacji kolejki napotkaliśmy spore tłumy. Bo tak, to na szlaku było prawie pusto. Wyprzedził nas jedynie Niemiec i raptem kilka osób schodziło w dół. Zdecydowana większość turystów idzie na łatwiznę i wjeżdża na górę.

Obrazek
Wagonik w drodze do stacji

Z racji tego, że nasze pozwolenia były ważne od godziny 13, to trochę odpoczęliśmy przy stacji. Czas wejścia nie jest jednak aż tak ściśle przestrzegany, więc weszliśmy trochę przed czasem. Strażnik sprawdził dokumenty i przepuścił nas przez bramkę. Ze względu na ochronę przyrody, jednorazowo na szczycie może przebywać do 50 osób. Filanc upraszał nas, by pobyt u góry ograniczyć do porobienia zdjęć i jak najszybciej schodzić. Od kontroli mieliśmy już ok. 30 minut na szczyt. Im bliżej niego, tym silniej wyczuwało się siarkę. Ale, bez przesady, maski tlenowej nie potrzeba, choć osoby o słabszym zdrowiu mogą odczuwać jakieś nieprzyjemności.

Obrazek
Nasza ekipa na szczycie
Obrazek

Obrazek
Wiola & Rob

Pico del Teide – szczyt o wysokości 3718 m n.p.m. i wysokości od dna morza około 7500 metrów jest najwyższym szczytem Hiszpanii i najwyższym szczytem na jakiejkolwiek atlantyckiej wyspie. Jest to wulkan czynny. Ostatnia erupcja miała miejsce w 1909 roku. Stożek wulkanu wraz z ogromną kalderą o średnicy do 15 km i obwodzie około 40 km oraz otaczającą je równiną, objęty jest od 1954 roku ochroną w ramach Parku Narodowego Teide. W 2007 roku park wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Nazwa wulkanu pochodzi z języka Guanczów, pierwszych mieszkańców Wysp Kanaryjskich. Tide oznaczało Piekielna Góra, w której żył demon Guayota. Wg legendy demon Guayota porwał Mageca (boga światła i słońca) i uwięził go pod wulkanem, pogrążając świat w ciemności. Guanczowie błagali najwyższego boga Achamána o pomoc i Achamán zwyciężył Guayotę, zatkał nim wylot krateru i uwolnił Mageca. Od tej pory, kiedy Guayota próbował wydostać się w czasie erupcji wulkanu, Guanczowie palili wielkie ogniska, aby go przestraszyć. Guayota zwykle występował pod postacią czarnego psa, któremu towarzyszyły inne demony. Guanczowie wierzyli, że Teide sięga do nieba. W wielu niedostępnych miejscach znaleziono kamienne narzędzia i ceramikę. Przypuszczalnie były to dary przebłagalne dla złych duchów, które mieszkały na górze. Nazwa wyspy pochodzi właśnie od wulkanu i znaczy dosłownie w języku Guanczów Biała Góra (tiner - góra, ife - biała).

Obrazek
Dno krateru
Obrazek

Obrazek

Widoki ze szczytu są imponujące – widać praktycznie całą wyspę, widać też pozostałe wyspy Kanaryjskie, choć my akurat trafiliśmy na chmury i widoczność była nieco ograniczona.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy już nacieszyliśmy oczy widokami, porobiliśmy zdjęcia i nawdychaliśmy się oparów siarki, zaczęliśmy schodzić tą samą drogą. Gdyby był z nami Maciek, to wtedy prawdopodobnie schodzili byśmy szlakiem nr 9 przez Pico Viejo. Wtedy Maciek odebrałby nas z innego punktu niż start...

Na zejściu:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Jęzor lawy

Ale jaja – wulkaniczne :):
Obrazek

Obrazek

Obrazek

W dobrym tempie ok. 17 byliśmy koło auta. Na powrocie już tyle przystanków, co na wejściu nie robiliśmy. Wyprawa na Teide ze startem z parkingu i powrotem zajęła nam łącznie ok. 10 godzin.

W drodze powrotnej zrobiliśmy jeszcze kilka przystanków. Gdy jechaliśmy na Teide, było zupełnie ciemno, więc nie było nic widać. Na trasie jest sporo atrakcji i punktów widokowych – np. skały de Garcia czy Le Catedral, w tym charakterystyczna skała będąca niemal na wszystkich folderach reklamowych z Teneryfy. Niewiele brakowało, a przejechalibyśmy to miejsce.

Obrazek
Autostrada na Teide :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Najbardziej znany widok na wulkan

Obrazek
Teide w zbliżeniu

Obrazek
Wiola & Rob i Teide

Obrazek
Nasza „cytrynka” :)

Obrazek

Gdzieś w okolicy Vilaflor nagle zmieniła się pogoda. Wjechaliśmy w warstwę chmur. Temperatura gwałtownie spadła. Na szczęście, takie załamanie pogody krótko trwało i już przed Los Cristianos znów było ciepło i słonecznie. Wieczór tradycyjnie spędziliśmy na balkonie. Mieliśmy, co świętować :).

Gdyby ktoś chciał się wybrać na szczyt, to w internecie jest sporo relacji z wejścia na Pico del Teide. Można zajrzeć np.
tutaj
tutaj
tutaj – strona z opisem szlaków przy stacji kolejki (po angielsku)
tutaj – wykaz wszystkich szlaków na terenie Parku Teide

Obrazek
Mapka szlaków (źródło: Park Narodowy Teide) – na czarno szlak nr 7 i 10 prowadzące na szczyt, którymi szliśmy

Obrazek
Profil szlaku

PS Mariusz, Iwona, dzięki za podróżowanie z nami...Mariusz kusisz tymi Dolomitami. Może w 2013 roku uda się nam tam trochę połazić :).
dangol
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8287
Dołączył(a): 29.06.2007

Nieprzeczytany postnapisał(a) dangol » 17.11.2012 20:25

Fantastyczna wycieczka (poprzednie zresztą też :) ), a kolory o świcie nieziemskie 8).
Oj, chciałoby się znaleźć na pięknych Kanarkach, no i oczywiście na Teide, nawet jeśli miałoby to być kolejką :wink: .

Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne odcinki
Iwona75
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1288
Dołączył(a): 15.02.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Iwona75 » 17.11.2012 23:06

Obecna ! I zachwycona....
mariusz-w
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8375
Dołączył(a): 22.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mariusz-w » 18.11.2012 16:57

Pięknie ....... 8)
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 23.11.2012 18:52

Odcinek IV – Garachico i Punta de Teno

Wtorek miał być dniem relaksu. Po zdobyciu Teide zasłużyliśmy na odpoczynek :). Milka już przed wyjazdem miała ochotę na kurs nurkowania, a że Gabi lubi wszystkiego spróbować, to do niej dołączyła :). Reszty wyjazdowego składu podwodny świat nie zainteresował. Postanowiliśmy zrobić mały rekonesans po wyspie :). Nasz wybór padł na Punta de Teno – przylądek na północnym zachodzie wyspy.

Z Los Cristianos wyjechaliśmy po 11. Pierwszy przystanek zrobiliśmy w punkcie widokowym, z którego widać było m.in. Garachico i Montanę de Taco.

Obrazek
Widok na Pico del Teide z trasy do Garachico

Obrazek
Garachico
Obrazek

Obrazek
Roque de Garachico
Obrazek

Obrazek
Montana de Taco
Obrazek

Obrazek
Plantacje bananów

Zatrzymaliśmy się też na dłuższą chwilę w samym Garachico, w którym stare kamieniczki, zamek San Miguel, kościoły i niepowtarzalna atmosfera sprawiają wrażenie, jakby czas się tu zatrzymał...W rzeczywistości takie "zatrzymanie czasu" miało miejsce w 1707 r., gdy erupcja wulkanu Trevejo spowodowała zalanie lawą części miasteczka i portu. Zniszczyła też nabrzeże, zostawiając po sobie formy zastygłej lawy. W miejscu portu znajdują się obecnie naturalne baseny (wyglądały na całkiem przyjemne).

Obrazek
Widok na naturalne baseny w Garachico

W Garachico:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Roque de Garachico
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Zamek
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Rybak z Garachico

Z Garachico pojechaliśmy dalej wzdłuż wybrzeża do Punta de Teno – po drodze podziwialiśmy osamotniony wulkan Montana de Taco (321 m) i wielkie plantacje bananów. Banany mogłyby być towarem eksportowym Kanarów, ale kochana Unia uważa, że nie mają odpowiedniej krzywizny :).

Obrazek
Kanaryjskie banany
Obrazek

Za Buenavista del Norte mieliśmy chwilę zwątpienia. Zatrzymał nas znak „Zakaz ruchu” z tablicą informującą, że z powodu możliwości spadania skał droga jest zamknięta. Gdy zastanawialiśmy się, co dalej, obok nas przejechało kilka samochodów w obu kierunkach. Zdecydowaliśmy się złamać przepisy :). Jak coś, to planowaliśmy wytłumaczyć się, że nie zobaczyliśmy znaku :).

Na szczęście cało dojechaliśmy do Teno. Ale, jak potem wyczytałem gdzieś na necie, ten zakaz obowiązuje jedynie w czasie deszczu, choć w razie jakiegoś wypadku, ubezpieczalnie nie pokryją strat związanych z wypadkiem na tej drodze. Droga jest trochę niebezpieczna i wiedzie nad urwiskiem, a część prowadzi przez kilkusetmetrowy tunel wykuty w lawie. Po jej pokonaniu ma się wrażenie, ze jest się na końcu świata. Na końcu tego końca znajduje się malowniczo położona na wulkanicznym pumeksie latarnia morska. Z jednej strony na wprost widać Gomerę - wyspę odległą o około 20km a z drugiej imponujące klify Los Gigantes. Naprawdę warto tu przyjechać :).

Punta de Teno:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Latarnia i Gomera

Obrazek

Obrazek
Gomera

Obrazek
Klify Los Gigantes

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Widoki z trasy z Punta de Teno:

Obrazek

Obrazek
Okolice Buenavista del Norte – plantacje bananów i Montana de Taco

Obrazek
Plaża Punta Negra
Obrazek

Wracając z Punta de Teno postanowiliśmy nieco skrócić sobie drogę. Jechaliśmy bardzo klimatyczną trasą, która z czasem stała się wąska. Ku naszemu zaskoczeniu dojechaliśmy do Masca. Wąwozu nie zwiedzaliśmy, bo to planowaliśmy na inny dzień.

Po drodze do Masca:
Obrazek
Tajemnicza, „pocięta” góra :)

Obrazek
Pico del Teide

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z Masca do Santiago del Teide daliśmy nieźle popalić naszej Cytrynie. Dobrze, że w zasadzie nie było ruchu i ominęły nas mijanki. Zastanawialiśmy się też, czy jadąc na około, nie byłoby szybciej...

Po 17 wróciliśmy do Los Cristianos. Wszyscy poszliśmy do knajpy poleconej przez Polkę zatrudnioną w bazie nurków, która znajduje się przy samej plaży de las Vistas. Zamówiliśmy ryby. Dostaliśmy spore porcje. Była też i sangria. I ku naszemu zdziwieniu – polska muzyka. Ale, żaden z kelnerów nie miał pojęcia, skąd się ona tam wzięła. Pewnie wcześniej musiał w tej restauracji pracować nasz rodak i zostawił trochę muzyki. Trochę to było dziwne uczucie jeść posiłek w kanaryjskiej knajpie i słuchać polskiej muzy :). Dziewczyny opowiedziały nam o nurkowaniu – podobało im się, ale bez wielkiego zachwytu. Ale, podstawy już mają i w przyszłości mogą zrobić kurs.

Wieczorem postanowiliśmy zapolować na zachód słońca. Kupiliśmy butelkę wina, trochę owoców i posiedzieliśmy na plaży. Bardzo sympatycznie...a słońce ładnie zachodziło nad Gomerą. To był bardzo udany dzień...

Wieczór w Los Cristianos:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

PS Danusiu, bardzo cieszymy się, że podobają się Ci nasze teneryfskie widoki :). Już gdzieś czytałem, że chętnie byś tam wybrała. Jeśli się wybierzesz, na pewno nie pożałujesz :). Warto...a na Teide polecamy wejście od Montana Blanca. Całkiem przyjemny szlak bez trudności technicznych. I jaka satysfakcja, że się górę zdobyło a nie na nią wjechało :). Pozdrawiamy Cię serdecznie.

PS Mariusz, Iwona...w rzeczywistości to chyba jest tam jeszcze piękniej :). Miło nam, że podróżujecie z nami. Pozdrawiamy i do zobaczenia na szlaku :).
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 29.11.2012 19:13

Odcinek V – Dookoła Teneryfy

Na środę zaplanowaliśmy objazdówkę po całej wyspie a w zasadzie wokół niej. Chcieliśmy zobaczyć kilka miejsc. Początek trasy był nam znany z poprzedniego dnia – kierunek Garachico, ale tym razem już bez przystanku w tej miejscowości.

Obrazek
Garachico
Obrazek

Pierwszy postój zrobiliśmy w Icod de los Vinos, które słynie z tzw. Drzewa Smoczego – jest to ponad 1000 letnie drzewo o wysokości ok. 15 m. i średnicy 6 m. Zaliczane jest do dracen i jest to prawdopodobnie najstarsze drzewo tego gatunku na świecie. Posiada ono bardzo mocno plątane gałęzie i korę a na końcach podłużne liście. Sok z drzewa nazywany jest smoczą krwią, bo w kontakcie z powietrzem zmienia kolor na czerwony. Guanchowie, pierwotni mieszkańcy wyspy, stosowali żywicę ze smoczych dracen do leczenia chorób i balsamowania ciał. Smocze drzewo stanowi dziś symbol Icod i zostało też umieszczone w herbie miasta. W parku znajduje się więcej ciekawych okazów dendrologicznych...

W Icod de los Vinos:
Obrazek
Drzewo Smocze
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z Icod de los Vinos pojechaliśmy na plażę El Socorro z czarnym, wulkanicznym piaskiem. To jedna z ulubionych plaż surferów. Dla pływaków ze względu na duże fale udostępniony jest niewielki fragment plaży. Pan ratownik czuwał nad bezpieczeństwem, a kto nie stosował się do jego zaleceń, dostawał „czerwoną kartkę”. Z naszej ekipy po 2 ostrzeżeniach Gabi musiała opuścić „wodny plac zabaw”. Cały dzień była potem niepocieszona...

Playa El Socorro:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po kąpieli pojechaliśmy dalej – do Puerto de la Cruz. Tam chcieliśmy zobaczyć dwie kolejne, „rekomendowane” w przewodnikach plaże, ale trafiliśmy tylko na jedną z nich – Playa Jardin, z której podobno roztacza się piękny widok na Teide. Niestety podobno, bo o takim widoku mogliśmy pomarzyć, bo góra schowana była w chmurach. Nie można mieć wszystkiego...Inną atrakcją miasta jest Loro Park (w którym podziwiać można m.in. papugi, delfiny, orki, lwy morskie), ale nas takie atrakcje średnio interesują i odpuściliśmy sobie wizytę w nim.

Playa Jardin:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Park przy plaży w Puerto da la Cruz:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Takie cuda jeżdżą po Teneryfie ("okaz spotkany w Puerto de la Cruz)

Z Puerto de la Cruz pomknęliśmy autostradą do San Cristobal de la Laguna. - jednego z najstarszych miast na Teneryfie i jej dawnej stolicy. Historia miasta sięga końca XV wieku, kiedy andaluzyjski arystokrata Alonso Fernández de Lugo założył stałą bazę wypadową do podboju wyspy. Istniała tam wtedy laguna, dzięki której miasto zawdzięcza swoją nazwę...

Wygląd dzisiejszego starego miasta właściwie nie zmienił się od początku XVI stulecia. Zachowały się m.in. dawne rezydencje z eleganckimi fasadami i wewnętrznymi dziedzińcami. Jasne fasady zdobią podwójne drewniane drzwi, urokliwe balkony, szerokie i eleganckie okna z drewnianymi okiennicami. Ta zabudowa trochę przypominała nam klimat kolumbijskiej Cartageny. Stare miasto zostało wpisane w 1999 r. na Listę UNESCO. Pochodziliśmy trochę po uliczkach, szukając w nich ochrony przed żarem lejącym się z nieba...

W La Laguna:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z La Laguna planowaliśmy pojechać bezpośrednio do Taganaga, ale niestety trochę pobłądziliśmy (w mieście raczej kiepskie oznaczenia drogowe) i pojechaliśmy do Santa Cruz de Tenerife. Nie planowaliśmy jednak zwiedzania obecnej stolicy wyspy. Wg przewodników warto tam zobaczyć gmach opery, który przypomina słynną operę w Sydney. Może innym razem :). Za Santa Cruz w miejscowości San Andres trafiliśmy na uroczą plażę Teresitas. Nie mieliśmy już za bardzo czasu na plażowanie. Trochę szkoda...

Obrazek
Rzut oka na Gran Canarię

Z Teresitas pojechaliśmy w góry Anaga - pasmo niezbyt wysokich wulkanicznych szczytów z najwyższym Cruz de Taborno o wysokości 1024 m. Geologicznie jest to najstarsza część wyspy pokryta pierwotnym lasem wawrzynowym. Góry imponują kształtami i niezwykłymi widokami. Dojechaliśmy do Benijo – porządniejszym autem dałoby radę dojechać szutrową drogą pod latarnię Anaga na cyplu o takiej samej nazwie. W Benijo podziewaliśmy piękne widoki wybrzeża, w tym skałę de Dentro, która fantastycznie prezentowała się w zachodzących słońcu :).

Obrazek
Skałki w Benijo
Obrazek

W górach Anaga:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Widok na Gran Canarię

Obrazek

Obrazek

W drodze powrotnej w Almaciga postanowiliśmy coś zjeść. Niestety trafiliśmy najgorzej ze wszystkich miejsc. W zasadzie nikomu nic nie smakowało. Ani paella ani ryby...wszystko jakby nieświeże :(. Byliśmy rozczarowani...
Po posiłku pognaliśmy do Los Cristianos – w zasadzie cały czas autostradą. Sprawnie dotarliśmy do naszego hotelu. Objazdówka. udana Zobaczyliśmy sporo ciekawych miejsc. Najbardziej do gustu przypadły nam plaża Teresitas, Góry Anaga i skała de Dentro. Z planowanych miejsc zabrakło nam czasu na piramidy Guimar i wspomnianą operę w Santa Cruz de Tenerife.
Iwona75
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1288
Dołączył(a): 15.02.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Iwona75 » 29.11.2012 19:25

Się rozmarzyłam....I pomyślałam , że czas jakoś tak za szybko ucieka....Kiedyś też sobie tak beztrosko wędrowaliśmy....Co prawda nie tak daleko i nie tak pięknie jak Wy , ale te nasze wypady "coś" w sobie miały.

Wystarczyło słowo, ludzie pakowali plecaki i jechaliśmy.

A teraz są obowiązki , dzieci , każdy żyje swoim życiem i na wspólne wypady nie ma czasu , pieniędzy ....

Korzystajcie i piszcie ! Będę miała namiastkę tego , czego mnie nie udało się doświadczyć.

Pozdrawiam :papa:
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 03.12.2012 19:42

Odcinek VI – Masca

Na wstępie relacji z Teneryfy wspomniałem, że pewne miejsce wypatrzyłem w kanaryjskim wątku Wojtka. To właśnie była Masca, która od razu trafiła na listę miejsc koniecznych do odwiedzenia :).

Trochę Maski „łyknęliśmy” przypadkowo na pierwszej objazdówce po wyspie wracając z Punta de Teno. Wtedy tylko przejechaliśmy przez wioskę a teraz chcieliśmy przejść cały wąwóz. Rano wystartowaliśmy z Los Cristianos. Pojechaliśmy trochę inną drogą, bo w planie mieliśmy słynne klify Los Gigantes. Najlepszy widok na nie jest chyba jeszcze przed zjazdem w dół do samej miejscowości o tej samej nazwie. Zatrzymaliśmy się tam na chwilkę i porobiliśmy kilka zdjęć...

Z Los Gigantes widok na klify jest mniej imponujący. Przypuszczaliśmy, że z portu uda się je dobrze zobaczyć, ale promenada portowa otoczona jest wysokim murem i żadnych widoków nie ma. Trochę lepszy widok jest z plaży, ale stamtąd klifów nie widać w całej okazałości. Kto chciałby, może wybrać się łodzią na rejs pod Los Gigantes (kosztuje to ok. 20-25 euro). Na reklamach obiecują, że jest 100% szansa na zobaczenie delfinów lub/ i wielorybów. O tym się nie przekonaliśmy, bo z tej oferty nie skorzystaliśmy...

Los Gigantes:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Widok na klify z portu

Obrazek

Obrazek

Z Los Gigantes pojechaliśmy na Santiago del Teide. Już na tej wąskiej i krętej drodze do Maski mieliśmy mijankę z autobusem. Myśleliśmy, że się nie da i trzeba będzie cofać się na jakiś mały parking (których na tej drodze jest niewiele np. w porównaniu do drogi na Sveti Jure). A jednak dało się...Wyobrażam sobie jednak, że latem w szczycie sezonu musi tam być ciekawie.

Droga do Maski:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Mijanka z autobusem

Obrazek
Wiola & Robert

Obrazek

Obrazek

Po drodze kupiliśmy owoce kaktusa. Chcieliśmy spróbować czegoś nowego. Smakowały dobrze :). W sumie, to kupować kaktusów nie trzeba, bo na Teneryfie dużo ich rośnie dziko. Jedyny problem to tylko zrywanie, bo można nadziać się na kolce.

W Masce trudno jest o miejsca parkingowe. Mieliśmy trochę szczęścia, bo akurat ktoś wyjeżdżał i mogliśmy zając jego miejsce :).

Obrazek
Masca z charakterystyczną skałą
Obrazek

Założyliśmy górskie buty, porządnie się wysmarowaliśmy kremem i poszliśmy w wąwóz. Gabi i Milka usłyszały od Polki, która pracowała w bazie nurków, że do Maski trzeba wchodzić z przewodnikiem. Nie chcieliśmy w to wierzyć...Płacić też nie mieliśmy zamiaru. Okazało się, że spokojnie można wejść. Żadnych opłat ani strażników...
Początek szlaku był w palącym słońcu, potem jak już weszliśmy w wąwóz, spacerowało się całkiem przyjemnie.

Mijaliśmy trochę ludzi. Nie mogliśmy się nadziwić pewnej starszej parze z Niemiec. Babcia z dziadkiem okropnie się męczyli. Tamowali ruch...nie mam pojęcia, czemu nie zawrócili. Szlak nie należy do najłatwiejszych i trochę trzeba wspinać się po skałach. Ściany wąwozu robiły na nas spore wrażenie. Nasłuchiwaliśmy szumu oceanu. Za każdym zakrętem wydawało się nam, że to już, że zaraz ujrzymy ocean. A tu kolejny i kolejny zakręt...

W wąwozie:
Obrazek
Ostrzeżenie przed kotkami

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Okazy fauny (zagrożonej przez kotki :():
Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jak miło było w końcu ujrzeć plażę...od razu chcieliśmy wskoczyć do wody. Nie było to wcale takie łatwe. Czarny piasek parzył. Trzeba było szybko przebiec do wody...Oficjalnie na plaży Masca obowiązuje zakaz kąpieli ze względu na spadające kamienie z klifów Gigantów. Jednak dużo osób nic nie robi sobie z tego zakazu ani też nie ma nikogo, kto by ten zakaz miał egzekwować. Plaża jest otwarta tzn. nie ma żadnych falochronów, przez co fale są naprawdę spore. Szybko przekonaliśmy się o ich sile. Każdego z nas kilka razy tak uderzyło, że traciliśmy kontrolę nad swoimi ciałami. Było to trochę niebezpieczne, ale wydzielało się sporo adrenaliny. Nikomu się nic nie stało :). Trzymaliśmy się brzegu. Nie ma na niej żadnego ratownika, jak w przypadku plaży Socorro.

Na plaży Masca:
Obrazek

Obrazek
Nie ma to jak właściwe obuwie na plażę :)

Obrazek

Obrazek

Było bardzo przyjemnie wykąpać się po górskim spacerze, ale czekał nas jeszcze powrót i to w górę. Zwykle, najpierw się zdobywa górę a potem się schodzi a w Masce było na odwrót. Nieźle się wypociliśmy. Zabrakło nam nawet wody...Gdyby ktoś chciał się tam wybrać, to polecamy zabrać większe zapasy płynów. Na plaży nie ma żadnej knajpy, więc nie ma gdzie ugasić pragnienia...

Powrót kosztował nas sporo sił. Marzyliśmy o zimnym piwku. W pierwszej restauracji było...ale bezalkoholowe. Z bólem zrezygnowaliśmy. Dobrze, że w następnej było już zimne, lane piwko z % :). Zasłużyliśmy na nie :). Smakowało wybornie...

Obrazek

Obrazek

Powrót w zasadzie nie dostarczył żadnych emocji. Na drodze w górę było niemal pusto. Na przełęczy zrobiliśmy postój oczekując na zachód słońca. Pięknie było...ocean, chmury, Gomera a po drugiej stronie Pico tel Teide :). Aż nie chciało się wracać na kwaterę...

Wieczorne widoki:
Obrazek
Pico del Teide
Obrazek

Obrazek

Obrazek
W dole Santiago del Teide

Obrazek
Nasza ekipa na tle Pico del Teide

Obrazek
Wiola & Rob

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po powrocie trochę posiedzieliśmy na balkonie...Masca spodobała się nam. Warto przejść wąwozem i w nagrodę wykąpać się. Jak ktoś ma możliwości, może dopłynąć do plaży statkiem z Los Gigantes i przejść wąwóz i czekać aż ktoś go odbierze z Maski lub odwrotnie. Ale, to wymaga trochę więcej kombinacji logistycznych. My takowych nie mieliśmy...

PS Iwona, dziękujemy za miłe słowa :). Wiesz, z dzieciakami też można podróżować i sporo miejsc odwiedzić. Są tu na forum relacje PAP’a, które są „klasyką” tego gatunku. Zajrzyj na stronę Beaty, Konrada i Mikołaja, a przekonasz się, że z dzieckiem można zdobywać najwyższe szczyty :). U nas czasami jest szybka akcja – dwa, trzy telefony, gorąca linia i decydujemy, że gdzieś jedziemy :). Pozdrawiamy Cię bardzo serdecznie.
Iwona75
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1288
Dołączył(a): 15.02.2012

Nieprzeczytany postnapisał(a) Iwona75 » 05.12.2012 12:05

RobCRO napisał(a):
PS Iwona, dziękujemy za miłe słowa :). Wiesz, z dzieciakami też można podróżować i sporo miejsc odwiedzić. Są tu na forum relacje PAP’a, które są „klasyką” tego gatunku. Zajrzyj na stronę Beaty, Konrada i Mikołaja, a przekonasz się, że z dzieckiem można zdobywać najwyższe szczyty :). U nas czasami jest szybka akcja – dwa, trzy telefony, gorąca linia i decydujemy, że gdzieś jedziemy :). Pozdrawiamy Cię bardzo serdecznie.


Sporo racji w tym co piszesz , ale uwierz mi , im młodsze dziecię , tym lepiej się podróżuje.Póżniej , różnie bywa.
No i niestety , jeśli jest już rodzina , to budżet ten sam , w naszym przypadku , na cztery osoby.

Dlatego zadowalamy się już krótkimi wypadami , dostosowanymi do finansowych możliwości i chęci każdego z uczestników.

Bo uwierz mi , nici z przyjemności , jeśli dziesięcioletnia pannica " jedzie , bo musi ".

Dlatego podróżujcie dalej i piszcie , a ja sobie poczytam, pooglądam , i zrobię notatki. :wink:

Wykorzystamy , jak dzieci dorosną :oczko_usmiech:
RobCRO
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 1502
Dołączył(a): 04.07.2006

Nieprzeczytany postnapisał(a) RobCRO » 08.12.2012 18:48

Odcinek VII - Krajobraz księżycowy

Na piątek – ostatni cały dzień pobytu na wyspie - wymyśliliśmy trochę trekkingu. W informacji turystycznej dostaliśmy mapkę z wybranymi szlakami turystycznymi. Nasz wybór padł na Lunar Pasaje – krajobraz księżycowy. Opis miejsca był zachęcający a i przed wyjazdem widziałem na necie, że to miejsce może warto byłoby odwiedzić :).

Wystartowaliśmy w 4-osobowym składzie. Milka zdecydowała się zostać w Los Cristianos i spędzić czas na plaży. Pojechaliśmy dobrze znaną nam drogą w kierunku Teide. Nasz szlak zaczynał się w miejscowości Vilaflor. Bez problemu znaleźliśmy miejsce na zostawienie auta. Miasteczko wyglądało na wymarłe. W zasadzie żywej duszy, cicho, spokojnie, sennie...

Mieliśmy trochę kłopotów z orientacją na starcie – tuż za rynkiem Vilaflor trzeba skręcić w lewo, choć główna szosa idzie prosto. Hiszpanie dziwnie oznaczają „błędną” drogę - przekreślają znak szlaku. Kilka minut główkowaliśmy, co ten znak oznaczał. Jakaś starsza para, która szła przed nami, też miała małe wątpliwości dot. przebiegu szlaku. Musieliśmy trochę pokrążyć koło kilku domostw i prawie przechodziliśmy przez czyjeś podwórka…Później już nie było żadnych trudności orientacyjnych :).

Słońce nieźle nam przygrzewało. Na początku mieliśmy niewiele cienia od drzew. Potem już było lepiej…Spostrzegliśmy się też, że mogliśmy „skrócić” wycieczkę, bo przekroczyliśmy drogę szutrową z małym parkingiem. Pewnie, gdybyśmy mieli porządniejszą mapę Teneryfy, podjechalibyśmy bliżej i wyżej i stamtąd zaczęli wyprawę (tak na oko zaoszczędzilibyśmy ok. 2 godzin). Z tego miejsca można było wybrać kierunek, z którego dojdzie się pod krajobraz księżycowy, bo szlak jest okrężny. Poszliśmy tam, gdzie było mniej ludzi…

Szlak lekko wznosił się w górę i wiódł wąską ścieżką przez lasek. Wyczekiwaliśmy i wypatrywaliśmy celu. Gdy dotarliśmy na miejsce – w oddali zobaczyliśmy formy skalne (przypominające trochę te z Kapadocji), które nie zrobiły na nas dużego wrażenia. Większą atrakcją dla nas były…jaszczurki, których było tam całe mnóstwo. Jaszczurka to jeden z symboli Teneryfy. Niektóre były tak odważne, że jadły Gabi z ręki :).

Krajobraz księżycowy:
Obrazek

Obrazek

Na szlaku:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
...i do Las Vegas też wcale nie tak daleko :)

Jaszczurki:
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A krajobraz księżycowy? W zasadzie był on wokół – dla nas, to te „żużlowe” pola od zastygłej lawy bardziej nadawałyby się na miano takiej nazwy. Byliśmy trochę zawiedzeni, bo na mapie Lunar Pasaje reklamują jako „superb”...

Wracaliśmy do Vilaflor w drugą stronę – zrobiliśmy pętlę. Na końcu szlaku „dopadaliśmy” dziko rosnące drzewo figowe. Objedliśmy się pysznymi figami, a i trochę zabraliśmy dla Milki :).

Obrazek
Wiola z figami :)
Obrazek

Na rynku w miasteczku wypiliśmy po zimnym piwku/ coli i wróciliśmy do Los Cristianos. Poszliśmy na plażę – tym razem wybraliśmy tą w naszym miasteczku przy porcie. Wbrew obawom, że przy porcie woda nie będzie najczystsza, nie było źle. Tak przy okazji, z tej plaży korzystają rodziny z dzieciakami (woda tutaj jest spokojna i płytka).

To był nas ostatni wieczór. Poszliśmy do „naszej”, małej knajpy. Utwierdziliśmy się w przekonaniu, że ta knajpa to bardzo dobry wybór. Mieliśmy prawdziwą ucztę – ryby, paella, krewetki. Na koniec dostaliśmy wielki dzban pysznej sangrii. Milka wzięła nawet przepis na jej przyrządzenie :). Wieczorem posiedzieliśmy jeszcze trochę na balkonie. Nasz czas w Los Cristianos powoli dobiegał końca. W sobotę niestety czekał powrót do kraju…

PS Iwona, Twoje argumenty mnie przekonały :). Mamy na pewno łatwiej :). Wiesz, ja też często robię coś w rodzaju notatek (głównie we własnej pamięci) miejsc, które warto odwiedzić. Nasze forum to skarbnica wiedzy i już w kilka miejsc dzięki forum wybraliśmy się. Takim naszym hitem pozostaną „odkryte” przez Kulków czarnogórskie Komy :).

Iwona, dziękujemy za wędrowanie z nami i zapraszamy na kolejne wędrówki. Pozdrawiamy Cię serdecznie...
mariusz-w
Cromaniak
Avatar użytkownika
Posty: 8375
Dołączył(a): 22.04.2004

Nieprzeczytany postnapisał(a) mariusz-w » 09.12.2012 12:15

Piękne wycieczki, piękne miejsca ... super fotki.
Do tego ciepełko, którego w tej chwili tak brak.
Z duża przyjemnością z Wami wędruję. 8)

pozdrawiam.
Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Jak nie Chorwacja to ... ???



Podróże RobaCRO - Lutalicy iz Novogardu - strona 49
Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Chorwacja Online
[ reklama ]    [ kontakt ]

Serwis Cro.pl Chorwacja Online wykorzystuje cookies do prawidłowego działania, te pliki gromadzą na Twoim komputerze dane ułatwiające korzystanie z serwisu; więcej informacji w polityce prywatności.

Redakcja serwisu Cro.pl Chorwacja Online nie odpowiada za treści zamieszczone przez użytkowników. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu. Forum wykorzystuje oprogramowanie M 2.0. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjny. Cro.pl nie reprezentuje interesów żadnego biura podróży, nie zajmuje się organizacją imprez turystycznych oraz nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam.

chorwacja online - cro.pl 1999-2018